Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Czytaj także: Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Informacje na bieżąco

Jak powiedziała w poniedziałek (22 listopada) rano „Wyborczej" rzeczniczka Komendy Głównej Straży Granicznej ppor. Anna Michalska, kobieta znalazła się w szpitalu po tym, jak 12 listopada wraz z mężem i piątką dzieci przekroczyła „zieloną" polsko-białoruską granicę na obszarze działania placówki granicznej w Narewce. Rodzina ta pochodzi z Iraku.

Dzieci siedziały bardzo spokojnie

12 listopada w nocy 10-osobowa grupa Irakijczyków w puszczy w okolicach Narewki wezwała pomoc. Aktywiści z Grupy Granica wyruszyli do nich z jedzeniem i ciepłymi ubraniami. Na miejscu zastali czterech mężczyzn, pięcioro dzieci w wieku około od 6 do 13 lat i kobietę, leżącą na wznak, w malignie, bez kontaktu, jęczącą.

- Dzieci siedziały bardzo cicho i spokojnie koło matki, która po prostu wyła. Ich ojciec załamywał ręce i błagał o pomoc. Ona tak cierpiała już od dwóch dni, leżąc, wymiotując wodą, nie przyjmując żadnych pokarmów - wspomina Piotr Matecki, wolontariusz, który ratował wtedy irakijską rodzinę. Piotr na stałe mieszka w Norwegii, ale przyznaje, że nie mógł dłużej spokojnie słuchać tego, co się dzieje w przygranicznych lasach i patrzeć na to z dystansu. Wsiadł w samochód i przyjechał pomagać. - Wezwaliśmy Medyków na Granicy, którzy przyjechali w ciągu około 20 minut, zbadali kobietę. My w międzyczasie nakarmiliśmy pozostałych, daliśmy im ubrania.

Wideo Piotra Mateckiego:

Kobietę trzeba było jak najszybciej zabrać karetką do szpitala. Jak zwykle zaraz za lekarzami pojawiła się straż graniczna. Dopiero wtedy dzieci zaczęły płakać i histeryzować, najstarsza dziewczynka rzuciła się na matkę, nie chcąc jej oddać. Wolontariusze nie wiedzą, czy ta rodzina doświadczyła już wcześniej push-backów na Białoruś, bo kontakt z nią był utrudniony, ale zachowanie maluchów może wskazywać, że właśnie tak było.

Jedni dostali szansę, drudzy - wywózkę na Białoruś

Funkcjonariusze podzielili grupę na dwie części. Ojca z dziećmi zabrano do vana. Bardzo długo żegnał się z jednym z mężczyzn - swoim bratem. Z ich gestów wolontariusze odczytali, że bali się rozdzielenia, ale brat uspokajał: jedź z dziećmi, ja sobie poradzę. Słusznie się bali, następnego dnia okazało się, że zapakowani do ciężarówki Irakijczycy są znów na Białorusi.

Ojciec z piątką dzieci został odwieziony do placówki SG w Narewce, gdzie pod bramą już czekali dziennikarze. Od tamtego czasu i wolontariusze, i posłanka partii Razem Magdalena Biejat i media, i znani aktorzy, i ludzie z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich próbowali dowiedzieć się o los dzieci, zobaczyć je, sprawdzić, jak rodzina dźwiga tę tragedię, jak można im pomóc.

Jednocześnie w szpitalu trwała i wciąż trwa walka o życie Irakijki, która była w ciąży, ale jej płód obumarł. Rokowania cały czas są niepewne.

Dopiero w poniedziałek (22.11) rzeczniczka Michalska poinformowała: - Kobieta była w 24 tygodniu ciąży. W szpitalu poroniła. Szpital poinformował nas o tym 15 listopada. Jak mówią lekarze, stan kobiety nadal jest ciężki. Rodziną tą najpierw zaopiekowali się nasi funkcjonariusze. Teraz trafiła od otwartego ośrodka dla uchodźców.

Pogrzeb nienarodzonego dziecka ma odbyć się na cmentarzu muzułmańskim w Bohonikach, gdzie już spoczęło trzech migrantów. To ofiary kryzysu humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej. Jak powiedział nam przewodniczący muzułmańskiej gminy wyznaniowej w Bohonikach Maciej Szczęsnowicz, pochówek ma rozpocząć się we wtorek (23 listopada) o godz.11.30. 

Wentyl humanitarny

Ojciec z piątką dzieci został umieszczony w jednym z ośrodków dla uchodźców na terenie województwa podlaskiego. Dzieci Lesgin, Rondek, Ayhan, Matin i Rosgar - zdają się dochodzić do siebie po traumie, bawią się. Tato zaskakująco dobrze sobie z nimi radzi - zauważają pracownicy.

Placówka jest mocno przeciążona, bo podczas gdy przed kryzysem humanitarnym dysponowała zaledwie kilkunastoma miejscami, to od początku października do teraz trafiło do niej 180 osób. Jest też duża rotacja, bo to ośrodek typu otwartego i migranci oczywiście korzystają z tego, wybierając się w dalszą drogę na Zachód, najczęściej do swoich rodzin. Zdarza się, że dzieci przyjeżdżają autami po rodziców, zabierają ich do swoich krajów, gdzie mają oni ogromne szanse na uregulowanie pobytu, chociażby ze względu na przepisy o łączeniu rodzin.

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Bóle z zimna i głodu, dzieci umierające w lesie. Codziennie potrzebny ratunek

Ta placówka to taki wentyl humanitarny w kryzysie, w którym polski rząd nie chcę ustąpić ani na krok. Aby pomieścić w niej migrantów, przekazywanych przez straż graniczną, będących w wyjątkowo trudnej sytuacji, trzeba było dokupić piętrowe łóżka, a sale lekcyjne zamienić na sypialnie. Pieniądze na jedzenie, noclegi i leczenie cudzoziemców zapewnia straż graniczna. Ale to nie wszystko, są potrzeby.

- Przyjmujemy wszystkich. Zrezygnowaliśmy z kołder z powłoczką, bo bardzo dobrze sprawdzają się cienkie śpiwory, takie na temperatury pokojowe, chociażby w Decathlonie są po 44 zł - podpowiada Michał Gaweł, szef fundacji Dialog. Jeśli ktoś chce wspomóc uchodźców, wychodzących z traumy po lesie, może takie śpiwory podrzucić do siedziby fundacji przy ul. Ks. Abramowicza 1 w Białymstoku. A także: ręczniki, prześcieradła 90cm, koce i środki czystości.

Nic więcej nie można zrobić

Z kolei wolontariusz Piotr Matecki zachęca wszystkich, żeby nie poddawali się propagandzie i przyjeżdżali pomagać: - Tu nie ma niebezpieczeństwa innego niż ganiający za tobą pikapem poza strefą stanu wyjątkowego żołnierze w cywilu, mrugający światłami, nakazujący się zatrzymać. Nie wiedziałem, kto był w środku, zadzwoniłem na 112 i zatrzymałem się dopiero przy policjantach. Jest klimat pewnej swobody działań służb, co jest bardzo destrukcyjne dla wszystkich.

[REPORTAŻ ZNAD GRANICY] Operatorka nie wytrzymuje, rzuca kamerę i bierze na ręce zmarzniętą dziewczynkę

Piotr poza irakijską rodziną uratował mężczyznę w wieku około 60 lat, który zamarzał w przydrożnym rowie, kompletnie przemoczony. - Do rana by zamarzł. Odciągnęliśmy go od drogi, daliśmy jedzenie, suche ubrania, śpiwór. Nic więcej nie mogę zrobić. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.