Przyjęło się, że Bolesław Augustis, autor największej kolekcji przedwojennych zdjęć z Białegostoku, na emigracji już nie fotografował. Trzeba było polecieć do Nowej Zelandii, by się przekonać, że nigdy nie przestał być fotografem. Trzeba było odbyć wiele rozmów z tamtejszymi sybirakami, by zrozumieć, że trauma zsyłek, choć przygasła, nadal boli, promieniuje i wymaga dopowiedzenia.

Czwórka wolontariuszy z Białegostoku pokonała 12 stref czasowych (dwukrotnie), przeleciała ponad 20 tys. km. Odwiedziła Wyspę Północną i Wyspę Południową, robiąc ok. 2,5 tys. km. autem, by spotkać się z Polonią w trzech największych miastach Nowej Zelandii: Auckland, Wellington i Christchurch (wydarzenia te zgromadziły ponad 100 osób). Przeprowadziła 14 wywiadów z sybirakami i członkami ich rodzin, zdigitalizowała ok. 200 archiwalnych zdjęć, a zarejestrowany materiał wideo to ponad 2 TB. Wszystko po to, by się dowiedzieć, co porabiał Bolesław Augustis na antypodach i co kryją prywatne archiwa tamtejszych sybiraków.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.

Agata Żelazowska
Czytaj teraz
Więcej
    Komentarze
    Wspaniała relacja! Znakomici ludzie!
    już oceniałe(a)ś
    9
    0