Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz wiedzieć, czym żyje Białystok? Zapisz się na nasz poranny newsletter lokalny, a nic Cię nie ominie!

To o nią pielęgniarki na oddziale intensywnej terapii dbały najbardziej: czesały i myły jej ciemne loki. Śliczna, nieprzytomna dwudziestoparoletnia dziewczyna trafiła na oddział ratunkowy Szpitala Uniwersyteckiego w Białymstoku 19 września. Ta z bagien, przywieziona śmigłowcem – mówił o niej personel. Kim jest?

Uchodźcy na polsko-białoruskiej granicy. Wyciągnięci z bagna

Była w ośmioosobowej grupie – trzech kobiet i pięciu mężczyzn – znalezionej 19 września w stanie wychłodzenia na rozlewiskach rzeki Supraśl. To nie było przy samej granicy. Dotarli już dość daleko na terytorium Polski – w okolicę wsi Pieńki pod Michałowem. Rano utknęli w trzęsawisku. Nie mogli wydostać się z bagna, byli wycieńczeni. Pogranicznicy mieli trudności z dotarciem do potrzebujących natychmiastowej pomocy ludzi. Straż Graniczna wezwała na pomoc strażaków z OSP w Michałowie. Ci wchodzili do bagna w woderach i wynosili ludzi na suche miejsce, skąd już karetki i śmigłowiec LPR mogły zabrać ich do szpitali.

Tak opisywała te wydarzenia straż graniczna: „Dzisiaj funkcjonariusze Straży Granicznej wspólnie ze Strażą Pożarną, LPR i policją przez kilka godzin prowadzili akcję ratowniczą na bagnach w rozlewisku rzeki Supraśl przy granicy polsko-białoruskiej. Uratowano 8 imigrantów (5 mężczyzn i 3 kobiety) – 7 osób trafiło do szpitali, jedna pozostaje pod opieką SG".

Temperatura 24,8 stopnia

– Początkowo miały do nas trafić cztery osoby, ostatecznie trafiły dwie: kobieta i mężczyzna – mężczyzna był w lepszym stanie – mówi Katarzyna Malinowska-Olczyk, rzeczniczka prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. O kobiecie mówi: – Była w stanie skrajnej hipotermii, miała temperaturę ciała 24,8 stopnia, kiedy przyjmuje się, że poniżej 28 stopni jest stan bezpośredniego zagrożenia życia. Miała niewyczuwalne tętno. Była bardzo długo reanimowana. Lekarze i personel Szpitalnego Oddziału Ratunkowego włożyli olbrzymią pracę, by tę pacjentkę uratować. Wydawało się, że już nie ma żadnej nadziei, a oni dalej o nią walczyli, nie poddawali się. W niedzielę przed dwoma tygodniami trafiła na intensywną terapię. Do przedwczoraj była zaintubowana, w tej chwili jej stan się powoli poprawia. Choć na początku rokowania były bardzo niepewne, to w tej chwili jest nadzieja, że przeżyje – z wyraźną ulgą mówiła w sobotę (2.10) Malinowska-Olczyk. Podkreślając tytaniczną pracę zarówno zespołu ludzi na SOR-ze, jak i personelu na oddziale intensywnej terapii, który po reanimacji otoczył pacjentkę nie tylko opieką medyczną, lecz także ciepłem, troską: – Wszyscy jej kibicowaliśmy – przyznaje rzeczniczka.

Uśmiechnęła się po raz pierwszy

Na oddziale do soboty (2 października) figurowała jako NN. Nie miała przy sobie dokumentów, a straż graniczna długo ustalała jej narodowość i personalia. Gdy to się w końcu udało, dzięki staraniom Fundacji Ocalenie udało się także odnaleźć i powiadomić jej rodzinę, która nieustannie jej szukała.

W ostatnich dniach wieści o stanie zdrowia dziewczyny się zmieniały. W piątek pogorszyło się na tyle, że znów trzeba ją było intubować. W sobotę (2 października) nastąpiła poprawa.

Białystok. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym od dwóch tygodni przebywa kobieta, przywieziona z granicy polsko - białoruskiej. Nie znana była jej narodowość, ani dane osobowe. Znajdowała się w głębokiej hipotermii, jej stan nadal określany jest jako ciężki. W sobotę (2 października) do Białegostoku przyjechał z Niemiec jej mąż. N/Z Seban Omar wraz z kuzynem przed szpitalemBiałystok. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym od dwóch tygodni przebywa kobieta, przywieziona z granicy polsko - białoruskiej. Nie znana była jej narodowość, ani dane osobowe. Znajdowała się w głębokiej hipotermii, jej stan nadal określany jest jako ciężki. W sobotę (2 października) do Białegostoku przyjechał z Niemiec jej mąż. N/Z Seban Omar wraz z kuzynem przed szpitalem Fot. Grzegorz Dąbrowski

Właśnie w sobotę z Niemiec, gdzie mieszkają i pracują legalnie, do Białegostoku przyjechali jej mąż i wujek. Szpital poprosił o pomoc w tłumaczeniu lekarkę, która rozmawia w językach arabskim i kurdyjskim. Przekazała rodzinie informacje o przebiegu walki o życie i wciąż bardzo ciężkim stanie zdrowia dziewczyny.

Białystok. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym od dwóch tygodni przebywa kobieta, przywieziona z granicy polsko - białoruskiej. Nie znana była jej narodowość, ani dane osobowe. Znajdowała się w głębokiej hipotermii, jej stan nadal określany jest jako ciężki. W sobotę (2 października) do Białegostoku przyjechał z Niemiec jej mąż. N/Z Omar chwilę po wyjściu ze szpitala dzieli się z bliskimi informacją o odnalezieniu żonyBiałystok. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym od dwóch tygodni przebywa kobieta, przywieziona z granicy polsko - białoruskiej. Nie znana była jej narodowość, ani dane osobowe. Znajdowała się w głębokiej hipotermii, jej stan nadal określany jest jako ciężki. W sobotę (2 października) do Białegostoku przyjechał z Niemiec jej mąż. N/Z Omar chwilę po wyjściu ze szpitala dzieli się z bliskimi informacją o odnalezieniu żony Fot. Grzegorz Dąbrowski

Novin – bo tak ma na imię – jest Syryjką, ma 23 lata. Przed bombami uciekła do kurdyjskiej części Iraku. Przez ostatnie cztery lata mąż Seban szukał możliwości, żeby ją ściągnąć do Niemiec. W końcu, zdesperowani, skusili się na przysłaną przez Białoruś do Iraku ofertę wizy turystycznej z rzekomą gwarancją bezpiecznego przekroczenia unijnej granicy.

Novin zapłaciła, samolotem przyleciała na Białoruś i wtedy kontakt z mężem jej się urwał. Od 15 dni nie miał o niej żadnych wieści. Bał się, że nie żyje. Jak już teraz wiadomo, Białorusini wywieźli uchodźców na granicę, powiedzieli: „Tam są Niemcy" i kazali iść. Przez polskie lasy i bagna.

Białystok. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym od dwóch tygodni przebywa kobieta, przywieziona z granicy polsko - białoruskiej. Nie znana była jej narodowość, ani dane osobowe. Znajdowała się w głębokiej hipotermii, jej stan nadal określany jest jako ciężki. W sobotę (2 października) do Białegostoku przyjechał z Niemiec jej mąż. N/Z OmarBiałystok. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym od dwóch tygodni przebywa kobieta, przywieziona z granicy polsko - białoruskiej. Nie znana była jej narodowość, ani dane osobowe. Znajdowała się w głębokiej hipotermii, jej stan nadal określany jest jako ciężki. W sobotę (2 października) do Białegostoku przyjechał z Niemiec jej mąż. N/Z Omar Fot. Grzegorz Dąbrowski

Po 15 dniach, w sobotę wczesnym popołudniem Seban wszedł do sali na OIT, przytulił żonę, całował jej ręce. Oczy miał pełne łez. A ona uśmiechnęła się, po raz pierwszy.

Po wyjściu ze szpitala Seban od razu zadzwonił do rodziny, podzielił się dobrymi wiadomościami. I dziękował towarzyszącemu mu reporterowi TVN Wojciechowi Bojanowskiemu, który pomógł mu odnaleźć Novin.

Uchodźcy na granicy. Ofiary push-backów

Lekarze z podlaskich SOR-ów mówią, że codziennie trafiają do nich uchodźcy. Wyziębieni, wycieńczeni, wygłodzeni, odwodnieni, ranni. Także dzieci.

Straż graniczna podała na Twitterze, że w pierwszym dniu października na granicy polsko-białoruskiej odnotowano 601 prób jej nielegalnego przekroczenia. Funkcjonariusze zatrzymali 29 osób: 23 obywateli Iraku, 3 obywateli Iranu, 2 obywateli Angoli i obywatela Konga oraz za pomocnictwo 5 cudzoziemców: 2 obywateli Ukrainy, 2 obywateli Syrii i ob. Mołdawii.

Według SG we wrześniu 7535 razy „próbowano sforsować granicę polsko-białoruską".

Z innych danych SG wynika, że w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców w Polsce przebywa niewielka część spośród tych, którzy przekroczyli granicę – obecnie 1490 osób. SG dodaje, że tylko 44 proc. spośród cudzoziemców przebywających w ośrodkach złożyło wnioski o udzielenie ochrony międzynarodowej na terytorium Polski.

Dlaczego jest ich tak mało? Funkcjonariusze oficjalnie stosują bezprawną procedurę push-back, czyli zawracają cudzoziemców do linii granicy. W praktyce wygląda to tak: wywożą ludzi do granicy i zostawiają w lesie, także nocą, niezależnie od warunków atmosferycznych – nieważne, czy leje deszcz i temperatura spada do 5 stopni. Ludzie, zmuszeni, idą na stronę białoruską i trafiają na tamtejszych pograniczników, którzy robią dokładnie to samo, a z relacji cudzoziemców często wynika, że na dodatek biją ich i okradają. Uchodźcy błąkają się tak całymi tygodniami. Stąd przypadki na SOR-ach i sześć jak dotąd ofiar śmiertelnych, po obu stronach granicy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.