Łyse dziecko ze świetlistymi oczami. Siwy starzec niczym Wernyhora. Mężczyźni na wozie, za nimi inwalidzkie kule. Dwoje starych ludzi dźwigających ramę. Jak to możliwe, że wszyscy, nawet ci, których twarzy nie widać, mają w sobie taką magnetyczną siłę? Trudno wyzwolić się od myśli i pytań: Kim są? Gdzie idą? Co myślą?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tak fotografuje nestor litewskiej fotografii, jeden z najwybitniejszych fotografów europejskich, Antanas Sutkus, którego wystawę „Ludzie Litwy” można oglądać w Muzeum Podlaskim: łapie w sidła oglądających, szybko ma ich w garści, nie pozwala na bezrefleksyjne przesuwanie wzrokiem po zdjęciach. Jest jak medium między oglądającym a fotografowanym – zaprasza do swojego-cudzego świata, a jednocześnie tych pierwszych trzyma na dystans. Bo przecież nigdy nie dowiemy się, co kłębi się w głowie dziecka patrzącego tępym wzrokiem i jak się potoczyło jego życie?

Podskórne wibracje

Siła Sutkusa jednak jest na tyle duża, że chce się wiedzieć coś więcej, niż tylko poprzestać na tym, że gdzieś w latach 60-tych fotograf dotarł do jakieś wioski, miasteczka, na uliczkę większego miasta i po prostu sfotografował ich mieszkańców.

Tymczasem poprzestać na tym trzeba. Choć w poczuciu niedosytu. Taka jest natura psychologicznych portretów – generują wrażenie, że zdjęcie zagarnia widza do środka i jednocześnie serwuje uczucie niejasności i deficytu.

A w tym Sutkus jest mistrzem. O jego portretach – tak wyrazistych, głębokich, psychologicznych – zresztą krążą legendy. Znani ludzie na to, by fotografie zrobił im założyciel Litewskiego Towarzystwa Sztuki Fotograficznej – czekali latami. A fotograf i tak najchętniej zanurzał się w świat codzienny, świat małych miasteczek i podwórek w większych miastach: świat dziecięctwa, świat dojrzałości, starości.

I właśnie codzienność – sfotografowaną 50-40 lat temu, a której czas się jakoś nie ima, bo zdaje się być tu i teraz – oglądać możemy na wystawie prezentowanej w Muzeum Podlaskim. To codzienność zwyczajna, a jednak fascynująca. Ulotna chwila, w której siwowłosy brodacz błądzi gdzieś myślami. Zwyczajny moment, w którym jedno dziecko śmieje się do drugiego. Zmęczeni kopacze jadą wozem gdzieś, na wozie, na workach – odłożone inwalidzkie kule.

Niby nic. Zwykła sprawa, powrót po pracy do domu. Ale w ujęciu Sutkusa zwykła sprawa zdaje się wibrować podskórnie, zwykły moment urasta do rangi wydarzenia. Ważnej chwili. Choćby to było siedzenie na materacu wyelegantowanego starszego człowieka i palącego papierosa. Czy pobłyskiwanie śniegu i błota, olbrzymich kałuż w słońcu, wokół których przebiegają spieszący do swoich spraw ludzie.

MATERIAŁY INTERPHOTO

Cóż za intymna chwila

Gdy już fotografowany podnosi wzrok na fotografa, to spojrzenie zdaje się być przepastne. Gdy fotografowana starsza para, dźwigająca ramę (od łóżka? od drzwi?) przystaje na chwilę, ramiona zdają się im drgać od zmęczenia. Cali są jednym wielkim zmęczeniem, a przecież nie widzimy nawet skrawka ich twarzy.

Gdy wreszcie chłopczyk sfotografowany z tyłu idzie przed siebie z tornistrem na plecach, to też nie jest oczywistym chłopczykiem z tornistrem na plecach. Zza chłopca wyrasta drzewko, którego sadzonkę najwyraźniej niesie w rękach. Przed nim rozwija się droga, nad nim strzela w górę cienka łodyga. Taki, a nie inny kadr, zamienia zwykły moment wędrówki trasą do domu/szkoły w coś niezwykłego.

Albo inne cudowne dziecięce zdjęcie, na którym dwoje dzieci siedzi w przewróconej na bok balii. Nie zwracają na nic uwagi. Jedno uśmiecha się, jakby usłyszało coś zabawnego i nadzwyczajnego, drugie przechylając się, chyba mu to właśnie serwuje. Cóż za intymna chwila malutkich osobników! Ileż sekretów i tajemnic kryje się w tej fotografii, wyglądającej niczym dziecięce monidło! Malutki światek, w którym dwójka skupiona jest wyłącznie na sobie, obramowuje jeszcze symbolicznie owal balii.

Spojrzenie bezcenne

Tu każde zdjęcie jest niespodzianką. Jak nie ze względu na zapis pełen emocji, to z powodu zagadkowego kadru i zestawień.

Spotkany na wiejskiej drodze mężczyzna ma szelmowskie spojrzenie Paula Belmonde’a. Ale co tam on. To maleńki chłopczyk stojący z boku wzbudza najwięcej uwagi. Wznosi oczy ku ojcu? sąsiadowi? a spojrzenie to bezcenna – rzadka mieszanka niepewności, lęku i fascynacji jednocześnie. To kadr tak wyrazisty, a spojrzenie tak niezwykłe, że nie sposób go nie zapamiętać i zabrać w głowie do domu.

Albo zdjęcie zrobione na balkonie, jakieś cztery piętra nad ziemią. Dziewczyna jest na wyciągnięcie ręki. Wychyla się przez balkon, wykręca tułów, zdaje się wołać do jakiegoś niknącego punktu na ulicy, ulica też skręca właśnie lekko w prawo. Iluzja skrętu jest tak duża, że i oglądający zdjęcia zaczyna wykrzywiać ciało, by dobrze zobaczyć ten kadr. I prawie chwyta za ramię dziewczynę, by jednak nie wypadła.

Na innej fotografii kilku mężczyzn coś wyciąga z domu – linę? kable? – zapierając się nogami, przechylając ciała do tyłu. Ale wystarczy przyjrzeć się dokładnie zdjęciu, by zobaczyć, że coś jest nie tak. Sutkus trafił na moment, gdy właśnie lina pękła? Ci na końcu wydają się zataczać, przybierają dziwne pozycje. Czy to jest właśnie ten moment, ta szczęśliwa migawka, której sekundę później już by nie było?

Wiatr wydyma marynarki

Są na wystawie zdjęcia symboliczne (dziecko obejmowane przez babcię, a może dziadka; widać tylko spracowane dłonie starszego człowieka, a obok malutkie rączki dziecka).

Są zdjęcia zabawne (chłopiec płynący w balii przez rzekę).

Są wreszcie zdjęcia całkiem surrealistyczne.

Oto ich dwóch. Plecy odwrócone, idą przed siebie, otacza ich mleczna biel. Przestrzeń jakby kompletnie wyabstrahowana, wyjęta z kontekstu. A w niej oni: jeden mały, drugi jakoś niepokojąco wysoki, wiatr wydyma im marynarki, tworząc garb na plecach. Wyglądają nierealnie. Nie wiadomo skąd się wzięli? Gdzie pójdą? O czym rozmawiają?

Mnóstwo pytań.

MATERIAŁY INTERPHOTO

***

Muzeum Podlaskie; Antanas Sutkus „Ludzie Litwy”, wystawa czynna do 29 października, w godz. 10-17 (oprócz poniedziałków). Wystawa prezentowana jest w ramach Festiwalu Fotografii Interphoto.

Antanas Sutkus

Urodził się w Kluoniškiai w okręgu Kaunas, 27 czerwca 1939 r. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Wileńskim w latach 1958-1964. Był korespondentem magazynu „Literat?ra ir menas” oraz „Tarybin? moteris” w latach 1959-1969.

W 1968 r. założył Litewskie Towarzystwo Sztuki Fotograficznej, a w latach 1969-1989 był jego prezesem. W latach 1996-2009 przewodniczący Litewskiego Związku Fotografików, a w 2009 r. został wybrany jego honorowym prezesem. W latach 2001-2002 wygrał grant Fundacji Erna i Victor Hasselblad (Szwecja) – „Dokumentacja i konserwacja archiwów fotografii Antana Sutkusa”. W roku 2003 otrzymał Litewską Nagrodę Kultury i Sztuki Narodowej.

Autor ponad 200 wystaw indywidualnych na Litwie, we Francji, w Niemczech, w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, USA, Brazylii i innych krajach. W roku 2009 powstało Państwowe Archiwum Fotografii Antanasa Sutkusa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem