Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białorusini i Białorusinki mieszkający obecnie w Polsce w sobotę (5 czerwca) po południu pojawili się w pobliżu polsko-białoruskiego przejścia granicznego Bobrowniki – Bierestowica, niecałe 60 kilometrów od Białegostoku.

Rozstawili tu miasteczko namiotowe. Już wtedy zapowiadali, że po trzech dniach dojdzie do blokady granicy, jeśli UE nie wprowadzi szybko skutecznych sankcji wobec reżimu Łukaszenki, utrzymującego się przy władzy od 27 lat. Spodziewanych przez nich sankcji Unia nie wprowadziła.

Powstało miasteczko namiotowe

Początkowo w akcji wzięło udział około 200 Białorusinów i Białorusinek, zwłaszcza młodych, którzy ze swojego kraju musieli uciekać w związku z represjami, jakie dotykają mieszkańców po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich. W kolejnych dniach było ich tu nieco mniej. Nocowali w blisko 20 namiotach w pobliżu drogi dojazdowej do przejścia (w sumie około 60 osób). Wieczorami przy ognisku dyskutowali i śpiewali piosenki wybrzmiewające na protestach w Mińsku oraz w szeregu innych białoruskich miast. Miejscowi podrzucali im drewno na ognisko i wodę.

Białorusini i Białorusinki przyjechali tu z biało-czerwono-białymi flagami i Pogonią – historycznymi symbolami państwowymi Białorusi nieuznawanymi przez reżim Łukaszenki (zostały odrzucone w referendum z 1995 roku przeprowadzonym z inicjatywy Łukaszenki). Przy drodze ustawiali się z banerami, wśród których rzucał się w oczy (po białorusku, rosyjsku i angielsku): „Europo, czas działać!" czy tabliczkami kartonowymi – jak ta w języku angielskim trzymana pierwszego dnia pikiety przez kilkuletniego Maksima z Kobrynia, obecnie mieszkającego w Warszawie: „Stop terror". Skandowano po białorusku: „Niech żyje Białoruś!", „Wierzymy, możemy, zwyciężymy!", „Wolność więźniom politycznym", „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!". I – mając na myśli Łukaszenkę – „Odejdź!".

Przejeżdżającym kierowcom tirów wręczano ulotki, „aby jak najwięcej osób zrozumiało, co się dzieje w na Białorusi", na których widniało po białorusku, rosyjsku i angielsku: „Europo, czas działać!", „Sankcje ratują życie!", „Sasza, otwórz granice!", „Ratujcie więźniów politycznych, ratujcie Białoruś!", „Blokujemy drogę, żeby odblokować Białorusinów", „Białorusini nie mają czasu czekać!", „Nie możemy przekroczyć granicy dlatego, że granicę przekroczył Łukaszenka", „Z Łukaszenką dalej nikt nie pojedzie!" czy „Nie ma drogi dla dyktatury!".

Wielu z kierowców (także tirów na białoruskich rejestracjach) pozdrawiało pikietujących klaksonami i w geście solidarności unosiło palce ułożone w znak victorii.

Uderzyć w przemysł nafto-chemiczny

Cały czas obecny wśród nich był Paweł Łatuszka (jeden z organizatorów akcji) – członek prezydium białoruskiej, opozycyjnej Rady Koordynacyjnej, stojący na czele Narodowego Zarządu Antykryzysowego (NAU). To były minister kultury, dyrektor Teatru im. Janki Kupały w Mińsku, ambasador Białorusi w Polsce i we Francji. Jeszcze przed akcją przekonywał:

– Nie możemy czekać, aż reżim Łukaszenki popełni kolejne przestępstwo – czas przejść do aktywnych działań. Sankcje są jednym z narzędzi uwalniania więźniów politycznych i organizowania nowych uczciwych wyborów. Zaraz po porwaniu samolotu z Romanem Protasiewiczem wielu światowych przywódców stwierdziło, że reakcja na zbrodnie Łukaszenki będzie szybka i skuteczna. Popieramy to podejście, ale obawiamy się, że UE znów będzie działać powoli i ostrożnie i nie podejmie rzeczywistych kroków, by ukarać reżim Łukaszenki. Pojawiamy się na granicy, aby pomóc Europie działać szybko i zdecydowanie. Żądamy też od reżimu Łukaszenki otwarcia lądowych przejść granicznych dla obywateli Białorusi [zamkniętych w grudniu ubiegłego roku; opuszczenie terytorium Białorusi drogą lądową jest możliwe nie częściej niż raz na pół roku – red.].

W pierwszym dniu pikiety Łatuszka dodawał:

– Na pewno są potrzebne takie sankcje, jakie wprowadzili Amerykanie na cały przemysł nafto-chemiczny. To będzie mocne uderzenie w reżim, tym bardziej że to Łukaszenka kontroluje przepływ dewiz, zarabia na tym i finansuje właśnie siły specjalne.

Tego samego dnia uczestniczący w proteście podlaski poseł PO, przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. Białorusi Robert Tyszkiewicz zaznaczył:

– Dziś Białoruś stała się więźniem Europy. Odpowiedź Europy nie może być tak słaba jak teraz. Wobec wręcz stalinowskich represji, z jakimi tam mamy do czynienia, trzeba twardych sankcji. Nie możemy sąsiadów zostawić samych.

Kolejne sankcje na dniach?

Blokada we wtorek rozpoczęła się w południe. Tuż po jej rozpoczęciu planowano, że potrwa do godz. 19. Białorusini i Białorusinki (głównie młodzi ludzie) przy dźwiękach piosenek znanych z protestów na Białorusi spacerowali po przejściu, skandując po białorusku: „Niech żyje Białoruś!" czy „Wierzymy, możemy zwyciężymy". Co pewien czas samochody (głównie tiry z Białorusi) przepuszczano. Kolejki do przejścia tym razem nie było, takiej, jaka ustawiła się w weekend (ciągnęła się wówczas przez kilka kilometrów).

Jak mówiła nam przed rozpoczęciem blokady jedna z organizatorek manifestacji, 30-letnia Elena Żywogłod z Mińska, od ubiegłego roku mieszkająca w Polsce, wcześniej działająca na Białorusi w obywatelskim ruchu „Uczciwi ludzie" (m.in. przygotowywał raport dotyczący faktycznego przebiegu ubiegłorocznych wyborów prezydenckich na Białorusi), kierowcy tirów uprzedzali się wzajemnie, że w Bobrownikach będzie blokada i przejechali na przejście w Kuźnicy Białostockiej. W związku z tym (zapewne od środy – 9 czerwca) blokowania przez Białorusinów i Białorusinki dojazdu do przejścia granicznego można spodziewać się i tutaj. W sumie graniczna akcja ma potrwać do 12 czerwca.

Obecny i tym razem wśród manifestujących Paweł Łatuszka mówił w rozmowie z dziennikarzami:

– Prowadzimy rozmowy i z Berlinem, i z Paryżem. Odczuwamy jednak pewne zmęczenie tym, że wciąż musimy przekonywać, że w sprawie sankcji wobec reżimu na Białorusi UE nie może czekać i że od dziesięciu miesięcy padają tylko na ten temat deklaracje, może poza zamknięciem przestrzeni powietrznej dla białoruskich samolotów. Trzeba silniejszych kroków wobec tego terrorystycznego, wojskowego reżimu. UE, Wielka Brytania, Kanada i USA muszą wspólnie uznać Łukaszenkę za zbrodniarza, który powinien być pociągnięty do odpowiedzialności przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze.

Łatuszka zaznaczył, że – zgodnie z jego rozmowami z zachodnimi dyplomatami – pierwszych unijnych sankcji w ramach kolejnego pakietu można spodziewać się już na dniach.

Blokujący przygotowali apel do rządu, w którym zwrócili się o otwarcie białoruskich granic. Został przekazany przez Pawła Łatuszkę jednemu z oficerów polskiej Straży Granicznej po tym, jak Łatuszka przejechał samochodem przez graniczny polski szlaban. Apel dalej miał być przekazany odpowiednim białoruskim służbom granicznym.

Protestującym towarzyszy, podobnie jak pierwszego dnia akcji, podlaski poseł Robert Tyszkiewicz.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.