Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do 2015 r. obaj byli jednymi z najważniejszych urzędników w swoich regionach. Jacek Kozłowski był wojewodą mazowieckim, a Maciej Żywno – wojewodą podlaskim. W pierwszym odruchu, nie jako politycy, postanowili dołączyć do aktywistów działających w Grupie Granica. Nie pytali o sondaże i zgodę przełożonych.

– Nie można pozwolić im umrzeć w lesie – tak Żywno opowiadał reporterowi o swojej motywacji.

Granica polsko-białoruska. Przemoc państwa

Kozłowski mówił, że gdy po raz pierwszy przyjechał do Siemiatycz, musiał przez kilka dni porządkować magazyn, nie wypuszczono go od razu na akcję do lasu. Kiedy już zaczął na nie chodzić, zdarzały się sytuacje traumatyczne. Jak ta, o której opowiedział Piotrowi Czabanowi: dotarli do ukrywającej się w lesie rodziny, udzielili jej niezbędnej pomocy i musieli się wycofać. Następnego dnia dowiedzieli się, że ta rodzina została wypchnięta na Białoruś.

Kozłowski zwraca uwagę, że kryzys na granicy ma trzy wymiary: polityczny, związany z bezpieczeństwem państwa, ale też humanitarny. Dla niego jako więźnia politycznego w latach 80. osobistym dramatem jest konstatacja, że w podlaskich lasach spotyka się teraz z systemem przemocowym.

Jak ścigana zwierzyna

Maciej Żywno jako wojewoda podlaski nadzorował budowę systemu przejść granicznych z Białorusią, ściśle współpracując ze strażą graniczną. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie. Żeby pomoc nieść skutecznie, sam musi się ukrywać przed pogranicznikami.

– Polują na nas tak jak na migrantów – przyznał szczerze w rozmowie z reporterem. Mówił o towarzyszącym obrońcom praw człowieka uczuciu bycia zwierzyną.

Według Kozłowskiego działania państwa polskiego na granicy to „cofnięcie się do czasów sprzed roku ’90, w których służb używano jako narzędzia działania politycznego".

Żywno mimo wszystko broni funkcjonariuszy, przekonując, że są zmuszani przez decydentów: – To zarządzanie kryzysowe zostało wyłączone. (…) Polska, która jest naprawdę potężnym krajem, mogłaby sobie pozwolić na to, żeby te grupy, które przeszły, zatrzymać, przeprowadzić procedurę i w cywilizowany sposób zadecydować [o przyznaniu statusu uchodźcy bądź odesłaniu do kraju pochodzenia – red.].

„A może jego też mogliśmy znaleźć"

Maciej Żywno opowiada w materiale w TVN24, jak pomagał szukać 26-letniego Kurda. Znaleźli go po sześciu godzinach, był w drugim stopniu hipotermii. Wydostali go z lasu i przekazali do szpitala. Później dowiedzieli się, że niecałe dwa kilometry obok został znaleziony inny uchodźca. Był już martwy. „Kurczę, a może mogliśmy go też znaleźć" – ta myśl nie daje wolontariuszom spokoju.

Nie mogą uwierzyć w to, że do strefy nie wpuszcza się profesjonalnych służb pomocowych, takich jak choćby Medycy na Granicy czy PCPM.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.