Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przeczytaj naszą relację na żywo z sytuacji na granicy polsko-białoruskiej: Tysiące osób z Bliskiego Wschodu na granicy polsko-białoruskiej

Podczas konferencji w środę, 10 listopada Straż Graniczna mówiła o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. W pobliżu przejścia Bruzgi-Kuźnica koczuje kilka tysięcy uchodźców z Bliskiego Wschodu. Dotarli tam z pomocą białoruskich służb mundurowych, założyli obozowisko, nocą rozpalili ogniska.

Strażnicy wydali 48 postanowień o opuszczenie kraju, powstrzymali we wtorek trzy duże próby przejścia przez granicę: przed południem sto osób próbowało przejść w Krynkach, około godz. 16 kolejne dwieście - w Białowieży, a w nocy uchodźcy próbowali przekroczyć granicę w okolicy Dubicz Cerkiewnych.

- Wystawiliśmy 48 postanowień o opuszczenie kraju i zatrzymaliśmy dziewięć osób. Pięć z nich to obywatele Libanu, trzy - Iraku, a jedna osoba pochodzi z Syrii. Zatrzymani chcą złożyć wniosek o ochronę międzynarodową. Dodatkowo, zatrzymaliśmy trzy osoby, które pomagały w przekroczeniu granicy - mówiła mjr Katarzyna Zdanowicz.

I dodała, że sytuacja przy przejściu granicznym w Kuźnicy - gdzie wciąż koczuje kilkaset osób - jest opanowana.

- Każdej doby mierzymy się z próbami nielegalnego przekroczenia granicy, większość osób udaje nam się zatrzymać od razu. W sumie od 26 października wydaliśmy ponad 1050 postanowień o opuszczeniu Polski. Trzeba pamiętać, że filmy o szlachetnych działaniach, które oglądamy z granicy, to propaganda. Chciałabym przypomnieć, że te osoby przyjechały na Białoruś i były tam legalnie, mieszkały w hotelach - mówiła mjr Zdanowicz.

Mjr Zdanowicz przyznała, że wciąż słychać strzały po białoruskiej stronie, a strażnicy "obserwują niestandardowe reakcje, jak przeładowanie broni" wśród białoruskich mundurowych.

Straż graniczna poinformowała też, że czas oczekiwania na przejściu w Bobrownikach to obecnie 39 godzin, strażnicy wyznaczyli jednak strefę buforową dla mieszkańców, by ułatwić im przemieszczanie się.

Czytaj też: Mieszkańcy Sokółki przy granicy polsko-białoruskiej: Myśleliśmy, że wybuchła wojna

Uchodźcy na granicy polsko-białoruskiej. Strażnicy mają dość

Ze strażnikami rozmawiał gdyński poseł Lewicy Marek Rutka, który we wtorek wrócił z Hajnówki.

- W sytuacji, kiedy dostawali rozkazy, że mają uchodźców wywozić z powrotem do lasu, psychicznie było to dla nich bardzo trudne i obciążające tym bardziej - mówi Rutka w rozmowie z "Wyborczą". I dodaje: - W ostatnich dniach mówią, że rozkazów wywożenia kobiet i dzieci do lasu jest mniej. Strażnicy graniczni, żołnierze są coraz bardziej rozgoryczeni, powtarzają, że oni nie do tego zostali powołani, nie dlatego poszli do wojska czy straży, żeby wywozić ludzi do lasu, gdzie może czekać na nich śmierć. Dzisiaj w nocy w Hajnówce były trzy stopnie na minusie, musiałem zdrapywać szron z szyb samochodu. Widać, że są poirytowani sytuacją, psychicznie coraz gorzej to wszystko znoszą.

Czytaj więcej: Poseł z Pomorza z pomocą na granicy. "Strażnicy graniczni powtarzają: Nie po to służymy, by wywozić kobiety i dzieci do lasu"

***

Ze względu na brak merytorycznej dyskusji i komentarze prowadzące jedynie do hejtu, redakcja Gazety Wyborczej zadecydowała o wyłączeniu komentarzy pod tekstami informującymi o kryzysie na granicy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.