14 dni i nocy staliśmy u bram polskiej granicy. Potem w obozie schudłem 10 kg. Spałem na własnych kościach. Gdy w dżungli złapała nas Straż Graniczna, było mi już wszystko jedno.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Gazeta Uchodźców
CZYTAJ WIĘCEJ

Wielu ludzi i wiele okoliczności zmusiło mnie do emigracji do Europy: brak wolności słowa, niestabilna gospodarka, systemem plemiennej korupcji między dwiema rodzinami – Barzanich i Talabanich – i wreszcie wojna w Kurdystanie, nieustające ataki tureckich najeźdźców na nasze terytorium.

U bram Polski, na betonie

27 października 2021 r. wyjechałem z Kurdystanu do Dubaju, stamtąd na Białoruś. Po wylądowaniu w Mińsku stało się dla mnie jasne, że ten kraj boryka się z problemami politycznymi i korupcją. Nie przyjęli nas jak turystów, za wypuszczenie z lotniska żądali od 20 do 100 dol. W zależności od rodzaju wizy, część osób nie została wypuszczona od razu do hotelu, tylko zawieszona na osiem godzin lub nawet na trzy dni, aż do przybycia kogoś z firmy turystycznej.

Ja zostałem zatrzymany na osiem godzin. Kiedy dotarłem do "wakacyjnego" hotelu migrantów, było tam już wiele osób. Tej nocy jedna grupa wyruszyła do dżungli [tak migranci i uchodźcy określają przygraniczny las – red.], ale ja zostałem jeszcze na parę dni w Mińsku. Zjadały mnie nerwy, udzielał się stres moich rodaków, których spotykałem na ulicach. Szukałem pustego, spokojnego miejsca, z dala od ludzi.

31 października zebraliśmy z trzema przyjaciółmi ekipę, by dostać się w okolice Brześcia, a potem przekroczyć granicę z Polską. Ta granica różniła się od wszystkich innych.

Zostaliśmy na niej na noc. Potem dzień po dniu chodziliśmy do białoruskich strażników, prosząc, żeby pozwolili nam ją przekroczyć. Nie pozwalali. Jeden z nich powiedział: - Wygląda na to, że zmieniła się polityka, teraz będziemy zbierać migrantów i rozgrywać ich jak karty.

Ako Majeed, 33-latek z Sulaimaniyah. Pracował przez 13 lat jako dziennikarz w południowym Kurdystanie, teraz zarządzanym przez Irak. Podczas ucieczki przez Białoruś spędził 3,5 miesiąca w prowizorycznym obozie w Bruzgach, dokumentując zdjęciami i filmami tragiczne warunki, w jakich przebywali uchodźcy. Udało mu się dotrzeć do Belgii, gdzie pracuje w swoim zawodzie
Ako Majeed, 33-latek z Sulaimaniyah. Pracował przez 13 lat jako dziennikarz w południowym Kurdystanie, teraz zarządzanym przez Irak. Podczas ucieczki przez Białoruś spędził 3,5 miesiąca w prowizorycznym obozie w Bruzgach, dokumentując zdjęciami i filmami tragiczne warunki, w jakich przebywali uchodźcy. Udało mu się dotrzeć do Belgii, gdzie pracuje w swoim zawodzie  Fot. Archiwum prywatne Ako Majeeda

W rejon przejścia granicznego w Bruzgach [z Kuźnicą Białostocką – red.] napływało coraz więcej migrantów. Kiedy dotarliśmy tam z kolegami 8 listopada, na granicy z Polską było już około 2 tys. osób i ich liczba wciąż rosła. Migranci nie byli agresywni, nie stosowali przemocy, to oni byli ofiarami, sterowanymi przez Białorusinów.

14 dni i nocy staliśmy u bram polskiej granicy, najgorszą noc spędzając na betonie, w dotkliwym zimnie.

Życie w Bruzgach

To ten mróz wygonił nas 18 listopada do magazynu logistycznego w Bruzgach. Życie w obozie było tak ciężkie, że bolała dusza, ale i tak lepsze niż dżungla.  

Przez pierwsze dwa dni w Bruzgach nic nie jadłem, żeby nie potrzebować toalety. Bo dla 3 tys. osób było 16 toalet. Bardzo cierpieliśmy.

W kolejce po lunch, miskę zupy z ryżem, stało się cztery godziny – od 12 do 16.

Tak przeżyłem trzy i pół miesiąca. Myjąc się tylko raz na tydzień, w "tygodniu dla mężczyzn", w zimnym namiocie. 40 mężczyzn musiało się z tym myciem zmieścić w 20 minutach, więc nie zawsze się udawało. Zwłaszcza że woda była podgrzewana nad ogniskiem, więc albo była za zimna, albo parzyła. Strażnicy pilnowali nas i poganiali, żeby zmieścić się w czasie. Bili albo wyciągali stamtąd siłą, jeśli ktoś nie zdążył.

W ciągu trzech i pół miesiąca udało mi się upiec chleb tylko dwa razy. Nie było łatwo dostać gorącą wodę, a rodziny błagały o nią i o ryż dla dzieci. Trudno było myśleć o sobie, kiedy wokół widziało się tyle potrzeb. Odmawiałem sobie, żeby pomóc innym. Schudłem dziesięć kilo. Jeśli porównacie moje pierwsze i ostatnie wideo opublikowane na Facebooku, pękniecie ze śmiechu. Spałem na palecie i na własnych kościach, ale miejsce miałem dobre - wysokie trzecie piętro, żeby mieć oko na cały obóz [palety ułożone były na stelażach magazynowych regałów – red.]

Ako Majeed, 33-latek z Sulaimaniyah. Pracował przez 13 lat jako dziennikarz w południowym Kurdystanie, teraz zarządzanym przez Irak. Podczas ucieczki przez Białoruś spędził 3,5 miesiąca w prowizorycznym obozie w Bruzgach, dokumentując zdjęciami i filmami tragiczne warunki, w jakich przebywali uchodźcy. Udało mu się dotrzeć do Belgii, gdzie pracuje w swoim zawodzie
Ako Majeed, 33-latek z Sulaimaniyah. Pracował przez 13 lat jako dziennikarz w południowym Kurdystanie, teraz zarządzanym przez Irak. Podczas ucieczki przez Białoruś spędził 3,5 miesiąca w prowizorycznym obozie w Bruzgach, dokumentując zdjęciami i filmami tragiczne warunki, w jakich przebywali uchodźcy. Udało mu się dotrzeć do Belgii, gdzie pracuje w swoim zawodzie  Fot. Archiwum prywatne Ako Majeeda

Na skutek utraty wagi chorowałem dwa razy. Wszyscy zarażali się od siebie, zapadali na przeziębienie, grypę, choroby skóry, prawdopodobnie też na koronawirusa. Na miejscu był gabinet lekarski, ale nie poszedłem tam, nie było sensu – brakowało podstawowych lekarstw, a personel tylko się z pacjentów śmiał. Podobnie jak siły zbrojne w obozie, których były trzy rodzaje – mimo że migranci byli dla nich źródłem zarobku, krzywdzili ich i okradali. Zabierali pieniądze i telefony, a wszystko to odbywało się za zgodą i pod nadzorem strażników granicznych.

Tak, w obozie były napaści seksualne i gwałty, i to nie tylko ze strony strony białoruskich strażników, ale też pomiędzy migrantami. Żołnierze zbliżali się do kobiet pod pretekstem ładowania powerbanków. Widziałem to na własne oczy, słyszałem też o nadużyciach seksualnych wobec dzieci.

Wkrótce zaczęto deportować migrantów, po cichu, rozprawiając się z nimi bez świadków, w cztery oczy, żeby nikt nie wiedział, co planują. Część została zabrana na lotnisko i zmuszona do powrotu do kraju, część trafiła do Mińska, a część – do dżungli. W ciągu trzech przymusowych deportacji liczba migrantów z 3 tys. zmniejszyła się do 450 osób. Obóz ostatecznie zamknięto 20 marca 2022 r.

Ako Majeed, 33-latek z Sulaimaniyah. Pracował przez 13 lat jako dziennikarz w południowym Kurdystanie, teraz zarządzanym przez Irak. Podczas ucieczki przez Białoruś spędził 3,5 miesiąca w prowizorycznym obozie w Bruzgach, dokumentując zdjęciami i filmami tragiczne warunki, w jakich przebywali uchodźcy. Udało mu się dotrzeć do Belgii, gdzie pracuje w swoim zawodzie
Ako Majeed, 33-latek z Sulaimaniyah. Pracował przez 13 lat jako dziennikarz w południowym Kurdystanie, teraz zarządzanym przez Irak. Podczas ucieczki przez Białoruś spędził 3,5 miesiąca w prowizorycznym obozie w Bruzgach, dokumentując zdjęciami i filmami tragiczne warunki, w jakich przebywali uchodźcy. Udało mu się dotrzeć do Belgii, gdzie pracuje w swoim zawodzie  Fot. Archiwum prywatne Ako Majeeda

Push-back

Opuściłem Bruzgi wcześniej, 27 lutego, dzięki sowitej łapówce dla białoruskiego żołnierza. Z moją pięcioosobową grupą przeszliśmy do Polski i zgubiliśmy się w dżungli. O 10 rano, gdy spaliśmy, obudził nas jakiś mężczyzna, mieszkaniec. Nie powiadomił policji. Poszedł i wrócił po 10 minutach, z jedzeniem. Byliśmy tacy szczęśliwi!

Kolejny sąd uznał push-backi na Białoruś za nielegalne. Bo życie i wolność są tam zagrożone

Prowadziłem grupę, ponieważ zawsze samotnie jeździłem w góry Kurdystanu, byłem korespondentem wojennym, przywykłem do trudów i niewygód. Zamierzaliśmy oddalić się od granicy, ukrywając się przed ludźmi, wybierając leśne drogi. Kiedy przeprawialiśmy się przez wodę, nie zmienialiśmy ubrań, tylko szliśmy dalej, żeby się rozgrzać. Następnej doby doszliśmy naprawdę daleko, ale wtedy zostaliśmy złapani przez polską Straż Graniczną. Moi dwaj przyjaciele rozpłakali się. A po mnie to spłynęło, byłem gotowy na wszystko.

Zabrano nas do dużej placówki Straży Granicznej, gdzie nas przesłuchiwano, okłamywano, znęcano się nad nami psychicznie. Sprawiono nam wiele bólu. Cztery osoby strażnicy zawieźli na granicę w ramach push-backu. Mnie nad ranem odstawili pod granicę z Litwą, wcześniej uszkadzając telefon. Na szczęście miałem ukryty dodatkowy. Spojrzałem na mapę – 97 km dzieliło mnie od przyjaciół. Szliśmy trzy dni, żeby się odnaleźć, ale nie udało się to całej grupie – białoruscy żołnierze na to nie pozwolili. Rozdzielili dwóch braci. Ten, który był ze mną, szalał z wściekłości.

Ako Majeed, 33-latek z Sulaimaniyah. Pracował przez 13 lat jako dziennikarz w południowym Kurdystanie, teraz zarządzanym przez Irak. Podczas ucieczki przez Białoruś spędził 3,5 miesiąca w prowizorycznym obozie w Bruzgach, dokumentując zdjęciami i filmami tragiczne warunki, w jakich przebywali uchodźcy. Udało mu się dotrzeć do Belgii, gdzie pracuje w swoim zawodzie
Ako Majeed, 33-latek z Sulaimaniyah. Pracował przez 13 lat jako dziennikarz w południowym Kurdystanie, teraz zarządzanym przez Irak. Podczas ucieczki przez Białoruś spędził 3,5 miesiąca w prowizorycznym obozie w Bruzgach, dokumentując zdjęciami i filmami tragiczne warunki, w jakich przebywali uchodźcy. Udało mu się dotrzeć do Belgii, gdzie pracuje w swoim zawodzie  Fot. Archiwum prywatne Ako Majeeda

We trzech koczowaliśmy na pograniczu, zastanawiając się kiedy Białorusini pozwolą nam palić ognisko, a Polakom nie zechce się go gasić. Polscy żołnierze raz po raz widzieli nas na granicy i klęli. Wiedzieli, że Białorusini przewożą nas z miejsca na miejsce. Siódmej nocy w dżungli przywieziono nas w jakieś miejsce i wyrzucono o 23.30. Odczekaliśmy i przekroczyliśmy granicę o 3.30, tym razem się udało. Szliśmy w ciemności 3 km, aż dotarliśmy do miejsca, gdzie polscy aktywiści mogli udzielić nam pomocy. Dotarcie do nas zajęło im około dwóch godzin. W dżungli pojawiły się trzy kobiety i mężczyzna, z jedzeniem, ciepłymi ubraniami, butami i telefonami dla nas. Dla mnie to byli aniołowie.

Zawsze będę tak o nich myślał i nigdy nie zapomnę, ile im zawdzięczam. Polski rząd i polscy rasiści też powinni być wdzięczni Grupie Granica i wolontariuszom, którzy nieustannie narażają swoje życie, aby ratować życie migrantów. My, Kurdowie, rasistami nie jesteśmy i chociaż czujemy się zniesmaczeni rasizmem w Polsce, to spotkaliśmy się tu też z dobrem w czystej postaci, dlatego zapomnieliśmy krzywdę wyrządzaną przez pograniczników.

Głos uchodźców

Drugiej nocy udało się nam dotrzeć do umówionego samochodu i wyjechać do Europy. Zirytowani, chcieliśmy znaleźć się w Niemczech jak najszybciej. Tu nic dobrego nas nie czekało.

Teraz mieszkam w Belgii, gdzie czuję, że mogę osiągnąć swoje życiowe cele, współpracując z moimi przyjaciółmi – dziennikarzami, którzy jeździli do Kurdystanu. Wierzę, że korupcyjny domek z kart w Kurdystanie zawali się, a do tego czasu będę służył moim ludziom stąd, walcząc o nasze prawa. Nie wykluczam, że wrócę do ojczyzny, by przeciwstawić się reżimowi, ale nie sam, tylko z wielkim wsparciem.

Już się dowiedzieliśmy, że zostaliśmy wykorzystani przez Białoruś, ale i Polska zawsze była wykorzystywana przez Europę. Byłoby lepiej dla tych dwóch krajów, żeby były dobrymi sąsiadami, których mieszkańcy żyją dla siebie, a nie dla Rosji, dla NATO czy Stanów Zjednoczonych. To, co dla mnie było najważniejsze podczas tego kryzysu humanitarnego, w którego środku się znalazłem, to ludzki i dziennikarski obowiązek, by stać się głosem migrantów i uchodźców. Przekazywałem ich emocje i byłem jedynym źródłem informacji dla mediów z regionu.

Pamiętajcie, proszę, że nie uciekamy do Europy w poczuciu szczęścia, nie biegniemy do niej z euforią. Ciągną się za nami tragiczne historie, jakie znieść mogą tylko ludzie z żelaza. W Kurdystanie trwa wojna, tureccy najeźdźcy zrzucają na nas bomby każdego dnia.

Europa musi zrozumieć, że migracja jest skutkiem wojennej polityki.

Piszcie:  listy@wyborcza.pl

Gdzie możesz pomóc (wybrane miejsca)

Organizacje działają na rzecz wszystkich potrzebujących, czyli również tych, którzy do Polski próbują się przedostać z Białorusi. Wiele z nich wysyła pomoc do Ukrainy, pomagają też uchodźcom Polsce.   

  • Fundacja HumanDoc, na jej rzecz zbieraliśmy pieniądze od naszych Czytelniczek i Czytelników –  humandoc.pl  
  • Fundacja Ocalenie –  ocalenie.org.pl  
  • Grupa Granica –  grupagranica.pl . W jej ramach działa wiele instytucji godnych polecenia, m.in.: Stowarzyszenie Nomada, Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, Homo Faber, Polskie Forum Migracyjne, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Salam Lab, Dom Otwarty, Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć, Chlebem i Solą, Kuchnia Konfliktu, Przystanek "Świetlica" dla dzieci uchodźców
  • Ogólnopolski Strajk Kobiet –  facebook.com/ogolnopolskistrajkkobiet  
  • Polska Akcja Humanitarna –  www.pah.org.pl
Ako Majeed
Kurd z Sulaimaniyah. Pracował przez 13 lat jako dziennikarz w południowym Kurdystanie. Dokumentował życie w prowizorycznym obozie uchodźców w białoruskich Bruzgach. Udało mu się dotrzeć do Belgii, gdzie pracuje w swoim zawodzie
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Problem uchodzcow bedzie narastal i zadne mury tego nie powstrzymaja.Bez solidnej wspolpracy miedzynarodowej,sami niewiele zdzialamy.Jest tylko szkopul,ze z nami homofobami i nacjonalistami,malo kto chce rozmawiac.
@majak
Błąd. Mury/ płoty/druty są nadzwyczaj skutecznymi sposobem na nielegalne przekraczanie granicy.
Problem jest empatia zamiast rozumu. Nie da się zrobić dobrze każdemu nieszczęśnikowi na świecie. Zresztą po to płacę podatki, aby w Polsce czuć się jak w Polsce, niekoniecznie jak w Afryce lub Bliskim Wschodzie.
już oceniałe(a)ś
1
0
Dziękuję za pilnowanie granicy przed migrującymi spryciarzami z wypasionymi smartfonami co uwierzyli w baję o czekających mercedesach, perfumowanych ulicach etc. W Europie nie ma już dla nich miejsca a cała operacja napisana jest grażdanką w celu destabilizacji UE i umieszczania tam śpiochów do rycia i burzenia porządku.
@swensypool
Najwiekrze zagrożenia dla UE to Polska i Wegry a nie imigranci.
PS. Zabieraj tych wszystkich Polskich imigrantow zarobkowych z US, Canada, UE ktora zaleli..
już oceniałe(a)ś
9
0
@swensypool
Jeżeli kiedyś wojna przyjdzie do Polski, oby w państwach zachodnich nie używano "wypasionych smartfonów" jako argumentu za odmawianiem Polakom człowieczeństwa...
już oceniałe(a)ś
7
0
> Wielu ludzi i wiele okoliczności zmusiło mnie do emigracji do Europy
Czyli nie wojna... A zatem jest Pan imigrantem, nie uchodźcą. A dlaczego nie mógł Pan przyjechać do Europy LEGALNIE?
@masofrev
Odpowiedź zna każdy Polak, który żył w komunie. Wtedy również można było legalnie pojechać do dowolnego punktu świata - tylko najpierw trzeba było wyprosić w urzędzie swój własny paszport, bardzo często za cenę stałej współpracy z UB. Po powrocie paszport należało zwrócić.
Ci, którzy wówczas LEGALNIE podróżowali, mają się czego wstydzić.
już oceniałe(a)ś
10
0
@cez12
Ale jeśli ktoś planuje na stałe opuścić kraj to chyba mu wszystko jedno, czy coś podpisze i czy trzeba będzie zwrócić paszport?
Poza tym Kurdowie JAKOŚ z Turcji czy też Iranu wyjechali, więc WYJAZD z ich kraju nie był problemem.
już oceniałe(a)ś
2
0
@cez12
w latach '81-'88 byłem kilka razy legalnie we Francji, i w Berlinie Zachodnim. I niczego się nie wstydzę. Żaden funkcjonariusz SB mnie do niczego nie namawiał, o tym że rozmawiałem z esbecją zdałem sobie sprawę na obowiązkowym spotkaniu z funkcjonariuszem SB w czasie służby wojskowej (1986-87). Uczestniczę od roku 1981 w większości demonstracji, najpierw przeciwko tzw. komunie, teraz przeciwko PiS. Przerwa była krótka, od około 1989 do rządów PiS-u. Patrzę spokojnie w lustro.
już oceniałe(a)ś
2
0
@masofrev
Przeczytaj przepisy. Wojna w kraju nie jest warunkiem otrzymania statusu uchodzcy. Nie jest tez jego gwarantem. Zeby dostac status uchodzcy musisz udowodnic ze grozi ci (osobiscie) przesladowanie, smierc, lamanie praw itd. Czyli np. osoba nieheteronormatywna uciekajaca z kraju gdzie homoseksalne stosunki sa karalne albo wystepuje dyskryminacja i np. nie moze znalezc pracy przez orientacje bedzie miala prawo do statusu w poszczegolnych krajach chocby jej kraj pochodzenia dla wiekszosci obywateli byl mlekiem i miodem plynacy.

Dotyczy to czlonkow grup przesladowanych (lub tych, ktorym przesladowanie tylko grozi) ze wzgledu na m.in. przynaleznosc do mniejszosci religijnej lub etnicznej itd.

Sama wojna w kraju nie jest powodem przyznania statusu, choc przyznaje sie zwykle inne formy ochrony bo nie mozna takich osob deportowac
już oceniałe(a)ś
2
0
Dwa miliony ukraińskich matek z dziećmi szło pieszo w mróz na przejście graniczne, a 33 letni zdrowy mężczyzna postanowił skakać przez płot ?

Ukraińcy to emigranci a reszta to nachodźcy i tyle.
już oceniałe(a)ś
16
0
>> dlatego zapomnieliśmy krzywdę wyrządzaną przez pograniczników

Albo "zapomnieliśmy o krzywdach, wyrządzanych przez pograniczników", albo "wybaczyliśmy pogranicznikom krzywdy, jakie nam wyrządzili".

Właśnie dzisiaj mi ściągnęło z konta 19 zł za tzw. dobre dziennikarstwo (-;
@kr_okodyl
Zapomniałem twoje oczy, zapomniałam twoje usta i nigdy ci tego nie zapomnę.
już oceniałe(a)ś
1
0
Polacy to rasisci, xenofoby, homofoby i antsemici! Caly swist o tym wie. Komentarze to tylko potwierdzaja...
@amaks
Niekoniecznie. Nic nie mam do ludków zamieszkujacych dowolną dziurę gdzieś w Azji lub Afryce. Zwyczajnie niech sobie zorganizują wizę, przyjadą, pozwiedzają i wracają z dobrymi wspomnieniami.
już oceniałe(a)ś
1
0
@amaks
Cały świat o tym wie mówisz, hmm.... Ktoś musi nad tym ciężko pracować. Ciekawe dlaczego? Dobrze mieć takiego kozła ofiarnego, dzięki któremu można odwrócic uwagę od swoich negatywnych wad. Takie generalizacje jak Twoja nie są ani pożyteczne ani mądre. Chyba nie ma na świecie miejsca, gdzie nienawiść nie istnieje.
już oceniałe(a)ś
0
0
Wszyscy młodzi i "wykształceni" . Dziennikarze , lekarze , informatycy a nie wiedzieli jaka jest pogoda w listopadzie w tej części Europy ? Nie wiedzieli że Białoruś to teren dla nich bezpieczny i nie są uchodźcami ? Oczekiwali luksusów ? Hoteli z wygodami ? Teraz szukają w UE wygodnego życia za socjal . Myślą że UE oczekuje setek mln emigrantów z Azji, Afryki , niepiśmiennych , z wyciągniętą ręką , wybuduje im domy , doda jeszcze po samochodzie i sprowadzi ich rodziny. Przekraczając granicę Polski popełniacie przestępstwo . Zrozumieliście ? Mam już dość ich biadolenia , tylko nieliczni kończą szkoły ,integrują się , większość żyje z socjalu w swoich gettach.
już oceniałe(a)ś
6
1
Białoruscy pogranicznicy gwałcili, polscy się znęcali. Ale u was spotkałem też aniołów, zawieźli mnie do Niemiec, siedzę już pół roku na zasiłku i dobrze mi z tym, ściągam właśnie siedemnastoosobową rodzinę. Dostanę zasiłki na dzieci, na żonę, na mieszkanie.
już oceniałe(a)ś
1
0