Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało w piątek (17 grudnia) przed godz. 16 na Twitterze:

„Po odebraniu meldunku od gen. dyw. K. Radomskiego dowódcy, minister Mariusz Błaszczak podjął decyzję o odwołaniu ze stanowisk przełożonych żołnierza, który znalazł się na Białorusi. Odwołani zostali dowódca baterii, dowódca plutonu i dowódca 2. dywizjonu w Węgorzewie".

Informację o tych dymisjach przekazano cztery godziny po tym, jak szef MON Mariusz Błaszczak na Twitterze oznajmił: „Żołnierz, który wczoraj zaginął, miał poważne kłopoty z prawem i złożył wypowiedzenie z wojska. Nigdy nie powinien zostać skierowany do służby na granicę. Zażądałem wyjaśnień, kto za to odpowiada".

Czytaj także: Ucieczka szeregowca. Był skazany i pił, ale wysłano go na granicę białoruską

Do czasu dymisji MON nie potwierdzało informacji o rzekomej ucieczce żołnierza na Białoruś. „Poszukiwania trwają cały czas. Nie potwierdzamy informacji pojawiających się w niektórych mediach o rzekomej ucieczce żołnierza na Białoruś" - przekazały służby prasowe tego resortu w piątek w południe.

Teraz wojsko potwierdza, że 25-letni dezerter rzeczywiście przebywa na Białorusi. Stało się to także po tym, jak udzielił on wywiadu dla białoruskiej reżimowej telewizji.

Zgodnie z kodeksem karnym "żołnierz, który w czasie dezercji ucieka za granicę albo przebywając za granicą uchyla się od powrotu do kraju, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.