W miesiąc musieli zmienić myślenie, nawyki, sposób pracy. I przekuli lęki, gniew i konfrontacje z pandemią w wirtualny spektakl "PandemiJa". Studenci IV roku Akademii Teatralnej swój dyplom "PandemiJa" pokażą online.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spektakl reżyseruje Agata Biziuk - niegdyś także studentka białostockiej Akademii Teatralnej, potem współtwórczyni działającej w Białymstoku ciekawej Nieformalnej Grupy Avis, dziś ceniona w Polsce reżyserka autorskich spektakli. A teraz znów wróciła do macierzystej uczelni, by wraz ze studentami IV roku AT zrealizować spektakl dyplomowy „PandemiJa”. Premiera będzie historyczna, inna niż zwykle, bo online - 14 lipca, o godz. 19 na kanale YouTube Akademii Teatralnej.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Rozmowa o spektaklu

Monika Żmijewska: Nie jest to pierwszy pani dyplom realizowany z białostockimi studentami. Jednak, ze względu na czasy, w których właśnie jesteśmy, styl pracy, temat, sposób komunikowania się, emocje związane z koronawirusem - to chyba kompletnie nowe doświadczenie?

Agata Biziuk, reżyserka: Gdy otrzymałam propozycję realizacji dyplomu, od razu wiedziałam, że będzie to doświadczenie unikatowe. W treści spektaklu „PandemiJa" mamy konfrontację z tematem, wobec którego nikt nie jest w stanie pozostać obojętny. Ten czas, jak i jego konsekwencje na długo pozostanie w pamięci ludzkiej. Można pokusić się o stwierdzenie, że „świat już nigdy nie będzie tym samym światem" - cytując jedną z moich studentek. Miałam szczęście trafić na wyjątkowo otwarty rok, odważny, co na pewno ułatwiło nam „dotarcie się” na poziomie emocjonalnym. Miałam okazję wsłuchać się w ich postrzeganie rzeczywistości i na tej podstawie stworzyć scenariusz, co jest moją ulubioną formą współpracy twórczej. Ogrom materiału, jaki przerobiliśmy w tym krótkim czasie, jak i konfrontacja wielu wyjątkowych i charyzmatycznych twórców, współpracujących przy dyplomie, pozwoliła nam na chwilę odetchnąć, wyrzucić z siebie całą złość, lęk, jak i milion innych emocji, które towarzyszyły nam przez ostatnie miesiące.

Podobno pierwotnie dyplom IV roku miał być zupełnie inny? W którym momencie stało się dla pani jasne, że chcecie się skupić właśnie na pandemii? Jak na zmianę zareagowali studenci?

 - Pierwotnie studenci mieli pracować z zupełnie innym reżyserem, jednak z powodu pandemii, jak w przypadku wielu innych inicjatyw - temat nie został zrealizowany. Młodzi ludzie zostali odcięci od szansy, która im się po prostu należała. Od pracy, która ich rozwija, od dyplomu, w którym mogliby się pokazać. I - co najważniejsze - od swobodnego wejścia na rynek zawodowy. Do końca nie wiedzieli, czy w ogóle, z kim i nad czym będą pracować. Propozycja realizacji dyplomu, z początku nieśmiała - nie do końca było wiadomo „kiedy?", „co?" i „w jakiej formie?" - bardzo zaskoczyła mnie, ale i ucieszyła. Możliwość realizacji twórczej w tym „zamrożonym" okresie, i to  jeszcze z grupą młodych, wydawała mi się szalenie ciekawa. Gdy przyszły odpowiedzi na pytania „jak" i „kiedy" - to jest: „praca z kamerą, realizacja dyplomu w miesiąc" - wiedziałam, że temat nie może być przypadkowy.

Otóż proszę sobie wyobrazić grupę młodych ludzi, adeptów szkoły teatralnej, którzy w miesiąc muszą  zmienić myślenie, sposób pracy, jak i nawyki. Temat narzucił się sam - skoro twórcy teatralni muszą skonfrontować się z kamerą, opowiedzmy „dlaczego" , nie chowajmy się, skonfrontujmy się z tym, dajmy temu w pysk. Poza białostocką szkołą miałam okazję studiować reżyserię w Szkole Filmowej Andrzeja Wajdy, więc film i jego narracja nie są dla mnie obcą formą. Miałam też przy sobie wielkie wsparcie w osobie Tobiasza Czołpińskiego, który jako operator czuwał nad obrazami, a jako pedagog uczył wcześniej moich studentów pracy z kamerą. Ogrom postępu, jak i świadomości siebie tych młodych, jest nieoceniony. Włożyli w tę pracę serce i ogrom refleksji. Zaufanie, jak i elastyczność, jaką nas obdarowali, zaprocentowało szybszą komunikacją na poziomie pracy z kamerą.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Jak powstawał tekst „PandemiJa”? Ile jest w nim pani doświadczeń, a ile studentów?

- Byłam ciekawa, jak temat pandemii postrzegają studenci, przecież to ich spektakl i czas, nie chciałam kraść im głosu. Oczywiście jak w każdym autorskim spektaklu, tak i w tym jest sporo moich refleksji i poetyki, jednak czułam, że potrzebuję skonfrontować moje postrzeganie z nimi. Szkoła ułatwiła mi kontakt zdalny ze studentami, więc jeszcze na poziomie powstawania scenariusza mogłam ich zobaczyć, wysłuchać, mieć możliwość poznania ich wrażliwości. Maile, które otrzymałam, były zaskakujące, dojrzałe, pełne szczerości. Wtedy też powstał tytuł „PandemiJa", bo przecież w tym problemie globalnym jest indywidualne „Ja” każdego z nas, nasze konfrontacje z epidemią. I nie chodzi tu tylko o chorobę, ale jej pochodne - na poziomie emocjonalnym, zawodowym, osobistym.  

Czym jest „PandemiJa”? Spójną fabułą? Zbiorem migawek?

- W najprostszy sposób spektakl można opisać jako zbiór etiud dotyczących czasu pandemii, jednak to tematu nie wyczerpuje, pomimo kolażowości mamy tu spójność i opowieść. Zależało nam, by każdy mógł w tym dyplomie się pokazać, by każdy mógł prowadzić przez chwilę narrację. Stąd różne „Ja” wysuwają się na plan pierwszy. Mamy też zróżnicowane elementy ekspresji w opowiadaniu. Raz jest taniec, przygotowany pod opieką fantastycznej Anny Sawickiej-Hodun, innym razem - elementy wokalne, muzyczne, prowadzone  i wsparte przez wspaniałą Nataszę Topor, a wszystko spięte i wsparte plastyką Mariki Wojciechowskiej i światłem Macieja Iwańczyka. W tym wszystkim spotkało się wiele wrażliwości i każdy zostawił swój odcisk. Teraz wszystko to pracuje na stole montażowym Jonasza Czołpińskiego.

W miesiącach największej izolacji wielu z nas prywatnie i zawodowo komunikowało się za pomocą internetowych kamer - Zooma, Skype’a etc. Stały się jeszcze powszechniejszym narzędziem komunikacji. Na ile kamera - poza rozwiązaniem technicznym -  jest ważnym elementem w waszym spektaklu?

- Kamera jest tu partnerem, obserwatorem, bywa też lalką. Jest animowana, staje się bohaterem. Chcieliśmy wykorzystać potencjał, jak i doświadczenie studentów, dla których często była to po prostu nowa forma animacji.

Miała pani chwile zwątpienia, co dalej, czy w ogóle spektakl uda się zrealizować?

- Oczywiście, że tak, do ostatniego dnia zdjęciowego towarzyszył nam lęk. Temat, jak i forma są ryzykowne, jednak bez ryzyka nie byłoby twórczego odkrywania. Całe szczęście miałam wsparcie w Tobiaszu, który w miarę możliwości był na próbach, co pozwalało nam skonfrontować przepracowany materiał z kamerą i to była podstawa do omówień ze studentami. Kamera jest bezwzględna, o ile w teatrze grasz do szóstego, siódmego rzędu, o tyle tutaj grają niuanse. Myślę, że w tej całej pandemicznej sytuacji plusem jest to, że studenci odebrali naprawdę niezły warsztat pracy z kamerą. 

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Gdy w połowie marca zamknięto teatry i inne placówki artystyczne, nikt chyba się nie spodziewał, że kultura na tak długo zejdzie do internetu. Widzowie mogli oglądać w sieci tylko spektakle archiwalne. Ludzie teatru z powodu pandemii znaleźli się w trudnej sytuacji. Jaki to był czas dla pani?

- Miałam to szczęście w nieszczęściu, że w ostatnim tygodniu przed wybuchem pandemii odbyła się moja autorska premiera w Gliwickim Teatrze Miejskim. Następną realizację miałam zaplanowaną na czerwiec - ta z powodu pandemii została przesunięta na wrzesień, ale za to w czerwcu zrealizowałam dyplom. Można więc powiedzieć, że skutki pandemii na poziomie zawodowym mnie nie dotknęły, jednak na poziomie duchowym, osobistym - bardzo. Nie planowałam żadnej realizacji, a jednak opresyjna sytuacja zaowocowała, jak to zwykle u mnie bywa, działaniem twórczym. Tak powstał serial #wakacje, który jest swoistym komentarzem rzeczywistości w czasach COVID-u.  

A jak to wszystko przeżywają studenci?

- Każdy na swój sposób, indywidualnie, jednak każdy bardzo intensywnie. Nam, jako twórcom starszym, bardziej zakorzenionym, rozpoznawalnym, jest zdecydowanie łatwiej odnaleźć się w tej rzeczywistości. Im został na swój sposób odebrany start - zostali z wielkim znakiem zapytania „Co dalej?". Jednak nie znaczy to, że się poddali -  walczą, kombinują, są kreatywni. Szukają swojego języka.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Znana jest pani z tego, że w spektaklach obnaża pani mity, wyśmiewa celebracje i narodowe kompleksy. To współczesne przedstawienia, weryfikujące ludzką naturę na różnych poziomach. A co z nami zrobił koronawirus? Czy ten wątek będzie pani rozwijała w jakimś kolejnym swoim tekście?

- Nie nabrałam jeszcze dystansu wystarczającego do tej pracy, by wiedzieć, czy temat przerobiłam. Bardzo możliwe, że jest to preludium, ale może temat wyczerpał się całkowicie, może rzeczywistość przyniesie nowe inspiracje? Nie wiem. W „pandemii" sporo jest wątków, tzw. tematu postrzegania - teraz zwłaszcza wszystko nabiera ostrego koloru, podziały społeczne, polityczne, poglądowe. Duże też pole do popisu ma tak lubiany przez nas, Polaków, społeczny ostracyzm: ten „be", ten „cacy" . M.in. takie wątki będzie można tu odnaleźć. Ale przede wszystkim - i to jest dużą wartością tego projektu - to wrażliwość i głos młodych ludzi.

Wspomniała pani o serialu #wakacje, który jest swoistym komentarzem rzeczywistości w czasach COVID-u.

- Serial #Wakacje realizowałam w czasie pandemii, korzystając z narzędzi czysto zdalnych. To spontaniczna inicjatywa twórcza, tworzona w domowych pieleszach. Klejenie komórek do laptopów, próby zdalne w trakcie drzemek dzieci. Ekipa #Wakacji to po prostu czwórka przyjaciół, która postanowiła spędzić czas odcięcia od zawodu w kreatywny sposób. Ja- reżyser i scenarzysta, Anna Mierzwa – aktorka, Krzysztof Blok – realizator wideo oraz Paweł Brajczewski – grafik i scenograf. W tym składzie powstawały kolejne epizody serialu, do którego zaprosiliśmy gościnnie aktorów i przyjaciół.

 

-Serial na tyle się spodobał, że zrealizowaliśmy też w jego formie kampanię reklamową firmie GLS, a kilkanaście dni temu otrzymaliśmy główną nagrodę w konkursie "Kultura na wynos", organizowanym przez urząd miasta w Poznaniu z uzasadnieniem: "Domowy miniserial będący trafnym komentarzem do rzeczywistości ostatnich miesięcy, zwracający uwagę humorem, wysoką jakością artystyczną i realizacyjną. Pandemiczne The Office (a właściwie home office), rozładowuje lęki, działa terapeutycznie i posiada przy tym ogromny walor dokumentacyjny".

Agata Biziuk
Agata Biziuk  Dariusz Barański

Agata Biziuk

Ceniona reżyserka teatralna. Na koncie ma ciekawe i głośne spektakle (z czasów Nieformalnej Grupy Avis, to choćby świetny „Horror Vacui” i „Medium rzeczy pospolitych”), m.in. brawurowe przedstawienie „Skłodowska. Radium Girl”, zrealizowane wspólnie z Grupą Papahema czy ostatnio świetny, demaskujący „polskość” w różnych wymiarach, spektakl „ZA-Polska” zrealizowany z poznańskim Teatrem Animacji (który zresztą białostoczanie mogli zobaczyć w Białymstoku na Dniach Sztuki Współczesnej przed rokiem - w tym roku też zmiecionych przez koronawirusa).

Historyczna premiera

Premiera dyplomu IV roku Akademii Teatralnej „PandemiJa” - pierwsza online - 14 lipca, o godz. 19 na kanale YouTube białostockiej Akademii Teatralnej (link do nagrania zostanie opublikowany na Facebooku AT). W spektaklu występują: Małgorzata Apse, Rudolf Apse, Magdalena Bednarek, Anna Konieczna, Karolina Mazurek, Anna Nieciąg, Katarzyna Pilewska, Karol Sławek, Agata Słowik, Zbyszek (gościnnie).

Po spektaklu odbędzie się dyskusja online z reżyserką i zaproszonymi gośćmi.

Spektakl Akademia Teatralna wyemituje bezpłatnie. Ale też zachęca jednocześnie do dobrowolnych wpłat na fundusz stypendialny dla studentów (na konto: 72 1130 1017 0020 1557 2020 0002) i/lub wpłat na rzecz bardzo kosztownej kuracji przeciwnowotworowej prof. Andrzeja Strzeleckiego, byłego rektora Akademii Teatralnej (na subkonto podopiecznego Fundacji Rak’n’Roll Wygraj Życie PL73 1600 1462 1893 9704 1000 0068 z dopiskiem „dla Andrzeja S.”).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Wydaje mi się fascynujące, że można przeprowadzić cały wywiad na temat dyplomu, wspomnieć wiele pracujących przy nim osób, ale ani razu w rozmowie nie wymienić z imienia nazwiska żadnego z wykonawców, odwołując się do nich tylko przez zbiorowe "studenci", jak gdyby nie mieli własnej tożsamości.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0