Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Juana* szukała rodzina zamieszkała w Barcelonie oraz znajoma rodziny, Polka. Wiedzieli tyle, że zdesperowany wyleciał z Kuby do Mińska, jego celem było dotarcie do brata w Barcelonie i poproszenie o azyl. Miał dwie możliwości wydostania się z wyspy i dostanie do Europy bez wizy: przez Serbię albo Białoruś. Wybrał tę drugą opcję, nie mając pojęcia, co dzieje się na granicy.

Hiszpańskojęzyczne media donoszą, że jest też trzecia droga - "szlak rosyjski", wiodący z Hawany do Moskwy, a dalej przez Białoruś i Polskę, do krajów Europy Zachodniej, przede wszystkim Hiszpanii.

Granica polsko-białoruska. Żadnej informacji

13 września przekroczył „zieloną" granicę Polski z Białorusią. Wtedy po zatrzymaniu go przez polską straż graniczną rodzina straciła z nim kontakt na dwa tygodnie.

Za pośrednictwem znajomej Polki pisali do służb granicznych z prośbą o informacje. Bez skutku. Straż zapewniała tylko, że każdy zatrzymany ma prawo do skorzystania z rozmowy z adwokatem i radcą prawnym.

– To nieprawda – mówi nam Polka pomagająca w poszukiwaniach. – Udało nam się upoważnić adwokata, który wystąpił o informacje o pobycie i sytuacji prawnej zatrzymanego do straży granicznej. Nie dostał żadnej informacji do dnia dzisiejszego.

W końcu do brata Juana trafiły na WhatsAppie dwa nagrania wysłane z pożyczonej komórki. Mężczyzna zdaje w nich relację z beznadziejnej sytuacji, w jakiej znalazł się on i inni migranci, także małe dzieci czy osoby chore. Bez jedzenia, wody, zmuszani do marszu nocami.

Otrzymaliśmy te dwa nagrania Juana oraz trzecie – jego brata. O przetłumaczenie ich poprosiłam Zuzannę Gawron – tłumaczkę, lektorkę, instruktorkę teatralną i działaczkę społeczną. Zgodziła się, oto dosłowne tłumaczenia:

Nagranie pierwsze. Tu nie mamy żadnego wyboru

– Słuchaj, stary, powiem to raz, żeby potem nie było niejasności. Jestem tu już od szesnastu dni, dzisiaj jest siedemnasty dzień. Łapią nas tutaj, na Białorusi, i wysyłają do Polski. Polscy policjanci złapali mnie już około dwudziestu razy. Prosiłem ich o azyl, o wszystko, co mogłem. Ale policjanci i tak dzwonią po straż graniczną. Ta nas zatrzymuje, zrywa połączenia telefoniczne albo wyrywa nam telefony i je roztrzaskuje. A potem zawraca nas znowu tu, na Białoruś, na granicę po stronie białoruskiej.

Prosiłem strażników, żeby mnie wysłali na Kubę. Nie chcą tego zrobić. Nie ma możliwości deportowania mnie. Jedyne, co jest możliwe, to przerzucanie nas z Polski na Białoruś i z Białorusi do Polski. Rozumiesz, stary? Prosiłem ich już nawet, żeby mnie w Polsce rozstrzelali. Ale znowu mnie wywieźli tutaj, na Białoruś.

I tak jest, stary, codziennie. Codziennie nas wywożą, a my całą noc idziemy potem z powrotem, na piechotę.

Kończy nam się woda, jedzenie. Dlatego musimy wychodzić na drogę, żeby jakiś policjant, rozumiesz… A oni robią właśnie to: policjanci wywożą nas na Białoruś. Tu nie mamy żadnego wyboru. Dlatego chciałem ci o tym powiedzieć, żebyś powiedział tej prawniczce czy sędzi... Ja ci jutro wyślę miejsce, w którym będę, dokładną lokalizację. Ukryję się na wzgórzu, blisko drogi. Wyślę ci swoją lokalizację. Ale jeśli tylko ci [twoi] ludzie zadzwonią do straży granicznej, żeby mnie znaleźli, to ona po mnie przyjdzie i znowu zawróci mnie na Białoruś.

Tak ci to wszystko tłumaczę, żebyś wiedział, jak wyglądają tutaj te sprawy, bo nie masz pojęcia, co się dzieje. Jak odsłuchasz to nagranie, powiedz mi, co mam zrobić.

Domy przyjazne uchodźcom. Tu, gdzie się pali zielone światło, migranci mogą liczyć na pomoc

Nagranie drugie. Padaliśmy przed policjantami na kolana

– Słuchaj, to jest tak. Policja łapie mnie, jak tylko wychodzę na drogę. Jak nas tylko zobaczy, pojawia się z tyłu i nas łapie. A potem dzwoni do straży granicznej i nie mija nawet pięć minut, jak zjawia się ich furgon. I po pięciu minutach jesteśmy z powrotem tutaj – na granicy po stronie białoruskiej, rozumiesz, dokąd nas wywożą.

Nie dają nam czasu, żeby cokolwiek zrobić. To nie są normalni ludzie! Oni nie chcą, żebyśmy o cokolwiek się ubiegali, o cokolwiek prosili. Nie dają nam czasu na to, żeby o cokolwiek poprosić. Nie mamy czasu, aby poprosić nawet o tłumacza. Rozumiesz, stary? Padaliśmy przed policjantami na kolana, żeby nie dzwonili po straż graniczną. I nic, stary, nic. Nic nie możemy tutaj zrobić. Jedyna opcja, jaką mamy, to te taksówki. Miejscowi dają nam namiary na bezpośredni przerzut do Niemiec. Rozumiesz, to jedyna opcja. Tu nie ma żadnych innych możliwości.

Nagranie trzecie. Brat: Włosy mi stają dęba

– Wyślę ci zaraz wszystkie nagrania, które mi przesłał mój brat. Mówi w nich, że tam są nawet ofiary śmiertelne. Trupy, ludzkie zwłoki. Że tam są kilkumiesięczne niemowlęta. Że tam wszystko się dzieje. On mówi, że to, co tam przeżywają ludzie, jest straszne, jest okropne. Włosy mi stają dęba, bo mierzą w nich z karabinów, pistoletów maszynowych.

Stary, jestem przerażony. Chyba tam do niego pojadę. Mówi, że są tam polskie taksówki, które są łącznikami. Zabierają ludzi blisko granicy i przerzucają ich do Niemiec. Tylko że to kosztuje dwa tysiące euro. Rozumiesz? Od głowy. (…) Dlatego ci mówię, stary, jestem przerażony.

Na piechotę do Warszawy

Rodzina Juana zwróciła się do mediów z prośbą o odnalezienie go i zapewnienie mu pomocy prawnej. Ale też o nagłośnienie sytuacji uchodźców i migrantów na polsko-białoruskiej granicy.

Teraz dotarła do nas wiadomość, że po miesiącu tułaczki Kubańczykowi w końcu udało się na piechotę (!) dojść do Warszawy, skąd wyjechał do Niemiec i dalej do Hiszpanii.

We wtorek (19.10) poseł Lewicy Maciej Gdula odwiedził placówkę SG w Dubiczach Cerkiewnych (w powiecie hajnowskim) i Sokółkę, gdzie rozmawiał z działaczkami i wolontariuszkami Fundacji Ocalenie. Konkluduje: – Coraz ważniejszą sprawą na granicy stają się zaginięcia. Rodziny migrantów i uchodźców, którzy wybrali drogę do Europy przez Białoruś, zgłaszają, że tracą kontakt z krewnymi. Liczba zaginionych osób wydłuża się. Organizacje zajęte bieżącą pomocą dla potrzebujących nie mają wystarczających możliwości, by podjąć się poszukiwań. W najbliższych dniach podejmę działania, aby zaangażować w tę sprawę instytucje międzynarodowe.

* imię zmieniliśmy, dane do wiadomości redakcji.

Za tłumaczenie bardzo dziękuję Zuzannie Gawron.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.