Ponad dwa miesiące trwała gehenna kurdyjskiej rodziny z trójką dzieci, w tym z niepełnosprawnym synkiem i zaledwie kilkumiesięczną córeczką. Najpierw utknęli na polsko-białoruskiej granicy, w lesie, na przejściu w Kuźnicy i w magazynie w Bruzgach, potem, odepchnięci, ukrywali się w Mińsku. Aż zdarzył się cud: lepszą przyszłość zapewnili uchodźcom Włosi.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sangar, tato 9-letniego Tamana, chłopczyka bez obu nóg, w mediach społecznościowych 15 stycznia publikuje post, meldując się na rzymskim lotnisku Fiumicino. Nie mogę uwierzyć.

On zresztą też. Wciąż powtarza: – Ja chyba śnię, to sen. Szczęśliwy sen.

Ale to prawda. O losie rodziny z publikacji medialnych dowiedzieli się medycy wolontariusze z włoskiego Czerwonego Krzyża i przejęci, obiecali jej opiekę. Poruszyli niebo i ziemię, by zdobyć wizy na leczenie. Dzięki otwartości tamtejszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i władz regionu Emilia Romania rodzina została bezpiecznie sprowadzona do Europy, gdzie Taman otrzyma odpowiednie leczenie i nowe protezy. Nie udało się to nikomu innemu, tylko empatycznym Włochom.

Uchodźcy na granicy. Życie między zasiekami

A wielu i działaczy społecznych, i dziennikarzy próbowało. Ja też. O Tamanie napisałam po raz pierwszy 13 listopada 2021 roku, na dosłownie parę dni przed wydarzeniami na przejściu granicznym Kuźnica-Bruzgi, które ściągnęły na pogranicze uwagę świata. O tym wyjątkowym chłopcu dowiedziałam się dzięki prof. Joannie Bocheńskiej z Instytutu Orientalistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. To ona opublikowała zdjęcia pogodnego, usiłującego się bawić 9-latka bez nóg w obozowisku migrantów, pomiędzy drutami.

9-letni Taman, jego ojciec Sangar, matka Kanar, 6-miesięczna wówczas siostra Tania i 11-letni brat Haryad byli w tłumie setek migrantów zmierzających do granicy i kierowanych przez białoruskie służby do tymczasowego obozowiska pod Kuźnicą.

Rodzina wyjechała z Iraku w poszukiwaniu lepszej opieki medycznej i lepszego życia, a utknęła na chłodzie, mrozie, bez stałego dostępu do jedzenia. Sangar wysyłał mi zdjęcia: prowizorycznego szałasu, który zbudował, rzeczy pokrytych o świcie szronem, starych, sztywnych protez synka, na których nie mógł się swobodnie poruszać, a – jak to dziecko – próbował dorównać kolegom.

Obozowisko uchodźców na polsko-białoruskiej granicy w Kuźnicy Białostockiej. 9-letni niepełnosprawny Taman chce wraz z rodziną dostać się do Europy, gdzie miałby lepsza opiekę medyczną
Obozowisko uchodźców na polsko-białoruskiej granicy w Kuźnicy Białostockiej. 9-letni niepełnosprawny Taman chce wraz z rodziną dostać się do Europy, gdzie miałby lepsza opiekę medyczną  Fot. Archiwum prywatne Sangara Jawada

Rodzina wyjechała z miasta Sulajmanijja w Kurdyjskim Okręgu Autonomicznym w Iraku.

Właśnie ze względu na niepełnosprawność Tamana. Starali się o niemiecką wizę, ale jej nie zdobyli, dlatego zdecydowali się na desperacką podróż przez Białoruś.

– Proszę, uratujcie życie Tamana. Strasznie się o niego boję, o nich wszystkich. Od tygodnia nie śpię – błagał Jwamer Quadir, krewny rodziny, dokładnie wujek Sangara.

Mężczyzna został w Iraku, na ucieczkę przez Białoruś się nie zdecydował. Jest niepełnosprawnym weteranem. Do walki z ISIS zgłosił się na ochotnika. W bitwie o Kirkuk z Islamskim Państwem Iraku i Lewantu w 2015 roku był ranny. Stracił obie nogi. Dlatego rozumie sytuację Tamana. – Życie osoby niepełnosprawnej w Iraku jest bardzo ciężkie. Brakuje rehabilitacji, dobrych protez, dróg, są bariery architektoniczne, a konserwatywne społeczeństwo nie jest do nas dobrze nastawione. Niepełnosprawność w Iraku jest problemem społecznym – tłumaczył Jwamer.

Obozowisko uchodźców na polsko-białoruskiej granicy w Kuźnicy Białostockiej. 9-letni niepełnosprawny Taman chce wraz z rodziną dostać się do Europy, gdzie miałby lepsza opiekę medyczną
Obozowisko uchodźców na polsko-białoruskiej granicy w Kuźnicy Białostockiej. 9-letni niepełnosprawny Taman chce wraz z rodziną dostać się do Europy, gdzie miałby lepsza opiekę medyczną  Fot. Archiwum prywatne Sangara Jawada

Bez szans na mosty humanitarne

Po naszej publikacji i apelu o otwarcie korytarzy humanitarnych wszyscy rozkładali ręce:  dopóki polski rząd się upiera, dopóty nie ma żadnych szans na humanitarne rozwiązanie problemu. Co więcej, żadnych nadziei na wizę humanitarną nie dawała też niemiecka organizacja pomocowa.

Sami mali uchodźcy też bardzo się starali. Niewiele tylko starszy kolega Tamana zaapelował w filmiku (który opublikował m.in. kurdyjski kanał VOA Kurdish) do piłkarza Cristiano Ronaldo. Rezolutny chłopiec przedstawia Tamana: „On cię kocha, jest twoim fanem". Dalej przechodzi do rzeczy: „Potrzebuje twojej pomocy". I wylicza, czego konkretnie chłopczyk potrzebuje: „pomocy w naprawieniu nóg" i „chciałby cię zobaczyć", „pojechać do Europy". „Jest dzieckiem, potrzebuje lepszego życia, niż ma teraz" – przekonuje.

Silny apel o utworzenie mostów humanitarnych wystosowali też aktywiści z Grupy Granica. Zwłaszcza z myślą o dzieciach, kobietach, osobach starszych i chorych: „Wobec nieprzewidywalności działań służb białoruskich i możliwej gwałtownej odpowiedzi ze strony służb polskich domagamy się utworzenia korytarza humanitarnego dla osób, które są zmuszone do koczowania na granicy. Stoimy na stanowisku, iż korytarz humanitarny powinien być zorganizowany na drodze współpracy pomiędzy polskim rządem i państwami Unii Europejskiej, przy zachowaniu międzynarodowych procedur. Dodatkowo apelujemy o dopuszczenie na teren stanu wyjątkowego organizacji humanitarnych i medyków, deeskalację przemocy i transparentność działań, co zapewnia wpuszczenie mediów oraz obserwatorów międzynarodowych na teren objęty stanem wyjątkowym".

Czytaj też: Wyrwana śmierci Syryjka dostanie wizę humanitarną. Po nagłośnieniu sprawy w Niemczech

„Szturm" w Kuźnicy i groźba deportacji

Niczego nie udało się uzyskać, a sytuacja ludzi pod Kuźnicą dramatycznie się pogorszyła. Białorusini rozpuścili plotki, że Polska zgodziła się na przejazd tranzytem do Niemiec. Potem rozdawali kamienie, zachęcali, żeby szturmować granicę, rzucać nimi w polskie służby. „Nie chcemy tego robić, zmuszają nas" – pisał Sangar.

Część zdesperowanych, zamkniętych w potrzasku ludzi 15 listopada ruszyła na druty. Potraktowano ich gazem i armatkami wodnymi. Na przejściu granicznym tkwili jeszcze mokrzy i umęczeni przez kolejne dni. Potem autokarami zaczęto zabierać ich do hali magazynu w pobliskich Bruzgach, gdzie dostali jedzenie, mogli się umyć i wreszcie zasnąć pod dachem. Spadł śnieg, wiele z dzieci uchodźców zobaczyło go po raz pierwszy. Malutka Tania poważnie zachorowała, konieczna była hospitalizacja, na szczęście mama mogła być przy niej.

Czytaj też: Pozwalamy na to, żeby ludzie w podlaskich lasach umierali. Raport o leczeniu przy granicy

Zdecydowaną większość migrantów z hali Białorusini zabrali z powrotem do Mińska, by deportować ich do Iraku. Rodzina Tamana przez grubo ponad miesiąc ukrywała się w mieście, nie chcąc wracać, nie mając już do czego. Przed ucieczką sprzedali wszystko.

Kurdyjska rodzina z trójką dzieci (m.in. niepełnosprawnym synkiem Tamanem i kilkumiesięczną córeczką) dzięki medykom z włoskiego Czerwonego Krzyża jest już bezpieczna we Włoszech
Kurdyjska rodzina z trójką dzieci (m.in. niepełnosprawnym synkiem Tamanem i kilkumiesięczną córeczką) dzięki medykom z włoskiego Czerwonego Krzyża jest już bezpieczna we Włoszech  Fot. Archiwum prywatne

Witajcie w Bolonii

Nowy rozdział w ich życiu zaczął się w połowie stycznia. Do Mińska przyjechały po nich lekarki wolontariuszki z włoskiego Czerwonego Krzyża z gotowymi dokumentami.

15 stycznia, po wylądowaniu w Rzymie, przekazały je ich kolegom z oddziału w Bolonii. Mieści się tam Instytut Ortopedyczny Rizzoli, który objął Tamana opieką medyczną i specjalnie dla chłopca skonstruuje nowoczesne protezy. Rodzina ma nawet opłacone mieszkanie, zwiedza miasto i z nadzieją patrzy w przyszłość.

Kurdyjska rodzina z trójką dzieci (m.in. niepełnosprawnym synkiem Tamanem i kilkumiesięczną córeczką) dzięki medykom z włoskiego Czerwonego Krzyża jest już bezpieczna we Włoszech
Kurdyjska rodzina z trójką dzieci (m.in. niepełnosprawnym synkiem Tamanem i kilkumiesięczną córeczką) dzięki medykom z włoskiego Czerwonego Krzyża jest już bezpieczna we Włoszech  Fot. Archiwum prywatne

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Są na świecie dobrzy ludzie.
już oceniałe(a)ś
29
3
W kraju, z którego podobno pochodzi Matka Boska Częstochowska de domo Kalwaryjska znaleźli tylko pogardę i zajrzeli śmierci w oczy... ***** ***
już oceniałe(a)ś
28
4
Świat będzie nam tę hańbę pamiętał przez dekady.
już oceniałe(a)ś
17
4
No k...a wstyd.
już oceniałe(a)ś
15
4
Cholera, wychodzimy na bezdusznych bydlaków przez ten pisizm, oby niedługo to trwało. Potem rozliczymy przestępców do ostatniego.
już oceniałe(a)ś
10
1
Pan prezes nie pozwoli, aby uchodźcy przynosili do nas pasożyty i zarazę.
już oceniałe(a)ś
9
1
Szkoda, że to nie Polski Czerwony Krzyż pomógł temu chłopcu i jego rodzinie. Zatrzymali się na przedmurzu chrześcijaństwa.
już oceniałe(a)ś
5
0
a to podobno *** chce chrystianizować Europę ... !!!!!!
... hipokrytów ci u nas pod dostatkiem !
jedni pełni "cnót" pouczają i zaglądają do sypialni
a drudzy "kierują" się naukami podobno z Ewangelii ale o prostych przykazaniach nie pamiętają , bo tak wygodnie ...
Dobrze są ludzie dobrej woli i serca i dzieki swojej wytrwałości potrafią pomóc tak wyniszczonym przez wojnę ludziom !!! Czapki z głów ! Szacunek !
Ostatnio TVN24 pokazało reportaż o Afgańczykach którzy mieli znaleźć schronienie w Polsce (pracujący z Polakami w Afganistanie ) a to jak obecnie zyją i jaka "pomoc" otrzymali "woła o pomstę do nieba", wstyd !
już oceniałe(a)ś
3
0