Do kolejnej śmierci miało dojść na polsko-białoruskiej granicy. Informację o tym, że zmarł tu Irakijczyk, który cierpiał na cukrzycę i nie miał dostępu do insuliny, kolportuje białoruska straż graniczna. Białoruskie służby twierdzą, że ciało zostało przeniesione ze strony polskiej na białoruską. Polscy pogranicznicy w tej sprawie na swoich internetowych komunikatorach milczą.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Informacja o kolejnej śmierci na granicy Polski i Białorusi pojawiła się w internecie. Wyraźnie jest kolportowana za białoruską strażą graniczną, która ogłosiła, że takie zdarzenie miało miejsce. Wpisuje się też w propagandę, zgodnie z którą tragediom, do jakich dochodzi na tej granicy, winna jest strona polska, słowem nie wspominając, że cudzoziemcy są do Polski wypychani przez służby reżimu Aleksandra Łukaszenki w ramach wojny hybrydowej.

Rzekome "szczególne okrucieństwo"

Białoruska SG na swojej stronie internetowej informuje: "29 października na granicy białorusko-polskiej znaleziono grupę uchodźców z Syrii i Iraku z leżącym na ziemi obok ciałem mężczyzny niebędącego Słowianinem. Charakter śladów na granicy wskazywał, że ciało zostało przeniesione z Polski na Białoruś. Jak twierdzą uchodźcy, w momencie tragedii znajdowali się na terytorium Polski. Jeden z mężczyzn, obywatel Iraku, był cukrzykiem i potrzebował insuliny. Jednak polscy stróże prawa, którzy zatrzymali cudzoziemców, nie tylko zignorowali ich prośby o pomoc medyczną, ale także pobili ich, aby ich zastraszyć. Przy tym szczególnym okrucieństwem wykazywała się kobieta. Jak wyjaśniali cudzoziemcy, gdy zmarł chory człowiek, uzbrojeni mężczyźni w mundurach siłą zabrali wszystkich uchodźców na granicę, przecięli ogrodzenie z drutu kolczastego po polskiej stronie i zmusili do przeniesienia ciała przez granicę pod groźbą przemocy fizycznej. Polscy stróże prawa zatrzymali również i siłą usunęli z grupy uchodźców dwóch cudzoziemców z dokumentami wydanymi przez właściwe organy niemieckie, którzy próbowali pomóc osobom znajdującym się w trudnej sytuacji. Wezwano zespół śledczy, który ma ustalić okoliczności i przyczyny śmierci Irakijczyka".

Uchodźcy na polsko-białoruskiej granicy. Rozdzielona kurdyjska rodzina, zaginiony dwuletni Avand

Wpis białoruskiej SG z dołączonym filmem pojawił się w sobotę (30 października).

Do niedzielnego wieczora (31 października) na swojej internetowej stronie ani na Twitterze polska straż graniczna nie odniosła się do tej informacji. W niedzielne przedpołudnie polska straż graniczna podała natomiast kolejny komunikat o liczbie przekraczających "zieloną" granicę z Białorusią: "727 prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej odnotowała wczoraj (tj. 30.10) straż graniczna. Zatrzymanych zostało 4 obywateli Iraku. Wobec 51 osób zostały wydane postanowienie o opuszczeniu Polski. Pozostałym próbom zapobiegliśmy".

Medycy na Granicy z odmową wjazdu do strefy stanu wyjątkowego. Prymas i służby: "Działania pomocowe są podejmowane"

Ośrodek zawiadamia prokuraturę

Do informacji o śmierci na granicy odniósł się w niedzielę (31 października) Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Poinformował: "Nasza organizacja zawiadomi prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez polskich i białoruskich pograniczników, którzy naszym zadaniem powinni odpowiadać karnie za nieudzielenie pomocy osobie w bezpośrednim zagrożeniu życia. Ten człowiek chorował na cukrzycę, życie mogła uratować mu jedna fiolka insuliny, o którą błagał".

W niedzielę późnym popołudniem próbowaliśmy skontaktować się telefonicznie z rzeczniczką SG Anną Michalską. Bezskutecznie.

Otrzymaliśmy SMS-a: "Nie mogę teraz rozmawiać". Wysłaliśmy więc jej drogą SMS-ową pytanie, czy wie coś o takim tragicznym zdarzeniu. Wspomnieliśmy, że taką informację kolportują białoruskie służby graniczne. Odpowiedzi nie uzyskaliśmy.

Wcześniej doszło do co najmniej 9 zgonów po obu stronach granicy (przynajmniej o tylu wiadomo oficjalnie). Po stronie polskiej odnaleziono 7 ciał. Zwłoki ostatniej, siódmej ofiary, zostały znalezione 22 października nad ranem pod Kusińcami w województwie podlaskim. Na zwłoki mężczyzny podczas patrolu natknęła się straż graniczna. W sprawie wszystkich śmierci na granicy po stronie polskiej czynności prowadzą prokuratury.

Uchodźcy. Nacjonaliści tworzą "Patrole Narodowe" do wyłapywania przekraczających granicę polsko-białoruską

Stan wyjątkowy został wprowadzony 2 września na 30 dni na wniosek rządu przez prezydenta Andrzeja Dudę, który 1 października podpisał rozporządzenie przedłużające go o kolejne 90 dni.

Obejmuje 115 miejscowości w województwie podlaskim i 68 w województwie lubelskim przy granicy z Białorusią. Do strefy objętej stanem wyjątkowym nie są wpuszczani dziennikarze oraz organizacje pozarządowe gotowe nieść pomoc wypychanym z Białorusi do Polski.

AKTUALIZACJA: W półtorej godziny po opublikowaniu tego tekstu otrzymaliśmy SMS-a z informacją podpisaną przez chor. Michała Tokarczyka z sekcji prasowej Komendy Głównej Straży Granicznej.

Napisał: "Nie komentujemy tego, co ukazuje się w białoruskich mediach [pisaliśmy o doniesieniu zamieszczonym na oficjalnej stronie białoruskich służb granicznych - red.] z uwagi na ich małą wiarygodność. Jeżeli takie zdarzenie miałoby miejsce po stronie polskiej, to straż graniczna poinformowałaby o tym jako pierwsza".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat