Trzy rodziny z niemowlakami, dwie dziewczynki z genetyczną chorobą kości, 20-latek na wózku inwalidzkim. Malutkie dzieci, chorzy, niepełnosprawni nie mają w lesie szans.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Proszę, pomóżcie nam. To dziecko jest chore, inne też. Jest nas tu pięcioro dorosłych i troje dzieci, niedaleko jest inna grupa, także z dziećmi – na nagraniu wideo słychać męski głos, mówi po angielsku. Widać ludzi dookoła ogniska, kobietę kołyszącą trzymiesięcznego niemowlaka w kombinezonie i różowej czapeczce z pomponem. Inny maluch, leżąc, ogrzewa przy ogniu czerwone rączki.

Na drugim filmie tuż przy żyletkowym płocie, po białoruskiej stronie, naprędce zorganizowane koczowisko. Trawa, plecaki pokryte szronem, tak samo śpiwory, w których śpią ludzie. Kobieta z termosem pewnie przygotowuje coś na kształt śniadania. I do tego pogodny głosik dziecka, podśpiewującego sobie piosenkę.

Jeszcze inny: ojciec niosący na rękach maleńką śpiącą córeczkę. Idzie wzdłuż granicznego płotu w promieniach zachodzącego słońca, a równolegle po polskiej stronie granicy wolno przesuwa się terenowe auto – to pogranicznicy strzegą naszej granicy, żeby broń boże nie przekroczył jej któryś z tych nieszczęśników.

Są też inne filmy i zdjęcia, mnóstwo.

Także takie, na których widać z detalami ucięty przez białoruskiego strażnika palec – za karę, że chłopak dał się Polakom wypchnąć

Uchodźcy przesyłają je do aktywistów i dziennikarzy, żeby świat zwrócił uwagę na ich dramat.

Nikt nie chce się ulitować i ich wpuścić. „Nie ma zmiany decyzji centralnej" – nieoficjalnie mówią mundurowi.

Uchodźcy. Ucięty przez białoruskiego strażnika palec - za karę, że chłopak dał się Polakom wypchnąć
Uchodźcy. Ucięty przez białoruskiego strażnika palec - za karę, że chłopak dał się Polakom wypchnąć  Fot. Archiwum prywatne

Zostali najsłabsi uchodźcy

Od tygodnia aktywiści i mieszkańcy zamkniętej strefy w Podlaskiem, którzy ratują uchodźców, nie śpią i nie nadążają z interwencjami. Na całej długości granicy służby Łukaszenki rozwiozły rodziny z dziećmi. To mieszkańcy magazynu w Bruzgach. Do tej pory mieli przynajmniej dach nad głową – nieogrzewaną halę, w której płachtami materiału odgrodzili sobie boksy, namiastkę pokoi.

Hangar w Bruzgach na Białorusi zapełnił się jesienią 2021 roku, po dramatycznych wydarzeniach na przejściu z Kuźnicą Białostocką. Najpierw Białorusini skierowali na granicę tłum migrantów, głównie irackich Kurdów, którzy przylecieli do nich skuszeni wizją, jaką oferowały agencje turystyczne inspirowane przez reżim Łukaszenki. Rozpuszczali plotki, że Polska zgodziła się na ich przejazd tranzytem do Niemiec, i rozdawali kamienie, zachęcając, żeby szturmować granicę, rzucać nimi w polskie służby.

Część zdesperowanych, zamkniętych w potrzasku ludzi 15 listopada ruszyła na druty. Potraktowano ich gazem i armatkami wodnymi. Na przejściu granicznym przez kolejne dni tkwili mokrzy i umęczeni. Potem zabrano ich do hali magazynu w pobliskich Bruzgach, aby większość zawieźć z powrotem do Mińska i deportować do Iraku. W marcu liczba mieszkańców tzw. centrum logistycznego skurczyła się do około 400 osób. Zgodnie z komunikatem wydanym przez białoruskie władze 22 marca 98 osób deportowano do Iraku. Zostali ci w najtrudniejszej sytuacji – schorowani, niepełnosprawni, za słabi, by próbować przeżyć w lesie, za biedni, żeby utrzymać się w Mińsku, na tyle zdesperowani, by wykluczyć możliwość powrotu do kraju.

Uchodźcy. Jestem człowiekiem, czuję

W marcu Białorusini zapowiedzieli im, że magazyn zamkną. Alessandra Fabbretti, włoska dziennikarka pracująca dla agencji prasowej Dire, która od początku zajmowała się kryzysem na granicy polsko-białoruskiej, rozmawiała z Kurdami w obozie. Cytuje jednego z nich:

„Kilka dni temu sześciu żołnierzy weszło do obozu, celując w nas bronią i mówiąc: albo idziecie do lasu, albo odsyłamy was z powrotem. Każdy z nas ma swoją historię, ale łączy nas jedno: nie możemy wrócić do naszych krajów".

I drugiego, ojca 20-letniego syna z porażeniem kończyn: „Mój syn potrzebuje leczenia, którego nie możemy znaleźć w Iraku. Odkąd białoruskie wojsko zaczęło nam grozić, moja żona i ja żyjemy w strachu. Naprawdę zmuszą nas do pójścia do lasu. Jeśli alternatywą jest Irak, będziemy musieli to zrobić". Inni mówili także, że straszono ich wysłaniem na... Ukrainę, na wojnę.

Łączę się przez komunikator internetowy z Alessandrą oraz Rastim Nawzadem Mohammedem, aktywistą i tłumaczem, który choć przebywa w mieście Dahuk w północnym Iraku, w Regionie Kurdystanu, to z ludźmi w Bruzgach ma stały kontakt. Rasti jest świeżo upieczonym absolwentem i pracuje jako nauczyciel chemii w prywatnej szkole. Zna angielski, ale też kurdyjskie dialekty. Zgadza się na podawanie jego danych: – Działalność humanitarna to ważna część mojego życia, jestem człowiekiem, czuję i dbam o innych ludzi – tłumaczy.

Rasti opowiada nam na czacie o osobach, które zostały w magazynach w Bruzgach najdłużej. Na początku tygodnia hale opuściła ostatnia grupa, w najtrudniejszej sytuacji. Między innymi trzy rodziny, którym w obozie urodziły się dzieci. Zanko z 20-letnim synem na wózku inwalidzkim nie chciał rozdzielać się z grupą, był przekonany, że przyjaciele pomogą mu z transportem Walata. Nie zawiódł się, jeden z młodszych mężczyzn niesie chłopca na plecach. Jest Samal, mężczyzna bez nóg, który do poruszania się używa protez. I rodzina z dwiema córkami z genetyczną chorobą kości – dziewczynki nie rosną.

Uchodźcy. Misja samobójcza

Wszyscy są osłabieni po ponadczteromiesięcznym pobycie w obozie. Nękają ich choroby, zatrucia i alergie.

– W obozie mieli zapewnione tylko dwa posiłki dziennie: rano ciastko i kawa, po południu ryż i ziemniaki. Czasem organizacje humanitarne – m.in. Czerwony Krzyż – przywoziły pomoc, np. warzywa i owoce, ale za mało. Wszyscy schudli. Warunki były bardzo ciężkie, jedna kąpiel na tydzień w zimnej wodzie – relacjonuje Rasti. – A do tego są w bardzo złej kondycji psychicznej. Przez tyle miesięcy nikt im nie pomógł, choć zwracali się do wielu organizacji. Nikt się nimi nie zainteresował. Są przestraszeni, ale zdecydowani, by nie wracać do kraju. „Sprzedaliśmy wszystko, co mieliśmy, i nie mamy do czego wracać" – mówią mi.

Kreśli sytuację w Kurdystanie, która wygnała migrantów z kraju: wstrzymane wypłaty, problemy z bezpieczeństwem, korupcja rządu.

– Nie ma żadnej nadziei. Od stu lat walczymy o niepodległość, chcemy być Kurdami, a oni nas za to torturują i zabijają

– mówią ludzie z obozu w Bruzgach.

Białoruską drogę wybrało wielu z nich, których z różnych względów (nie tylko finansowych) nie stać było na droższą, niebezpieczniejszą i wyczerpującą fizycznie – przez Turcję.

Do Mińska nie chcą wrócić, bo nie mają już pieniędzy na utrzymanie się w mieście. Obawiają się: „Co, jeśli nie dostaniemy tam wizy?".

– Polska to dla nas jedyna opcja. Może to misja samobójcza, ale niezależnie od ryzyka – idziemy! Wolimy umrzeć tutaj w lesie niż w Iraku. Umrzemy albo przeżyjemy, idziemy! – zdecydowali w weekend.

Kiedy decyzję podjęli, białoruskie służby nie dały im możliwości ruchu, rozwożąc wzdłuż płotu, rozdzielając na mniejsze grupki, wpychając przez drut kolczasty.

Uchodźcy. Na całej długości granicy służby Łukaszenki rozwiozły rodziny z dziećmi. To mieszkańcy magazynu w Bruzgach
Uchodźcy. Na całej długości granicy służby Łukaszenki rozwiozły rodziny z dziećmi. To mieszkańcy magazynu w Bruzgach  Fot. Archiwum prywatne

Groźna dżungla i push-backi

Rasti i międzynarodowi aktywiści są w kontakcie z około 100 osobami, które po opuszczeniu obozu koczują w lesie po obu stronach granicy. Temperatura spada nocami poniżej zera. Wszyscy skarżą się na bóle nerek. Spotkanie z polskimi służbami jest dla nich nie mniejszym zagrożeniem. Bo te bez pardonu stosują push-backi, czyli wywózki z powrotem do Białorusi. Przyznają się do nich otwarcie.

W poniedziałek jedna z grup, 16-osobowa, utknęła w trudno dostępnym terenie na południe od Siemianówki, w rozlewiskach Narwi. Była w niej m.in. 65-letnia kobieta i pięcioro dzieci w wieku: 3, 4, 6 i 9 lat oraz zaledwie 40-dniowa Tree, która przyszła na świat w magazynach w Bruzgach. Funkcjonariuszom straży granicznej i pożarnej udało się wyciągnąć wszystkich z bagien.

– Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – zapewniali w komunikacie podlascy pogranicznicy.

Do szpitala pogotowie zabrało maleńką Tree, jej mamę i dwoje rodzeństwa. Pozostali pojechali do placówki straży granicznej w Narewce, gdzie dostali suche ubrania i posiłek. Aktywiści z Grupy Granica wciąż jednak obawiali się push-backu. Kurdowie opowiadali im, że w ostatnich dniach strażnicy wielokrotnie ich łapali i wywozili na białoruską stronę granicy – mimo że widzieli wśród nich niemowlę. Jeden z migrantów z Bruzgów przekazał nam, co powiedział do niego polski funkcjonariusz, wypychając przez druty: „To nie moje dziecko, tylko twoje".

Pięciu mężczyzn, którzy podróżowali wspólnie z dwiema rodzinami i zostali uratowani z bagien, już następnego dnia zostało wywiezionych przez straż graniczną do Białorusi.

Mimo tego, że wszyscy z grupy nagrali wideo, na którym proszą o azyl.

– Przekażcie władzom i mediom – poprosili.

Nic to nie dało.

– Uchodźcą jest się niezależnie od płci i wieku – podkreśla Marysia Złonkiewicz z inicjatywy Chlebem i Solą, działająca w Grupie Granica. – Straż graniczna ma obowiązek przyjąć wniosek o ochronę od każdego cudzoziemca, a następnie przekazać go do rozpatrzenia Urzędowi do spraw Cudzoziemców. Tymczasem to właśnie mężczyźni są najczęściej najbrutalniej traktowani przez pograniczników z obu państw – Polski i Białorusi.

Uchodźcy. Mamy obowiązek ratować

Aktywistki i aktywiści z Grupy Granica przyznają, że po likwidacji obozu w Bruzgach nastąpiło gwałtowne zaostrzenie kryzysu humanitarnego i eskalacja przemocy.

– Tylko 20 i 21 marca o pomoc do Grupy Granica zgłosiło się 125 osób, w tym 36 dzieci. Najmłodsze dziecko miało zaledwie 40 dni, dwoje to trzymiesięczne niemowlęta, reszta miała od 2 do 14 lat, było też dwoje siedemnastolatków. Dziesiątki osób wypędzonych z hali w Bruzgach usiłowały poprosić o ochronę po polskiej stronie. Były wśród nich kobiety, osoby z niepełnosprawnościami – relacjonuje Grupa Granica. – Obecna sytuacja pokazuje, że polityka wywózek oznacza skazywanie osób wypędzanych z terytorium Polski na ekstremalne formy przemocy. Funkcjonariusze polskich służb wywożący uchodźców i uchodźczynie są za tę przemoc współodpowiedzialni. Widzimy także, że eskalacja kryzysu w strefie przy granicy z Białorusią wymaga od polskich służb całkowitej zmiany postępowania. Dalsze „polowanie" na uchodźców i uchodźczynie w celu wypchnięcia ich do Białorusi stwarza jeszcze większe niż dotychczas, bezpośrednie zagrożenie dla ich zdrowia i życia.

Obrońcy praw człowieka zwracają uwagę, że wzdłuż granicy z Ukrainą inna polityka jest możliwa. Mimo że państwo polskie pozostaje tam niemal zupełnie bierne, to nie próbuje kryminalizować pomocy niesionej przez organizacje społeczne i osoby prywatne. – Tymczasem na Podlasiu zaoferowanie dachu nad głową albo przewiezienie w bezpieczne miejsce matki z dziećmi traktowane jest jak przestępstwo. Osoby pozostawione bez pomocy narażone są na brutalne i niezgodne z prawem międzynarodowym oraz konstytucją wywózki, które zagrażają ich życiu. Szczególnie dziś mamy obowiązek ratować innych ludzi – apelują aktywiści.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Człowiek taki ciepły, ten Łukaszenka.

Tak, panie Stanisławie?
już oceniałe(a)ś
30
3
Gdzie są organizacje charytatywne z Arabii Suadyjskie, Japonii, czy Chin?
Ze Stanów przylecieli by zaopiekować się dziećmi z Ukrainy. Czemu tego nie zrobią dla dzieci z Iraku?
już oceniałe(a)ś
28
8
" na granicy jest pięciu mężczyzn z rodzinami"... na innej części granicy mężczyźni zostawiają swoje kobiety i dzieci i wracają do swego niebezpiecznego kraju by walczyć o to by był bezpieczny. " uciekamy przed biedą i korupcją"... to starszne, tylko że...taki argument ma cała Afryka i Bliski wschód czyli ponad miliard ludzi którzy: " tu każdy marzy o Europie " jak powiedział kilka miesięcy temu w rozmowie z moją gazetą jeden z przemytników co ułatwiają przerzut do niemieckiego raju na socjalu. Tego miliarda Europa nie pomieści. Już milion " uchodźców klimatycznych " z bliskiego wschodu spowodował że w Niemczech kanapowa partyjka ekonomistów sceptycznych wobec eurowaluty zdobyła trwałe miejsce w Bundestagu a we wschodnich landach jest drugą siłą. Kolejne miliony emigrantów którzy nie mają poczucia humoru z żartów o Proroku i traktują kobiety jako własność klanu to przepis na rządy vox w Hiszpanii AFD w Niemczech czy pani LePen we Francji.
już oceniałe(a)ś
23
11
Władza szkoli bezrefleksyjnych okrutnych WOT bandytów na swoje potrzeby. Z równie zdeterminowana ochotą będą tłuc nieprzyjaznych kaczystom. Na zdrowy rozum ,pora skończyć ten skandal na granicy Łukaszenka więcej tych nieszczęsnych ludzi już nie sprowadzi bo nie ma jak. Taniej tym uchodźcom pomóc niż tę bandę wotowskich zbujów ytrzymywać., Jak chcą się wykazać niech jadą na Ukrainę
już oceniałe(a)ś
17
9
Może nie piszcie, że Białorusini, bo to reżym białoruski i Łukaszenka robi, podczas gdy zwyczajni Białorusini są zniewoleni, przestraszeni i naprawdę niewiele mogą...
już oceniałe(a)ś
8
1
Z poczucia bezsilności muszę odwołać się do religii. Mam nadzieję, że w piekle będą smażyć się liliputin i reszta tej zgrai za tych ludzi.
już oceniałe(a)ś
7
1
Jedni przed Putinem uciekają,
Drudzy przez Putina są przysyłani.
Wiemy więc kogo wpuszczać a kogo nie,
Jak się ma miękkie serce,
Trzeba mieć twardą dudę.
@wujcioszeIa
Co więcej akcja z dowozem emigrantów była preludium do rozpętanej przez Putina wojny. Wcześniejsze zwożenie tysięcy ludzi samolotami i kierowanie na granicę Polski miało nas zniechęcić do emigrantów , wprowadzić chaos i zdestabilizować Polskę. Putin to wyjątkowe cyniczne bydle działające z premedytacją i z dalekosiężnymi planami.
już oceniałe(a)ś
9
2
@wujcioszeIa
Putin traktuje tych ludzi jak żywą broń.
A Polska nie jest tu w niczym od niego lepsza. Stosuje bandyckie metody i łamie prawo międzynarodowe. Można było sobie inaczej z tym poradzić. Ale służby w Polsce są przesiąknięte rosyjskim wpływem i ta pseudo-obrona polskich granic, to tak naprawdę kontynuacja polityki terroru.
już oceniałe(a)ś
9
8
Kolonializm co prawda nie został rozliczony, a powinien, ale w dzisiejszej dyskusji o biednym południu nie można się powoływać na ten hadnicap, bo pozwala pomijać współczesną odpowiedzialność tych krajów np. za uzależnienie się od bandyckich reżimów jak Egipt od ruskiego zboża, czy pół Afryki od chińskich technologii.
W tym roku te kraje zaczną ponosić tragiczne tego konsekwencje, które mogą przyćmić nawet tragedię Ukrainy.
Europa będzie będzie musiała się zderzyć z potężniejszym niż kiedykolwiek kryzysem migracyjnym.
Jedno, co powiem - to teraz niech szybciej stawiają tą zaporę.
Południe musi pojąć, że Rosja/Białoruś to miejsca gdzie czeka ich śmierć, a nie pomoc. Wyjazd do Białorusi, to jak stanie się ich najemnikiem. Wciągnięcie w to dzieci obciąża dorosłych. Co oczywiście nie zwalnia Polaków z moralnego obowiązku pomocy dzieciom i osobom niesamodzielnym.
Europa wyhodowała te ruskie i chińskie potwory, płacić za to będzie biedne południe, to jest niesprawiedliwe. Kompletnie nie martwi mnie napływ emigrantów do Francji i Niemiec - bo to te kraje mają moralny obowiązek zapewnienia im pomocy.
W ostatnich tygodniach wiele spraw sie zmieniło. Lubimy człowieczeństwo, ale gdyby USA zamieniły Rosję w latach 50. w atomowa pustynie to ile milionów niewinnych ludzi by nie zginęło? Jako człowiek nie odmówiłbym pomocy migrantom także pod groźbą więzienia. Jako wyborca - będę głosował za sankcjami na wszystkich sojuszników Rosji i przede wszystkim na Rosjan.
już oceniałe(a)ś
1
0