Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa o wojnie w Ukrainie

Joanna Klimowicz: Jak możemy panu pomóc?

Prof. Roman Lachowicz, anestezjolog, wykładowca akademicki, kierownik oddziału medycyny ratunkowej Narodowego Uniwersytetu w TarnopoluProf. Roman Lachowicz, anestezjolog, wykładowca akademicki, kierownik oddziału medycyny ratunkowej Narodowego Uniwersytetu w Tarnopolu Fot. Archiwum prywatne

Prof. Roman Lachowicz, anestezjolog, wykładowca akademicki, kierownik oddziału medycyny ratunkowej Narodowego Uniwersytetu w Tarnopolu: - Przede wszystkim chciałbym wyrazić wielkie podziękowanie polskim władzom i całemu polskiemu społeczeństwu za tę pomoc, jaką już otrzymujemy od pierwszych dni wojny. My rozumiemy, że w tych ciężkich dla nas czasach wy nie jesteście po prostu geograficznymi sąsiadami, ale przyjaciółmi i braćmi. Ponad 2 mln ukraińskich obywateli otrzymało dom i bezpieczeństwo na waszej ziemi i ten proces trwa.

A w Tarnopolu potrzebujemy wszelkiej pomocy - zaczynając od medycznej. W szczególności Wojewódzkie Centrum Medycyny Ratunkowej, gdzie pracuję, potrzebuje lekarstw, zwłaszcza przeciwbólowych, hemostatycznych, materiałów opatrunkowych [szerokiego spektrum leczenia ran ostrych i przewlekłych, postrzałowych, oparzeniowych, po bombach fosforowych - red.] oraz medycznego wyposażenia. To wszystko jest bardzo potrzebne nie tylko dla naszych żołnierzy, ale i dla pogotowia.

Te potrzeby wynikają głównie ze zniszczenia szlaków zaopatrzenia i dostaw. W wyniku wojny zniszczony został jeden z największych zakładów farmaceutycznych Darnica pod Kijowem. Do momentu wybuchu wojny był naszym głównym dostawcą różnego rodzaju lekarstw i materiałów medycznych. Teraz - nie ma z nimi kontaktu...

Wojna w Ukrainie - agresja Putina na ten kraj. Rodzina wsród zniszczonych pojazdów najeźdźcy. Bucza, Ukraina, 6 kwietnia 2022 r.Wojna w Ukrainie - agresja Putina na ten kraj. Rodzina wsród zniszczonych pojazdów najeźdźcy. Bucza, Ukraina, 6 kwietnia 2022 r. Fot. Felipe Dana / AP Photo

Wykorzystał pan swoje prywatne kontakty, by uruchomić machinę pomocy?

- Tak, napisałem do pana doktora Krzysztofa Tyburczego w Białymstoku [specjalisty medycyny ratunkowej i chirurgii ogólnej, pracującego w SOR-ach, m.in. Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku - red.] i do pana profesora z łódzkiego Centrum Ratownictwa Medycznego. Dostarczyłem im dokumenty z wykazem potrzebnych leków i materiałów oraz z oficjalną pieczątką dyrektora naszego Centrum Medycznej Pomocy Humanitarnej i Ratunkowej w Tarnopolu. Zaangażowali się w pomoc.

Jak wygląda pana codzienne życie i praca w Tarnopolu?

- Każdego dnia jestem w drodze, każdego jadę do innego miasta prowadzić szkolenia z udzielania pierwszej pomocy. W samym Tarnopolu na razie sytuacja jest spokojna, a raczej była do niedawna. Ale my spokojni nie byliśmy i nie jesteśmy. 500 km od Morza Czarnego nie można być spokojnym, bo to nie jest problem, żeby rakieta tu doleciała. Pracujemy, ale wszyscy jesteśmy zdenerwowani. Do niedawna nie było ostrzału, ale wczoraj [w niedzielę 3 kwietnia - red.] o godz. 11 wieczorem do niego doszło. Nikt na razie nie wie gdzie i co to było. Na szczęście nikt nie zginął, nie jest poszkodowany.

Jest spokojnie, ale… Teraz wracałem z miasta oddalonego o 80 km od Tarnopola, gdzie kończyłem szkolenie i wykłady. Po drodze widziałem już nasilone kontrole, samochody były profilaktycznie sprawdzane. Do niedawna trzy województwa były uznawane za jeszcze niezagrożone: Czerniowce, Użgorod [miasta na zachodzie Ukrainy - red.] i my. A teraz sami nie jesteśmy pewni, co może stać się za godzinę, za dwie. Alarmy przeciwlotnicze są co parę godziny, biegniemy wtedy do schronu w piwnicy - jeśli ktoś ma - i w nim czekamy do zakończenia. W szpitalu pracujemy przez cały czas [przyjmowani są pacjenci ze wschodniej części kraju - red.]. Nie mamy wojskowego, ale zamieniono łóżka i przystosowano wszystkie oddziały dla poszkodowanych w działaniach wojennych. To, czego nam brakuje, to właśnie materiałów opatrunkowych i leków. Nikt nie wie, ilu jeszcze ludzi będzie ich potrzebować, jak rozwinie się sytuacja. Musimy być gotowi na wszystko. Najbardziej potrzebne są zestawy do tamowania krwawienia.

Czy mogę zapytać, co z pana rodziną?

Prof. Roman Lachowicz, anestezjolog, wykładowca akademicki, kierownik oddziału medycyny ratunkowej Narodowego Uniwersytetu w TarnopoluProf. Roman Lachowicz, anestezjolog, wykładowca akademicki, kierownik oddziału medycyny ratunkowej Narodowego Uniwersytetu w Tarnopolu Fot. Archiwum prywatne

- Mam dwie córki, starsza pojechała do młodszej siostry do Czech. Tam są bezpieczne. Żona i ja zostaliśmy. Koledzy z Polski proponowali mi, żebyśmy przyjechali do nich, ale odpowiedziałem: "Dziękuję, ale nie pojadę, będę tutaj". Jestem mężczyzną, jestem lekarzem, jestem wykładowcą i tutaj będę prowadził szkolenia, robił, co mogę. Walczyć nie potrafię, żołnierzem nie jestem, tylko lekarzem anestezjologiem z 22-letnim stażem pracy tutaj i za granicą - w Afryce. Krzysztof Tyburczy to mój dobry kolega, od ośmiu lat spotykamy się na naukowych konferencjach międzynarodowych. Nie widzieliśmy się dawno, bo najpierw był covid, teraz wojna. Mam nadzieję, że jeszcze do was przyjadę i wszystko będzie w porządku. Ale… wy też bezpieczni nie jesteście. My teraz - wszyscy Ukraińcy jak jedna rodzina, z waszą pomocą - pracujemy na zwycięstwo. Jak Ukraina zginie, on pójdzie dalej: do Litwy, Mołdawii, do was też może dojść. Czy pani widziała, co było w Buczy? To nie ludzie są.

Jeszcze raz serdecznie dziękujemy za waszą pomoc i wierzymy w naszą wspólną wygraną.

- Musimy pomóc Ukraińcom walczącym z Rosjanami bezwzględnym agresorem, który morduje niewinnych ludzi, burzy miasta, domy, pozostawia po sobie pustynię - podkreślają historycy prowadzący zbiórkę na rzecz walczących- Musimy pomóc Ukraińcom walczącym z Rosjanami bezwzględnym agresorem, który morduje niewinnych ludzi, burzy miasta, domy, pozostawia po sobie pustynię - podkreślają historycy prowadzący zbiórkę na rzecz walczących Fot. Rodrigo Abd / AP Photo

Pomoc dla Ukrainy. Jak można się włączyć w zbiórkę

W Podlaskiem zbiórkę wśród medyków koordynuje dr n. med. Krzysztof Tyburczy. Ale można także włączyć się w nią bezpośrednio. Potrzebne leki i materiały opatrunkowe można zebrać i:

  • przekazać fundacji Podlascy Aniołowie, która ma największe doświadczenie w transportach humanitarnych do Ukrainy. Dary można przynieść do restauracji Mozart, ul. Rumiankowa 17, Białystok (od poniedziałku do piątku w godz. 8-18). Trzeba je opisać: Pomoc humanitarna - leki i środki opatrunkowe dla Tarnopola;
  • skontaktować się z osobą odpowiedzialną za transport pomocy humanitarnej po ukraińskiej stronie - telefonicznie: +380673502001 (Oleksander Kucira) lub mailowo: tsmd@ukt.net.

Kurier kursuje zazwyczaj do granicy z Polską, więc najlepiej byłoby zebrać większą ilość darów i dowieźć ją do umówionego przejścia granicznego (ale jest możliwe indywidualne porozumienie się - kurier może przekroczyć granicę).

Pierwsze nagranie Pink Floyd od 28 lat! Z ukraińskim wokalistą-żołnierzem

Wojna w Ukrainie. Lista potrzebnych leków i środków medycznych:

Leki przeciwbólowe (w tabletkach/dożylnie); NLPZ (w tabletkach/dożylnie); leki rozkurczowe (w tabletkach/dożylnie); hemostatyki (w tabletkach/dożylnie); leki przeciwzakrzepowe (w tabletkach/dożylnie); beta blokery (w tabletkach/dożylnie); nitraty (w tabletkach/dożylnie); wazopresory (w tabletkach/dożylnie); kortykosteroidy (w tabletkach/dożylnie); amiodaron; epinefryna; preparaty/roztwory do transfuzji; ciprofloxacin; jodek potasu; beta adrenolityki; IPP; enzymy trzustkowe; atropina; opaska uciskowa CAT; opaski uciskowe (inne); ampułkostrzykawka; bandaże, opatrunki; gąbki hemostatyczne; hydrożelowe opatrunki na oparzenia; wenflony, igły do pobrania krwi; cewniki G14, 16; opatrunki wentylowe; maska z zaworem; termokołdry; kołnierz ortopedyczny; twarde deski ratownicze; rękawice jednorazowe, a także inne środki oraz sprzęt medyczny, które będą wykorzystywane na SOR-ze, w strefie walk, dla zaopatrywania wojskowych oraz cywili.

Pomoc dla Ukrainy. Anielskie transporty

Od początku wojny fundacja Podlascy Aniołowie organizuje transporty pomocy humanitarnej do różnych miast Ukrainy. Jej prezes Stefan Sochoń mówi: - I nie przestajemy!

Busy z darami, np. sprzętem medycznym, kursują regularnie, na przejście graniczne w Dorohusku pojechała karetka ratunkowa, a za wpłaty z akcji prowadzonej razem z Kreatywnym Wasilkowem i wasilkowskim samorządem "Wasilków wspiera Vasylkiv" udało się kupić terenowe auto i zapakować je po dach artykułami spożywczymi, karmą dla zwierząt, dronem oraz sprzętem medycznym dla obrońców i medyków.

Trasę Podlascy Aniołowie mają bardzo dobrze opracowaną, dzięki ukraińskim przyjaciołom. Przede wszystkim dzięki ukraińskiemu dziennikarzowi Siarheiowi Marchykowi, który jest na miejscu, aktualizuje listę potrzeb i sam dociera do najbardziej potrzebujących, w najbardziej zagrożonych miejscach. Dotarł także do Buczy - miasteczka na przedmieściach Kijowa, w którym Rosjanie dokonali masakry około 300 cywilów. Siarhei w mediach społecznościowych relacjonuje rozładunek paczek, zamieszcza zdjęcia. A po wyjeździe z Buczy napisał: "Jak wracaliśmy na bazę, dowiedzieliśmy się, że kilka rosyjskich rakiet znowu przyleciało do Vasylkiva. Część udało się strącić. Niestety nie wszystkie. Są zabici i ranni".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.