Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

A kilkanaście dni temu wydarzyły się tam rzeczy dramatyczne: grupa uchodźców, głównie kobiet i dzieci, mimo rozpaczliwych próśb o azyl w Polsce, została wywieziona przez Straż Graniczną z powrotem na granicę polsko-białoruską i tam – w nocy, na chłodzie – pozostawiona.

Zdjęcia – autorstwa Agnieszki Sadowskiej z naszej redakcji – maleńkich dzieci i ich bliskich, przebywających pod michałowską placówką Straży Granicznej, i relacje dziennikarzy obiegły cały świat; pytanie „Gdzie są dzieci z Michałowa" przewijało się na czołówkach gazet, w Sejmie, podczas politycznych konferencji. Rządzący jednak pozostali niewzruszeni. Bezduszny i cyniczny przekaz był jeden: dzieciom i uchodźcom nie dzieje się żadna krzywda (tymczasem dzieje się: najnowsze informacje wskazują na to, że co najmniej troje "dzieci z Michałowa" wraz z innymi uchodźcami po wypchnięciu przez polską Straż Graniczną koczuje na granicy w nieludzkich warunkach).

Dramat na granicy polsko-białoruskiej trwa już od wielu tygodni, okupiony cierpieniem i śmiercią (do dziś oficjalnie na granicy zmarło już 7 osób). Jednak sprawa „dzieci z Michałowa" stała się pewnym symbolicznym przełomem. I oburzyła wielu. Za tym też poszły czyny: radni Michałowa pod koniec września poparli propozycję burmistrza Marka Nazarki o utworzeniu punktu pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom.

I tak, o ile aktywiści z fundacji pomocowych, w tym także medycy, dzielnie niosą pomoc uchodźcom w lasach, o tyle Michałowo stało się pierwszym samorządem w Polsce, który zdecydował się stworzyć konkretną placówkę, coś na kształt „ogrzewalni", w której uchodźcy, którzy pojawią się w gminie – znajdą pomoc. Choć na chwilę.

Uchodźcy. Pomocy końca nie widać

Gdy 4 października punkt w strażackiej remizie przy ul. Fabrycznej 2 w Michałowie współtworzony przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej zaczął działać, w dwóch wydzielonych salkach jeszcze było pusto. W sali na parterze – złożone materace i koce, lodówka, mikrofalówka, czajnik, kawa, herbata, żywność. Wszystko to, co doraźnie pozwoli ogrzać, nakarmić i napoić zziębniętego zmęczonego człowieka. W sali na górze – mały pokoik z dwoma łóżkami, dla tych, którzy potrzebują odosobnienia, choćby matki z małymi dziećmi.

Dziesięć dni później jedno z pomieszczeń w remizie zapełnione jest już po brzegi stertami worków, paczek, pudeł z rzeczami dla uchodźców.

Michałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej PolskiMichałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej Polski Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Dary przynoszą  mieszkańcy Michałowa, przywożą mieszkańcy województwa, dostarczają kurierzy z całej Polski. I końca nie widać.

Pośród pudeł uwijają się dwie panie.

– Jesteśmy bardzo zaskoczone, że jest tego aż tyle. Od kilku dni nadesłane rzeczy segregujemy, podpisujemy: czapki, rękawice, odzież męska, damska, dziecięca, zabawki. A codziennie donoszone są nowe worki – mówią mieszkanki Michałowa. Wszystko jest raczej czyste i porządne; na tyle darów tylko jakieś dwie niewielkie reklamówki niezbyt nadają się do użycia.

– Wczoraj byli u nas przedstawiciele Fundacji Ocalenie, którzy udzielają uchodźcom pierwszej pomocy w lasach. Wybrali, co chcieli, co wydało się im najpotrzebniejsze – mówił „Wyborczej" w środę (13 października) Bartosz Nos, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Michałowie. Już teraz wie, czego jest najwięcej, a czego brakuje. I wylicza: – Kurtek już wystarczy, w tej chwili najbardziej potrzebne są skarpety, majtki, dresy, odzież termiczna, buty, środki higieniczne, woda, suchy prowiant.

Michałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej PolskiMichałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej Polski Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Byle nie siedzieć w miejscu

Swoje pakiety pierwszej pomocy z dostarczonych rzeczy tworzą też sami strażacy. Wożą je w mniejszym strażackim samochodzie, którym objeżdżają okoliczne lasy. Jak dotąd do punktu nie trafił jeszcze żaden uchodźca, któremu udało się przejść przez granicę od strony białoruskiej. Za to byli tu dwaj zagubieni emigranci z Syrii i Iraku. Zatrzymano ich w okolicy, długo sprawdzano dokumenty. Po jakimś czasie okazało się, że papiery mają w porządku, jeden z nich miał nawet pozwolenie na pobyt w Niemczech. Jak mówią strażacy: – Ci dwaj pod granicę przyjechali po swoich, nie bardzo wiedzieli co zrobić, pogubili się, w końcu trafili do nas. Przenocowaliśmy ich, tu zjedli i odjechali.

Strażacy jednak nie czekają, aż ktoś do nich trafi. Jadą w teren, gdy tylko mogą. A nuż ktoś właśnie niedaleko potrzebuje naprawdę pomocy? Robi się coraz zimniej.

Michałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej PolskiMichałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej Polski Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Po lasach, na przystankach, w różnych miejscach porozlepiali niebieskie charakterystyczne laminowane plakaty z napisami w języku angielskim i polskim. „Refugees. Help Point. If you need help, call". I numer telefonów: 48 512 981 694, 85 718 90 98, pod które mogą zadzwonić uchodźcy błąkający się po lesie. Ale i mieszkańcy, którzy zauważą uchodźców, chcą pomóc, a nie bardzo wiedzą jak. A do strażaków z OSP miejscowi mają zaufanie.

– Coś trzeba robić, nie możemy tak siedzieć z założonymi rękami – mówi Cezary, strażak z OSP w Michałowie. – Jeździmy po okolicach, sprawdzamy pustostany, bierzemy ze sobą ciepłe ubrania, energetyczne batoniki, ciepłą herbatę, środki higieniczne, plecaki z najbardziej potrzebnymi rzeczami, jeździmy, szukamy. Byle nie siedzieć w jednym miejscu.

Mówi też o poczuciu bezradności, jakie towarzyszy mu i jego kolegom. Dosłownie kilka minut wcześniej dostali na Messengera informację od kobiety o arabskim imieniu i nazwisku z lokalizacją (tzw. pinezką) grupy uchodźców. Na zdjęciach widać malutkie dzieci w lesie. Lokalizacja wskazuje, że wszyscy znajdują się na samej granicy, gdzieś między Starym Masiewem i Suszczym Borkiem. W strefie stanu wyjątkowego, bez możliwości wstępu.

– Tam są małe dzieci. Chcielibyśmy coś zrobić, pomóc. I nic nie możemy zrobić – mówi Cezary z bezsilnością.

Stan wyjątkowy. Wiceminister MSWiA o apelu medyków, by wpuścić ich do strefy: "Wjazd niedozwolony"

Jedyne co pozostaje, to zawiadomienie pograniczników. Raczej bez wiedzy, co dalej.

Michałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej PolskiMichałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej Polski Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Więc strażacy próbują szukać na własną rękę, sprawdzać tam, gdzie sprawdzać można, są w gotowości, pełnią dyżury.

Wiadomo, że o osobach, które trafią do punktu, musi ostatecznie zostać poinformowana Straż Graniczna. Najważniejsze jednak jest udzielenie najpilniejszej pomocy – nakarmienie głodnych, ogrzanie zziębniętych, pozwolenie na odpoczynek czy sen w normalnych warunkach. Potraktowanie jak człowieka, proste ludzkie odruchy.

Wyrywanie ludzi z bagna

Cezary: – Nie nam oceniać ich decyzje o migracji, ich marzenia. Najczęściej uciekają stamtąd, gdzie są prześladowania. Niestety Polacy już zapomnieli, jak to jest być uchodźcą.

Strażacy wiedzą jedno: Trzeba tym ludziom pomóc, by nie umarli z głodu i zimna. I tego się trzymają.

– Ale też inaczej jest zbierać dary, a inaczej osobiście spotkać potrzebującego pomocy, przerażonego człowieka. To naprawdę potrafi poruszyć – mówi strażak. I wie, co mówi.

Michałowska ekipa z OSP pomagała już uchodźcom w kilku trudnych sytuacjach – ponad trzy tygodnie temu (jeszcze przed wywózką dzieci i utworzeniem punktu) uczestniczyli choćby w dramatycznej akcji wydobywania z grząskiego terenu ośmiorga uchodźców. Trzem kobietom i pięciu mężczyznom udało się dotrzeć już kilkanaście kilometrów od granicy – w okolice wsi Pieńki pod Michałowem. Wycieńczona grupka trafiła na bagna, była już w stanie wychłodzenia – wśród nich Syryjka Novin, której historię opisywaliśmy, i która do szpitala trafiła w stanie skrajnej hipotermii.

Pomoc przyszła praktycznie w ostatniej chwili.

Pogranicznicy nie mogli sobie dać rady sami, wezwali więc na pomoc strażaków z Michałowa. Ci, odpowiednio przygotowani i w woderach, wchodzili w bagno i na własnych rękach wynosili wychłodzonych uchodźców w suche miejsce, w którym wycieńczonymi ludźmi mogli już zająć się medycy.

To dla michałowskich strażaków był zresztą bardzo trudny dzień – najpierw pomagali pogranicznikom w akcji na bagnach, potem pojechali do wypadku, w którym, jak się okazało, zginął ojciec z trójką dzieci, po drodze był jeszcze wyjazd do innego wypadku, a na finał dnia – do pożaru sadzy w kominie domu wielorodzinnego. Teraz do codziennej pracy dochodzą strażakom jeszcze objazdy okolicznych terenów i całodobowe dyżurowanie w punkcie pomocy.

Michałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej PolskiMichałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej Polski Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Gdy kilkanaście dni temu ruszali w teren z plakatami i uruchamiali zbiórkę (wiele osób chciało pomóc finansowo, OSP w Michałowie w porozumieniu z magistratem postanowiło utworzyć zbiórkę pieniędzy na pomagam.pl) nawet im do głowo nie przyszło, że odzew będzie aż tak wielki. Założono, że cel zbiórki to na początek 1 tys. zł. Ale już dwa dni później na koncie były 32 tys. zł od blisko 300 osób. A 12 dni później – ponad 101 tys. zł! Tyle wpłaciło już ponad tysiąc osób.

Na początku zbiórki michałowski magistrat informował, że pieniądze będą przeznaczone na bieżące funkcjonowanie punktu w remizie OSP w Michałowie, zakup jedzenia czy paliwa do samochodów ruszających w teren.

Uchodźcy w Usnarzu. Amnesty International: Cyfrowe śledztwo dowodzi, że Polska naruszyła prawo, wypychając uchodźców

Wsparcie materialne jest ogromne, ale punkt cały czas potrzebuje ludzi – wolontariuszy.

– Jeśli chcecie dyżurować z nami lub pomóc w inny sposób, prosimy o kontakt z koordynatorem punktu pod numerem telefonu 512 981 694 od poniedziałku do piątku w godzinach 7.15-15.15 – informują strażacy.

Zabolało nas serce

Po mocnej reakcji radnych z Michałowa wobec działań Straży Granicznej obie placówki trwały w pewnym impasie. W końcu jednak doszło do delikatnego porozumienia.

13 października przewodnicząca Rady Miejskiej Michałowa Maria Bożena Ancipiuk i strażacy zawieźli część zebranych darów do michałowskiej siedziby Straży Granicznej. W pierwszej transzy znalazły się m.in. nieprzemakalne ubrania, koce, buty, zabawki dla dzieci.

– Wszystko to, co jest potrzebne, gdy człowiek jest zziębnięty, przemoczony, przestraszony. Mamy już dużo zebranych rzeczy. Segregujemy je, przekazujemy organizacjom pomocowym. Jednak większość u nas leży i czeka. Uznaliśmy więc, że gdy przekażemy choć część pogranicznikom, to w ten sposób jednak szybciej trafią do potrzebujących. Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia. Po ogłoszeniu naszego stanowiska wszystko jakby zawisło w próżni, nie prowadziliśmy żadnych rozmów. Więc teraz, gdy udało się nam porozumieć i komendant Straży Granicznej się zgodził, to dla nas duża ulga. Zależy nam na szybkiej i realnej pomocy. Wiem i wierzę, że wśród pograniczników też są osoby, którym na takiej pomocy zależy – mówi Maria Ancipiuk.

Michałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej PolskiMichałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej Polski Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Opowiada o decyzji radnych utworzeniu ogrzewalni:

– To była spontaniczna decyzja. Gdy dzięki mediom dowiedzieliśmy się, co się dzieje, gdy zobaczyłam, co się stało u nas te kilkanaście dni temu, te fotografie malutkich dzieci, które zostały wywiezione na granicę… Zabolało mnie po prostu serce. I nie tylko mnie. To, że granic trzeba strzec, jest bezdyskusyjne. Ale to, do czego dochodzi na granicy, jest absolutnie nie do przyjęcia. Nie można się tak zachowywać wobec dzieci, kobiet, wszystkich potrzebujących pomocy. W sytuacji, gdy trzeba pomóc, trzeba zachować się przyzwoicie. Dlatego ta nasza decyzja to trochę taki krzyk niezgody i desperacji. Wszystko to robimy z serca, wszyscy mamy dzieci, wnuki. Nikt nie chciałby się znaleźć w tej sytuacji – mówi radna Ancipiuk.

Dziękuje wszystkim za wsparcie michałowskiej inicjatywy.

– Jesteśmy oszołomieni tym, jak wiele darów i dobrych słów do nas przyszło. To ogromnie motywujące i dodaje nam wiary w to, co robimy. Oczywiście są też osoby, które negatywnie przyjmują nasze działania, docierają do nas takie głosy. Ale w porównaniu do tych, którzy nam kibicują, to niewielka liczba – mówi Maria Ancipiuk. I dodaje: – Mamy już zapewnienie od pań z koła gospodyń wiejskich, że gdy będzie taka konieczność, to chętnie w każdej chwili ugotują nam ciepłe pożywienie do termosów. Na razie nakarmiły tych dwóch panów, którzy trafili do naszego punktu. Jedzenie przygotowywały akurat na targi w Szepietowie, ale przydało się też na miejscu.

Michałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej PolskiMichałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej Polski Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Jak jest naprawdę, nie wiadomo

Młoda kobieta na ulicy Michałowa prowadzi wózek z niemowlęciem. Zgadza się na krótką rozmowę, anonimowo:

– Osobiście nie spotkałam uchodźcy, nie wiem, jak bym się zachowała. Pewnie jakbym zobaczyła ludzi potrzebujących pomocy, tobym chciała pomóc. Ale jednocześnie nie wiem już, co o tym wszystkim myśleć. Oczywiście, że nie chciałabym, by komukolwiek działa się krzywda, ale z drugiej strony oczywiste jest, że granica musi być szczelna, nie może być tak, że przechodzą wszyscy co, chcą. Mam znajomych w Jałówce, tam przechodzący uchodźcy pukają do okien. To nie jest bezpieczne. Nigdy nie wiadomo, czy coś się nie zdarzy. Moi rodzice chodzą na grzyby, spotkali w lesie resztki obozowiska, już nie chodzą, boją się. A i tu, w Michałowie, sama pani widzi, ile wozów wojskowych, to nie jest komfortowe, człowiek nie czuje się jakby był u siebie. Naprawdę, już sama nie wiem, co o tym myśleć.

Starszy mężczyzna, spotkany pod sklepem: – Ja tam do tych biedaków złapanych w pułapkę nic nie mam. To biedni ludzie, uwierzyli, że tak łatwo przeskoczą do Niemiec, a tu nic z tego, teraz przepychani są tu i tam. Po ludzku mi ich szkoda. A to, co Straż Graniczna wtedy w Michałowie zrobiła, to absolutnie tak być nie powinno. Żeby dzieci wywozić na noc i zimno? Tak się nie godzi. Ale też od znajomego, co ma w straży granicznej brata, wiem, że nastroje tam nie są dobre. Wielu w ogóle nie chce tego robić, co góra każe. No, ale muszą. Tam też są różni ludzie. Znajomy mówi, że są tacy strażnicy na patrolach, co czasem nawet udają, że niektórych uchodźców nie widzą. I pozwalają im przejść. Ale jak jest naprawdę, to nie wiadomo.

Michałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej PolskiMichałowo. Radni miasteczka utworzyli punkt pomocy potrzebującym, głównie uchodźcom. Wsparcie płynie z całej Polski Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Trudno spać, widząc potrzebujących

Pomoc do Michałowa przybywa w najróżniejszych wariantach i z różnych stron. Darczyńcy anonimowi, znani i nieznani, lokalni i z Polski, pomagają wirtualnie i osobiście. Wszystkich łączy odruch ludzkiej życzliwości.

Reporterka „Dużego Formatu", autorka kilku książek Katarzyna Surmiak-Domańska, mieszka w Warszawie i Siemianówce (30 km od Michałowa). W kilka dni po otwarciu punktu w Michałowie pojechała na miejsce, porozmawiała ze strażakami i wolontariuszami, dopytała, co jest najbardziej potrzebne. Brakowało odzieży nieprzemakalnej i bielizny termicznej z prawdziwego zdarzenia.

– Postanowiłam zrobić zbiórkę prywatną na Facebooku. Z zastrzeżeniem, że to prośba wyłącznie do tych, którzy mnie dobrze znają i mi ufają. I że w określonym czasie mogą na moje konto przysyłać wpłaty, a ja za zebrane pieniądze kupię co potrzeba, okazując oczywiście paragon – opowiada Katarzyna.

Udało się zebrać 6 tys. zł. – Pewnie byłoby więcej, ale uznałam, że zbiórkę zamykam. Pojechałyśmy z Agnieszką Pilecką do białostockiego Decathlonu, kupiłyśmy najbardziej potrzebne rzeczy: nieprzemakalne, syntetyczne, takie, które szybko wyschną przy ognisku. Było trochę pracy przy ładowaniu tego do auta, bo kupiłyśmy rzeczy mnóstwo. Zawiozłam je do Michałowa. Po prostu, tak trzeba.

Uchodźcy. Kolejna śmierć na polsko-białoruskiej granicy. Znaleziono ciało 24-letniego Syryjczyka

Do michałowskiej remizy z darami – w ramach akcji stowarzyszenia Kobiety Filmu – pojechali też aktorka Olga Bołądź i muzyk Krzysztof Zalewski. Przygotowali się – wcześniej wyczytując w postach Grupy Granica, która zdążyła już przetrenować, co jest najbardziej potrzebne [grupa skupiająca aktywistów z różnych organizacji pomocowych, którzy od wielu dni krążą po lasach, wypatrują uchodźców i bezpośrednio im pomagają – red.]. Artyści zabrali ze sobą do Michałowa więc termosy, żele energetyczne, ciepłe ubrania, które można nosić w wilgotnych warunkach, powerbanki do ładowania telefonów.

– Nie można spać, oglądając te dzieci, całe rodziny, kobiety, które mogą umrzeć z wyziębienia. Jesteśmy tutaj, bo możemy pomóc, nie tylko przywożąc dary, ale i wpływając na inne organizacje, by tutaj przyjeżdżały i pomagały tym ludziom – mówiła aktorka reporterowi TVN24. A Zalewski dodawał: – Nie wchodzimy tutaj w politykę. Tylko kiedy widzimy zdjęcia małych dzieci, które są odsyłane nocą do zimnego lasu, to nie sposób przejść nad takim obrazkiem do porządku dziennego.

Pierwsi wolontariusze

Znany reporter Witold Szabłowski, autor kilku książek, współpracujący też z „Dużym Formatem", przyjechał do Michałowa od razu, gdy dowiedział się o pomyśle otwarcia punktu pomocy. Praktycznie jako pierwszy.

– Wszyscy tkwiliśmy w tej bezradności na odgórne decyzje, w poczuciu, że nic się nie da zrobić, choć chciałoby się zrobić wiele. Do cholery, nocą nie wywozi się dzieci do lasu! Pokrzepieniem była informacja, gdy usłyszałem o postawie michałowskich radnych – opowiada nam Witek. – Przeczytałem, że otwierają ogrzewalnię i szukają wolontariuszy. Pomyślałem: pojadę, może się na coś przydam. Byłem na drugi dzień po otwarciu. Okazało się, że wraz z panią Niną Bielenią, sołtyską Michałowa i radną, byliśmy pierwszymi wolontariuszami. Niewiele wówczas było do roboty. Ale spędziłem z panią sołtys i strażakami prawie cały dzień, pomogłem tyle, ile mogłem. Posłuchałem opowieści z ostatnich dni, obaw, co będzie, gdy zaczną się mrozy. Pooddychałem tym powietrzem. To był dobry dzień, który pozwolił przypomnieć sobie, że w ludziach jest mnóstwo gościnności. I – przy okazji – zobaczyłem taką Polskę, jaką chciałbym widzieć codziennie. Polskę, która jak widzi człowieka w potrzebie, to najpierw się przejmuje. A zaraz potem stara się pomóc, jak tylko umie. Polskę, która, choć często sama nie ma wiele, stara się dzielić. W tym przygranicznym lesie są tysiące historii, różne rasy, różne losy, ale łączy ich jedno – poczucie zagrożenia i pragnienie spokojnego życia. I michałowianie to rozumieją: że przede wszystkim trzeba pomagać, a potem się zastanawiać.

Uchodźcy. "Ogrzewalnia" w Michałowie. W Kuźnicy dary przekazuje Caritas

***

Oprócz punktu w Michałowie dary zbierają także różne organizacje pozarządowe. Od początku kryzysu robi to m.in. „Grupa Granica". Zbiórkę prowadzą też Caritas (który kupił pakiety pomocowe i przekazuje je parafiom katolickim i Straży Granicznej, wysyła też transporty do ośrodków dla uchodźców), muzułmańska gmina wyznaniowa w Bohonikach (w Domu Pielgrzyma), a także mieszkańcy terenów przygranicznych.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.