"Kategorycznie i bezapelacyjnie sprzeciwiamy się oskarżeniom pod adresem Agnieszki Sadowskiej oraz innych fotoreporterek i fotoreporterów, jakoby mieli oni dopuścić się manipulacji w celu wykonania 'lepszych' zdjęć. Takie twierdzenia są zwyczajnym kłamstwem i zabiegiem mającym na celu zdyskredytowanie profesjonalnych dziennikarzy" - piszą w oświadczeniu aktywiści i aktywistki z Grupy Granica.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Oświadczenie Grupy Granica w sprawie sytuacji, która miała miejsce pod strażnicą w Michałowie w poniedziałek 27 września, ukazało się w środę (6 października) i jest udostępniane w mediach społecznościowych.

Nie śpimy spokojnie

Grupa Granica publikuje je z taką adnotacją dotyczącą codziennej tytanicznej pracy aktywistów ratujących ludzkie istnienia: „Gdybyśmy widzieli w tych ludziach wyłącznie cyfry, byłoby nam łatwiej. Słyszelibyśmy w wiadomościach, powiedzmy, taki komunikat: »straż graniczna zapobiegła próbom przekroczenia granicy 22 osobom« lub jeszcze bardziej bezosobowo: »strażnicy graniczni udaremnili 93 próby przejścia«, i moglibyśmy spać.

Tyle że od jakiegoś czasu myślimy o naszych lasach jak o Morzu Śródziemnym. Tu też giną ludzie. Głodnych, przestraszonych, płaczących znajdujemy na bagnach, w puszczy, ale także tuż po sąsiedzku, w zagajnikach, w przydrożnych rowach. I kiedy słyszymy wiadomości, te liczby zawsze mają dla nas twarze. Myślimy: »Czy te 22 osoby przeżyją noc?« albo »czy wśród tych 93 ludzi są dzieci?«. Zastanawiamy się, czy mają co jeść. Z doświadczenia wiemy, że zazwyczaj ci, którzy spędzili w lesie wiele dni, przerzucani między Polską a Białorusią jak piłeczki ping-pingowe, są głodni wycieńczeni i przemoknięci.

My mało śpimy. Wiemy jednak, że zdjęcia tak zwanych dzieci z Michałowa sprawiły, że wielu z Was też przestało spać spokojnie. Niektórzy wręcz byli zdziwieni, że migranci mogą chodzić w pajacykach i mieć wstążkę w warkoczyku. Mogą tulić się do mamy, pić jej mleko. Tak samo jak nasze dzieci. Może dlatego, myśląc o dzieciach, których zdjęcia pod placówką straży granicznej zrobiła fotografka Agnieszka Sadowska, zaczęliśmy pytać polityków: »Gdzie są nasze dzieci z Michałowa?«.

Te zdjęcia bolą, prawda? Zwłaszcza że wiemy, co się stało z tymi dziećmi. To samo, co z innymi. Zostały wywiezione do lasu. Może dlatego, że tak trudno jest żyć z tą świadomością, w niektórych mediach zaczęły się pojawiać nieprawdziwe informacje, że fotografka rzucała dzieciom czekoladę, żeby mieć dobre ujęcia.

Chcemy więc wyjaśnić, jak było naprawdę" – piszą aktywiści.

Oświadczenie Grupy Granica

27 września od mieszkanki okolicznej wsi dowiedzieliśmy się, że do Michałowa (które leży poza strefą stanu wyjątkowego) w województwie podlaskim przywieziono kilka rodzin uchodźczych. Trzy aktywistki Grupy Granica przyjechały tak szybko, jak to możliwe. Kiedy zobaczyły, że w grupie są małe dzieci, w pobliskim sklepie kupiły pieluszki, musy owocowe, chrupkie pieczywo, banany, wodę i wróciły pod ogrodzenie posterunku Straży Granicznej. Spędziły tam około 7 godzin, czyli prawie cały dzień.

To te trzy społeczniczki karmiły dzieci. Na początku straż graniczna pozwalała maluchom zbliżać się do ogrodzenia, przekazywały więc jedzenie bezpośrednio. Później jednak funkcjonariusze to uniemożliwiali. Postanowiły więc przerzucać rzeczy, w tym także czekolady i batony proteinowe, na środek placu, do dorosłych. Ci dziękowali, mówiąc: „Thank you, thank you very much!" (tłum. „Dziękuję, dziękuję bardzo!"). Nie jest to standardowa praktyka w naszych działaniach, jednak w tamtych okolicznościach był to jedyny sposób, by przekazać żywność. Choć społeczniczki prosiły o to wielokrotnie, nie dopuszczono ich do grupy uchodźców.

Cynizm i hipokryzja "specjalisty" od dziennikarstwa i fotografii

Przez cały dzień przy ogrodzeniu było też sporo dziennikarzy i fotoreporterów. Wykonywali oni swoją pracę, czyli dokumentowali, co się dzieje. Uwiecznili między innymi to, że przerzucamy jedzenie.

Kategorycznie i bezapelacyjnie sprzeciwiamy się oskarżeniom pod adresem Agnieszki Sadowskiej oraz innych fotoreporterek i fotoreporterów, jakoby mieli oni dopuścić się manipulacji w celu wykonania „lepszych" zdjęć. Takie twierdzenia są zwyczajnym kłamstwem i zabiegiem mającym na celu zdyskredytowanie profesjonalnych dziennikarzy. Ta propagandowa praktyka nie tylko jest nieprofesjonalna, ale sama stanowi manipulację, mającą na celu zdyskredytowanie materiału, który poruszył społeczeństwo i który pokazał, że wśród uchodźców są także malutkie dzieci, wyrzucane nocą do lasu.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Jarosław Kurski poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Zdecydowanie ten materiał zabolał. Cała retoryka PiSu o ochronie dzieci, czy w odniesieniu do płodów czy tych rzekomo zagrożonych "ideologia LGBT" legła w gruzach. Teraz zawsze ktoś będzie mógł wyprowadzić kontrę pod tytułem "a co wy zrobiliście z dziećmi z Michałowa, wyrzuciliście do lasu jak śmieci". Jesli niezależne media i opozycja dotrze z tym przekazem do ludzi, nagle karta w sporze migracyjnym moze się odwrócić o 180 stopni. Chyba nie będzie przesada powiedzieć, że te kilka zdjęć może przemeblować scenę polityczną w Polsce w najbliższych latach. Z pewnością będą przytaczane we wszystkich kampaniach wyborczych, będą ukazywać hipokryzja PiSu i stosunek do dzieci a także ludzkiego życia w ogóle.
    @Tylko_KOALICJA
    Oby tak się stało.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @Tylko_KOALICJA
    nie będą, bo Polacy w sporej masie nie mają nic przeciw wyrzucaniu muzułmańskich dzieci do lasu. Podobnie jak kilkadziesiąt lat wcześniej nie mieli problemu z mordowaniem żydowskich.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Wszystkie dzieci są nasze. Każdemu dziecku należy się opieka, jedzenie i dach nad głową, w każdym zakątku świata. Im się naprawdę należy, a nie starym zdegenerowanym złodziejom. Jeżeli dzieci przyszły z rodzicami, to tym rodzicom też się należy - może bilet lotniczy do Damaszku lub Bagdadu, nie wiem. Jestem skłonny zapłacić za ten bilet z moich podatków, na pewno bardziej niż złodziejom z funduszu sprawiedliwości.
    Także głupie ch. powiedzcie, co robicie z dziećmi?
    już oceniałe(a)ś
    2
    3
    Informuje prawniczych analfabetów z Grupy Granica o tym, że każdy uchodźca przebywający legalnie na Białorusi, może złożyć podanie o azyl w Polsce, w polskiej ambasadzie, w placówce konsularnej na terenie Białorusi lub ma przejściu granicznym Polska-Białoruś.

    W związku z tym jest bardzo proste pytania do Grupy Granica: dlaczego uchodźcy zamiast spokojnie złożyć podanie o azyl w Polsce na terenie Białorusi lub na przejściu granicznym, podejmują trudną i niebezpieczną wyprawę przez lasy i bagna, żeby dotrzeć do Polski i dopiero wtedy, część z nich ma zamiar składać podanie o azyl? Przecież tego rodzaju postępowanie uchodźców jest jakimś kompletnym absurdem.
    @arawin321
    Informuje się osoby czytające pisowskiego trolla, że polska ambasada w Mińsku przyjmuje dokumenty jedynie od Białorusinów, placówki konsularne nie przyjmują wniosków azylowych w ogóle, a na przejściach granicznych nie ma takiej możliwości na mocy dwóch rozporządzeń: z 13 marca 2020 o zawieszeniu lub ograniczeniu ruchu na wszystkich przejściach granicznych z Białorusią oraz z 20 sierpnia 2021 zmieniające to rozporządzenie. (O czym się przekonała na przykład grupa Jazydów).

    Zresztą i przedtem SG nie przyjmowała wniosków azylowych na przejściach. Polska przegrała już kilka spraw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka (M.K. przeciwko Polsce czy D.A. przeciwko Polsce), w których ETPC uznał, że prośby cudzoziemców o możliwość złożenia wniosków o ochronę na przejściach granicznych są celowo ignorowane przez Straż Graniczną i to część powszechnej praktyki. W tych przypadkach polskie władze zignorowały również wydane przez ETPC środki tymczasowe, w których Trybunał zakazał polskim władzom odesłania skarżących cudzoziemców z powrotem na Białoruś.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    > Na początku straż graniczna pozwalała maluchom zbliżać się do ogrodzenia, przekazywały więc jedzenie bezpośrednio. Później jednak funkcjonariusze to uniemożliwiali. Postanowiły więc przerzucać rzeczy, w tym także czekolady i batony proteinowe, na środek placu, do dorosłych.
    No dobrze, ale skoro aktywistki kupiły wszystko wcześniej, to czemu nie przekazały darów od razu? Tylko wydzielały je jak małpom w zoo?
    @masofrev
    nie kupiły wcześniej. Co miały, przekazały i pojechały do sklepu, żeby kupić więcej. Ale nie pozwolono im już tego przekazać w cywilizowany sposób.

    Nie oglądaj tvpis, dla własnego dobra.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0