Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz wiedzieć, czym żyje Białystok? Zapisz się na nasz poranny newsletter lokalny, a nic Cię nie ominie!

Niedzielną (23 maja) akcję przy pomniku Marszałka Józefa Piłsudskiego na Rynku Kościuszki: „Wspieramy niezależne media na Białorusi" zorganizowali przedstawiciele diaspory białoruskiej Białegostoku.

Wielu z nich uciekło do podlaskiej stolicy po ubiegłorocznych, sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi, protestach, do których wciąż tam dochodzi, i związanych z nimi prześladowaniach. Według szacunków w Białymstoku i okolicach obecnie mieszka około siedmiu tysięcy osób, które zdecydowały się w ostatnich latach wyjechać z Białorusi.

Szok po nakazie lądowania

Na trzy godziny przed akcją na Rynku Kościuszki pojawiła się informacja, że na lotnisku w Mińsku doszło do awaryjnego lądowania samolotu, na pokładzie którego przebywał opozycjonista i dziennikarz, współzałożyciel kanału Nexta 26-letni Roman Protasiewicz. Lądowanie miały wymusić służby Białorusi. Samolot leciał z Aten do Wilna i został skierowany nieopodal granicy białorusko-litewskiej na lotnisko w Mińsku pod pretekstem alarmu bombowego. Na kanale Nexta m.in. relacjonowano protesty przeciwników reżimu Łukaszenki. Protasiewicz oskarżany jest na Białorusi o terroryzm, za co grozi kara śmierci.

O sprawie poinformowała jako jedna z pierwszych m.in. na Twitterze liderka białoruskiej opozycji, przebywająca na Litwie Swiatłana Cichanouska.

Napisała: „Reżim wymusił lądowanie samolotu w Mińsku, by aresztować dziennikarza i działacza Ramana Protasiewicza. Grozi mu kara śmierci. Żądamy natychmiastowego uwolnienia Ramana, dochodzenia i sankcji wobec Białorusi".

Uczestnicy białostockiej manifestacji nie kryli, że faktem – jak to określili – uprowadzenia przez władze białoruskie Protasiewicza – są zszokowani.

– Sądzę, że w związku z tym porwaniem cały świat jest w szoku i wyciągnie wobec władz Białorusi ostre konsekwencje. To było też stworzenie niebezpieczeństwa dla wszystkich ludzi, którzy byli w tym samolocie – mówiła Natalia Stsepantsowa, przedsiębiorczyni z Mińska, od 20 lat mieszkająca w Białymstoku. - Ciekawe, jak władze białoruskie wytłumaczą, że nie nakazano lecieć pilotowi tego samolotu na wprost 70 kilometrów – do Wilna, a kazały mu zawrócić i wylądować w Mińsku, oddalonym o 180 kilometrów.

Dodawała w kontekście represjonowania na Białorusi dziennikarzy:

– Wszędzie ludzie muszą mieć prawo do korzystania z różnych źródeł informacji, a nie tylko tych, które są cenzurowane przez aparat państwa. Sprawy dotyczące portalu np. Tut.by są sfabrykowane i mają wyłącznie polityczny charakter.

Inni uczestnicy protestu zwracali uwagę:

– Niezależne dziennikarstwo na Białorusi zawsze było jednym z najniebezpieczniejszych zawodów. Ale po sfałszowanych wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 roku reżim przekroczył wszelkie granice, jeśli chodzi o prześladowanie wolnych mediów. Dziennikarze i blogerzy są fizycznie maltretowani, ścigani, dostają surowe wyroki za głoszenie prawdy.

Wappa: to międzynarodowy terror

Kilkudziesięcioro Białorusinów i Białorusinek pojawiło się pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego z biało-czerwono-białymi flagami, zdjęciami uwięzionych białoruskich dziennikarzy i dziennikarek oraz tabliczkami: „Zabierają nam głos", „Zamykają nam usta", „My razem z Tut.by" czy „My nie ryby, chcemy mieć głos".

Jeden z protestujących – Jerzy Grygieńczo, który w lutym uciekł przed represjami z Grodna (po udziale tu w antyrządowych protestach), unosił ku górze zdjęcie więźnia politycznego, lidera opozycyjnych protestów z Lidy 50-letniego Witolda Aszuroka, który zmarł ostatnio w jednej z białoruskich kolonii karnych – zgodnie z oficjalną wersją w wyniku zatrzymania akcji serca (był skazany na 5 lat więzienia za udział w pokojowych protestach). Jerzy Grygieńczo znał zmarłego od dziesięciu lat. Teraz był pewien:

– Nieważne, czy go specjalnie zbili, czy nie dopilnowali, kiedy miał problemy z sercem. W jednym i drugim przypadku to przedstawiciele władzy ponoszą winę.

Uczestnicy i uczestniczki manifestacji pamięć Witolda Aszuroka uczcili minutą ciszy.

Manifestację z uwagą obserwowali mieszkańcy Białegostoku i turyści. Jedna ze starszych wiekiem białostoczanek stwierdziła do towarzyszącej jej kobiety:

– To niewyobrażalne, jak ten Łukaszenka chce zniszczyć cały swój naród.

W manifestacji wziął udział Eugeniusz Wappa, naczelny redaktor tygodnika Białorusinów w Polsce „Niwa", prezes nadającego z Białegostoku, transgranicznego, białoruskiego Radia Racja, przewodniczący Związku Białoruskiego w RP. W odniesieniu do zwrócenia samolotu z Romanem Protasiewiczem nie krył:

– To międzynarodowy terror w pełnym wydaniu.

I dodawał:

– Europa nie może milczeć i czekać z sankcjami politycznymi i ekonomicznymi w odniesieniu do wszystkich tych, którzy dopuścili się gwałtu na obywatelach Białorusi, w tym dziennikarzach. Więźniami politycznymi na Białorusi są wszyscy jej mieszkańcy. Niezależni dziennikarze są tymi, którzy pozwalają innym zrozumieć, co się tam dzieje.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Masowe aresztowania dziennikarzy

Zgodnie z nieoficjalnymi szacunkami w 2020 roku reżim Łukaszenki pod różnymi pretekstami zatrzymał około 480 dziennikarzy. W połowie lutego na dwa lata kolonii karnej skazano dziennikarki telewizji Biełsat Kaciarynę Andrejewą i Darię Czulcową. Represje dotknęły szefostwo białoruskiego Press Clubu, oskarżone o rzekome podatkowe nieprawidłowości. Milicja nęka niezależne Białoruskie Zrzeszenie Dziennikarzy (przeprowadzano np. przeszukania w jego siedzibie).

Wśród represjonowanych dziennikarzy na Białorusi jest Andrzej Poczobut, współpracownik „Wyborczej". To także działacz Związku Polaków na Białorusi. Został aresztowany w Grodnie 25 marca. Wraz z Poczobutem zatrzymano także Irenę Biernacką i Marię Tiszkowską, działaczki ZPB. Wszyscy zostali objęci postępowaniem karnym dotyczącym „podżegania do nienawiści na tle narodowościowym i rehabilitacji nazizmu", za co grozi od pięciu do 12 lat więzienia. Ostatnio Andrzej został przeniesiony do znanego z ostrego rygoru aresztu w Żodzinie. Wcześniej przebywał w mińskim areszcie Wołodarka. Kiedy tu był, w jego obronie wystąpił naczelny „Wyborczej" Adam Michnik, pisząc list do naczelnika Wołodarki.

Zdaniem działaczy opozycyjnych obecnie więźniami politycznymi na Białorusi są tysiące osób.

Zgodnie z komunikatem Prokuratury Generalnej w Mińsku sprzed tygodnia w sprawach karnych związanych z antyrządowymi protestami zostało skazanych dotąd ponad 400 osób. Według Centrum Praw Człowieka „Wiasna" w związku z masowymi protestami na Białorusi po prezydenckich wyborach 9 sierpnia ubiegłego roku wszczęto sprawy karne wobec co najmniej 950 osób. Za więźniów politycznych uznano już 290 osób. Najwyższy wyrok dotąd to 10 lat pozbawienia wolności. Pięcioletni wyrok otrzymał za „masowe zamieszki" nawet 16-latek chory na epilepsję.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Polskie MSZ zbiera głos

W piątek (21 maja) w sprawie represji dziennikarzy na Białorusi wydało oświadczenie biuro rzecznika prasowego polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Czytamy w nim: „Od wielu miesięcy na Białorusi trwa proces niszczenia niezależnych mediów. Represje wobec dziennikarzy stały się codziennością dla ludzi, którzy starają się wykonywać swoją pracę zgodnie z prawem". Nawiązano do czwartkowego (20 maja) zatrzymania w redakcji portalu internetowego Tut.by oraz piątkowego (21 maja) – w studiu nagraniowym telewizji Biełsat. W tym kontekście stwierdzono: „To kolejne przykłady działań ograniczających wolność słowa i prawo do rzetelnej informacji". Przypomniano: „Unia Europejska oraz wspólnota państw demokratycznych wielokrotnie wzywały Białoruś do wejścia na ścieżkę demokracji, w tym do zaprzestania prześladowań dziennikarzy. Dziś ponownie kierujemy ten apel do białoruskich władz. Konstruktywny dialog i respektowanie praw podstawowych to najwłaściwsze środki do osiągnięcia porozumienia na Białorusi".

Niezależny białoruski portal Nasza Niwa napisał w czwartek, że do studia, w którym miało się odbyć nagranie jednego z programów telewizji Biełsat, weszli funkcjonariusze; doszło do zatrzymań. Portal nie poinformował, gdzie konkretnie znajduje się to studio. Według portalu zatrzymano pracowników technicznych. Telewizja Biełsat to stacja białoruskojęzyczna, która nadaje z Polski i jest przez Polskę finansowana.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Z kolei jeszcze 18 maja przedstawiciele białoruskich władz weszli do redakcji i biur Tut.by w Mińsku, biur regionalnych oraz mieszkań niektórych pracowników tego portalu. Część pracowników zatrzymano. Komitet Kontroli Państwowej poinformował o wszczęciu sprawy karnej wobec kierownictwa Tut.by za „uchylanie się od płacenia podatków". Tego samego dnia dostęp do Tut.by został zablokowany. Prokuratura generalna wyjaśniła, że jest to związane z „publikowaniem niedozwolonych treści". W miniony piątek Tut.by podał w sieciach społecznościowych, że co najmniej trzy osoby spośród 14 zatrzymanych pracowników niezależnego białoruskiego portalu Tut.by przewieziono do aresztu śledczego w Żodzinie.

Działający od blisko 21 lat Tut.by to największy, niezależny portal informacyjny na Białorusi. Dociera do 60 proc. odbiorców internetu.

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.