Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

“Do tragedii doszło w piątek, 24 lutego. Po dziesięciu dniach rzeczniczka prasowa Lasów Państwowych Anna Malinowska wydała komunikat. Rozesłał go także mediom Jarosław Krawczyk, jej odpowiednik w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku.

Bo osłonę zjadł kornik

W komunikacie napisano:

Klęska kornika w Puszczy Białowieskiej doprowadziła do poważnego zagrożenia bezpieczeństwa ludzi. Pod koniec lutego zanotowano pierwszy przypadek śmiertelnej ofiary. 50-letni robotnik leśny został zabity przez upadające drzewo na ścieżce edukacyjnej.

Do tragedii doszło 24 lutego w leśnictwie Teremiski (nadleśnictwo Białowieża). Czterech pracowników zakładu usług leśnych usuwało zagrażające odwiedzającym las zaatakowane przez kornika świerki. Gdy po zakończonej pracy mężczyźni wracali do samochodu, na jednego z nich przewróciła się brzoza, wyrwana z korzeniami prawdopodobnie podmuchem wiatru. 50-latek został trafiony w głowę i zmarł na miejscu. Mimo założonego kasku nie miał żadnych szans. Ponad 30-metrowa brzoza była zdrowa i nie miała żadnych oznak chorobowych wskazujących na potrzebę jej usunięcia. Wcześniej rosła osłonięta od wiatru przez otaczające ją świerki, niestety, z powodu ataku kornika drzewa uschły i straciły igły, zmniejszając tę osłonę. Prawdopodobnie zamarcie okolicznych drzew miało także wpływ na poziom wód gruntowych, co mogło osłabić system korzeniowy brzozy. Wypadek miał miejsce na ścieżce edukacyjnej, zamkniętej ze względów bezpieczeństwa”.

W Puszczy Białowieskiej dęby w pień! Nadleśniczy za nic ma okres lęgowy i UNESCO

Smutek nadleśniczego

W komunikacie o warunkach atmosferycznych feralnego dnia nie wspomniano słowem.

Rzeczniczka Malinowska przywołała opinię nadleśniczego nadleśnictwa Białowieża Dariusza Skirki, który skomentował – jak to określiła – ze smutkiem: – Najbardziej tragiczne jest to, że zginęła osoba, która pracowała właśnie po to, aby do takich sytuacji nie dopuścić. Obecnie część terenu nadleśnictwa jest objęta zakazem wstępu właśnie dlatego, żebyśmy mogli zabezpieczyć szlaki turystyczne. Usuwamy niebezpieczne drzewa, żeby wszyscy mogli spokojnie przyjechać do puszczy, obejrzeć ją i z niej wrócić.

I podsumowała: – Trwająca od 2012 r. plaga kornika w trzech puszczańskich nadleśnictwach zabiła już około 800 tysięcy świerków. Pojawianie się tego owada w lesie jest zjawiskiem cyklicznym, po 2012 r. leśnikom odebrano jednak możliwość reagowania na to zagrożenie i w efekcie doszło do sytuacji klęski. Suche świerki i inne osłabione przez to zjawisko drzewa są bardzo poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa turystów i okolicznych mieszkańców. Większość prowadzonych obecnie w Puszczy Białowieskiej cięć ma na celu usuwanie tych niebezpiecznych drzew stojących przy drogach i szlakach. Według danych naukowców z Instytutu Badawczego Leśnictwa takich drzew jest ok. 130 tysięcy.

Puszcza BiałowieskaPuszcza Białowieska AGNIESZKA SADOWSKA

Zdradliwa brzoza w Puszczy Białowieskiej

Do komunikatu o tym, że to klęska kornika doprowadziła do poważnego zagrożenia bezpieczeństwa ludzi, Centrum Informacyjne Lasów Państwowych dołączyło film. Jego bohaterami są: Jan Jaganow, p.o. leśniczego leśnictwa Teremiski, nadleśniczy Dariusz Skirko oraz Mirosław Romaniuk, starosta hajnowski.

Leśniczy Jaganow opowiada:

– Wracali po skończonej pracy i nagle brzoza stuknęła (…). Niestety, taka praca jest w lesie, nikt tego nie przewidział, przypadek losowy, można tak to powiedzieć. Nie zginął w czasie pracy, ale po skończonej pracy wracali do samochodu. Nagle brzoza upadła i stuknęła te osoby.

Starosta Romaniuk komentuje:

– Dbałość o bezpieczeństwo była znana tej osobie. Dlatego trudno mi jest zrozumieć, dlaczego tak się stało.

Nadleśniczy Skirko twierdzi (cytat dosłowny z materiału filmowego):

– Może powiał lekki wiatr. Natomiast bardzo zdradliwie brzoza, która rosła wcześniej w zwarciu, ale w wyniku takiej biernej ochrony świerki w wyniku gradacji kornika drukarza po prostu pozamierały. Spowodowało to, że ta brzoza została pozbawiona takiego oparcia. Zawsze rosła wśród drzew. W tym momencie rosła osobno. Lekki powiew spowodował, że ta brzoza bezszelestnie spadała, powodując śmierć jednego z pracowników.

Uniki nadleśniczego

Zapytaliśmy leśniczego Jaganowa, czy przy prognozowanej pogodzie 24 lutego pracownicy leśni powinni podejmować pracę w puszczy. Odparł:

– Nie wiem, skąd są te informacje o pogodzie.

– Z biura prognoz – poinformowaliśmy.

– W tej sprawie w ogóle ze mną proszę nie rozmawiać, a z moim przełożonym – nadleśniczym. Nie jestem upoważniony do udzielania w tej sprawie informacji.

– A kto ponosi odpowiedzialność za nadzór przy pracach leśnych w tym wypadku? – dopytywaliśmy.

– Dziękuję za rozmowę. Do widzenia – usłyszeliśmy.

Z kolei starosta Romaniuk nie ukrywa:

– Moją wypowiedź w materiale filmowym Lasów Państwowych wykorzystano w niewłaściwy sposób. Znałem tę osobę, ale nawet nie wiem, czy pracowała w lesie w tym momencie. Wiem, że zginęła, ale okoliczności zdarzenia nie znam. O ile wiem, to na niego wywróciła się brzoza, i nie wiem, przy czym zawinił tu kornik drukarz.

Nadleśniczy Skirko – mimo kilkakrotnych prób kontaktu – był dla nas nieuchwytny.

– Proszę zostawić swój numer, może oddzwonimy – stwierdziła podczas ostatniej rozmowy przed ukazaniem się tego wydania „Wyborczej” jego sekretarka.

ParkPark AGNIESZKA SADOWSKA

Zabiła go żywa brzoza

Zgodnie z rozporządzeniem ministra środowiska z 26 sierpnia 2006 r. „w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy przy wykonywaniu niektórych prac z zakresu gospodarki leśnej” niedopuszczalne jest prowadzenie prac podczas obfitych opadów atmosferycznych, podczas burz czy przy silnym wietrze. Zgodnie z instrukcją BHP obowiązującą pracowników Lasów Państwowych niedopuszczalne jest prowadzenie prac w szczególności w sytuacji, gdy wiatr jest na tyle silny, że „może wpłynąć na zmianę założonego kierunku obalania drzew, powodować przedwczesne obalanie, pękanie drzew i konarów lub stanowić inne, szczególne zagrożenie dla przebywających osób”. Przestrzegania przepisów BHP przez pracowników nadleśnictwa, jak również pracowników Zakładów Usług Leśnych, pilnuje inspektor nadzoru. Jest upoważniony do wstrzymania wszelkich prac w razie stwierdzenia rażących zaniedbań w stosowaniu bezpiecznych metod pracy.

W Puszczy wycinka na całego. Ekolodzy apelują, rząd się tłumaczy [WIDEO]

Prognoza pogody – która była znana także leśnikom kilka dni wcześniej – od godz. 19.30 23 lutego do godz. 19.30 24 lutego wieściła: „Wiatr dość silny i silny, do 45 km/godz., południowo-zachodni i zachodni, od północy kraju skręcający na kierunki północne. Wiatr w porywach do 80 km/godz.”.

Adam Bohdan z fundacji Dzika Polska zauważa:

– Zgodnie z przepisami nie powinno ich tam być. Tego człowieka zabiła żyjąca brzoza, a nie jakiś martwy świerk.

Musieli sobie „poukładać”?

Mirosław Stepaniuk, do grudnia 2015 r. dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego, odwołany przez Jana Szyszkę, ministra środowiska w rządzie PiS, jest pewien:

– Sam fakt, że Lasy Państwowe wydały komunikat o wypadku po dziesięciu dniach, może świadczyć o tym, że wszystko musieli sobie „poukładać”, przemyśleć, w jakim świetle to przedstawić. To jest kretyństwo, żeby zwalać winę na kornika drukarza. Kornik nie ma z tym wypadkiem nic wspólnego. Ten wypadek – w mojej ocenie – jest absolutnie kwestią totalnych zaniedbań związanych z przestrzeganiem bezpieczeństwa, czyli brakiem odpowiedniego nadzoru nad pracami leśnymi Lasów Państwowych. Inżynier nadzoru lub ktokolwiek z nadleśnictwa nie powinien dopuścić, aby w tym dniu w puszczy odbywały się jakiekolwiek prace. Tak więc winę ponoszą zakład pracy, czyli ZUL, i nadleśnictwo. A opowieści, że do wypadku doszło po pracy, są niedorzeczne. Doszło do niego w lesie. W dniu, kiedy to się wydarzyło, byłem akurat w Białowieży i wiał bardzo silny wiatr. W parku narodowym były zamknięte ścieżki dla turystów.

Puszcza BiałowieskaPuszcza Białowieska AGNIESZKA SADOWSKA

Haniebne powiązanie

Zaraz po oświadczeniu Lasów Państwowych Greenpeace i fundacja Dzika Polska uznały za haniebne wiązanie śmierci pracownika Zakładu Usług Leśnych z konfliktem dotyczącym kornika drukarza w Puszczy Białowieskiej.

Greenpeace stwierdza: „W dniu, w którym doszło do wypadku, przez rejon Puszczy Białowieskiej przechodziła wichura, z powodu której wstęp do lasu, w tym szczególnie prowadzenie jakichkolwiek prac leśnych, powinny być zabronione.

W związku z sytuacją pogodową Białowieski Park Narodowy został zamknięty dla zwiedzających już dzień wcześniej, 23 lutego. Zakaz obowiązywał również 24 lutego,

czyli w dniu tragicznego wypadku w Nadleśnictwie Białowieża”.

Fundacja Dzika Polska zwraca uwagę: „Jak potwierdzają Lasy Państwowe – pilarz zginął przygnieciony brzozą, która była zdrowa i nie miała żadnych oznak chorobowych wskazujących na potrzebę jej usunięcia. Jak widać na filmie, drzewa otaczające brzozę zostały wcześniej wycięte przez pilarzy zgodnie z wytycznymi leśników, co mogło zwiększyć oddziaływanie wiatru na brzozę. W dniu, w którym doszło do wypadku, ze względu na silne wiatry IMGW wydało ostrzeżenie pogodowe. Zgodnie z szeregiem przepisów BHP niedopuszczalne jest prowadzenie prac w lesie podczas obfitych opadów atmosferycznych i przy silnym wietrze. Wyrażamy zdziwienie akceptacją pracy pilarzy w tak złych warunkach pogodowych przez nadleśnictwo, zwłaszcza inżyniera nadzoru, który ma obowiązek kontrolować przestrzeganie przepisów BHP przez pracowników nadleśnictwa, jak również pracowników ZUL, oraz jest upoważniony do wstrzymania wszelkich prac w razie stwierdzenia rażących zaniedbań w stosowaniu bezpiecznych metod pracy”.

Obcięli fundusze na Puszczę Białowieską. Zamiast 130 tylko 9 milionów

Ludzie giną pod presją

Działacze fundacji Dzika Polska alarmują:

„Wśród pracowników Zakładów Usług Leśnych rośnie liczba wypadków, ze względu na wyzysk i zaniżanie stawek, co przekłada się na większą presję w pracy, nieprzestrzeganie przepisów BHP”.

Przyrodnik i publicysta „Wyborczej” Adam Wajrak (zamieszkały w Teremiskach) jest przekonany:

– Lasy Państwowe postanowiły wykorzystać śmierć pracownika Zakładu Usług Leśnych w Puszczy Białowieskiej do swoich niecnych sprawek. To jest zwykły skandal, że Lasy Państwowe dopuściły do pracy w takich warunkach, a obwinianie kornika to już zupełne nieporozumienie. Na człowieka upadło zdrowe drzewo, a opowieść o tym, że stało się tak, bo było odsłonięte, to bajka. Zdrowe drzewa przy takim wietrze się wywracają, i tyle. Tych ludzi nie powinno być wtedy w lesie. Dokładnie pamiętam ten dzień. Wiało tak cholernie, że nikt, kto ma odrobinę oleju w głowie, nie powinien wchodzić na spacer do lasu, nie mówiąc o wykonywaniu prac leśnych.

To tak, jakby kogoś wysłać na oblodzoną Orlą Perć w burzę śnieżną i dziwić się, że choć miał raki, to zginął.

Nie mam nic do Zakładów Usług Leśnych, bo one często pracują pod olbrzymią presją ze strony Lasów Państwowych, nastawionych nie tylko na wykorzystanie przyrody, ale i ludzi.

– Warunki pracy zatrudnianych w Zakładach Usług Leśnych pozostawiają wiele do życzenia. Lasy Państwowe, które pozbyły się pracowników leśnych, umywają ręce – mówi były dyrektor BPN. I dodaje: – W przetargach ceny tak zbijają, że zatrudniani przez ZUL muszą pracować za niewielkie pieniądze i bez względu na warunki atmosferyczne. Gonią do przodu, nie patrząc na nic. W ZUL dzieje się bardzo źle.

Wycinki w Puszczy BiałowieskiejWycinki w Puszczy Białowieskiej JĘDRZEJ WOJNAR AGENCJA GAZETA

Zamiatanie pod dywan?

Na lokalnych portalach internetowych pojawiły się wspomnienia tragicznie zmarłego:

„Był uczciwym i wrażliwym człowiekiem. Bardzo lubił las i przyrodę w ogóle i nie czuł się najlepiej w roli pracownika Zakładu Usług Leśnych, będąc postrzeganym jako zwolennik wycinki puszczy. Musiał jednak gdzieś pracować, jak wielu naszych znajomych i kolegów. Jeszcze nie tak dawno wspominał mi o patologiach, jakie dotykają środowisko ZUL-owców pracujących pod presją czasu i niepewności w zdobyciu kolejnego zlecenia. To oczywiście efekt reorganizacji w Lasach Państwowych, wynik przetargów, dzięki którym nadleśnictwa oszczędzają, mają na premie i nagrody, a pracownicy leśni ledwie wiążą koniec z końcem. Jak wspominał, nadużywa się w pracy alkoholu, nie przestrzega przepisów BHP, brak jest właściwego nadzoru. 24 lutego nikt nie powinien w lesie pracować. Był bardzo silny wiatr i nawet sam, wracając około godziny 15 z Białowieży, obawiałem się, że coś może spaść na drogę. Nie spodziewałem się, że będzie to aż tak utajnione. Tak jakby ktoś próbował zamieść wszystko pod dywan”.

Inny z internautów dodaje:

„Rozmawiałem w tej sprawie z inżynierem nadzoru i on nie odpowiada za ZUL-owców. Oni mają swojego przełożonego, który powinien zapewnić BHP, swoim ludziom. Ktoś dostanie po dupie”.

Niemiec, który ocalił Puszczę Białowieską

25 puszczańskich zakładów

Postępowanie w sprawie tragedii prowadzą inspekcja pracy i prokuratura.

W Puszczy Białowieskiej pracuje dziesięć konsorcjów składających się z 25 zakładów usług leśnych (ZUL). Konsorcja wykonują usługi leśne na rzecz puszczańskich nadleśnictw. Rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku Jarosław Krawczyk nie kryje:

– Nie mamy informacji, ilu pracowników zatrudniają zakłady usług leśnych pracujące w Puszczy Białowieskiej ani ile zakładów usług leśnych jest w kraju.

Dla „Wyborczej”

Dr nauk leśnych Piotr Tyszko-Chmielowiec, dendrolog z Wrocławia, dyrektor Instytutu Drzewa:

– Kornik drukarz nie atakuje brzóz, brzydzi się nimi. Atakuje świerki, wyjątkowo sosny. Jest wyspecjalizowany. Zabicie dorosłych świerków powoduje zmiany w dynamice życia lasu, pozwala na większe rozwinięcie się naturalnego odnowienia, prowadzi do przemian, które dotyczą całego drzewostanu.

Są różne powody, że drzewo traci stabilność. W każdym wypadku trzeba zbadać miejscowe okoliczności, w tym historię prac leśnych w danym miejscu czy zmiany poziomu wód gruntowych. Z komunikatu Lasów Państwowych [w sprawie wypadku] nie wynika, aby zbadano ten przypadek na tyle dokładnie, żeby można było obarczać winą kornika. To jest nadużycie, to szukanie łatwego odpowiedzialnego. W lesie drzewa się czasem przewracają, z różnych powodów. Odpowiedzialnością Lasów Państwowych jest taka organizacja prac leśnych, aby były bezpieczne.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.