BODYGUARD ZAWODOWIEC W HELIOSACH
Komedia akcji o kilerze i ochroniarzu, którzy muszą się dogadać na przekór burzliwej przeszłości.
Do tej pory stali po przeciwnych stronach barykady: jeden odpowiadał za utrzymanie klientów przy życiu, drugi na nich polował. Ale gdy płatny zabójca postanowi zeznawać przeciwko zbrodniarzowi wojennemu, sam będzie potrzebował ochrony. Nawet jeśli nie pozabijają się w drodze z Manchesteru do Hagi, podróż i tak zapowiada się na pełną wrażeń: po piętach depczą im bandziorzy.
Niedobrany duet dociera się w bólach, lecz aktorzy takich problemów nie mieli. Ryan Reynolds z Samuelem L. Jacksonem bawią się przednio w tej niekończącej się utarczce, nie tylko zresztą słownej. Pojedynek jest wyrównany. Ciut lepiej wypada Jackson - sypie dowcipami, przekleństwami, życiowymi radami, jakby złapał drugi oddech.
Chemia pomiędzy odtwórcami głównych ról to coś, czego film na pewno potrzebował. Pomogła działającej sobie na nerwy parze pokonać niedoskonałości scenariusza. Bo, umówmy się, pomysł nie jest nowy. Scenariusz oparto na ogranej formule, znanej np. ze "Zdążyć przed północą" czy kumpelskiego kina w stylu "Zabójczej broni". Wszystko w konwencji zgrywy z gatunku, z chwilami całkiem dowcipnymi dialogami i ironicznym ujęciem wątku romansowego (Salma Hayek jako kobieta-dynamit będąca ucieleśnieniem latynoskich stereotypów). Na drugim planie także Gary Oldman, raczej niewykorzystany w roli okrutnego dyktatora przed trybunałem.
Dodatkiem do pełnego absurdów, komediowego show są sceny walki, strzelaniny i pościgi. Nad całością unosi się oldskulowy klimat kina akcji z lat 80. i 90. Normalnie pewnie bym wybrzydzał, szczególnie że trochę to wszystko przydługie, ale jak na koniec wakacji się nada.

Królewicz Olch w Forum
Opowiedziana z perspektywy nastolatka historia młodego geniusza fizyki, emocjonalnie dysfunkcyjnego samotnika, zdominowanego przez zaborczą, autorytarną matkę.
Bohatera fascynuje zagadka przejścia między światami, prowadzi w tej sprawie badania. Z czasem jednak więzi z otoczeniem zaczną być dla nastolatka ważniejsze niż naukowe ambicje. Rekompensująca sobie sukcesami syna własne niepowodzenia mamusia nie będzie z takiego obrotu spraw zadowolona. Pojawienie się "tego trzeciego", długo nieobecnego ojca, okaże się tylko chwilowym wentylem, ostatecznie jeszcze bardziej komplikując sprawy.
Reżyser Kuba Czekaj już w "Baby Bump" pokazał, że wybornie operuje językiem filmu. Choć opowiada w gruncie rzeczy proste historie, znajduje dla nich świeży, elektryzujący język, dekonstruuje utarte wizualne kody.
Czekaj znowu nakręcił film lawirujący między różnorodnymi kulturowymi nawiązaniami, imponujący intelektualną sprawnością i dojrzałością koncepcji. A jednocześnie, choć niektórym wyda się zwyczajnie "dziwny" czy "przeintelektualizowany", wizjonerski "Królewicz" jest zachwycająco wrażliwy. Mroczny, niewygodny, ale przede wszystkim emocjonalnie piękny, zaprasza widza do skoku na główkę w swój pokręcony świat, a obietnica zbudowania więzi, jaką składa, nie pozostaje bez pokrycia. Zachwycają świetni aktorzy: Agnieszka Podsiadlik w roli matki i debiutant Stanisław Cywka.
"Królewicz..." to koncepcyjny majstersztyk o przemyślanym, działającym na zmysły stylistycznym kluczu. Niesamowite, jak ogromnie reżyser dojrzał od czasu "Baby Bump". Wówczas intrygujący "młody zdolny", teraz - pełnokrwisty, samoświadomy twórca, który przynosi widzom jeden z najlepszych polskich filmów ostatniej dekady.

Materiały prasowe
OBDAROWANI W HELIOSACH
Dramat rodzinny. Co zrobić z genialnym dzieckiem?
Frank, mechanik reperujący motorówki na wybrzeżu Florydy, opiekuje się 7-letnią siostrzenicą Mary. Choć dziewczynka zdradza wybitny talent matematyczny, Frank nie chce jej zapisać do szkoły dla małych geniuszy - woli, aby uczyła się w zwykłej podstawówce. Na to z kolei nie chce się zgodzić jego despotyczna matka, Evelyn i oddaje sprawę do sądu.
Webb, reżyser dwóch "Spidermanów" oraz Evans, znany jako "Kapitan Ameryka" zeszli na ziemię, aby nakręcić całkiem niezły dramat sądowo-rodzinny. Jego sednem jest niełatwy dylemat: co począć z genialnym dzieckiem? Zapewnić mu normalne dzieciństwo, jak chce Frank, czy zadbać o rozwinięcie jego fantastycznego potencjału, jak uważa jego matka? Frank oprócz racji oczywistej (dzieciństwo małej Mary stanie się przygnębiająco jednostronne; będzie tkwiła w podręcznikach kosztem typowych dla jej wieku przyjemności) ma argument dodatkowy (matka Mary, po której dziewczynka odziedziczyła niezwykłe zdolności, popełniła samobójstwo), choć nie wiadomo, czemu zakłada, że musiałaby koniecznie podzielić jej los. Twórcy filmu postępują nieco tendencyjnie robiąc z babci Mary potwora ? la Cruella Demon, choć w końcu ona też ma swoje merytoryczne racje. Tylko metody, do jakich się ucieka, są niedopuszczalne.
"Obdarowani" nowych światów nie odkrywają, ale swoją niewyszukaną historię opowiadają zgrabnie i kompetentnie. Jest jedno rozwiązanie kuriozalne, ale winić raczej za to należy amerykański kodeks prawny, a nie scenarzystę.
Film jest też solidnie zagrany, a wdzięczna i utalentowana McKenna Grace kradnie każdą scenę. Webb, który przed ucieczką w krainę dochodowej fantazji nakręcił udaną komedię romantyczną "500 dni miłości", umie też operować humorem, chroniąc nim film - choć nie zawsze - przed popadnięciem w nadmierny sentymentalizm. Można się wybrać bez większego ryzyka.

Materiały prasowe
DOM WYGRANYCH W HELIOSACH
Komedia o małżeństwie, które zakłada nielegalne kasyno, żeby posłać córkę na uniwersytet.
Dlaczego Scott i Kate decydują się na tak desperacki krok? Bo rada miejska zamiast przeznaczyć fundusze na stypendium, woli zbudować kompleks basenów. Nie widząc innego rozwiązania, Johansenowie do spółki z uzależnionym od hazardu sąsiadem otwierają w jego domu kasyno. Pomysł okazuje się strzałem w dziesiątkę. Mieszkańcy przedmieść mogą odreagować codzienne frustracje czy nudę, nie muszą wreszcie udawać przyjemniaczków. Gdy główni bohaterowie uwierzą, że są postaciami z mafijnych filmów Martina Scorsese, sytuacja wymyka się spod kontroli.
Z humorem jest tu jak z grą w ruletkę: co jakiś czas przytrafi się całkiem sporo śmiechu, ale częściej bądźcie gotowi na serie nietrafionych żartów. Nawet Will Ferrell i Amy Poehler niewiele mogą zdziałać z takimi kartami w ręce - trudno, zabawniejsi już byli. Za kiepskie rozdanie winić należy scenarzystów, którzy nie potrafili ciekawe rozwinąć żadnego z wątków. Choćby prześmiewczej, ale podszytej goryczą opowieści o życiu klasy średniej, o rodzicach, którzy wyjdą na nieudaczników i rozczarują ukochane dziecko, jeśli nie będzie ich stać na pokrycie kosztów studiów. O ile więc punkt wyjścia był obiecujący, zamiast satyry dostaliśmy przeciętną komedyjkę bez ryzyka, zadowalającą się gagami w stylu siusianie na trawniku, krzyczenie czy obcinanie palców. A przecież, kto nie ryzykuje, ten.

materiały promocyjne
GANG WIEWIÓRA 2
Niepotrzebny dubbingowany sequel animacji dla dzieci, która wielkim hitem przecież nie była.
Cwaniaczek Wiewiór i jego ferajna nie mają lekko: nie dość, że krótko cieszą się słodkim lenistwem w magazynie pełnym orzechów, to jeszcze ich park ma zamienić się w wesołe miasteczko. W ruch idą piły, koparki i buldożery. Jednak zwierzaki nie zamierzają oddawać swojego domu tak łatwo. Perypetie futrzastych bohaterów przypominają newsy z serwisów informacyjnych. Bezwzględna wycinka drzew pod inwestycję, za którą stoją przekupni urzędnicy. Brzmi znajomo? Najwyraźniej twórcy dubbingu przyjęli polityczny kontekst za dobrą monetę, bo w dialogach roi się od aluzji - ale nie są one zbyt śmieszne, sprawiają wrażenie doklejonych na siłę, a dzieci przecież i tak niewiele z tego zrozumieją. Dla nich film to względnie emocjonująca przygoda i humor, lecz naprawdę najprostszy z możliwych. Ot, kolejna propozycja dla dzieci, która oryginalnością ani urodą animacji nie grzeszy, ale wydaje się niegroźna. A to już coś.
KINO HELIOS
Wszystkie komentarze