Rodzice i rodzeństwo maleńkiej Tree oraz druga kurdyjska rodzina z dziećmi - w sumie 11 osób uratowanych w poniedziałek z bagien - nie zostaną poddani push-backowi do Białorusi. Sukces nie jest pełen. Prawdopodobnie ludzie po wielomiesięcznej traumie, przetrzymywani w obozie w Bruzgach, trafią do zamkniętego ośrodka dla cudzoziemców - miejsca przypominającego więzienie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Akcja ratunkowa prowadzona była w poniedziałek (21 marca) wieczorem na rozlewiskach rzeki Narew . Funkcjonariuszom straży granicznej i pożarnej udało się wtedy wyciągnąć z bagien 16-osobową grupę Kurdów. Była w niej m.in. 65-letnia kobieta i pięcioro dzieci w wieku: 3, 4, 6 i 9 lat oraz zaledwie 40-dniowa Tree, która przyszła na świat w magazynach w Bruzgach, gdzie Białorusini miesiącami przetrzymywali migrantów.

– Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – zapewniali w komunikacie podlascy pogranicznicy.

Ale ich losy potoczyły się różnie. Ratownicy z pogotowia zdecydowali o zabraniu do szpitala kobiet z dziećmi. Mężczyźni trafili do placówki Straży Granicznej w Narewce, gdzie dostali suche ubrania i posiłek. Następnego dnia pięciu mężczyzn, którzy podróżowali razem z rodzinami, zostało wywiezionych na granicę i wypchniętych do Białorusi.

Uchodźcy. Trafią do strzeżonego środka dla cudzoziemców 

Ratujący migrantów na pograniczu aktywiści i wspierający ich swoimi interwencjami parlamentarzyści obawiali się, czy po wypisaniu ze szpitala rodziny nie podzielą losu swoich towarzyszy. Zwłaszcza że wcześniej były poddawane push-backom.

- Są już bezpieczni – poinformował w czwartek (24 marca) Marek Rutka, poseł Lewicy, który zwracał się do komendanta placówki Straży Granicznej w Narewce i otrzymał od niego odpowiedź. Jego interwencja zakończyła się sukcesem. - Dziękuję wszystkim za zaangażowanie w akcję.

A tych osób, piszących i dzwoniących do komendanta w Narewce, poruszonych losem błąkających się po lesie dzieci, było mnóstwo.

Katarzyna Zdanowicz, rzeczniczka prasowa Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej, przekazała, że wczoraj ze szpitala wypisano jedną z matek razem z dziećmi. Dołączyli do ojca przebywającego w placówce. Przeprowadzane są czynności administracyjne w obecności tłumacza.

- Prawdopodobnie trafią do strzeżonego środka dla cudzoziemców – dodała rzeczniczka.

Dwie uratowane i bezpieczne już rodziny to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Po zamknięciu przez Białorusinów tzw. centrum logistycznego w Bruzgach i rozwiezieniu przetrzymywanych tam migrantów wzdłuż granicy, w lasach koczuje wiele innych potrzebujących ratunku osób. Są wśród nich rodziny z dziećmi, także niemowlętami, osoby niepełnosprawne i schorowane.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Jedna Polska a dwa światy : granica. Białrusią i granica z Ukrainą.
już oceniałe(a)ś
8
1
PiSowski rząd kiedyś za to zwyrodnialstwo musi zapłacić.
już oceniałe(a)ś
5
1