Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Chcesz wiedzieć, czym żyje Białystok? Zapisz się na nasz poranny newsletter lokalny, a nic Cię nie ominie!

Pierwszy dom tymczasowego pobytu dla obywateli i obywatelek Białorusi zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich w Białymstoku, rozpoczął działalność 8 grudnia, w osiemnastym tygodniu trwających tam powyborczych represji.

Wśród bajkowych ulic

Ten trzykondygnacyjny budynek (shelter) przy ul. Kopciuszka niełatwo odnaleźć pomiędzy małymi uliczkami Jaroszówki. Budynek wtapia się w szereg innych domów jednorodzinnych przy sąsiadujących ze sobą bajkowych ulicach: Czerwonego Kapturka, Skrzatów, Krasnoludków czy Rumcajsa. Na Kopciuszka najłatwiej dojść od Rycerskiej. Od tej strony właśnie z oddali rzuca się w oczy biało-czerwono-biała flaga wisząca na werandzie obok baneru w tych samych barwach. Przy skrzynce pocztowej zawieszonej na furtce bramy domu wlepka: „Fundacja Białoruś 2020”.

Białystok. Dom tymczasowego pobytu dla Białorusinów zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckichBiałystok. Dom tymczasowego pobytu dla Białorusinów zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich Fot. Grzegorz Dąbrowski

To właśnie założyciele i założycielki tej fundacji wpadli na pomysł otwarcia takiego „schroniska”. Fundacja została założona w Białymstoku po sierpniowych wyborach prezydenckich na Białorusi przez przedstawicieli i przedstawicielki tutejszej diaspory białoruskiej, żyjących w Białymstoku od kilku lat. Pomysł uruchomienia „sheltera” wsparła Fundacja „Kraj do życia”, związana z kandydatką w ostatnich wyborach prezydenckich na Białorusi Swiatłaną Cichanouską, która musi obecnie przebywać na emigracji (jest na Litwie).

– Pomysł stworzenia tego domu zrodził się, kiedy do Białegostoku trafiła trójka studentów relegowanych z uczelni za swoje poglądy polityczne i udział w protestach po wyborcach 9 sierpnia – mówi Marina Leszczewska, prezeska Fundacji „Białoruś 2020”, psycholożka pochodząca z Mińska, która mieszka w Białymstoku już od pięciu lat. – Unikatowość tego projektu polega na tym, że jest on wyrazem solidarności Białorusinów całego świata. To oni, przedstawiciele białoruskich diaspor Kanady, Wielkiej Brytanii i wielu innych krajów, odezwali się na naszą prośbę i zebrali fundusze na wynajęcie tego domu. To wyraźnie pokazuje skalę zjednoczenia Białorusinów, niezależnie od tego, gdzie mieszkają.

Jak podkreśla, osoby, które w domu przy Kopciuszka już zamieszkały i będą przebywać w przyszłości (maksymalnie dwa miesiące każda), otrzymają nie tylko schronienie i dach nad głową, ale także będą mogły uczyć się podstaw języka polskiego oraz m.in. uczestniczyć w seminariach i spotkaniach adaptacyjnych. Mogą też liczyć także np. na wsparcie psychologiczne.

– Jednocześnie chcemy, aby nie utracili więzi z ojczyzną – zaznacza prezeska „Białorusi 2020”.

Dom może pomieścić siedemnaście osób. Tuż przed katolickimi świętami Bożego Narodzenia zamieszkiwało tu czternaścioro. Głównie relegowani studenci, ale i małżeństwo oraz kobieta z dziećmi.

W holu zaraz po wejściu na parterze rzuca się w oczy plansza niedawnej wystawy przed konsulatem białoruskim, poświęcona jednemu z narodowych zrywów białoruskich – powstaniu słuckiemu. Wystawa eksponowana była w miejscu, gdzie od sierpniowych wyborów zbierają się Białorusini i Białorusinki, protestujący przeciwko wyborczemu fałszerstwu i represjom, jakie po nich trwają. Obok planszy zawieszono regulamin pobytu w domu. Punkt trzeci głosi: „Staram się rozwiązywać wszelkie konflikty drogą spokojnej rozmowy w celu odnalezienia wzajemnego zrozumienia i akceptowalnego rozwiązani dla wszystkich stron. W każdej sytuacji zachowuję szacunek dla drugiej osoby i negatywnie oceniam nie człowieka, a jego zachowanie w konkretnej sytuacji”.

Ucieczka przez Bobrowniki

Białystok. Dom tymczasowego pobytu dla Białorusinów zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich. N/Z Kola z HomlaBiałystok. Dom tymczasowego pobytu dla Białorusinów zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich. N/Z Kola z Homla Fot. Grzegorz Dąbrowski

Na piętrze białoruskiego „sheltera” mieszka postawnej postury 22-letni Kola. Studiował na uniwersytecie technicznym w Mińsku. Pochodzi z Homla. 26 października brał udział w studenckim mitingu na swojej uczelni. Protestowano w tym dniu przeciw bezprawiu najpierw na terenie uczelni, a w końcu młodzi ludzie, w tym właśnie Kola wraz ze studentami innej uczelni wyszli na ulice. Na kanapie przestronnego pokoju gościnnego jego tymczasowego domu teraz przypomina: – Kiedy szliśmy grupą na spotkanie z protestującymi z tej drugiej uczelni, podjechali OMON-owcy i wszystkich nas zgarnęli. Zawieziono nas do jednego z rejonowych komisariatów. Od 11 rano do 11 wieczorem staliśmy tam przyparci twarzami do ściany, z rękoma za plecami. Potem przewieziono nas do więzienia w Żodzino [50 km na wschód od Mińska – red.]. Już następnego dnia sądzono. Niektórych skazano na kilka dni więzienia, niektórych wypuszczono, w tym mnie. Od razu po wyjściu dowiedziałem się, że zostałem wyrzucony z uczelni, jak ponad 60 studentów, którzy protestowali. W gabinecie, gdzie informowano o wyrzuceniu, czekał już wojskowy, który każemy chłopkowi wyrzuconemu wręczał wezwanie do wojska. Nie czekałem, aż mi wręczy. Skontaktowałem się z wolontariuszami z Fundacji „Kraj do życia”, którzy pomagają m.in. relegowanym z uczelni i od razu pojechałem na granicę z Polską w Bobrownikach. Białoruscy pogranicznicy nie robili problemów, nie byłem jeszcze w ich czarnych spisach. Polscy pogranicznicy już wiedzieli, że będę uciekał z Białorusi, bo wolontariusze zawiadomili o tym polski MSZ tak, jak to się dzieje i w innych przypadkach. Straż graniczna odwiozła mnie na kwarantannę do Wasilkowa i dała 15 dni na zalegalizowanie pobytu w Polsce. Na kwarantannie dostaliśmy kontakty na ludzi z Fundacji „Białoruś 2020”, którzy pomogli mi w wynajęciu mieszkania. Stamtąd przejechałem do tego domu, jak tylko został otwarty.

Marzenie o łódzkiej filmówce

Kola opowiada spokojnie, ale stanowczo: – Jak wyjeżdżałem, mama nie mogła opanować płaczu, ale mnie rozumiała. Tak jak cała rodzina, która zrzuciła się, żebym przynajmniej na początku miał za co przeżyć w Polsce. Na Białorusi dotąd widać nie wiedzą, że wyjechałem, bo przychodzą pisma z wojska, żebym się stawił. U nas za uchylanie się od wojskowej służby grozi więzienie.

Ocenia: – Po moim wyjeździe na Białorusi robi się coraz gorzej. Ci ludzie w maskach pozwalają sobie na coraz większą przemoc. Ekonomia Białorusi i tak była słaba, ale teraz jest tragicznie. Co rusz wprowadzają nowe podatki. Jeśli ekonomicznie nikt nie będzie podtrzymywał Białorusi, ten system szybko upadnie.

Jest przekonany: – Te masowe protesty nie tylko osłabiają samoocenę tyrana, ale i właśnie uderzają w ekonomikę. Każdego dnia do strajków dołączają kolejne zakłady pracy. W końcu staną wszystkie. Wąsaty już rozumie, że nie może robić bezprawnie wszystkiego, co mu się spodoba, bo naród się zjednoczył. Mnie, kiedy wyszedłem z więzienia, witało całe podwórko. To byłoby wcześniej niewyobrażalne. Tej siły w moim kraju nie da się zatrzymać.

Białystok. Dom tymczasowego pobytu dla Białorusinów zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich. N/Z Mikołaj i IwanBiałystok. Dom tymczasowego pobytu dla Białorusinów zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich. N/Z Mikołaj i Iwan Fot. Grzegorz Dąbrowski

Kola po przyjeździe do Polski zgłosił chęć udziału w programie Konstantego Kalinowskiego. Został ostatnio jego stypendystą. Program ten został zainicjowany w marcu 2006 roku. Ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz i Aleksander Milinkiewicz, wtedy przedstawiciel Bloku Zjednoczonych Sił Demokratycznych na Białorusi oraz rektorzy Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich i Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich podpisali list intencyjny na Uniwersytecie Warszawskim, zgodnie z którym naukę na polskich uczelniach mogą kontynuować ci z młodych Białorusinów, którzy tego nie mogą robić w swoim kraju ze względu na swoje polityczne poglądy. Od końca sierpnia – w związku z sytuacją na Białorusi – trwał dodatkowy nabór do tego programu.

W jego ramach Kola chce kontynuować w Polsce naukę na reżyserii w Szkole Filmowej w Łodzi. Tymczasem jednak jako stypendysta od stycznia będzie przez rok uczył się języka polskiego i dopiero potem przystąpi do egzaminów do łódzkiej filmówki.

Mam wobec Polski dług

Do programu Klinowskiego dołączy niebawem też inny mieszkaniec domu przy Kopciuszka – 21-letni Matwiej. Pochodzi z Homla. Kształcił się na elektryka. W Polsce chciałby studiować na wydziale którejś z uczelni, gdzie mógłby zgłębiać tajniki odnawialnych źródeł energii. W drugim dniu protestów, 10 sierpnia trafił do bodaj najsłynniejszego więzienia na Białorusi – przy ulicy Akrescina w Mińsku, gdzie od lat trafiają działacze opozycji.

Po ponad czterech miesiącach relacjonuje, jakby wszystko, co go spotkało, stało się wczoraj: – Po raz pierwszy trafiłem do więzienia „z rozdzielnika”. Obiecałem mamie, że nie pójdę w tym dniu protestować. Wyszedłem wieczorem tylko do sklepu po papierosy. Kiedy z niego wychodziłem, przed sklepem stali już milicjanci i od razu zgarnęli mnie na Akrescina. Dlaczego? Bo znalazłem się w tym dniu wieczorem na ulicy. Na Akrescina trzymali mnie trzy doby. W jednym z pomieszczeń było nas 84. Nie dało się nawet usiąść. Wybili mi dwa zęby, odbili nerki. Tuż po wyjściu wróciłem do Homla. I tu już nie przepuszczałem żadnego z protestów. W końcu we wrześniu i tu mnie aresztowano. Tym razem już mieli za co [śmiech]. Zasądzono mi osiem dni więzienia. 30 września aresztowano mnie po raz trzeci. Tuż potem chciano sądzić za kryminalne przestępstwo, udział w masowych zamieszkach i uchylanie się od służby wojskowej. Cudem udało mi się uciec. Nie zdążyłem zdobyć humanitarnej wizy, przekraczałem granicę bez wizy. Podwieziono mnie pod granicę. W Brześciu białoruskie służby graniczne cofnęły mnie, a KGB poddało sześciogodzinnemu przesłuchaniu na wykrywaczu kłamstw, ale w końcu puścili. Polskim pogranicznikom powiedziałem po prostu, że uciekam. W końcu odwieziono mnie do Białej Podlaskiej na kwarantannę. Byłem tu aż do czasu kiedy skontaktowali się m.in. ze mną wolontariusze z Fundacji „Białoruś 2020” i zaproponowali przejazd do tego domu, który mieli otworzyć.

Kola stara się przewidzieć, co będzie dalej z nim i Białorusią: – Chcę się skupić na nauce, pracy, no i pomocy tym, którzy zostali na Białorusi. Polska przez te ponad dwa miesiące kiedy tu jestem zrobiła dla mnie więcej niż Białoruś przez całe moje życie. Czuję, że mam wobec Polski dług i powinienem go spłacić. Jak? Tego jeszcze nie wiem. A na Białorusi nie można już zatrzymywać tych pokojowych protestów. Biało-czerwono-białe flagi nie tylko na nich już się pojawiają, ale i masowo w oknach, słupach ulicznych, drzewach. Więzienie da się przeżyć, ale zgody na dziejące się bezprawie, na przemoc zgody być nie może. Trzeba system osłabiać ekonomicznie. To bolesne, ale konieczne. Jeśli OMON-owcy przestaną dostawać pieniądze, to i bić przestaną.

Prorektor do spraw bezpieczeństwa

20-letnia Tatiana sprawia wrażenie bardzo delikatnej osoby. Studiowała w Mińsku na uniwersytecie medycznym. W ramach programu Kalinowskiego chce kontynuować naukę na medycynie w Gdańsku. Dlaczego akurat tutaj?

– Zawsze marzyłam, żeby mieszkać blisko morza – wyznaje.

Białystok. Dom tymczasowego pobytu dla Białorusinów zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich. N/Z Tatiana. Studiowała w Mińsku na uniwersytecie medycznym. W ramach programu Kalinowskiego chce kontynuować naukę na medycynie w GdańskuBiałystok. Dom tymczasowego pobytu dla Białorusinów zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich. N/Z Tatiana. Studiowała w Mińsku na uniwersytecie medycznym. W ramach programu Kalinowskiego chce kontynuować naukę na medycynie w Gdańsku Fot. Grzegorz Dąbrowski

Robi się nieco nerwowa, kiedy przywołuje swoją historię: – Po tym, jak brałam udział w ulicznych protestach, zaczęto grozić także moim rodzicom. Podsłuchiwano nasz telefon. Rodziców wzywano do rektoratu i opowiadano gdzie i z kim się spotykam. Straszono, że trafię do więzienia. Na uczelni słyszałam od jej pracowników: „Zdolna dziewczyna, może być dobrym lekarzem, aż żal, że może się jej coś przytrafić”. Czułam, że szykują się, aby wyrzucić mnie z uczelni, a jeszcze wcześniej wywiozą gdzieś i nikt się nie dowie dokąd. Znajoma adwokatka przyznała, że może mi grozić nawet do 15 lat i zasugerowała, że warto, abym zrobiła wizę humanitarną. Nie mogłam czekać. Zrobiłam wizę i wyjechałam do Białegostoku.

O represyjnym systemie na Białorusi, w tym na jej uczelni w odniesieniu do politycznie niepokornych studentów, Tatiana chce teraz opowiedzieć całemu światu. O każdym „złym” z nazwiska. Choćby o prorektorze do spraw bezpieczeństwa, powołanym w związku „ze społecznymi niepokojami” – człowieku, który swojego nazwiska nie podaje, a zajmuje się wyłącznie blokowaniem protestów, analizą poglądów studentów oraz wykładowców, który zdecydował o usunięciu w końcu października za udział w manifestacjach 20 studentów uczelni Tatiany.

Białorusini to partyzanci

20-latka nie kryje, przywołując Łukaszenkę: – Chcę żeby wszyscy wiedzieli o tych, którzy teraz pomagają niszczyć naród temu człowiekowi, który stracił zmysły, i jego małpom. Kiedy władza się zmieni, także oni będą musieli odpowiedzieć za te wszystkie niegodziwości.

Zauważa: – Nie jest prawdą, że protestują na Białorusi i wyjeżdżają z niej ci, którzy nie mają nic i nikogo do stracenia. Wszyscy ludzie, którzy żyją w tym domu, coś musieli zostawić, coś utracili. Ja opuściłam wszystko, co kochałam: studia i pracę w stacji pogotowia ratunkowego, chłopaka – z którym jestem dwa lata, a który nie może teraz wyjechać, rodzinę, przyjaciół, psy. Zrobiłam jednak to, co powinnam jako obywatelka i niczego nie żałuję. Jeśli wszyscy Białorusini przestaną się bać ryzyka i weźmie w nich górę odpowiedzialność za nasz kraj i za wszystkich, to do zmian u nas dojdzie szybciej. Białorusini jednak to nie naród, który chwyci za broń i będzie do siebie strzelał. Białorusini to partyzanci. Ta wojna będzie więc partyzancka i może jeszcze potrwać. Chciałabym się mylić, że będzie długa.

Białystok. Dom tymczasowego pobytu dla Białorusinów zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckichBiałystok. Dom tymczasowego pobytu dla Białorusinów zmuszonych opuścić własny kraj po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich Fot. Grzegorz Dąbrowski

Od razu po tym, jak na werandzie domu przy ul. Kopciuszka pojawiła się biało-czerwono-biała flaga, jego mieszkańcom sąsiedzi zaczęli podrzucać jedzenie. Przychodzili i wciąż przychodzą też, aby po prostu porozmawiać, podtrzymać ich na duchu. Przed katolickimi świętami Bożego Narodzenia codziennie przez stronę fundacji na Facebooku mieszkańcy i mieszkanki „sheltera” otrzymywali propozycje wsparcia. Niemal codziennie pojawiał się tu ostatnio ktoś z prezentami: zapasami jedzenia, środkami higieny osobistej, ale i sprzętem gospodarstwa domowego, kocami, ręcznikami... Święta Bożego Narodzenia wszyscy będą tutaj spędzać razem. Jak wielu białostoczan i białostoczanek. I te katolickie teraz i te za dwa tygodnie – prawosławne.

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.