W zwi您ku z trwaj帷ym od sierpnia minionego roku kryzysem migracyjnym na granicy polsko-bia這ruskiej, a ostatnio zagro瞠niami, jakie mo瞠 przynie嗆 za sob agresja Rosji na Ukrain, a tak瞠 sypaniem si w wielu obszarach 豉du w Polsce, odnosz wra瞠nie, 瞠 na daleki margines w naszym kraju w debacie publicznej zesz這 to, co dzieje si na Bia這rusi.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeszcze do czasu kryzysu migracyjnego (humanitarnego) na granicy z Białorusią co pewien czas – po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich w tym kraju - ze strony polskich polityków dało się słyszeć głosy potępienia w odniesieniu do łamania w szerokim wymiarze praw człowieka przez reżim Łukaszenki wobec obywateli Białorusi, naszych sąsiadów, w tym mniejszości polskiej.

W polskiej debacie publicznej politycy na absolutny margines w swoich przekazach schowali zaniepokojenie poczynaniami Łukaszenki, w wyniku których po wyborach prezydenckich na Białorusi w sierpniu 2020 r. (zgodnie zapewne z niepełnymi danymi) 10 osób zostało bezkarnie zabitych za poglądy polityczne, ponad 1000 osób uznanych zostało za więźniów politycznych, co najmniej 40 000 osób doświadczyło różnego typu represji (ci, którzy opowiadają się za zmianami, są skazywani na kary pozbawienia wolności od dwóch do 20 lat więzienia), tysiące utalentowanych, młodych Białorusinów całymi rodzinami zmuszonych było do opuszczenia swojego kraju, wszystkie źródła niezależnej informacji zostały uznane za ekstremistyczne, a ponad 300 organizacji pozarządowych zlikwidowano.

Polskie władze także w odniesieniu do prześladowanych przedstawicieli mniejszości polskiej na Białorusi już nawet nie przypominają, że podejmują „działania dyplomatyczne". A prezeska Związku Polaków na Białorusi Andżelik Borys i działacz ZPB (korespondent „Gazety Wyborczej") od końca marca zeszłego roku pod kuriozalnymi zarzutami „podżegania do nienawiści" i „gloryfikowania zbrodni nazistowskich" siedzą wciąż w więzieniu bez procesu.

Tymczasem szykuje się na Białorusi kolejny odcinek rozprawy Łukaszenki z własnym narodem – 27 lutego ma odbyć się na Białorusi referendum w sprawie zmiany konstytucji. Nowa białoruska ustawa zasadnicza zakłada m.in. gwarancję niekaralności dla odchodzącego ze stanowiska prezydenta, najważniejsze decyzje w państwie ma podejmować nowy organ – Wszechbiałoruskie Zgromadzenie Ludowe, a jego członkowie wybierani będą spośród powiązanych z reżimem ludzi. Referendum to ma się odbyć tylko na terenie Białorusi – lokale wyborcze poza granicami kraju nie będą tworzone.

Przeciwko temu referendum protestowała ostatnio białoruska diaspora podlaskiej stolicy. Z ogromnym transparentem „Skreśl bezprawie" i plakatami „Mój kraj siedzi w więzieniu" czy „Nową konstytucję napiszemy sami, bez ciebie, samozwańcze" wyrażali sprzeciw przed konsulatem Białorusi w Białymstoku. Jedynym polskim politykiem, który pojawił się tu ze wsparciem, był podlaski poseł Lewicy Paweł Krutul. Wcześniej bywał też na innych białostockich protestach przeciw antydemokratycznym działaniom reżimu Łukaszenki, tak jak i politycy PO. Teraz działaczy polityków PO już nie było. Polityków PiS nie było nigdy.

– Nie zapominajcie o Białorusinach! – powtórzę apel do Polaków za diasporą białoruską Białegostoku.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Wi璚ej na ten temat
Komentarze
Zaloguj si
Chcesz do陰czy do dyskusji? Zosta naszym prenumeratorem