Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aktywiści z Grupy Granica dostali w nocy wiadomość od zrozpaczonych rodziców, uchodźców z Iraku: na pograniczu zaginęła ich 4-letnia córka Eileen. Rodzice zostali złapani przez polską Straż Graniczną i „zawróceni", czyli wywiezieni do linii granicy. Dziewczynka była wtedy z inną osobą, która pomagała rodzicom ją nieść i która nie została złapana przez pograniczników.

116 prób przekroczenia granicy

– PCK i polskie służby zostały już poinformowane o zaginięciu – dodaje Marysia Złonkiewicz z inicjatywy Chlebem i Solą, działająca w Grupie Granica.

Katarzyna Zdanowicz, rzeczniczka prasowa Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej, przyznała, że tej nocy Straż Graniczna prowadziła działania w Nowym Dworze: - Została tam ujawniona 6-osobowa grupa cudzoziemców, ale nie było w niej żadnego dziecka. Działania prowadziliśmy również z powietrza, z drona, z termowizją, więc widzielibyśmy, jeśli byłyby tam osoby, które się od tej grupy oddaliły.

Zdanowicz dodaje: - Kiedy dostaliśmy informację od rzecznika praw obywatelskich o zaginięciu dziecka, wysłaliśmy tam patrole, cały teren był przeszukiwany i rano, i teraz w ciągu dnia. Wszystkie placówki mają to na uwadze. Dron znajdował się powietrzu przez kilka godzin, ale nikogo nie znaleźliśmy, żadnych osób w pobliżu nie było. Natomiast miejscowość o takiej nazwie - Dubnica Kurpiowska, w okolicy której to dziecko zostało zagubione - leży po stronie białoruskiej.

We wtorek wieczorem Grupa Granica opublikowała na facebooku wpis, w którym domaga się podjęcia przez polskie służby natychmiastowych działań poszukiwawczych, odnalezienia Eileen i pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które dokonały wywózki. - "Gdyby sytuacja dotyczyła polskiego dziecka, zostałyby zaangażowane wszelkie służby poszukiwawcze. Eileen nie szuka nikt ze służb. Obecnie robi to jedynie grupa mieszkanek strefy zamkniętej. W ciągu 60 minut możemy uruchomić nawet 100 wolontariuszek i wolontariuszy do przeczesywania lasu i szukania dziecka. Potrzebujemy tylko zgody na wejście do strefy" - napisali aktywiści.

SG podała dziś rano na Twitterze, że wczoraj, czyli 6 grudnia, odnotowano 116 prób przekroczenia polsko-białoruskiej granicy, a funkcjonariusze wydali 25 postanowień o opuszczeniu terytorium RP. W grupie tej musieli być rodzice małej Eileen.

Uchodźcy na granicy: Zmarło roczne dziecko. Rodzice błąkali się po lasach przez półtora miesiąca

SG dodała też, że na odcinku ochranianym przez placówkę w Czeremsze 30-osobowe grupy dwukrotnie forsowały granicę przy wsparciu białoruskich służb.

Migranci wracają do siebie. Najbardziej zdesperowani zostali w lesie

Z informacji, jakie przekazują nam uchodźcy, wynika, że dostali od białoruskich władz ultimatum: w ciągu trzech dni mają albo przejść do Polski, albo wracać do krajów pochodzenia. Magazyn pod Bruzgami, zwany centrum logistycznym, opustoszał. Duża część migrantów została przewieziona do Mińska. Ponoć w mieście trwają łapanki na osoby bez paszportów i ważnych wiz. Wszyscy umieszczani są na lotnisku, gdzie dziś ma koczować już nawet 1,5 tys. osób. Czekają na loty powrotne. Te do Iraku ma sfinansować iracki rząd.

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Bóle z zimna i głodu, dzieci umierające w lesie. Codziennie potrzebny ratunek

W lesie po obu stronach granicy ma jeszcze według samych migrantów przebywać około 100 osób. I wiele martwych ciał.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.