Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

1 grudnia, pierwszego dnia po konstytucyjnym zakończeniu stanu wyjątkowego, sytuację na granicy pojechali sprawdzić posłanki i poseł Parlamentu Europejskiego: Janina Ochojska, Róża Thun, Fabienne Keller (europarlamentarzystka z Francji), Katalin Cseh (Węgry) i Łukasz Kohut. Był z nimi także były rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar oraz dziennikarze redakcji polskich i zagranicznych.

Stan wyjątkowy. Tak wygląda nasza wolność

Jak mówiła Róża Thun, dziękując koleżankom i kolegom, wizyta była wyrazem europejskiej solidarności. Pierwszym miejscem spotkań z lokalnymi mieszkańcami, aktywistami i tymi, którzy niosą pomoc ludziom ukrywającym się w lasach, miała być Białowieża.

Europarlamentarzystów zatrzymał na checkpoincie policjant, domagając się przepustki od komendanta Straży Granicznej. Paszporty dyplomatyczne nie zrobiły na nim wrażenia. Utrzymywał, że policja nie wpuszcza nikogo, kto nie jest mieszkańcem strefy lub w niej nie pracuje.

Granica polsko-białoruska. Aktywista zaatakowany przez żołnierzy WOT. Chcieli wywlec go za nogi z auta

Nie pomógł telefon do Andrzeja Jakubaszka, komendanta Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej. Ten z kolei utrzymywał, że zgodnie z nowymi regulacjami prawnymi trzeba złożyć wniosek o pozwolenie na wjazd. I to z odpowiednim wyprzedzeniem.

To nowe prawo zostało przepchnięte przez Sejm większością głosów PiS-u w błyskawicznym tempie we wtorek (30 listopada), wieczorem podpisane przez prezydenta i uzupełnione rozporządzeniem ministra Mariusza Kamińskiego.

W środę w Podlaskiem Adam Bodnar mówił dziennikarzom: – Wyobraźmy sobie, że tego typu regulacje są stosowane w innych sytuacjach, innych kontekstach – jak wtedy wyglądać będzie nasza wolność?

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Ochojska zatrzymana drugi raz

To już druga identyczna sytuacja i nieudana próba wjazdu do strefy przygranicznej Janiny Ochojskiej, założycielki Polskiej Akcji Humanitarnej. Ostatnim razem, 23 września, kiedy próbowała dotrzeć również do Białowieży, lał deszcz. Dziś temperatura jest już na minusie, a Podlasie oprószone jest cienką warstwą śniegu. Po lasach wciąż tułają się ledwo żywi uchodźcy.

Jakie były reakcje europarlamentarzystów na zakaz wjazdu? Niedowierzanie. Fabienne Keller przyznawała, że jest jej znany od dawna fakt, że polski rząd nie respektuje zasad praworządności, ale to, co dzieje się teraz przy polsko-białoruskiej granicy, jest jeszcze gorsze. Obawia się, że w praktyce niewiele organizacji pomocowych zostanie dopuszczonych do strefy i ludzie nadal będą umierać tu z zimna.

– My jako europarlamentarzyści możemy bez przeszkód podróżować po całej Unii. Chcieliśmy jakiegoś dowodu, że policjant nas zatrzymał – dokumentu, na jakiej podstawie to zrobił i wieczorem zamierzamy go odebrać – Łukasz Kohut chyba wciąż wierzy, że na pograniczu prawo działa.

Prawo mamy makabryczne

Po spotkaniu z mieszkańcami pogranicza we wsi Werstok (poza strefą) europarlamentarzyści mieli chwilę, by podzielić się opiniami z dziennikarzami. Dziennikarzami, którzy także – mimo pustych obietnic rządu – do strefy przygranicznej nie mają wstępu.

Wysłałam taki wniosek o zgodę na wjazd do Białowieży już we wtorek, 30 listopada, czyli – jak życzy sobie tego komendant Jakubaszek – z odpowiednim wyprzedzeniem. Nie raczył nawet odpowiedzieć, że nie, bo nie.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

– Prawo mamy niestety makabryczne – mówi wprost Róża Thun. – To, co zostało uchwalone wczoraj, jest nieludzkie i okropne, a nie wiem, czy i nie jest niekonstytucyjne. To jest wprowadzanie bezprawia. Bezpieczeństwo nie może oznaczać utraty człowieczeństwa, a bezpieczna granica to taka, na której nikt nie umiera. Władza doprowadza do tego, że ta granica nie jest bezpieczna, ludzie tu umierają, a ci, którzy mieszkają wzdłuż granicy, cierpią razem z tymi, którzy umierają. Nie czekajmy na to, że ktoś rozwiąże nam problemy, które sami sobie nawarzyliśmy, wybierając ten rząd. Sami musimy to zrobić – przede wszystkim wybierając inne rządy, które inaczej zachowują się w sytuacjach kryzysowych.

– Spotkałam tu mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy chcą pomagać, nawet jeśli to nie jest ich obowiązek. Kierują się empatią wobec niewinnych ludzi, cierpiących w lesie. Humanitaryzm wciąż jest w naszych społecznościach i to jest niesamowite – dodawała po spotkaniu z mieszkańcami Katalin Cseh, węgierska polityczka i lekarka. – To, co mnie uderzyło, to fakt, że profesjonalne organizacje humanitarne nie są dopuszczane do strefy przygranicznej, podobnie jak my. To absurd.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.