Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na pokładzie samolotu Ryanaira z Aten do Wilna, który został zmuszony w niedzielę (23 maja) do lądowania w w Mińsku, a którym leciał Roman Protasiewicz, opozycjonista, współzałożyciel niezależnego kanału Nexta, znajdowało się ponad 170 pasażerów. Wśród podróżnych były też cztery Polki - pracownice Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Suwałkach.

Samolot Ryanaira zmuszony do lądowania w Mińsku. Morawiecki i Tusk mówią o "akcie terroryzmu". Litwa wzywa NATO do reakcji

Pasażerka Ryanaira: To było straszne

Na pokładzie samolotu były m.in. rektor suwalskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej Marta Wiszniewska oraz była wiceprezydent miasta Ewa Sidorek. Wracały z Grecji, gdzie przebywały w ramach programu Erasmus.

W poniedziałek (24 maja) rano Ewa Sidorek w rozmowie z „Wyborczą" wciąż nie kryła zdenerwowania. Relacjonowała zdarzenia z poprzedniego dnia łamiącym się głosem:

- To było straszne. Jakieś piętnaście minut od Wilna miałam wrażenie, że samolot zaczyna spadać. Niektórzy nawet coś rzucali o tym, że na pokładzie wybuchł pożar. Samolot wykonywał gwałtowne ruchy. Załoga zachowywała się nerwowo, wydawała chaotyczne polecenia. Nie pozwalano nam się nawet ruszyć. Po jakimś czasie otrzymaliśmy informację, że ze względów bezpieczeństwa musimy wylądować w Mińsku. Prawie godzinę siedzieliśmy w samolocie. Obok mnie siedział jakiś młody człowiek, który cały czas robił zdjęcia, potem zniknął. Na płycie lotniska w Mińsku czekało na nas mnóstwo samochodów, wielu wojskowych i mundurowych z psami. Psy obwąchiwały każdą naszą rzecz. Potem przeprowadzono nas wąskim tunelem. Każdego poddawano osobistej kontroli. Prześwietlano nasze bagaże. Obok czterech żołnierzy przeprowadziło młodego człowieka [Romana Protasiewicza]. Dopiero potem dowiedziałam się, kto to i o co chodzi z zawróceniem samolotu i że to nie „próba zamachu terrorystycznego".

Białoruś. W Mińsku zostało kilka osób

Ewa Sidorek wspomina: - Przez chwilę na mińskim lotnisku miałam połączenie z internetem. To
nieprawda, co wtedy przeczytałam, że na pokładzie doszło do jakiejś bójki. Przetrzymywano nas do wylotu z Mińska do Wilna jakieś osiem godzin. W Mińsku i po przylocie do Wilna byliśmy w stałym kontakcie z pracownikami polskich konsulatów. Kiedy wylatywaliśmy z Mińska, załoga nie mogła doliczyć się pasażerów. Okazało się, że w Mińsku został nie tylko ten zatrzymany chłopak [Roman Protasiewicz] i jego dziewczyna, ale w sumie kilka osób.

Nie kryje: - To przerażające, do czego może posunąć się system Łukaszenki.

Białorusini zmusili samolot Ryanaira do lądowania w Mińsku i aresztowali założyciela opozycyjnego kanału Nexta

Przypomnijmy. Po cofnięciu samolotu linii lotniczych Ryanair białoruscy funkcjonariusze zatrzymali Protasiewicza za aktywne relacjonowanie i monitorowanie sytuacji na Białorusi po wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 r. (sfałszowanych przez reżim) oraz śledztwa dziennikarskie na temat majątku Aleksandra Łukaszenki. W ubiegłym roku Protasiewicz został wpisany przez władze na listę białoruskich terrorystów. Zgodnie z białoruskim prawem grozi mu dożywocie, a nawet kara śmierci.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.