Bałka reanimował synagogę, dwóch Nikiforów - z Hajnówki i Pławanic - trafiło na ściany galerii, lądował tu Sputnik Photos, nawet wczesnego Tarasewicza można było zobaczyć. Niepozorny budyneczek w miasteczku pod białoruską granicą przez pięć lat rozszerzał się na cały świat.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szare ściany, drzwi zamykane na kłódkę, w środku trzy salki z kaflowymi piecami. I nieduży szyld: Galeria Krynki. Miejsce absolutnie szczególne. Ot prosty domeczek, kiedyś biblioteka. Ale tego, co się w nim działo przez ostatnie kilka lat pozazdrościć Krynkom mogą znakomite polskie galerie. A działo się sporo, było intensywnie i z górnej półki. Twórcom galerii udało się bowiem ściągnąć do miasteczka znakomitych artystów – i tych najwybitniejszych, i tych zapomnianych.

Ów intensywny czas zebrano w opasłym katalogu, nie tylko mającym wartość dokumentacyjną, ale też będącym atrakcyjnym wydawnictwem do czytania, przeglądania, smakowania – pełną ciekawostek, zdjęć, opowieści.

W sobotę (4.03) o tych pięciu latach w Zmianie Klimatu opowiadać będą ci, dzięki którym Galeria Krynki istnieje: prezes Fundacji Villa Sokrates Leon Tarasewicz oraz redaktorzy publikacji: Paweł Grześ i Jan Gryka. Na spotkaniu (godz. 17) będzie też można dostać za darmo książkę (w języku polskim białoruskim i angielskim).

GRZEGORZ DĄBROWSKI

Chasydzi i elementarz

Znani twórcy wywodzący się z regionu (m.in. Małgorzata Dmitruk i Aleksandra Czerniawska). Znani w świecie (jak najwybitniejszy obecnie polski rzeźbiarz Mirosław Bałka). Jeszcze do niedawna znani tylko w regionie – jak choćby Zenek (czyli Ilarion Daniluk), Jan Czaban czy Stanisław Koguciuk. Intrygujące projekty fotograficzne (jak Sputnik Photos – zapis transformacji byłych republik radzieckich, czy prace wybitnego polskiego fotografa Tadeusza Rolke, dokumentującego to, co zostało po duchowości chasydów). Elementarz Roberta Kuśmirowskiego, Malowane mapy Wojciecha Prażmowskiego. Grodzenie Dominika Lejmana. Pogaństwo Andrei Liankievicha...

To tylko niektórzy twórcy i niektóre z ich projektów, goszczących w Krynkach i umieszczonych w katalogu. O tych artystycznych działaniach – wystawach i instalacjach plenerowych – przypominają zdjęcia i fachowe teksty kuratorów, krytyków sztuki (wśród nich jest m.in. tekst Anny Rottenberg). Są w publikacji biogramy artystów, zapis rozmów, fragmenty listów oraz opisy wystaw, organizowanych przez Fundację Villa Sokrates w latach 2011-2016. Pewnym bonusem jest też prezentacja wystaw z 2009.

XVII Trialog w Krynkach
XVII Trialog w Krynkach  MARCIN ONUFRYJUK

Galeria jest dla nas

Krynki. Skąd galeria właśnie w tym miejscu?

Krynki to miejsce Sokrata Janowicza, nieżyjącego od kilku lat polskiego i białoruskiego pisarza, tłumacza, eseisty. Sokrat zainicjował Trialogi Białoruskie, skupił wokół siebie ludzi, dla których literatura i kultura białoruska jest szczególnie ważna. Z czasem pojawił się pomysł wzbogacenia Trialogów o formę muzyczną i teatralną, a także wystawową. Sokrata nie ma z nami już jakiś czas, ale jego trialogowe dzieło przejęli i dalej upowszechniają – już w rozbudowanej, bardziej żywej formie – jego przyjaciele. A że jednym z nich jest Leon Tarasewicz, wybitny malarz mieszkający w niedalekich Waliłach pod Gródkiem – zaanektowanie miejsca w Krynkach, które można by wypełnić energią sztuki współczesnej – było już tylko kwestią czasu.

Leon twierdzi, że Krynki są złotem. Twierdzi też, że Galeria Krynki powstała, „ponieważ w świecie polsko-białostockim jest dla nas za mało powietrza”. Lecz co najważniejsze i wyróżniające kryniecką przestrzeń wśród innych w Polsce:

– Przede wszystkim ta galeria jest dla nas. Pojawiają się tu ludzie z takich przestrzeni artystycznych, które nas interesują, są ważne, które nie mogłyby nigdzie indziej być pokazane, jak na przykład „Ptuszki” Czabana. Jest to człowiek, który mieszka w Krynkach i rzeźbi nadrealne ptaki, poprawia Pana Boga – mówi Leon Tarasewicz w rozmowie z Pawłem Grzesiem, redaktorem publikacji [całość przeczytać można w katalogu-red.], poruszając jednocześnie wiele trudnych kwestii związanych z Krynkami. – Galeria jest jedną z kolumn Fundacji Villa Sokrates i służy tej części społeczności, która ma potrzebę kontaktu ze sztuką.

Program galerii oparty jest na dialogu z innymi kulturami i narodowościami, innymi twórcami.

- Nazwa jest jak najbardziej naturalna. Co istotne, mieszkańcy Krynek muszą zrozumieć, jak ważna jest nazwa ich miasta - mówi Leon Tarasewicz. -  Wielu ludzi na świecie wie, gdzie są Krynki. Kiedy coś nazywasz, to tak, by było to zrozumiałe dla ludzi. Na przykład jak Ruscy ukradli Forda, rozebrali i skręcili jako swój, to nazwali go Pabieda, a jak sprzedali ją Polakom, to nazwali ją Warszawa. W tym czasie każdy marzył by mieć taką Warszawę. Zaczęliśmy pracę, zobaczymy jak się to rozwinie. Galeria jest swoistym kotłem, w którym wszystko się nieustannie gotuje, który jest nam potrzebny.

Reanimacja synagogi

Jak niezwykły jest to kocioł, świadczy zestaw 22 wystaw i projektów plenerowych, które w ciągu ostatnich kilku lat udało się przygotować Fundacji w ramach Galerii Krynki. Znaleźć się mogą w nim czasem nieprawdopodobne zestawy – kocioł pomieści artystów wydawałoby się, na pierwszy rzut oka, nie do połączenia.

Z jednej strony – projekt „Beth Ha Kneseth. Reanimacja Wielkiej Synagogi” Mirosława Bałki.

W 2014 roku artysta przyjechał do Krynek na zaproszenie Tarasewicza, pracował z wolontariuszami przy karczowaniu zarośniętych ruin XIX-wiecznej synagogi, a potem prostym, ascetycznym zabiegiem sprawił, że scenę, gdy w strumieniu wody (tryskającemu z miejsca, w którym kiedyś czytano Torę) pobłyskuje tęcza – mieliśmy przed oczami nawet w kilka miesięcy po wszystkim.

W Krynkach faktycznie wydarzyło się wtedy coś magicznego. Mirosław Bałka, najwybitniejszy polski rzeźbiarz współczesny, poruszył serca, odświeżył miejsce. I oglądających. Z chaszczy wyłoniły się całkiem spore ruiny, gdzieniegdzie sięgające pasa, a czasem nawet 2,5 metra. Wreszcie można było zobaczyć kształt budowli, jej rozległość, szerokość murów – miejsce, gdzie biło serce miasteczka, w którym przed I wojną światową Żydzi stanowili 90 proc. ludności. Potem ze strażackiego węża podtrzymywanego przez różne osoby wytrysnął strumień wody. Źródło biło w sumie kilkanaście minut. Moczyło ziemię, w oglądających poruszało różne struny w sercach.

Bałka twierdzi, że sztuka jest przede wszystkim w przeżyciu, a nie tylko w wizualnym doświadczeniu. I do tego właśnie doszło w Krynkach: oszczędny, symboliczny gest pozwolił na wspólne przeżycie. Projekt pokazał, jak można w powściągliwy sposób trafić do ludzi z czytelnym przekazem, z szacunkiem dla innych. Jak można dotknąć czegoś szczególnego. I obudzić dla lokalnej społeczności pamięć po kryneckich Żydach.

Fototapeta na ścianie

Z drugiej strony – Galeria Krynki prezentowała też prace takich nieznanych szerzej regionalnych twórców, jak Zenek, Stanisław Koguciuk czy Jan Czaban. Szczególnie intrygujący jest casus legendarnego Zenka – Iłariona Daniluka, nieżyjącego od kilkunastu lat malarza samouka. W jego postaci Hajnówka i okolice miały swojego Nikifora, a może raczej Ociepkę – takiego, co to potrafił namalować łabędzie na bojlerze, róże na karniszu, łąki na podłodze, wodospad na ścianie, a w skrzyni tapczanu – jeziorko z pływającymi kwiatami. Samorodny talent urodzony we wsi Kamień (jego ojciec był ponoć jednym z apostołów u proroka Ilji z Grzybowszczyzny) w domach hajnowian (ale też w okolicznych wsiach), malował ich marzenia. Np. wzorzysty dywan na podłodze, bo na prawdziwy gospodarzy albo nie było stać, albo namalowany wydawał się im trwalszy. Albo „fototapetę” na ścianie, przypominającą rzeczywistość prawie jak z argentyńskiej telenoweli, w której zakochana para patrzy sobie w oczy w arkadyjskim otoczeniu nad jeziorkiem. Wianuszkami z kwiatów Zenek dekorował łazienki, kaloryfery, sufity, klatki schodowe.

Ścienna 'fototapeta. Malowidlo Ilariona Daniluka
Ścienna 'fototapeta. Malowidlo Ilariona Daniluka  Fot. album 'Zenek'

Do dziś zostały w Hajnówce bloki, których fasady pomalował w geometryczne wzory. Sam przygotowywał sobie farby, na które dawał kilkudziesięcioletnią gwarancję. Co jednak zdziałał w mieszkaniach – nie każdy mógł zobaczyć – ot, rodzina właścicieli, sąsiedzi, może czasem jakiś artysta, który szukał prac Zenka w Hajnówce i stukał do drzwi. Dostać się jednak było tam trudno – właściciele mieszkań chronią swą prywatność. Ale dzięki uporowi i determinacji Jana Gryki, pochodzącego z Hajnówki wykładowcy Wydziału Artystycznego UMCS w Lublinie, powstał fotograficzny zapis większości ocalałych realizacji Zenka, on sam doczekał się zainteresowania ze strony innych krytyków sztuki, a nawet pracy magisterskiej.

Gryka wraz z siostrzeńcem malarza – Leonem Androsiukiem – prac poszukiwał długi czas, dokumentował je. W lubelskiej Galerii Biała (którą współprowadzi) zorganizował wystawę poświęconą Zenkowi, wydał też niewielki albumik. A z czasem, na zaproszenie Villi Sokrates Gryka (będzie też obecny na spotkaniu) przygotował wystawę w Krynkach.

***

Prezentacja katalogu „Galeria Krynki” – sobota, godz. 17 (Zmiana Klimatu, ul. Warszawska 6), wstęp wolny

Katalog został wydany dzięki dotacji Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Polsce oraz przy wsparciu finansowym Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Mikołaj Chrzan poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem