Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy działa, bo nie ma w niej grama cynizmu, tu wszystko jest szczere i prawdziwe. Takie jest moje zdanie. I dlatego jestem wierny Orkiestrze od początku i będę jej wierny do końca mego lub jej - mówi aktor i muzyk Paweł Małaszyński.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To będzie gorąca, choć zimowa niedziela. 29 stycznia na ulice wyjdą tysiące wolontariuszy, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagra już po raz 31., a wszyscy ludzie dobrej woli znów podzielą się sercem i datkiem. „Wyborcza" jak co roku zagra z WOŚP. Będziemy nie tylko ją relacjonować i zbierać pieniądze, ale też licytować nasze okładki.

Wyborcza gra z WOŚP 2023. Zostań bohaterem pierwszej strony, wylicytuj okładkę Magazynu Białystok

Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy wspierać też tradycyjnie będzie Paweł Małaszyński, który na różne sposoby towarzyszy jej od samego początku.

Rozmowa z Pawłem Małaszyńskim 

Monika Żmijewska: Gdy w ’93 roku zaczynała grać pierwsza Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, byłeś nastolatkiem. Pamiętasz pierwszy finał? 

Paweł Małaszyński, znany aktor teatralny i filmowy, muzyk: Doskonale pamiętam, byłem wówczas chory. W tamtym czasie oglądałem wówczas na okrągło „Róbta co chceta" Jurka Owsiaka w telewizyjnej Dwójce, jak zresztą i wszystkie inne programy z muzyką alternatywną, choćby „Luz". Wszystko to dla mnie, młodego chłopaka, było bardzo ważne. Te 31 lat temu właśnie w programie „Róbta co chceta" Jurek rzucił hasło, że trzeba pomóc dziecku, i zebrać pieniądze – o ile mnie pamięć nie myli – na pompę insulinową. Odbyła się zbiórka i nagle okazało się, że uzbierano nie tylko na jedną, a na trzy pompy. Wszyscy myśleliśmy, że to będzie jednorazowa akcja, taki jednorazowy zryw. A tymczasem proszę, mija ponad 30 lat od tamtego finału i wszystko się dalej kręci. To niesamowite, jak Orkiestra rosła z kolejnym finałem.

W każdym kolejnym roku uczestniczyć w niej chciało coraz więcej osób. Pamiętasz pierwsze imprezy WOŚP w Białymstoku, jeszcze jako licealista V LO? 

– Pewnie, w Białymstoku, tak jak i w całej Polsce, z każdym rokiem organizowano coraz więcej koncertów, zgłaszały się różne grupy muzyczne, które bardzo chciały grać dla Owsiaka. To budziło wielki entuzjazm. Ja jeszcze wtedy, w połowie lat 90. swojego zespołu nie miałem, to przyszło dużo później [w 2004 roku razem z kolegami z Białegostoku Małaszyński założył zespół Cochise, w którym śpiewa i pisze piosenki do dziś; wcześniej występował też w zespole Apogeum – red.]. Wtedy, w początkach WOŚP, gdy odbywał się finał, najczęściej chodziłem do białostockiego klubu Herkulesy na koncerty kolegów, którzy działali w różnych kapelach. To był fajny czas. I zawsze się w orkiestrze uczestniczyło całym sobą. Właściwie nie ma chyba finału, w którym nie brałem udziału – na różne sposoby, od początku. Nawet wtedy, gdy zdarzyło się, że nie mogłem zrobić tego sam, to prosiłem mamę czy dziewczynę, która później została moją żoną, by wrzuciła do puszki również mój datek. Nie było innej możliwości. A gdy już miałem zespół, czyli przez ostatnie prawie 20 lat – praktycznie co roku gdzieś graliśmy. W Białymstoku oczywiście i w różnych innych miastach też. Raz nawet zaproszono nas specjalnie do Brukseli, byśmy tam zagrali podczas finału. 

W tym okołoorkiestrowym czasie i podczas samego finału świat się na chwilę zmienia, nagle jesteśmy ogromną wspólnotą. Jak to rozumiesz?

– Myślę, że to siedzi głęboko w Polakach. Mamy jednak ogrom empatii w sobie, mamy chęć pomagania. Wydaje mi się, że ogólnie jesteśmy dobrymi ludźmi, poza oczywiście przypadkami, o których nie warto nawet mówić. Wierzę w nas jako ludzi. Czasem co prawda sam się sobie dziwię, bo gdy niekiedy mam już dość tego, co się wokół dzieje, tych wielu niefajnych, niedobrych rzeczy, które się wydarzają, to jednak cały czas tę wiarę w nas, jako ludzi – mam. Nawet jak dopadną mnie czarne myśli, to jednak po nocy budzę się z poczuciem, że wokół nas jest jednak mnóstwo dobra. O tym, że potrafimy się zjednoczyć, świadczy co roku choćby to, co się dzieje na Orkiestrze, a w ostatnim roku to, jak Polacy zareagowali, gdy wybuchła wojna w Ukrainie i od razu podzielili się sercem z Ukraińcami. Jest więc mnóstwo przykładów, pokazujących, że Polacy potrafią stanąć na wysokości zadania. 

Ale też bardzo bym chciał – tak jak potrafimy pomagać innym poprzez zryw dobra, tak jak chcemy walczyć o pokój – byśmy wszyscy zrozumieli też inną kwestię. Że taką walką, w której również musimy się zjednoczyć, jest też walka z globalnym ociepleniem, Niektórzy ciągle nie rozumieją, jak bardzo to jest ważne. Jak bardzo już nas to dotyka, a najbardziej dramatycznie dotknie nasze wnuki – jeśli my jako ludzie nie przestaniemy lekceważyć przyrody. Musimy się przebudzić. Musimy zadbać o pokój, ale musimy też zadbać o planetę, o jakość naszego życia w przyszłości.  

Wierzysz, że w tym też potrafimy się zjednoczyć, jak w przypadku Orkiestry? 

– Bardzo chcę w to wierzyć. W końcu od pojedynczego człowieka wiele się zaczyna. Zawsze wierzę, że jedna osoba jest w stanie coś zmienić, zrobić coś niesamowitego, za czym mogą pójść inni. Tak jak Jurek był zdeterminowany te ponad 30 lat temu, jak porwał za sobą rzesze ludzi, jak zdeterminowany jest teraz, tak i każdy z nas, przysłowiowa pani Krystyna, pan Krzysztof, mogą coś zdziałać. Kamienie wrzucone do wody sprawiają, że na wodzie pojawiają się kręgi. Wierzę, że tak dzieje się z ludźmi. Jurek rzucił kiedyś kamyk i co się dzieje co roku? Dziś nie sposób wyobrazić sobie, że nie ma Orkiestry. Która gra przecież już od dawna nie tylko w Polsce, ale chyba już pod każdą szerokością geograficzną. Dobro jak okrąg – się rozszerza. I choć walczący o to buntownicy co chwila są uciszani, to jednak chciałbym wierzyć, że z walką o klimat będzie jak z okręgiem na wodzie, będzie się rozszerzać.

A co do Orkiestry – myślę sobie, jak to wszystko jest niezwykłe – co roku wbrew wszystkiemu, wbrew niechętnym, staramy się pobić rekord. I – mimo wszystko – to się, kurczę, jakoś udaje. 

Faktycznie, w tym okołoorkiestrowym czasie i podczas samego finału, świat się zmienia. Miło się wtedy obserwuje Polaków. Lubię patrzeć na to pospolite ruszenie, na tę eksplozję entuzjazmu. Bardzo spodobało mi się rozszerzenie akcji, by pomagać też np. seniorom. Teraz z kolei zbierać będziemy pieniądze na walkę z sepsą, a ta może dotknąć absolutnie każdego.

Wszystkie licytacje "Wyborczej" można znaleźć TUTAJ

Paweł Małaszyński
Paweł Małaszyński  Fot. Monika Ostrowska (archiwum aktora)

Dla orkiestry śpiewałeś, grałeś spektakle, kopałeś piłkę w meczu, raz nawet zostałeś sprzątaczem wraz z kolegami z filmu – wystawiliście się na aukcji jako trio do sprzątania. Ale jesteś znany też z tego, że dużo pomagasz bez szumu w wielu innych sytuacjach. Choćby w Białymstoku i okolicach – dołożyłeś brakujące pieniądze (razem z Magdaleną Różczką) na operację serca 9-letniej Oli. Pomagałeś poprzez aukcję chorującemu na serce 14-letniemu Michałowi. Wraz z żoną i teściem wyremontowałeś mieszkanie socjalne, które uboga rodzina zastępcza z Białegostoku dostała w całkowitej ruinie. Fundowałeś dzieciom programy edukacyjne. Czy ta chęć pomocy w Tobie jakoś ewoluowała? 

– Nie, to jest naturalne, zgodne z moim krwiobiegiem, poczuciem, że chcę i powinienem. Mam po prostu w sobie dużo empatii, czasem aż za dużo. A gdy zdobyłem popularność, nie wstydziłem się jej wykorzystać, by pomagać. Bo jeśli czynię to w dobrym celu, to czemu nie? Gdy tylko mogę pomóc, to po prostu robię to. I tyle. Z drugiej strony czasem ta pomoc charytatywna obraca się przeciwko mnie, słyszę głosy, że pomagając innym, promuję siebie. To mnie bardzo boli, po jakimś czasie powoduje czarne myśli, w stylu – czy w ogóle pomagać, skoro i tak znajdą się tak krytyczne i niesprawiedliwe głosy. Powiem szczerze, że był nawet taki okres, że zastanawialiśmy się z innymi kolegami aktorami, czy w ogóle wchodzić w akcje charytatywne. Cokolwiek nie zrobimy, i tak spada na nas hejt. Ale staramy się jednak nie myśleć o tych ciemnych stronach naszej popularności, a skupiać się na działaniu. Więc kiedy mogę, staram się pomagać. Dostaję ogrom próśb, ale też nie jestem w stanie pomóc wszystkim. To rodzi poczucie bezradności, najgorsze jest to, że podobnie, jak ze sprzętem kupowanym przez Orkiestrę, to ciągle kropla w morzu potrzeb. 

W takich momentach rodzi się bunt, czy rzeczywiście to społeczeństwo powinno poprzez zrywy społeczne zaopatrywać szpitale w sprzęt, który powinien tam być z publicznych pieniędzy. Czy zbierać na operacje ratujące życie.

– Otóż to. Cieszymy się, że możemy pomagać, dzielić się z innymi, ale przecież nie jesteśmy w stanie pomagać wszystkim. Potrzebujących pomocy jest ogrom. Ci wszyscy rodzice pozostawieni sobie, którzy muszą zdobywać jakieś ogromne pieniądze na operacje, by ich dzieci mogły żyć, czy na lek, który nie jest refundowany… To są przerażające sytuacje. Wspaniale, gdy uda się pomóc, ale systemowo coś jest jednak nie tak. 

Z drugiej strony pamiętam, kiedy rodził się mój Jeremiasz. To było około 19 lat temu, wtedy Orkiestra zbierała na sprzęt do badania wzroku i słuchu u dzieci. Mój syn był wcześniakiem, jako wcześniak takich badań bardzo potrzebował i ze świeżo zakupionego sprzętu korzystał. To była ogromna satysfakcja patrzeć na tę oblepioną serduszkami aparaturę, bo wiedziałem, że wśród tych serduszek był też kawałek i mojego serca.

A jak grasz z Orkiestrą w tym roku?

– No właśnie rozglądam się teraz po mieszkaniu, co by tu w tym roku przeznaczyć na orkiestrową aukcję i uświadamiam sobie, że jeszcze na nic nie wpadłem. Kompletnie nic mi nie przychodzi do głowy. Jeśli nic nie wymyślę, to pewnie skończy się na datku do puszki. Śmieję się, że Orkiestra wypstrykała mnie już ze wszystkich przedmiotów, które co roku przeznaczałem na licytacje. Od wielu lat te aukcje są coraz bardziej zakręcone, ludzie z różnych środowisk prześcigają się w pomysłach. To bardzo fajna sprawa. Czasem myślę: czy trzeba jeszcze w ogóle promować Orkiestrę? Każdy, kto chce ją wspomóc, i tak dobrze wie, o co chodzi. Ale w ten sposób można stawiać różne pytania. Np. czy zespół Rolling Stones, taki znany, podziwiany, w ogóle jeszcze potrzebuje reklamy? Potrzebuje. I tak jest z Orkiestrą, ona nieustannie potrzebuje reklamy, by zataczać coraz szersze kręgi na oceanie potrzeb.

Do końca świata i o jeden dzień dłużej.

To się musi kręcić, nakręcać nas wszystkich, w sumie może dlatego właśnie to wszystko działa...

– Myślę, że działa też dlatego, że tu nie ma grama cynizmu, tu wszystko jest szczere i prawdziwe. Takie jest moje zdanie i również dlatego jestem wierny Orkiestrze do końca mego lub jej;)  

*********

Wyborcza gra razem z WOŚP

„Gazeta Wyborcza" jak co roku gra razem z WOŚP. Nie tylko zapowiadamy i relacjonujemy związane z finałem wydarzenia – ale też sami zbieramy pieniądze (w ub. roku suma kwot z naszych wszystkich aukcji i e-skarbonki to prawie 198 tys. zł).

Gramy dla WOŚP
WESPRZYJ

W tym roku oprócz e-skarbonki i licytacji już po raz trzeci proponujemy coś wyjątkowego: pierwsze strony 20 tygodników lokalnych „Wyborczej". 

Osoba, która zadeklaruje najwyższą stawkę, będzie mogła na naszej piątkowej „jedynce" zaprezentować siebie, swoją firmę, swoją pasję czy ulubione zakątki w mieście, albo np. opowiedzieć o kimś, kto jest dla niego ważny. 

Licytacje pierwszych stron odbywają się pod hasłem „Stwórz razem z nami pierwszą stronę tygodnika lokalnego Gazety Wyborczej". A to dlatego, że artykuły i zdjęcia powstaną we współpracy z dziennikarzem i fotoreporterem. Licytacje zakończą się 29 stycznia.

Gramy dla WOŚP
WESPRZYJ

ZASADY PUBLIKACJI

1. Materiał zostanie stworzony we współpracy z lokalną redakcją Gazety Wyborczej; tekst, fotografie itp. składające się na materiał podlegają akceptacji redakcji i zwycięzcy aukcji.

2. W materiale nie mogą się pojawić przekazy noszące znamiona niezgodnej z prawem reklamy.

3. Materiał nie może być niezgodny z linią programową redakcji Gazety Wyborczej.

4. W materiale nie mogą się pojawiać przekazy mogące naruszyć prawo, dobre obyczaje lub prawa lub dobra osobiste osób/podmiotów trzecich.

5. Materiał musi spełniać standardy obiektywizmu.

6. Planowany termin publikacji – luty 2023 r.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Mikołaj Chrzan poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem