"Białoruś to kobieta" - pod takim hasłem został zorganizowany przez Fundację "Villa Sokrates" tegoroczny, 21. Trialog w Krynkach. W nieco ponad rok po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi organizatorzy wydarzenia oddali głos właśnie kobietom - Białorusinkom, które we wszystkich obszarach życia politycznego, społecznego czy kulturalnego stoją na pierwszej linii frontu walki z reżimem Aleksandra Łukaszenki.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz wiedzieć, czym żyje Białystok? Zapisz się na nasz poranny newsletter lokalny, a nic Cię nie ominie!

W nawiązaniu do hasła tegorocznego Trialogu prawosławny duchowny i publicysta Konstanty Bondaruk, autor tekstu, który znalazł się katalogu wydanym przy okazji tego wydarzenia, zaznaczał: – Gdy usiłuje się ogarnąć obecną sytuację na Białorusi i wokół niej, to mimo woli pojawia się pokusa trawestacji tytułu książki Światłany Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" na stwierdzenie: "U Białorusi – kobiece oblicze".

Przebudzenie niebieskookiej cierpiętnicy

Konstanty Bondaruk tłumaczył: – Obecnie często padają sformułowania typu: "białoruska rewolucja jest kobietą", co odpowiada prawdzie, ale prawdą jest również to, że większość stereotypów i mitów dotyczących narodowego charakteru Białorusinów nosi kobiece zabarwienie: kochająca, czuła, łagodna, dobra, szczera, życzliwa, gościnna, pracowita, spokojna, zrównoważona, tolerancyjna, cierpliwa, ale także skrzywdzona, poniżona, ciężko doświadczona itd. W społeczeństwie tradycyjnie patriarchalnym i konserwatywnym, które w niewielkim stopniu przyswoiło zdobycze feminizmu, gdzie rola kobiety była i nadal jest ściśle reglamentowana, zarówno w przeszłości, jak i obecnie widzimy cały zastęp pomnikowych postaci mądrych, dzielnych, wspaniałych kobiet, które rozsławiły kraj i wydatnie wpłynęły na jego losy. By zaistnieć i być usłyszaną, niemal każda z tych kobiet musiała być dwa razy mądrzejsza, śmielsza i bardziej uzdolniona niż mężczyźni. Także to, co obserwujemy od sierpnia ubiegłego roku, co będzie tematem tegorocznego Trialogu, można określić jako: "Białoruś to kobieta. Przebudzenie niebieskookiej cierpiętnicy".

Zwracał tu uwagę: – Z powodu wielowiekowych doświadczeń, trudów życia, ubóstwa, zniewolenia, pogwałcenia i poniżenia Białoruś od dawna jest nazywana wielką cierpiętnicą. W literaturze białoruskiej Białoruś jest umęczona i niezłomna, pracowita, ale biedna, poniewierana, ale pogodzona z losem. Ciągle ktoś silniejszy ją deptał, eksploatował, poniżał, a ta milczała i trwała, jak gdyby w przekonaniu, że Bóg wszystko rozsądzi albo że jej gnębiciele sami sobie wymierzą sprawiedliwość.

Główną część 21. Trialogu stanowiła tradycyjnie debata. Takie dyskusje w Krynkach zapoczątkował wybitny pisarz białoruskiej narodowości Sokrat Janowicz. Przez lata skupiały się wokół białoruskiej literatury. Fundacja "Villa Sokrates" z dobrym jej duchem, słynnym na całym świecie malarzem z Walił Leonem Tarasewiczem zmieniła nieco ich formułę. Tematykę debat poszerzono o problematykę z zakresu innych dziedzin kultury i życia społecznego, których też główną oś stanowią Białorusini i białoruskość.

Tak było i tym razem. Dyskusje podzielono na trzy części: literatura, kultura, polityka. Ich moderatorem był dziennikarz TVP Białystok i transgranicznego, białoruskiego Radia Racja Mikołaj Wawrzeniuk. Panelistkami – Białorusinki mieszkające w Polsce od dłuższego czasu i te, które musiały opuścić Białoruś w związku z trwającymi tam represjami (obecnie spośród ponad 600 więźniów politycznych na Białorusi więcej niż 70 to kobiety).

Tegoroczny, 21. 'Trialog białoruski' w Krynkach - w nieco ponad rok po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi - Fundacja Villa Sokrates zorganizowała pod hasłem 'Białoruś to kobieta' n/z Leon Tarasewicz
Tegoroczny, 21. 'Trialog białoruski' w Krynkach - w nieco ponad rok po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi - Fundacja Villa Sokrates zorganizowała pod hasłem 'Białoruś to kobieta' n/z Leon Tarasewicz  Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Leon Tarasewicz tuż przed rozpoczęciem dyskusji mówił w rozmowie z nami: – Obecnie choćby tylko w kulturze białoruskiej obecność kobiet jest bardzo wyraźne widoczna. Dobrze jest uświadomić sobie rolę kobiet w historii białoruskości po dzisiejszy ich udział np. w literaturze czy sztukach wizualnych.

Unikalny czas dla białoruskich literatów

W pierwszym z paneli (literatura) wzięły udział: Walerina Kustawa – poetka, tłumaczka, autorka programów telewizji Biełsat, Tatiana Niadbaj – poetka, tłumaczka, działaczka na rzecz praw człowieka, menedżer inicjatyw z zakresu kultury i mediów, zastępca prezeski białoruskiego Pen – Centrum, noblistki Swiatłany Aleksijewicz i Natalia Rusiecka – poetka, tłumaczka, wykładowczyni na Lubelskim Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie.

Natalia Rusiecka wspominała m.in. o pierwszym żeńskim głosie w białoruskiej literaturze – poetki i dramaturg Franciszce Urszuli z Wiśniowieckich Radziwiłłowej, urodzonej w 1705 r. w Czartorysku na Wołyniu, a zmarłej w 1753 r. w Pucewiczach koło Nowogródka.

– Do XVII wieku mieliśmy wyłącznie męskie teksty. Wiersze Franciszki Urszuli Radziwiłłowej były pierwszymi w historii białoruskiej literatury o tematyce miłosnej, z pytaniami, czy bardziej trzeba się kierować rozumem, czy sercem – przypominała. – To pierwsza poetka, pierwsza dramaturg i pierwsza feministka na Białorusi.

Tatiana Niadbaj udowadniała, że pierwszą białoruską feministką była Eufrozyna Połocka, zmarła w 1173 r., pierwsza kobieta święta na wschodniosłowiańskim obszarze.

Nawiązując do sytuacji białoruskiej literatury po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich, Tatiana Niedbaj zaznaczała: – Każdy kryzys, którzy ludzie przeżywają, sprzyja natchnieniu, refleksji, twórczości. Nie dałoby się pisać tekstów prozatorskich, nie zauważając tego tematu.

Zauważyła: – W całości białoruska literatura jest hermetyczna, większość autorów nie była dotąd przez świat rozumiana, pozostawała w wewnętrznym obiegu naszego kraju. Zdarzenia, jakie miały miejsce [po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich na Białorusi – red.], sprawiły, że Białoruś zaczęła być dla świata ciekawa, dlatego teraz jest unikalny czas dla białoruskich literatów, kiedy mogą na fali tego zaciekawienia pokazać siebie, opowiedzieć o sobie i zostać wysłuchanymi. Dobrze, że są białoruscy autorzy, którzy łowią ten moment.

Walerina Kustawa twierdziła: – Samo w sobie to, co się dzieje teraz na Białorusi, to utwór literacki, thriller. Myślę, że ważne utwory powstaną później, po przeanalizowaniu tego, co obecnie ma miejsce. Na razie to są próby zapisywania własnych wrażeń po tym, co się odbywa. Białorusini w ciągu tego roku stali się rzeczywiście narodem w swoich głowach, myśleniu. Staliśmy się jednością i solidarni. Białorusini teraz właśnie stwarzają historię, która jeszcze stanie się przedmiotem literackiej twórczości.

Tegoroczny, 21. 'Trialog białoruski' w Krynkach - w nieco ponad rok po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi - Fundacja Villa Sokrates zorganizowała pod hasłem 'Białoruś to kobieta'
Tegoroczny, 21. 'Trialog białoruski' w Krynkach - w nieco ponad rok po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi - Fundacja Villa Sokrates zorganizowała pod hasłem 'Białoruś to kobieta'  Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Nie zdążyli przeżyć zwycięstwa

W debacie panelu kultura uczestniczyły: Olga Hardziejczyk-Maziarska – współtwórczyni Europejskiego Radia dla Białorusi, współpracująca z telewizją Biełsat, która w latach 1999–2019 prowadziła stowarzyszenie Instytut Kultury Białoruskiej w Warszawie, Lesia Pczołka – zajmująca się archiwalną fotografią, inicjatorka pierwszego na Białorusi dobroczynnego sklepu KaliLaska ("Proszę bardzo"), która podczas ubiegłorocznych protestów na Białorusi prowadziła dokumentację fotograficzną najważniejszych akcji protestacyjnych, Anna Czystoserdowa – była kierowniczka artystyczna i współzałożycielka osławionej niezależnej mińskiej galerii sztuki współczesnej "?", którą władze doprowadziły do zamknięcia.

Olga Hardziejczyk-Maziarska zauważyła, że fala emigracji z Białorusi, z jaką mamy do czynienia po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich, jest największą ze wszystkich, które następowały po kolejnych wybuchach protestów przeciwko rządom Łukaszenki (rządzi nieprzerwanie od 1994 r.). Dotyczy to także ludzi sztuki.

– Przed ludźmi sztuki szczególnie stoi pytanie, jak mają znaleźć się w nowej rzeczywistości poza swoim krajem i pozostać twórcami, a nie zajmować się np. układaniem dachów na budowie.

Anna Czystoserdowa zauważyła, że w Mińsku funkcjonowało przed minionymi wyborami prezydenckimi stosunkowo wiele miejsc, w których można było zetknąć z niezależną sztuką, pozostało tyle, że można je policzyć na palcach jednej ręki. Stwierdziła półżartem: – Teraz władza urządza takie performance'y na ulicy, że niektórzy artyści łapią się za głowę i sami siebie pytają, co też oni robili przez te wcześniejsze lata.

Lesia Pczołka nie zgodziła się z tezą, że artyści nie mogą spełniać się w swojej twórczości za granicą. Przeciwnie – nabierają tu dystansu, którego często nie mają we własnym kraju.

Konstatowała w nawiązaniu do ubiegłorocznych masowych protestów na ulicach Białorusi: – Białoruska kobieta nie wychodziła na ulice ze wsparciem dla swoich mężczyzn. Wychodziła w imię wolności, demokracji. To była sprawa całej wspólnoty i to nie była kwestia płci.

Z kolei z obserwacji Olgi Hardziejczyk-Maziarskiej wynika, że w ciągu minionego roku centrum kulturalne i artystyczne na Białorusi przeniosło się z Mińska na prowincje.

– Nie zdążyliśmy przeżyć zwycięstwa. Poczuliśmy tylko radość i to, jak jest nas wielu – nawiązywała do powyborczego czasu.

Dodawała: – Ważne jest, aby znaleźć dobre strony tego, co się z nami stało, żeby straty przekształcić w zdobycze.

Tegoroczny, 21. 'Trialog białoruski' w Krynkach - w nieco ponad rok po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi - Fundacja Villa Sokrates zorganizowała pod hasłem 'Białoruś to kobieta'
Tegoroczny, 21. 'Trialog białoruski' w Krynkach - w nieco ponad rok po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi - Fundacja Villa Sokrates zorganizowała pod hasłem 'Białoruś to kobieta'  Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Same mogą rzucać się na OMON

W panelu poświęconym polityce debatowały: Alena Ahareliszewa – białoruska aktywistka i działaczka społeczna, zajmująca się problematyką gender, Natalla Wasilewicz – teolożka, politolożka, prawniczka, działaczka na rzecz praw człowieka, Olga Kowalkowa – członkini białoruskiej opozycyjnej Rady Koordynacyjnej ds. Przekazania Władzy na Białorusi, bliska współpracowniczka Swiatłany Cichanouskiej, współprzewodnicząca partii Białoruska Chrześcijańska Demokracja, aresztowana za "organizację nielegalnego zgromadzenia" na terenie mińskiej fabryki traktorów oraz Olga Siamaszka – prawniczka, stała konsultantka Stowarzyszenia Społecznego Związek Pisarzy Białoruskich, członkini Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Olga Kowalkowa podkreślała, wspominając o wydarzeniach po sfałszowanych prezydenckich wyborach 2020 r.: – To nie była kobieca rewolucja, a rewolucja wszystkich Białorusinów o prawa do życia w wolnym kraju, za swoje prawa. Oczywiście kobiety szły na przedzie, brały na siebie wielką część odpowiedzialności. Największym przegranym w w 2020 r. jest Aleksander Łukaszenka i on o tym wie, że ludzie go nie popierają. Żaden kraj, który zmagał się o swoją niezależność i wolność, nie zdobywał ich prosto. To, co się wydarzyło na Białorusi, było wielkim krokiem do przodu w tym względzie, na szlaku, jakim powinniśmy iść dalej, a nie poddawać się.

Natalla Wasilewicz była przekonana: – Zwycięska rewolucja na Białorusi już miała miejsce, tylko plonu tego zwycięstwa jeszcze nie otrzymaliśmy.

Alena Ahareliszewa zwracała uwagę w nawiązaniu do hasła debaty: – Kobiety w polityce były zawsze. W XX wieku to wreszcie dostrzegliśmy.

W jej ocenie na Białorusi pojmowanie tego, co jest polityczne także w odniesieniu do kobiet, w ostatnim czasie znacznie się poszerzyło za sprawą podejścia reżimu. Wyliczała: – Kiedy jeszcze wczoraj mogłam zostać posadzona do więzienia za organizację protestów, dzisiaj też za to, że prowadzę dziecko do prywatnego przedszkola – bo to polityka, za to, jakich kolorów jest moja bielizna, kiedy rozmawiam o tych, którzy są za kratami, okazuję się terrorystką, a kiedy prowadzę genderowe treningi, okazuje się, że to terrorystyczna działalność inspirująca kobiety do wyjścia na ulice.

Mówiła: – Współczesnej kobiecie na Białorusi, jak pokazały marsze kobiet i ich udział w innych protestach, nie potrzeba już obrony ze strony mężczyzn. Mają dostatecznie dużo własnego rozumu i pokładów emocji, żeby stawały same we własnej obronie. W polityce białoruskiej pojawiło się wiele kobiet, które zaczynały w niej swój udział jako żony czy matki politycznych więźniów. Teraz to ich głos wybrzmiewa w przestrzeni publicznej.

Tu podawała przykład Swiatłany Cichnouskiej i jej męża Sirhieja, który został uwięziony po tym, jak zapowiedział udział w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich (ostatecznie wystartowała w wyborach właśnie jego żona).

Olga Siamaszka zauważyła: – Jednym z największych dokonań tej rewolucji na Białorusi jest to, że kobiety pokazały, iż czasem mogą obejść się bez mężczyzn, same możemy wyjść na ulice i rzucać się na OMON.

Przede wszystkim trzeba ich wysłuchać

W trakcie panelu poświęconego polityce odniesiono się też do sytuacji przetrzymywanych uchodźców kilka kilometrów od Krynek – w pobliżu Usnrza Górnego.

Natalla Wasilewicz oceniała: – Sytuacja, że ludzie znajdują się w błocie, a z obu ich stron pilnowani są przez uzbrojonych w karabiny, w XXI wieku w centrum Europy nie powinna się zdarzyć. To oczywiście element wojny hybrydowej i w tym kontekście nie ma obowiązku wpuszczenia tych cudzoziemców do Polski. Jeśli jednak mówimy o tym w kontekście ludzkiej godności, to zrozumiałe jest, że pilnują ich ludzie z karabinami Łukaszenki, bo dla nich ci ludzie to tylko mięso armatnie, ale dla państw demokratycznych rozwiązanie tej sytuacji powinno być przykładem tego, na jakich wartościach społeczeństwa te są ugruntowane. Są moralno-etyczne wartości związane też z prawami człowieka, jakie trzeba uwzględnić i na tym budować swoją politykę.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Tuż po tym panelu o sytuacji w pobliżu Usnarza Górnego mówiła w rozmowie z "Wyborczą" Olga Kowalkowa. Była zdania: – Najważniejsze, żeby ci ludzie byli bezpieczni. Nieważne, jakiej są narodowości, jaki mają paszport. To są ludzie, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji nie z własnej woli. Wszystkie kraje, które szanują tę wartość, jaką jest potrzeba życia ludzi w bezpieczeństwie, powinny to w swoich działaniach uwzględniać. W tym wypadku ważne jest, aby nie poddać się manipulacjom Łukaszenki i nie dać się wplątać w konflikt, do jakiego zmierza, oraz jego propagandzie, która ma na celu pokazanie tego, jak Polska traktuje uchodźców, a za tym, jak mogą być traktowani opuszczający Białoruś jej obywatele.

Zaznaczyła: – Każda z tych osób [uchodźców w pobliżu Usnarza Górnego – red.] ma własną historię, indywidualne doświadczenie. Przede wszystkim trzeba ich wysłuchać i przekonać się, czy mogą żyć bezpiecznie. W sytuacji, z jaką mamy do czynienia, najlepszym wariantem byłoby, by ci koczujący wrócili na Białoruś. Jeśli to niemożliwe, Polska powinna ich przyjąć. Trzeba na tę sytuację patrzeć z człowieczego punktu widzenia, bo to są przede wszystkim ludzie. Jeśli byłabym na miejscu polskich władz, najważniejsza byłaby dla mnie ochrona zdrowia i życia tych ludzi. W dalszym planie są tutaj polityczne kwestie. Każde polityczne rozwiązanie i tak Łukaszenka będzie wykorzystywał do własnych propagandowych celów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem