Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz wiedzieć, czym żyje Białystok? Zapisz się na nasz poranny newsletter lokalny, a nic Cię nie ominie!

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Na polsko-białoruskim przejściu granicznym Bruzgi-Kuźnica i w jego pobliżu w nocy z poniedziałku (15 listopada) na wtorek (16 listopada) - zgodnie z szacunkami polskich służb - koczowało około 3,5 tys. migrantów. MON do informacji o niszczeniu ogrodzenia (zasieków) przez białoruskie służby dołączyło film, który miałby o tym świadczyć. Widać na nim jednego z umundurowanych mężczyzn po białoruskiej stronie, który przy tym ogrodzeniu wykonuje bliżej nieokreślone działania przy pomocy długiego kija.

Migranci w Kuźnicy, po nocy spędzonej na przejściu, są wyczerpani fizycznie i psychicznie. Mówią, że białoruscy policjanci zaproponowali im, że przyniosą kamienie do zaatakowania polskiej straży. Chcą ich do tego zmusić.

Uchodźcy odmawiali i nie chcieli tego robić. - Myślę, że Białorusini chcą zmusić polskich strażników, żeby ich zastrzelili - martwi się Kurd, z którym jesteśmy w kontakcie, krewny rodziny z dziećmi, która utkwiła na przejściu Kuźnica-Bruzgi.

Po godzinie 10 sytuacja niestety się zmieniła. Sprzed zasieków zniknęły namioty, część uchodźców przeniosła się za budynki białoruskich pograniczników, a w stronę polskich służb poleciały kamienie.

Niezależny białoruski dziennikarz Tadeusz Giczan zamieścił na Twitterze filmiki pokazujące sytuację na granicy. Jeden opatrzył komentarzem: "Uwięzieni migranci nagle zaczęli atakować ogrodzenie i rzucać kamieniami w polskich policjantów. Polacy odpowiedzieli gazem i granatami ogłuszającymi. Używane są armatki wodne".

Na drugim filmiku widać jak wobec migrantów znajdujących się po białoruskiej stronie polskie służby używają armatki wodnej.

Filmiki pokazujące incydenty na granicy udostępnił też na Twitterze wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Wąsik oraz policja z komentarzem: "Niestety ze strony osób, inspirowanych przez władze białoruskie poleciały w stronę polskich służb kamienie, butelki i kłody, po czym próbowano zniszczyć ogrodzenie graniczne. Służby białoruskie nie reagują na dewastację płotu i agresję, służby polskie bronią granicy".

Natomiast MON tuż przed godz. 10.30 zmieścił filmik z Kuźnicy i opatrzył go wpisem: "Agresywni migranci wciąż rzucają kamieniami w stronę naszych żołnierzy i funkcjonariuszy. Polskie służby odpierają atak".

Na miejscu są obecni reporterzy rosyjskich i białoruskich telewizji ale i np. CNN. Na zdjęciach i nagraniach widać grupę młodych mężczyzn, którzy rzucają w stronę ogrodzenia i kordonu polskich funkcjonariuszy kamienie i gałęzie.

Do kolejnych filmików MON zamieściło opisy: "Atak migrantów na przejściu granicznym w Kuźnicy. Migranci są bardzo agresywni, rzucają w kierunku polskich funkcjonariuszy i żołnierzy kamieniami".

Pytany o sytuację na granicy Tomasz Krupa, rzecznik podlaskich policjantów odpisał: Zostaliśmy zaatakowani. Proszę wybaczyć nie mam jak pisać i rozmawiać.

 A Ministerstwo Obrony Narodowej informuje, że migranci zostali wyposażeni przez białoruskie służby w granaty hukowe, którymi obrzucili polskich żołnierzy i funkcjonariuszy.

Z kolei Hanna Liubakova, niezależna dziennikarka białoruska zauważa na Twitterze: "Wszyscy, którzy rzucają w polskich pograniczników kamieniami lub innymi przedmiotami, ukrywają twarze. Tak to wyglądało na punkcie kontrolnym Bruzgi po stronie białoruskiej. To jest oficjalny punkt kontrolny, który teoretycznie musi być chroniony przez białoruskich strażników".

Po godzinie 12 szturm na granicę został opanowany. Sytuacja w okolicy przejścia Kuźnica - Bruzgi uspokoiła się. Białoruscy żołnierze odeskortowali migrantów z punktu kontrolnego z powrotem do starego obozu leśnego.

Polska policja poinformowała, że w wyniku ataku jeden z funkcjonariusz został ranny i trafił do szpitala.

Z kolei Tadeusz Giczan, niezależny dziennikarz białoruski, poinformował, że Białoruś wszczyna śledztwo w sprawie polskich działań na granicy, bowiem na granicy „odnotowano użycie specjalnej broni i amunicji przez polskie siły bezpieczeństwa wobec nieuzbrojonych osób po stronie białoruskiej". Strona białoruska uznała ten rzekomy fakt (nie wiadomo o jaki konkretnie chodzi) „za brutalne działanie przeciwko ludziom znajdującym się na terytorium innego państwa".

W związku z sytuacją na granicy z Białorusią do w przedszkola w Kuźnicy w powiecie sokólskim nie przychodzą dzieci. Mają zajęcia w trybie zdalnym. Jak poinformowało Kuratorium Oświaty w Białymstoku, na nauce zdalnej są też uczniowie szkół z Nowego Dworu i Kuźnicy.

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Müller: Może dojść do eskalacji konfliktu

Po wtorkowej naradzie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem m.in. prezydenta i premiera, rzecznik rządu Piotr Müller stwierdził, że konflikt na polsko- białoruskiej granicy może rozciągnąć się ma najbliższe miesiące. Dodał: - Jesteśmy gotowi na to, że na granicy z Białorusią dojdzie do eskalacji konfliktu.

Zaznaczył także, że sukcesywnie zwiększana jest na granicy liczba żołnierzy i tworzone jest dla nich szersze zaplecze logistyczne, uwzględniające "wariant zimowy".

- Konflikt może zmienić swoje miejsce na inny odcinek granicy - zwrócił uwagę.

Państwowe białoruskie telewizyjne stacje w popołudniowych wydaniach transmitują na żywo relacje dotyczące sytuacji z granicy. Cytują też Aleksandra Łukaszenkę, który stwierdził, że po białoruskiej stronie każdy dziennikarz ze świata ma możliwość obserwacji sytuacji na granicy z Polską. Jak mówił: - Z każdego jego punktu. I dodawał: - Naszym obowiązkiem jest obrona białoruskiego społeczeństwa.

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Chcieli przewieźć 10 osób

Jak przekazał we wtorek (16 listopada) wcześnie rano rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa, wczoraj policjanci podczas kontroli drogowych zatrzymali 5 osób w związku z pomocnictwem przy nielegalnym przekraczaniu polsko-białoruskiej granicy. Zatrzymani to dwaj obywatele Polski, dwaj obywatele Ukrainy i obywatel Tadżykistanu.

Kurierzy chcieli przewieźć 10 osób nielegalnie przebywających w Polsce. Zatrzymań dokonali policjanci ze Szczecina i Krakowa oddelegowani w Podlaskie w związku z kryzysem na granicy z Białorusią. Rzecznik Krupa relacjonuje:

- Kilka minut po północy policjanci ze Szczecina w miejscowości Olchowicze (gmina Mielnik, powiat siemiatycki) podjęli próbę zatrzymania skody, której kierowca - obywatel Ukrainy - zaczął uciekać. Po chwili stracił panowanie nad pojazdem, wjechał do rowu i uderzył w skarpę. W pojeździe przewoził 4 obywateli Syrii. Kierowca został zatrzymany. Z kolei po godz. 2 policjanci z Krakowa w Orli zatrzymali skodę, której kierujący (obywatel Ukrainy) przyznał się, że jedzie odebrać imigrantów. Policjanci odnaleźli w pobliżu 3 obywateli Syrii. Kierowca został zatrzymany. Przed godz. 19 policjanci z Krakowa w Olszewie (gmina Brańsk, powiat Bielsk Podlaski) zatrzymali hondę, w której 2 obywatele Polski przewozili obywatela Iranu. Kierowca i pasażer zostali zatrzymani. Po godz. 22 w Dubnie (gmina Boćki) policjanci z Krakowa zatrzymali toyotę, którą kierował obywatel Tadżykistanu, przewoził 2 obywateli Afganistanu. Kierowca również został zatrzymany.

Do tej pory funkcjonariusze zatrzymali 279 kurierów, którzy chcieli przewieźć 1147 osób, które nielegalnie przekroczyły granicę.

Tuż przed godz. 10 MON na Twitterze zamieściło wiadomość: "Kolejny incydent na granicy. Wczoraj w nocy 4 białoruskich funkcjonariuszy próbowało uszkodzić ogrodzenie i zmusić 11 migrantów do wejścia na teren Polski. Żołnierzom udało się udaremnić tę próbę".

Zobacz: Tłumy uchodźców na zamkniętym przejściu Bruzgi-Kuźnica na granicy polsko-białoruskiej [GALERIA ZDJĘĆ]

Przypomnijmy: dziennikarze w pobliżu granicy polsko-białoruskiej wciąż nie mogą przebywać. Tak jest od 2 września, kiedy w obszarze przygranicznym, a dokładniej w 183 miejscowościach województw podlaskiego i lubelskiego wprowadzono stan wyjątkowy (w Podlaskiem objętych jest nim 115 miejscowości).

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Otoczeni przez białoruskie służby

Jak informowała w poniedziałkowy (15 listopada) wieczór straż graniczna, w tym czasie migranci wciąż byli obecni po białoruskiej stronie na przejściu Bruzgi-Kuźnica po tym, jak do południa zgromadziło się ich na nim i wokół niego około 3,5 tys. (dane polskich służb).

Zachowywali się spokojnie, a wcześniejszy ich obóz z ubiegłego tygodnia opustoszał. Wszystkie osoby z tego koczowiska zostały przeprowadzone na przejście graniczne w Bruzgach. I tu rozbito namioty, a na łące obok rozpalono ogniska.

- Nie było forsowania siłowego na granicy. Oczywiście tutaj jest gra na emocjach, pod samą linię granicy podprowadzono dzieci, kobiety, mężczyźni stoją z tyłu, przyglądają się całej tej sytuacji. Jest tam bardzo dużo młodych mężczyzn i wśród nich osoby, które nie są cudzoziemcami. Prawdopodobnie są to służby białoruskie w cywilu. Po stronie białoruskiej jest też dużo ekip, które nagrywają całą sytuację - mówiła w poniedziałkowy wieczór Radiu Białystok rzeczniczka Podlaskiego Oddziału SG major Katarzyna Zdanowicz.

Migranci otoczeni byli przez białoruskie służby. Do pierwszego, opustoszałego obozowiska Białorusini mieli dowozić opał i wodę.

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Przejścia zamykane?

We wtorkowy poranek straż graniczna poinformowała na Twitterze: "Wczoraj (15.11) na granicy polsko-białoruskiej odnotowano 224 próby jej przekroczenia. Funkcjonariusze SG wydali dla 29 cudzoziemców postanowienia o opuszczeniu terytorium RP. Na odcinku ochranianym przez Placówkę SG w Dubiczach Cerkiewnych granicę próbowała bezskutecznie forsować 100-osobowa grupa".

Jak powiedziała st. chor. sztab. Ewelina Szczepańska z sekcji prasowej Straży Graniczne, od początku ogłoszenia stanu wyjątkowego w pasie przy granicy z Białorusią wydano 1756 zezwoleń na wjazd do strefy nim objętym.

Tymczasem coraz mniej ciężarówek czeka na odprawę przed polsko-białoruskim przejściem w Bobrownikach. Wieczorem było to 770 tirów, a szacowany czas oczekiwania na dojazd do granicy wynosił 27 godzin. Jeszcze w zeszłym tygodniu kierowcy musieli czekać ponad dwie doby na odprawę, a w korku stało nawet 1400 aut. Większy ruch w tym miejscu zaczął się po tym, jak polskie służby zamknęły przed tygodniem sąsiednie przejście w Kuźnicy.

Wiceminister spraw zagranicznych we wtorek w TVP 1 powtórzył wcześniejsze zapowiedzi przedstawicieli polskich władz, że jeśli sytuacja na granicy polsko- białoruskiej będzie eskalować, to nie jest wykluczone, że kolejne przejścia graniczne z Białorusią będą zamykane.

Projekt o ochronie granic w Sejmie

Dzisiaj w Podlaskiem przebywać ma Dunja Mijatović, komisarz Rady Europy ds. praw człowieka. W ramach czterodniowej wizyty w Polsce ma zapoznać się z sytuacją humanitarną na wschodniej granicy Polski. Wczoraj komisarz spotkała się z rzecznikiem praw obywatelskich. Dziś planuje odwiedzić punkt humanitarny WOŚP w Michałowie. Ma też zamiar odwiedzić strefę objętą stanem wyjątkowym.

Tymczasem jeszcze dziś sejmowa komisja spraw wewnętrznych i administracji, a potem (w nocy) posłowie i posłanki na plenarnym posiedzeniu Sejmu mają rozpatrywać pilny rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie granicy państwowej i niektórych innych ustaw.

Ustawa ma regulować sytuację na granicy po zakończeniu stanu wyjątkowego obowiązującego na polsko-białoruskim obszarze przygranicznym. Projekt noweli zakłada między innymi możliwość wprowadzenia czasowego zakazu przebywania w określonym obszarze strefy nadgranicznej. Zakaz taki ma być wprowadzany w drodze rozporządzenia wydanego przez ministra spraw wewnętrznych. Za jego łamanie przewidziana ma być kara aresztu lub grzywny. Przypomnijmy. Stan wyjątkowy kończy się na początku grudnia i nie może już zostać przedłużony. Został wprowadzony 2 września i obejmuje 183 miejscowości w Podlaskiem i Lubelskiem.

W przeddzień procedowania tego projektu ustawy w Sejmie, minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński zapowiedział na Twitterze: "Budowa zapory na granicy rozpocznie się jeszcze w tym roku. Prace będą prowadzone równolegle przez różne firmy na czterech odcinkach, 24 godziny na dobę w trybie trzyzmianowym. To główne rekomendacje po dzisiejszym posiedzeniu zespołu międzyresortowego ds. budowy zapory".

Z kolei minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak doniósł we wtorek rano: "Do żołnierzy docierają kontenery mieszkalne. Regularnie wypłacane są także dodatki finansowe. W garnizonach powstaną wojskowe centra pomocy dla rodzin żołnierzy".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.