Od 1980 do 1990 r. siedziałem z kolegą przy jednym biurku. Ja pobieram emeryturę, on nie pobiera. On zdaniem IPN był funkcjonariuszem MO, ja SB - dziwi się były pracownik wydziału łączności w białostockiej milicji, potem do 2006 r. - policji.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

60-letni emerytowany Wojciech O. pracował w Milicji Obywatelskiej od 1979 r. do jej rozwiązania w 1990 r., potem w policji – do 2006.

W odręcznym podaniu do komendanta wojewódzkiego MO w Białymstoku 5 września 1979 r. pisał starając się o pracę: „Prośbę swoją motywuję tym iż mam ukończone Zawodowe Liceum Elektryczne w Białymstoku, specjalność monter urządzeń elektronicznych i chciałbym dalej pogłębiać swoje kwalifikacje zawodowe w MO”. Wśród szeregu dokumentów zszytych na 95 stronach, jakie Wojciech O. pozyskał niedawno z IPN, znajduje się opinia służbowa z 12 grudnia 1981 r. – na dzień przed wprowadzeniem stanu wojennego – w której kierownik wydziału łączności KW MO w Białymstoku podsumował jego pracę: „Do zakresu jego obowiązków należy wykonywanie przeglądów konserwatorskich, przeglądów profilaktycznych oraz usuwania uszkodzeń w sprzęcie UKF. Po dwóch latach pracy nabrał już pewnego doświadczenia zawodowego i samodzielnie wykonuje przeglądy konserwacyjne oraz profilaktyczne. Samodzielnie też usuwa awarie w sprzęcie UKF”.

– Zakładał pan podsłuchy? – pytamy wprost Wojciecha O.

– A skąd! Naprawiałem radiotelefony – odpowiada.

Mieli inne legitymacje

W opinii służbowej z 16 grudnia 1985 r. naczelnik Wojciecha O. pisał: „W końcu ubiegłego roku stwierdzono w jego rodzinie uprawianie praktyk religijnych. Podczas ostatniego przeglądu kadrowego podjęto więc ten temat szerzej i ustalono, że sam jeszcze nie posiada w pełni skrystalizowanego światopoglądu. Ponieważ początkowo nie zamierzał podejmować jakiejkolwiek pracy wychowawczej w domu w zakresie uregulowania tych spraw, została przeprowadzona z nim komisyjna rozmowa profilaktyczno-ostrzegawcza przy udziale przedstawiciela pionu polityczno-wychowawczego. W wyniku tej rozmowy starał się przemyśleć głębiej te problemy, które pozostają w jego rodzinie do całkowitego uregulowania i będą podejmowane nadal w czasie przeglądów kadrowych. Jest to jeden z podstawowych warunków dalszej służby w organach MO. W dalszej swej pracy powinien nadal zwracać uwagę na większą dokładność i staranność wykonywanych czynności konserwacyjno-naprawczych i ich kompleksowość. Ponadto w miarę swoich możliwości powinien włączyć się w życie społeczno-polityczne wydziału”.

– Przyszedłem do pracy w MO, po roku 1990 przeszedłem automatycznie do policji. Nikt mnie nie pytał o zgodę. Zakres moich obowiązków pozostawał taki sam, aż do przejścia w 2006 r. na emeryturę. Teraz zostałem esbekiem – mówi pan Wojciech. I dodaje: – IPN podporządkowuje inwentarz pod wypłacane emerytury, pod ustawę uchwaloną w Sejmie. Moje akta są w porządku, a IPN w swoim inwentarzu przypisał mnie teraz do SB. Nigdy esbekiem nie byłem, oni mieli nawet inne legitymacje. Ja miałem milicyjną, potem policyjną.

Pozytywnie zweryfikowani

Białostocki wydział łączności milicji – podobne jak inne takie w kraju – odpowiadał za prawidłową organizację, eksploatację i konserwację urządzeń łączności przewodowej i radiowej. Obejmował zabezpieczenie łączności radiowej UKF i KF, okresową konserwację urządzeń przewodowych, aparatów telefonicznych, dalekopisów i urządzeń łączności radiowej w KW MO i jednostkach jej podległych oraz instytucjach wskazanych przez kierownictwo służbowe MO, zabezpieczanie łączności podczas ćwiczeń i akcji operacyjnych, rozdział częstotliwości radiowych dla jednostek organizacyjnych oraz prowadzenie ich ewidencji.

– Naszego wydziału po 1990 r. nikt negatywnie nie weryfikował, nie likwidował. Teraz brakuje PiS pieniędzy i robią nas esbekami. Niech mi nawet te pieniądze zabierają, ale jakim prawem nazywają mnie esbekiem. Mój nieżyjący ojciec siedział kilka miesięcy w więzieniu UB w 1947 r. przy Mickiewicza. Nie znaleźli dowodów i po kilku miesiącach go wypuścili. Gdyby teraz żył, to pewnie by mnie spytał zdziwiony: To ty w SB pracowałeś? I co, miałbym udowadniać, że nie? – opowiada pan Wojciech.

Głównym celem obniżka

O tym, że emerytury i renty byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie będą mogły być wyższe niż średnie świadczenia w ZUS, parlament postanowił na wniosek rządu PiS w końcu ubiegłego roku (tzw. ustawa dezubekizacyjna). Głównym jej celem jest obniżenie emerytur i rent „za służbę na rzecz totalitarnego państwa” od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. (w połowie lat 90. powstał Urząd Ochrony Państwa).

Zgodnie z ustawą, informacje o przebiegu służby funkcjonariuszy sprawdza IPN. Od decyzji obniżającej świadczenia będzie przysługiwało odwołanie do sądu. W toku prac legislacyjnych zdecydowano, że przepisy nie obejmą milicjantów oraz funkcjonariuszy straży pożarnej, którzy skończyli Akademię Spraw Wewnętrznych, a którzy nie służyli w SB. Wyłączono także m.in. funkcjonariuszy, których służba rozpoczęła się nie wcześniej niż 12 września 1989 r. (data powstania rządu Tadeusza Mazowieckiego). W ustawie wymieniono cywilne, wojskowe instytucje i formacje, w których służba uważana będzie w myśl przepisów ustawy za służbę na rzecz totalitarnego państwa.

W katalogu IPN znalazły się: Resort Bezpieczeństwa Publicznego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, Komitet ds. Bezpieczeństwa Publicznego, a także jednostki organizacyjne podległe tym instytucjom. Znalazły się w nim także służby i jednostki organizacyjne Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jednostki wypełniające zadania wywiadowcze i kontrwywiadowcze, wypełniające zadania Służby Bezpieczeństwa, wykonujące czynności operacyjno-techniczne niezbędne w działalności Służby Bezpieczeństwa, a także odpowiedzialne za szkolnictwo, dyscyplinę, kadry i ideowo-wychowawcze aspekty pracy w Służbie Bezpieczeństwa.

Dopiski IPN

Wojciech O. opowiada:

– Pracowałam przy Hajnowskiej, w warsztacie naprawczym łączności. W milicji byłem do 1990 r. starszy technikiem. Przy nazwisku mojego naczelnika w inwentarzu IPN jest napisane: funkcjonariusz MO, a przy moim – SB, a pracowaliśmy razem. To jakieś fałszerstwo IPN. Znalazłem w tym inwentarzu kilka innych osób z mojego wydziału, już nie żyją. Ci, którzy sami bądź ich rodziny pobierali emerytury, mają wpisane SB, ci którzy z emerytur milicyjnych zrezygnowali, są sklasyfikowani jako MO.

Przypomina:

– Od 1980 do 1990 r. siedziałem z kolegą przy jednym biurku. Ja pobieram emeryturę, on nie pobiera. On zdaniem IPN był funkcjonariuszem MO, ja SB. O ile wiem, zakład emerytalny wysłał listy osób do IPN i na tej podstawie instytut weryfikuje byłych funkcjonariusz i robi z nich esbeków. Archiwista, który w IPN wydawał mi moje akta personalne, jak go zapytałem, na jakiej podstawie dopisaliście mi w inwentarzu, że byłem w SB, powiedział tylko: to wynika z ustawy.

PiS chce zdobyć pieniądze?

Wojciech O. jest pewien, podobnie jak kilku jego kolegów, których IPN przypisał do SB:

– Tak restrykcyjna ustawa jest po to, żeby państwo zdobyło pieniądze. To jest zemsta na Milczanowskim i kilku generałach. W moich czasach w wydziale łączności KW MO pracowało rotacyjnie, średnio około sześćdziesięciu osób. W mniejszych województwach w czasach PRL było w nich zatrudnionych nieco mniej. W sumie, poprzez IPN, odbiera się emerytury kilku tysiącom osób.

Zastrzega stanowczo:

– Nie podpisywałem żadnych dokumentów, że przechodzę do SB. Była tylko jakaś notatka podporządkowująca w 1983 r. zarząd i wydziały łączności tym strukturom. Tej notatki teraz nie ma. Nie walczę o pieniądze, ale z tym, że fałszuje się dokumenty, żeby odebrać emerytury. Do policji przeniesiono mnie obligatoryjnie i mam policyjną, wysłużoną emeryturę, którą dostałem za rządów PiS, bo to było w 2006 r.

Nie ukrywa żalu:

– W IPN, jak zapytałem, dlaczego przypisano mnie w inwentarzu do SB i gdzie mogę się odwołać, odpowiedziano: my się nie mylimy. Powiedzieli, że jak chcę, mogę iść do prawnika, ale dodali: my nie udzielamy informacji, gdzie można się odwołać.

Decyzja z 1983 r.

Sąd Najwyższy uznał, że osoby, które w latach 1984-1990 pełniły służbę w zarządzie łączności MSW i wydziałach łączności wojewódzkich urzędów spraw wewnętrznych, są byłymi pracownikami organów bezpieczeństwa państwa. Jeśli pracownicy tych jednostek byli tam zatrudnieni, to dzisiaj nie mogą otrzymywać wyższych emerytur. Zakwalifikowanie do SB osób zatrudnionych w zarządzie łączności MSW i wydziałach wojewódzkich budziło wątpliwości wielu sądów.

W sumie wydanych zostało 19 wyroków potwierdzających, że służba w łączności była służbą w organach bezpieczeństwa państwa oraz 7 wyroków o przeciwnej treści. Sądy uznające, że służba w łączności była służbą w organach SB swój pogląd opierały w szczególności na treści decyzji ministra spraw wewnętrznych z 8 grudnia 1983 r., o której mowa w notatce generała Konrada Straszewskiego (wiceministra spraw wewnętrznych w latach 1983-1985), oddającej wydział łączności do bezpośredniego nadzoru zastępcom szefów wojewódzkich MSW ds. Służby Bezpieczeństwa. Z tym że notatki tej nie ma w wykazie resortowych aktów prawnych. Sądy wskazały także na zarządzenie ministra spraw wewnętrznych z 30 grudnia 1983 r. w sprawie zakresu działania członków kierownictwa MSW, które przyporządkowało zarząd łączności do bezpośredniego nadzoru szefowi Służby Zabezpieczenia Operacyjnego, co – zdaniem orzekających sądów – ma dowodzić o włączeniu pionu łączności w struktury Służby Bezpieczeństwa.

Zdania odmienne

Pogląd zupełnie odmienny przedstawiły cztery sądy okręgowe i trzy sądy apelacyjne. Argumentem decydującym było stwierdzenie, że służba w Milicji Obywatelskiej od 14 grudnia 1954 r. nie była równoznaczna ze służbą w organach bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy (tak też głosi wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 24 lutego 2010) i łączność pracowała właśnie dla milicji.

Ponadto sądy stwierdzały, że zarządzenie ministra spraw wewnętrznych z 30 grudnia 1983 r. postanawia jedynie, że szef Służby Zabezpieczenia Operacyjnego nadzoruje jednostkę organizacyjną MSW, jaką jest zarząd łączności. Za wykluczeniem łączności przemawiają także akty resortowe wydane po 1989 roku. Takie stanowisko przedstawiła też pierwszy prezes SN.

Z kolei według prokuratora generalnego od 1983 r. to regulamin MSW określał strukturę Służby Bezpieczeństwa. Zarząd łączności i organy terenowe zaliczono wówczas do struktury SB. Sąd Najwyższy przychylił się do argumentów prokuratora generalnego i podjął uchwałę, według której, osoba pełniąca w latach 1984-1990 służbę w zarządzie łączności MSW i wydziałach łączności wojewódzkich urzędów spraw wewnętrznych, jest osobą, która pełniła służbę w organach bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy z dnia 19 lutego 1994 r. o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin.

IPN zapewnia

Przemysław Czyżewski, kierownik Referatu Udostępniania Archiwum IPN w Białymstoku zapewnia:

– Ustawodawca nałożył na nas obowiązek podania okresów służby w organach bezpieczeństwa państwa i podał kryteria, według jakich ma to być wykonane. Tytuły w inwentarzu archiwalnym IPN posiadają określenie „funkcjonariusz SB lub MO” według kwalifikacji, która została dokonana w archiwum WUSW na długo przed przekazaniem do IPN. W nielicznych innych przypadkach zrobiono to w zależności od tego, w jakim pionie (MO czy SB) funkcjonariusz służył 31 lipca 1990 r. Sprawy opracowywania inwentarza oraz realizacji ustawy emerytalnej są rozdzielne i bez wzajemnego wpływu. Nie wiemy, kto pobiera emerytury i jakie one są. To nas zupełnie nie dotyczy. Wpisów do inwentarza archiwalnego dokonują przeszkoleni pracownicy. Ich wpisy są weryfikowane przez inne osoby w oddziale, a następnie kolejne sprawdzenie dokonywane jest w archiwum IPN w Warszawie.

Znamiona nękania

Na początku grudnia ubiegłego roku po wejściu ustawy byli szefowie Urzędu Ochrony Państwa, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu napisali list otwarty adresowany do ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka. W proteście przeciwko projektowi zmian ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy z 16 listopada. Napisano w nim m.in. „Projektowane zmniejszenie – po raz wtóry – świadczeń emerytalnych funkcjonariuszom, którzy w 1990 r. uzyskali pozytywną weryfikację nosi znamiona ustawicznego nękania i politycznej zemsty, dokonywanej na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej, charakterystycznej dla systemów totalitarnych [...]. Pragniemy zauważyć, że poczucie stabilności – również w zakresie zaopatrzenia emerytalnego – stanowi niezbędną przesłankę prawidłowego funkcjonowania służb”. Uznali to działanie za szkodliwe dla wizerunku RP, naruszające szereg przepisów konstytucji, aktów prawa międzynarodowego i jako dotkliwie krzywdzące dla funkcjonariuszy lojalnie służących III RP (a także ich rodziny). List podpisali Andrzej Milczanowski, Paweł Białek, Krzysztof Bondaryk, Jerzy Nóżka, Andrzej Kapkowski oraz Dariusz Łuczak.

Państwo w roli oszusta?

W rozmowie z „Wyborczą” generał Krzysztof Bondaryk – szef ABW w latach 2008-2013 (w latach 1990-1996 pełnił funkcję szefa białostockiej delegatury UOP), skomentował sytuację pana Wojciecha i innych funkcjonariuszy, którzy są w podobnej sytuacji po wejściu noweli ustawy obniżającej ich świadczenia emerytalne: – Ustawa unieważnia słowo, które w imieniu III RP dawni funkcjonariusze służb i policji u progu transformacji otrzymali od rządu niepodległego państwa. Zobowiązanie, że praca dla niepodległego państwa będzie sprawiedliwą nagrodą, że za wierną służbę Polsce nie czeka ich represja, że będą traktowani równo i że – o ile nie dopuścili się w okresie PRL przestępstw – nie będą karani oraz że czeka ich emerytura mundurowa. Obecna większość parlamentarna unieważniła te zobowiązania. PiS uznał, że praca dla niepodległego państwa polskiego tych osób nie miała znaczenia. Moim zdaniem zdecydowana większość z nich dobrze służyła po 1990 r. Polsce. Unieważniając zobowiązania rządu Tadeusza Mazowieckiego z 1990 r. PiS postawił emerytury przyszłych funkcjonariuszy policji, służb mundurowych i wojska pod znakiem zapytania. Może jakaś inna większość parlamentarna za kilka lat równie niefrasobliwie i bezprawnie odbierze obecnym policjantom oraz wojskowym uprawnienia emerytalne za np. „współpracę z autorytarnym reżimem kaczystowskim". Stała się rzecz zła. Państwo polskie nie może występować w roli oszusta.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem