Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz wiedzieć, czym żyje Białystok? Zapisz się na nasz poranny newsletter lokalny, a nic Cię nie ominie!

Życie mundurowych, którzy trafili do szpitala w wyniku wtorkowych (16 listopada) zajść na polsko-białoruskim przejściu Kuźnica - Bruzgi inspirowanych przez białoruskie służby, nie jest zagrożone.

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Ranny policjant opuścił szpital

W czasie tych zajść w stronę polskich funkcjonariuszy około 100 mężczyzn - wyraźnie inspirowanych przez białoruskie służby i w świetle kamer - rzucało kamieniami, kłodami drewna i granatami hukowymi. W odpowiedzi polscy funkcjonariusze użyli armatek wodnych.

Czytaj także: Sytuacja w Kuźnicy coraz bardziej napięta. W stronę wojska i policji poleciały kamienie

Z pierwotnych informacji wynikało, że zostali poszkodowani: funkcjonariuszka Straży Granicznej, żołnierz oraz siedmiu policjantów, a trójka mundurowych trafiła do szpitali. Po kilku godzinach od zajść okazało się, że nie jest zagrożone życie m.in. policjanta z warszawskiego garnizonu, który po uderzeniu kamieniem (najprawdopodobniej) trafił do szpitala w Sokółce z podejrzeniem pęknięcia kości czaszki.

Gen. insp. Jarosław Szymczyk, komendant główny policji, w odpowiedzi na pytanie o zdrowie funkcjonariusza na antenie Polsat News stwierdził: - Jest po diagnostyce, na własną prośbę opuścił szpital. Obrażenia nie zagrażają jego życiu ani zdrowiu. Czekamy na wyniki badań, ale policjant czuje się dobrze.

Jak powiedział, w związku z tymi zajściami Prokuratura Rejonowa w Sokółce podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa w sprawie podejrzenia czynnej napaści na funkcjonariuszy policji, SG i żołnierzy.

Wieczorem we wtorek na Twitterze policja zapewniła: „Na chwilę obecną sytuacja na granicy jest opanowana i nie odnotowujemy poważniejszych incydentów. Zapewniamy, że żaden agresywny tłum nie przekroczy nielegalnie granicy". Z kolei minister spraw wewnętrznych i administracji podsumował: „Dzisiejsze wydarzenia w Kuźnicy i Bruzgach to kolejny etap wojny hybrydowej prowadzonej przez białoruski reżim". Natomiast Ministerstwo Obrony Narodowej zapewniło: „Na granicę nie skierowaliśmy ciężkiego sprzętu". A rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn wyraził przypuszczenie: „Bardzo prawdopodobne, że Białoruś zacznie oskarżać władze Polski o rzekome zbrodnie, popełnione w dniu dzisiejszym. Kolejne prowokacje niemal pewne. W godzinach wieczornych w miejscu, w którym atakowano granicę RP i skąd rzucano w Polaków m. in. kamieniami, pojawili się białoruscy funkcjonariusze, którzy zachowywali się, jakby zabezpieczali dowody w śledztwie".

Wcześniej o takim śledztwie donosił niezależny dziennikarz białoruski Tadeusz Giczan. Oficjalnie Mińsk uznał bowiem wtorkowe zdarzenia na przejściu granicznym „za brutalne działanie przeciwko ludziom znajdującym się na terytorium innego państwa".

"Ty k.... p.........". Wyciekło nagranie z awantury pomiędzy służbami polskimi i białoruskimi [WIDEO]

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Mogą być kolejne prowokacje

Rzecznik komendanta głównego policji insp. Mariusz Ciarka wieczorem we wtorek w TVP Białystok, zapytany, do czego jeszcze może dojść na polsko-białoruskiej granicy, odparł: - Ciężko przewidzieć.

I dodał w kontekście zajść na przejściu Kuźnica - Bruzgi: - Takich sytuacji może być więcej i trzeba liczyć się z kolejnymi prowokacjami.

We wtorek sytuacja na przejściu Kuźnica - Bruzgi została opanowana i uspokoiła się po godzinie 12. Białoruscy żołnierze odeskortowali migrantów z punktu kontrolnego do starego obozu leśnego. Zgodnie z danymi Straży Granicznej przebywa tam około 2 tysięcy uchodźców.

W środę (17 listopada) rano rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa poinformował: - Noc na przejściu minęła spokojnie, część osób po stronie białoruskiej wróciła do poprzedniego obozu, część koczuje przy terminalu po stronie białoruskiej.

Dodał: - Minionej doby nie było zatrzymań kurierów przewożących migrantów.

Z kolei w środę rano w komunikacie na Twitterze Straż Graniczna przekazała informację: "Wczoraj tj.16.11 na granicy polsko - białoruskiej odnotowano 161 prób jej nielegalnego przekroczenia. Wobec 34 cudzoziemców funkcjonariusze SG wydali postanowienia o obowiązku opuszczenia terytorium RP. W godzinach wieczornych odnotowano również dwie siłowe próby przekroczenia granicy".

Po godz. 14.30 rzecznik ministra koordynatora spraw specjalnych Stanisław Żaryn na Twitterze opublikował dwa filmy zrealizowane obok przejścia Kuźnica - Bruzgi. Opatrzył je komentarzami: "Cześć cudzoziemców podchodzi pod polskie bariery graniczne. Dokładnie w tym miejscu w czasie ataków obrzucano polskich żołnierzy i funkcjonariuszy kamieniami i innymi niebezpiecznymi przedmiotami" oraz "Dokładnie tam, gdzie atakowano wczoraj polskie bariery graniczne i rzucano kamieniami cudzoziemcy zorganizowali happening, prosząc Polskę o pomoc. Tak wygląda granie na emocjach prowadzone przez stronę białoruską i część cudzoziemców".

Do tej sytuacji odniósł się również Franak Wiaczorka, doradca Swietłany Cichanouskiej: - Migranci klęczą przed polskimi pogranicznikami, prosząc o pomoc ludzi, w których rzucali kamieniami. Niektórym może się wydawać, że problem został rozwiązany przez telefon Merkel - Łukaszenka, ale tak nie jest. Łukaszenka wkrótce znów zaatakuje. Potrzebna jest większa presja.

W środę na oficjalnej stronie Państwowego Komitetu Granicznego Białorusi podano, że około 2 tys. uchodźców nadal przebywa w pobliżu granicy białorusko-polskiej. Ostatnią noc spędzili w trzech miejscach: część z nich zatrzymała się na terenie przylegającym do punktu kontrolnego, część w utworzonym obozie w lesie. Jak stwierdzono, 1000 osób spędziło noc w centrum transportowo-logistycznym w pobliżu granicy. Zapewniono, że strona białoruska zapewniła uchodźcom gorące posiłki zarówno w centrum logistycznym, jak i w obozie przy granicy w ogrzewanych namiotach. Dodano: „Rankiem 17 listopada podjęto decyzję o umieszczeniu części cudzoziemców w innym miejscu". Przypomniano także: „Komitet Śledczy prowadzi dochodzenie w sprawie użycia specjalnych środków i amunicji przeciwko nieuzbrojonym obywatelom na terenie punktu kontrolnego Bruzgi".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.