Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Reżyser Wierszalina nie poprzestał na Nocy Pierwszej, w której pochylał się nad pomijaną, lekceważoną częścią czwartą „Dziadów”. Nie minął rok, a znów zanurzył się w mickiewiczowską frazę, historię wadzenia się z Bogiem, przemianę egzystencjalną, opowieść o polskim upokorzeniu przez carat. Ryzyko ogromne, „Dziady. Część Trzecia”, zmęczone przez szkoły, nie są sztuką, na którą obecnie czekają tłumy widzów. Na szczęście Tomaszuk jak zwykle idzie pod prąd, nie poddaje się stereotypowemu myśleniu. I sięga po tekst, w którym nadal widzi wielką siłę. Mickiewicza zgrabnie skraca, ale pozostaje mu wierny. I robi to w kuszący sposób, po swojemu, wydobywając ze swej ekipy najwyższe emocje. I fundując je widzom.

AGNIESZKA SADOWSKA

Nie pójdę, Guślarzu

Wierszalin wciąga w swoją opowieść tak mocno, że po skończeniu spektaklu nie chce się wstawać z fotela. Choć przecież wszystko to dobrze znamy: transformacja Gustawa w Konrada. Kibitki pędzące przez Syberię. Egzorcyzmy. Widzenie Księdza Piotra. Upokorzenie znękanej matki przez Senatora...

A jednak siła poszczególnych obrazów kreślonych przez Tomaszuka i garstkę aktorów Wierszalina jest ogromna. Od niektórych trudno oderwać wzrok. Maleńka sala supraskiego teatru momentami działa klaustrofobicznie, jak więzienna cela. Momentami rozszerza się w senatorskie salony. I syberyjskie przestrzenie.

Szydzi z księdza, myli tropy. Dziady. Noc Pierwsza. I żal w Wierszalinie

Zaczyna się sennie i mrocznie. Scena zasłonięta, ginie w czerni, ciemna i niewyraźna postać z boku mruczy cichutko: „Już idą, gromadzić zaczynają się dziady...”. Odpowiada mu drugi człowiek, zlękniony, nieswój (Dariusz Matys): „Nie pójdę Guślarzu, zostanę tu, na cmentarzu”. Guślarz (Piotr Tomaszuk) wkłada drewienka do pieca, jakby nie słuchał, dalej ciągnie swój recytatyw. O wzywaniu żywych cieni, o trupie świeżym w niezgniłej jeszcze odzieży...

I tak oto Guślarz powoła za chwilę do życia swój teatr cieni. I tak to, co za moment się zacznie, połączy się z tym, co już było.

„Dziady. Noc Pierwsza” przechodzi w „Dziady. Noc Drugą”. Jakbyśmy przerwę między dwiema supraskimi opowieściami mieli niewielką, na pewno nie roczną. Guślarz mówi jeszcze o pędzących wozach, o jeźdźcu na przedzie, o cieniu... I wreszcie żywy cień, Gustaw z poprzedniej Nocy znów wraca. Już w innym punkcie życia, już inny. Na scenie oblanej światłem wychylony do przodu, napinający łańcuchy.

'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin AGNIESZKA SADOWSKA

Wszystko mży, drga, łudzi

Tak zaczyna się opowieść o transformacji człowieka wadzącego się z Bogiem, cierpiącego, uwikłanego we własne ego i polityczną rzeczywistość – Gustawie, który za chwilę stanie się Konradem (znakomita zniuansowana rola Rafała Gąsowskiego).

– Nie mogę spać, jak mnie te sny budzą – jęczy z gniewem.

Żadne to konradowskie wymysły – w adaptacji Tomaszuka z kątów wychodzą rzeczywiście mary, szare, brunatne, ni to cienie, ni to duchy. Siadają z boku, od tej pory stając się Konrada wiernym zbiorowym towarzyszem: „pilnujmy myśli”! Mącą je, dezorientują. Chichoczą, stukają, syczą szatańsko, śpiewają anielsko. Istna mordęga.

I tak właśnie, multiplikując w kolejnych scenach – jak barwny wielogłos – skonstruowana jest misterna opowieść wierszalińskiej ekipy. Na pierwszym planie on – cierpiący i walczący, na drugim – cała reszta (aktorzy co chwila zmieniający swoje wcielenia). Głos potężny i butny, i głosy pomniejsze, kakofonia, czasem trudna do pojęcia. Ale bez tego polifonicznego tła w niezwykle plastyczny sposób tkanego przez pozostałych aktorów, nie byłoby postaci pierwszoplanowej. Złączeni są ze sobą jak sprawny organizm, wygrywają na sobie wzajem jak na instrumentach.

'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin AGNIESZKA SADOWSKA

W tym też tkwi tajemnica supraskiej „Nocy Drugiej” (choć innych spektakli też): malarskość. Oglądanie „Nocy Drugiej” jest jak podglądanie malarskiego procesu: malowania scen na oczach widzów, kładzenia światłocieni, pokrywania patyną. Są sceny mocne, jak radykalne pociągnięcia pędzlem, są sceny delikatne, jak impresjonistyczne melanże, w których wszystko mży, drga, łudzi.

Na to wrażenie składa się barwny konglomerat: precyzyjnej reżyserii i aktorskich scen, fantastycznej muzyki Jacka Hałasa wykonywanej przez Adriana Jakucia -Łukaszewicza, spójnej scenografii Mateusza Kasprzaka, światła.

Przestrzeń dramatu, wypreparowana przez twórców na maleńkiej scenie, jest gęsta od emocji. I metaforycznych znaków. Wydaje się nim być np. scenograficzny element tła – ni to kredens, ni to katafalk, ni ołtarz, w którym leżą strupieszałe szczątki. Cóż to jest? Polska na ołtarzu narodów? Kokon zrzucony przez Gustawa, gdy zamieni się w Konrada? Symboliczne ciała wszystkich, którzy ponieśli śmierć? Szczątki złudzeń?

Kości różnej proweniencji

Znaków w opowieści Tomaszuka jest wiele. Są nimi choćby niezidentyfikowane rekwizyty – białe kawałki przypominające kości, które aktorzy trzymają w dłoniach i przy kolejnych scenach zmieniają zastosowanie.

Przytknięte do czubka głowy – rzucają trop szatański. Przytknięte do oczu chichotliwych ciekawskich cieni, niczym luneta – kojarzą się z przysłowiowym „szkiełkiem i okiem”.

Przytknięte do oczu niczym opaska, trzymane w dłoni w specyficzny sposób – jakby jednym pociągnięciem ołówka szkicują postać niewidomej pani Rollinson, błagającej Senatora o uwolnienie syna (fantastyczna epizodyczna, ale pełna ogromnych emocji rola Moniki Kwiatkowskiej).

Nałożone na palce – niczym pazury – punktują gestykulację Senatora (mistrzowskie wcielenie Dariusza Matysa).

Uderzane nawzajem o siebie – tworzą grzechot, które nadaje spektaklowi transowy sznyt.

'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin AGNIESZKA SADOWSKA

Zresztą muzyczna warstwa „Dziadów” to pełnoprawny bohater spektaklu. Fantastyczne dźwięki (stuki, świsty, szumy) generowane przez Adriana Jakucia-Łukaszewicza na żywo (i dołączających do niego aktorów) – tworzą metafizyczny wibrujący rytm. To rytm pełen napięcia, podskórnych emocji, znakomicie podbijający to, co na scenie dają z siebie aktorzy.

A ci, w inscenizacji Tomaszuka, potrafią też zdezorientować. Wierszalińskie „Dziady” co i rusz zaskakują zmianą nastroju. Scena w celi Konrada, w której zbierają się współwięźniowie i opowiadają sobie o umęczeniu towarzyszy, w jednej chwili pełna wzniosłości i dramatyzmu, chwilę później może zyskać nutę komizmu, choć to komizm nadal podszyty cierpieniem.

'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin AGNIESZKA SADOWSKA

W pewnej chwili więźniowie jakby wpadają w stupor. Zaczynają śpiewać te same frazy m.in. „póki carska szyja, Jezus Maryja”, ale za każdym razem w innej stylizacji, robiąc nawrotki, jakby ćwicząc ten sam tekst, prześpiewując go na różne sposoby niczym w muzycznym laboratorium. Obłaskawiają trudną sytuację, obłaskawiają tekst, śpiewają na różne tonacje, wyrzucają gniew, pozwalają sobie nawet na przemoc. Nie radzą sobie z emocjami, są razem i przeciw sobie.

Przypomina to trochę hipnotyczny seans, ale to dopiero wstęp do czegoś więcej – oto w trans zaraz potem wpada sam Konrad.

Klasyka Żywa. Teatr Wierszalin w ścisłym finale

Prztyczek w nos

To scena początkowo budząca wątpliwości, wystawiająca widzów na próbę – Konradowski trans z pieśnią „Zemsta, zemsta na wroga” przypomina bowiem szamańskie plemienne tańce. Scena hipnotyzująca, wizualnie wciągająca... ale indiański klimat w słowiańskich „Dziadach”? Pierwsze wrażenie – dezorientacja.

Tomaszuk daje jednak prztyczka w nos wątpiącym. Jego teatralne laboratorium jest w stanie pomieścić emocje najróżniejszego kalibru – subtelność i przerysowanie, tkwienie w epicentrum i wyjście z ram. Przygląda się swoim bohaterom, prowadzi ich w różne stany emocjonalne, wstawia w nawias, wreszcie zdaje się mówić, że szamański trans nie ma historycznego kostiumu.

W pewnym momencie ktoś przerywa: „dość tych pieśni, to jest pieśń pogańska, to jest pieśń szatańska”. Trans w jednej chwili znika. Na scenie zostaje sam Konrad, zaczyna się samotność, wadzenie się z Bogiem i milczenie.

'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin AGNIESZKA SADOWSKA

To poruszające sceny. Gąsowski, w trudnej roli, obciążonej historycznie i aktorsko przez stulecia, wypada bardzo sugestywnie. Postać Konrada zbudowana ze skrajnych emocji wydaje się być skrojona wprost dla niego – czy to w scenach dramatycznych rozmów z Bogiem, czy egzorcyzmów. W tej ostatniej scenie tworzy fantastyczny duet z Dariuszem Matysem, który co i rusz zmienia wcielenia (tu jest przerażonym Księdzem Piotrem). W scenie salonowej – jako Senator – Matys staje się zaś kwintesencją oślizgłości i zła. Znakomicie wypadają też pozostali aktorzy (Sylwia Nowak, Bartek Olszewski, Vitalij Kuprianov), których epizodyczne role, wypełniają przedstawienie jak misterny gobelin.

Piękny, wnikający do środka i zostający w głowie na długo spektakl.

****

Teatr Wierszalin w Supraślu: „Dziady. Noc Druga”

Najbliższe spektakle – 1,8,15 lipca. Ale uwaga: o nietypowej porze, bo o godz. 21.30. Spektakl wystawiany jest w ramach Podlasie SlowFest, który właśnie zaczyna się w Supraślu. O godz. 19 w tych samych dniach oglądać można „Dziady. Noc Pierwszą”. Można więc zrobić sobie maraton, można też każdy ze spektakli oglądać oddzielnie.

'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin'Dziady. Noc Druga'. Premiera w Teatrze Wierszalin AGNIESZKA SADOWSKA

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.