Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białoruskie Zrzeszenie Studentów zostało założone w 1981 roku. Dzisiaj kojarzy się głównie z Festiwalem Basowiszcza, który rokrocznie odbywa się na polanie Boryk w Gródku pod Białymstokiem. Jednak BAS, bo takiego skrótu używa się mówiąc o tym zrzeszeniu, to nie tylko festiwal muzyczny. To lata integrowania polskiej i białoruskiej kultury, a także akcje, które mają na celu zwrócenie uwagi na to, co się dzieję za naszą wschodnią granicą.

Chcieliśmy być równi

Eugeniusz Wappa był przewodniczącym BAS-u pod koniec lat osiemdziesiątych. Obecnie jest prezesem spółki zarządzającej Radiem Racja, nadającym audycje skierowane do mniejszości białoruskiej w Polsce i mieszkańców Białorusi.

- Białoruskie Zrzeszenie Studentów - w moim życiu to były lata 80-te minionego wieku. Wydaje się, że to wszystko zdarzyło się wczoraj, a to już - jak się okazuje - poważny kawał białoruskiej i polskiej historii. Każde studenckie lata mają swoją specyfikę i wrażliwość. Moje Białoruskie Zrzeszenie Studentów - to młode pokolenie Białorusinów w Polsce, którzy chcieli być intelektualnie, organizacyjnie i społeczno-politycznie na równi ze swoimi polskimi kolegami. Ważną sprawą dla naszego ruchu było zrozumienie i istnienie całej przestrzeni ogólnobiałoruskiej ponad granicami. Stąd też bardzo ważne były kontakty z niezależnymi środowiskami studenckimi i kulturalno-politycznymi w Republice Białoruś. A pierwszorzędną sprawą była wtedy białoruska muzyka, zarówno autorska, jak i rockowa. Stąd też zjawiły się Basowiszcza - nasz symbol wolnej białoruskiej przestrzeni. Białoruskie Zrzeszenie Studentów - to dla mnie czas białoruskich idei, które są sensem także dzisiejszych działań.

BAS to nie tylko Podlasie

Na początku XXI wieku aktywnie w działanie Białoruskiego Zrzeszenia Studentów włączyła się Ilona Karpiuk, obecnie pracująca w Operze i Filharmonii Podlaskiej. Podobnie jak Eugeniusz Wappa pochodzi z Hajnówki, gdzie ukończyła liceum z białoruskim językiem nauczania. Jest absolwentką Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie, animatorem kultury.

- BAS to zawsze była grupa ludzi, którym oprócz studiowania chciało się czegoś więcej, a z racji korzeni, kontekstu wybierali działalność w organizacji studenckiej, która akurat w tym przypadku skupia młodych Białorusinów. To są studenci, którzy białoruskość wynieśli z domu albo ze środowiska koleżeńskiego, a potem ich losy i doświadczenia spowodowały, że wewnętrzna potrzeba pchała ich po prostu do działania - opowiada Ilona Karpiuk.

Gdy zapytaliśmy ją o wspomnienia z czasów działalności w Białoruski Zrzeszeniu Studentów, opowiedziała nam o czasach, gdy BAS działał bardziej w Warszawie, niż w granicach województwa podlaskiego.

- BAS to organizacja studencka z całą swoją spontanicznością, na pewno nie profesjonalna organizacja eventowa i to chyba cały jej urok. Być może fakt, że centralnym wydarzeniem organizowanym przez BAS jest duży festiwal, czyli FMMB Basowiszcza powoduje, że zawsze oczekiwania wobec BAS-u były większe, ale myślę, że to, co się odbywało i odbywa na Basowiszcza i w całej działalności BAS-u to zawsze odbicie ambicji, aspiracji, motywacji i możliwości młodych ludzi, którzy BAS aktualnie tworzyli, znak czasu, ale też w pewnym sensie wskazanie, jaka jest siła i spójność środowiska - opowiada Ilona Karpiuk. - Jak zaczynałam działać w BAS-ie, to środek ciężkości był w Białymstoku, potem na parę lat przenieśliśmy się do Warszawy, bo tam studiowała najbardziej aktywna grupa. W Warszawie zorganizowaliśmy się w koło warszawskie pod roboczą nazwą BASVAS i tam organizowaliśmy wydarzenia, a także koncerty popularyzujące muzykę białoruską. Chcieliśmy może trochę przenieść klimat z Basowiszcza z Gródka pod Białymstokiem do Warszawy, ale też wykreować nową jakość. Zależało nam, żeby kulturę białoruską prezentować w jak najlepszym wydaniu i jak najbardziej profesjonalnie. Tak narodził się m.in. Białoruski Underground, impreza, która miała pobudzać warszawiaków do współuczestniczenia w białoruskiej kulturze i po prostu pokazać, że w Białorusi jest naprawdę dużo dobrej muzyki, a artyści w wielu przypadkach nie ustępują znanym polskim wykonawcom różnych nurtów. Były też inne spontaniczne akcje, jak np. popularyzowanie i zachęcanie do wykorzystywania języka białoruskiego czy tzw. hovorki w życiu codziennym w ramach akcji "Hovory po svojemu". Zdarzały się flashmoby. Staraliśmy się też spotykać w szerszym gronie przy różnych okazjach, jak otrzęsiny, Kupalle, Dzień Voli 25 marca, kiedy po prostu świętowaliśmy razem, ale przede wszystkim po to, żeby łapać idee, dzielić się nimi i przekuwać je w jakieś konkretne działanie, które poniesie w świat informację, że jesteśmy i nie żyjemy w skansenie jako mniejszość białoruska. A po drugie, żeby niosły informację, że kultura białoruska istnieje, ma swoją historię i jest bogata w różne formy i wartościowe treści. W tamtym okresie w Białymstoku również zaczęli aktywizować się studenci, którzy jako BAS działali na białostockich uczelniach. Współpracowaliśmy wówczas z Białostockim Ośrodkiem Kultury, organizowaliśmy pokazy filmowe, współpracowaliśmy z NZS.

W okresie, w którym ja działałam w BAS-ie nie było jeszcze tak rozwiniętej komunikacji internetowej, więc rzeczywistość była zupełnie odmienna od dzisiejszej. W latach 80. i 90. to wyglądało jeszcze inaczej. Teraz są kompletnie inne narzędzia, a więc styl działania, formy, sposoby są inne, dają nowe możliwości.

Zarażać bakcylem białoruskości

- W moim przypadku BAS był centralnym polem działania w okresie studenckim. Podporządkowałam tryb swego życia Białoruskiemu Zrzeszeniu Studentów - przyznaje Ilona Karpiuk. - Miałam oczywiście przyjaciół z różnych kręgów, ale wszyscy wiedzieli, że "ona działa w BAS-ie". To była absolutna fiksacja: robić fajne rzeczy w grupie tych znajomych, z którymi po prostu czuliśmy wspólnotę. To był dobry czas, bo czuliśmy, że nawet wśród ludzi poznanych w Warszawie na studiach, mogliśmy pokazywać, jaki mamy background kulturowy. Zarażaliśmy bakcylem białoruskości sporo ludzi i to dawało wielką satysfakcję, bo przy okazji szerzyliśmy wiedzę na temat mniejszości białoruskiej w Polsce i historii Białorusi w ogóle. No i walczyliśmy o jakąś ciągłość, aby po nas ktoś przejął schedę i aby lata działalności nas i naszych poprzedników miały kontynuację, z pożytkiem dla Białorusinów w Polsce. I dla naszych dzieci. Szukaliśmy nowych form działania, poznawaliśmy ludzi, krzepliśmy w tym "dorosłym życiu". To był czas, który zdeterminował moje życie na bardzo długo, po studiach kontynuowałam działalność na niwie białoruskiej kultury, pracując jako dziennikarz w Tygodniku Białorusinów "Niwa" i w Radiu Racja, gdzie autorską audycję mam nawet do dziś.

Idea wolnościowa i jej propagowanie także była i jest elementem misji BAS-u. Niezgoda na narzucanie schematów i chęć działania w sposób niezależny stoi u podwalin Białoruskiego Zrzeszenia Studentów. Gdzie w tym wszystkim Białoruś? Zawsze jako BAS mieliśmy silne relacje ze środowiskiem kulturalnym Białorusi. Oczywiście Basowiszcza było tym forum, gdzie się spotykaliśmy, gdzie te więzi się zacieśniały. Jeździliśmy na Białoruś, zapraszaliśmy artystów stamtąd. To, co działo się na Białorusi, było nam bliskie i mieliśmy poczucie, że stwarzamy możliwość, aby w trudnych momentach ludzie kultury stamtąd działali niezależnie, w sposób wolny i nieskrępowany, czerpali wzorce. Kontekst tożsamościowy i wolnościowy jest elementem białoruskości, po prostu. Nie dla wszystkich Białoruś jest punktem odniesienia, raczej rodzajem inspiracji w niektórych obszarach, dziś wybierają perspektywę lokalną odnosząc się do tożsamości białoruskiej rozumianej lokalnie, a inni wychodzą poza ten kontekst i cały czas mają na horyzoncie to, co powtarza m.in. Jerzy Turonek, historyk, dla wielu BAS-owców wielki autorytet, że przyszłość białoruskiej nacji bez wolnej Białorusi jest zagrożona.

BAS wyniesiony z domu

O wyniesieniu "bakcyla BAS-u" z domu może mówić Hanna Piekarska. Wychowała się ona w domu, z którego po części wyrosło także Białoruskie Zrzeszeniu Studentów. Jej rodzice zakładali tę organizację. Obecnie Hanna jest przewodniczącą Białoruskiego Zrzeszenia Studentów i opowiedziała nam, jak wygląda działalność zrzeszenia dzisiaj.

- Współcześnie BAS zajmuje się przede wszystkim działaniami związanymi z festiwalem BASowiszcza, który pochłania większość czasu, mimo to staramy się robić też inne rzeczy. W ubiegłym roku zostały zorganizowane Studenckie Spotkania z Historia: Bieżeństwo, a w tym roku zorganizowaliśmy Konkurs Młodych Kapel w Mińsku i współorganizowaliśmy koncert Brutto i Dzieciuki w Białymstoku. Dodatkowo jesteśmy na przededniu jubileuszu, wiec, jak widać, staramy się - uśmiecha się Hanna Piekarska.

- Także działania prowolnościowe to dla nas ważny temat, tym bardziej, że na naszym festiwalu występują głównie zespoły z tak zwanej "czarnej listy". Trudno zajmować się tematem Białorusi, nie myśląc o wolności. Staramy się jednak, żeby to nie było najważniejsze w naszych działaniach. Szukamy sposobów na przedstawienie białoruskiej kultury w perspektywie kultury, a nie zagrożenia dla demokracji. Jest to jedna z najważniejszych rzeczy. Jak byłam mała, wymarzyłam sobie drogę życiowa i nie było opcji, ze nie zahaczę o BAS. Od dziecka jeździłam na Basowiszcza, słuchałam białoruskiej muzyki, żyłam tym światem. Bycie przewodniczącą i zajmowanie się tym bezpośrednio jest z jednej strony spełnieniem marzeń, a z drugiej - przeogromną odpowiedzialnością.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.