Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po koncercie - zorganizowanym już tradycyjne przez BTSK na Plantach z udziałem wielu białostoczan, a współfinansowanym przez prezydenta Białegostoku, marszałka województwa podlaskiego oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (to ono w imieniu państwa jest dysponentem pieniędzy na wspieranie mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce) - przychodzą mi do głowy określniki moich emocji: zażenowanie i wstyd.

Ale czy to akurat ja, jako białostoczanin, powinienem być targany zażenowaniem, czy wstydem przy tej okazji? Czy może raczej działacze Zarządu Głównego BTSK, organizatorzy także tegorocznej edycji tego Święta, którzy nie odmówili obecności na nim białoruskich konsulów w naszym mieście, czy przedstawiciela ambasady Białorusi w Warszawie? A może jednak wstyd i zażenowanie powinni odczuwać przede wszystkim sami ci białoruscy urzędnicy państwowi - służący reżimowi, którzy - o ile wiem - wymusili na kierownictwie BTSK swoją obecność, a to nie umiało odmówić, bo wcześniej dało się uwikłać w ich rzekomo szlachetny gest związany ze współfinansowaniem tej imprezy?

Podzielam oburzenie przedstawicieli i przedstawicielek diaspory białoruskiej Białegostoku, którzy w czasie tego Święta wyrazili swój sprzeciw obecności na nim reżimowych urzędników i pojawili się na nim z nieuznawanymi przez reżim Aleksandra Łukaszenki biało- czerwono-białymi flagami, teraz symbolami szczególnego znaczenia w kontekście walki o wolność i demokrację na Białorusi. Zgadzam się z ich opinią, że „działacze białoruscy w Polsce nie powinni przyjmować od tych urzędników pomocy, bo to są krwawe pieniądze".

Jestem też w stanie zrozumieć w kontekście sytuacji na Białorusi stanowisko władz Białegostoku wyrażone po Święcie, które stwierdziły m.in.: „Jesteśmy głęboko oburzeni postawą przedstawicieli BTSK. Wyrażamy swój stanowczy sprzeciw wobec wykorzystywania wieloletniej współpracy stowarzyszenia z miastem Białystok do wikłania nas w wydarzenia, w których udział biorą przedstawiciele reżimu Aleksandra Łukaszenki".

Jednak najbardziej porusza mnie cynizm i bezwzględność samych urzędników - oficjalnych przedstawicieli reżimu Łukaszenki w Polsce. Nie mam wątpliwości, że ich pojawienie się w Białymstoku na Święcie Kultury Białoruskiej i kasa jaką na tę imprezę w tym roku przekazali były uderzeniem w samą mniejszość białoruską w Polsce, w tym wypadku reprezentowaną przez BTSK. Urzędnicy ci musieli mieć świadomość, że szczególnie ich obecność na Święcie będzie odbierana w kontekście obecnej sytuacji na Białorusi. Zamiast propagandowego celu jaki zapewne chcieli osiągnąć (pokazywania rzekomo szlachetnej twarzy reżimu) wbili nóż w plecy reprezentantom białoruskiej mniejszości.

I może by do tego nie doszło, gdyby odpowiednią „opiekę", zwłaszcza finansową, otaczało środowiska mniejszości białoruskiej polskie państwo (MSWiA).

Ku przypomnieniu. W ostatnich latach MSWiA określa poziom finansowania przedsięwzięć organizacji mniejszości na poziomie... 16 milionów złotych rocznie. W ustawie ze stycznia 2005 r. o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym w Polsce wyliczono 9 mniejszości narodowych i cztery etniczne. I to na nie wszystkie z tej puli pieniądze są rozdysponowywane. Nieraz, na realizację swoich przedsięwzięć mniejszości te muszą w MSWiA wręcz żebrać. A dobry baćka sypie kasą. Krwawy baćka.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.