W niedzielne (20 września) południe na polsko-białoruskim przejściu granicznym w Kuźnicy Białostockiej motocykliści z całej Polski oraz Białorusinki i Białorusini mieszkający w naszym kraju wsparli walczących o wolność i demokrację na Białorusi. W powietrze uleciały biało-czerwono-białe baloniki. Ci, którzy je wypuścili, jednak zostali spisani przez policję.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na polsko-białoruskim przejściu granicznym Kuźnica Białostocka - Bruzgi pojawiło się w nieodłącznych skórzanych kombinezonach około trzystu motocyklistów i motocyklistek z całej Polski oraz ponad setka m.in. Białorusinów z diaspory białoruskiej Białegostoku, którzy regularnie spotykają się na pikietach pod konsulatem białoruskim w podlaskiej stolicy - protestując tu przeciw sfałszowanym wyborom prezydenckim w ich kraju i trwającym po nich represjom.

Solidarność białoruskich tirowców

Przejechali pod granicę w Kuźnicy, aby w ramach akcji „Autostrada do wolności” pokazać, „jak ważna jest wolność i solidarność zwykłych ludzi, którzy są apolityczni, ponad podziałami” i że „są czuli na czyjąś krzywdę”

Akcja została zorganizowana przykładem Litwinów, którzy w końcu sierpnia utworzyli 32-kilometrowy „żywy łańcuch” solidarności z Białorusinami walczącymi o demokratyczne przemiany w swoim kraju i poddanymi represjom po wyborach prezydenckich 9 sierpnia – od placu Katedralnego w Wilnie do miejscowości Miedniki przy granicy z Białorusią (udział w nim wzięło około 50 tysięcy osób).

W niedzielę manifestujący zebrali się na parkingu jednego z zajazdów kilka kilometrów od granicy, gdzie już daleko przed nim ciągnęła się kolejka tirów oczekujących, aby wjechać na Białoruś. Stąd przy dźwięku klaksonów wyruszyli na parking przed dawną szkołę w Kuźnicy. Po drodze wielu kierowców tirów, w tym na białoruskich rejestracjach, na widok kolumny zmierzającej do granicy i biało-czerwono-białych flag, z kabin unosiła w ich stronę do góry dłonie z palcami w znaku wiktorii.

Dalej manifestanci pieszo przeszli z biało-czerwono-białymi flagami, wstążeczkami i balonikami w pobliże samego przejścia granicznego. Na czele jechało zaledwie piętnaście motocykli, bo na zbliżenie się tylu w to miejsce pozwoliła im policja i straż graniczna.

Podjechali niemal pod samą granicę z rykiem silników, a manifestujący pieszo w pierwszym szeregu trzymali transparent w biało-czerwono-białych barwach: „Solidarni z Białorusią. Żywie Biełaruś”. W środku pochodu manifestujący około dwudziestometrową flagę w biało-czerwono-białych barwach nieśli ponad swoimi głowami.

Białoruś. Przy granicy zabrzmiały „Mury”

Po drodze w Kuźnicy (na ul. Grodzieńskiej) i nieopodal samej granicy skandowano co rusz po białorusku: „Niech żyje Białoruś!”, „Wierzymy, możemy, zwyciężymy!” czy „Łukaszenka odejdź!”, a po polsku: „Solidarni z Białorusią”.

Białorusini zaśpiewali w białoruskiej wersji językowej swoisty hymn protestów w ich kraju: „Mury” Jacka Kaczmarskiego, a Polacy – w polskiej. Niektórzy z Białorusinów intonowali piosenkę, w której przewijały się słowa: „Jesteśmy żywym narodem, my Białorusini”.

Organizatorzy akcji (na Facebooku) nie zapraszali na nią żadnych polityków ze strony polskiej ani białoruskiej. Zaznaczali: – Wydarzenie poświęcone jest pokojowemu solidaryzowaniu się z Białorusinami, ludzi z ludźmi. Nie jesteśmy „przeciw”. Jesteśmy „za”. Za tym czego politycy nam nie dają – za wolnością, swobodą.

Zmotoryzowaną manifestację solidarności z Białorusią na granicy zainicjował 50-letni psycholog i harleyowiec Dariusza Frejnagela z Gdańska.

W rozmowie z „Wyborczą” mówił: – Czy ta akcja przyniesie jakiś efekt, nie wiem, ale sądzę, że to ważne wsparcie Białorusinów od nas Polaków, którzy jesteśmy obywatelami Unii Europejskiej.

Spisani przez policję za baloniki

Jedna z manifestujących motocyklistek z Białegostoku tłumaczyła: – Chcemy okazać Białorusinom wsparcie, pokazać, że nie są sami, że walczą o demokrację i wolność tak jak my o nią walczyliśmy.

Natalia Siepancowa, Białorusinka od 20 lat mieszkająca w Polsce nie kryła: – Jak najwięcej ludzi na całym świecie musi dowiedzieć, co się dzieje na Białorusi. Każdy z nas, protestujących, jest kroplą, z której będzie deszcz.

Jedna z organizatorek protestów pod konsulatem białoruskim w Białymstoku, psycholożka z Mińska, od pięciu lat mieszkająca w podlaskiej stolicy Marina Leszczewska zaznaczała: – Ważne, żeby Białoruś nie wychodziła z głowy polityków w Europie i na świecie.

Przy tym przyznała, że nie wierzy, aby Łukaszenka zamknął granicę Białorusi z Litwą i Polską, czym ostatnio zagroził: – Nie może sobie na to pozwolić, w końcu Białoruś to kraj tranzytowy, żyje z tranzytu. Pewne restrykcje w przekraczaniu granicy może wprowadzić w odniesieniu do zwykłych obywateli, ale to wywoła jeszcze większy bunt, zwłaszcza tych Białorusinów, jacy zajmują się drobnym handlem [transgranicznym – red.].

Podobnego zdania byli też białoruscy kierowcy tirów, z którymi rozmawialiśmy (w niedzielę ruch samochodów osobowych w Kuźnicy odbywał się nadal tak jak dotąd).

Na koniec manifestacji uleciało w powietrze kilkadziesiąt biało-czerwono-białych baloników. Niektóre wiatr powiał na Białoruś, w tym ze zdjęciem Aleksandra Łukaszenki. Uczestnicy i uczestniczki akcji między sobą żartowali: – Pewnie Łukaszenka każe je zestrzelić z wojskowych samolotów.

Osoby, które wypuściły baloniki, zostały spisane przez policję. Jak usłyszeliśmy od jednego z policjantów, mogą zostać ukarane przez straż graniczną, bo aby baloniki mogły sobie pofrunąć nad granicą, potrzebna jest ich zgoda, a tej nie było.

Bialacki: Półfaszystowska klika

W przeddzień akcji na granicy w Kuźnicy uczestnicy i uczestniczki kolejnej demonstracji pod konsulatem białoruskim w Białymstoku połączyli się telefonicznie z Alaksandrem Bialackim, stojącym na czele białoruskiego Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”, członkiem prezydium Rady Koordynacyjnej, której celem jest doprowadzenie do pokojowej zmiany władzy na Białorusi. Bialacki przypominał, że represje reżimu Łukaszenki zaczęły się niemal zaraz potem jak doszedł on do władzy w 1994 r. i zaznaczał, że obecnie sytuacja w tym względzie jest – jak to określił – bardzo tragiczna.

Zwracał uwagę: – Na Białorusi wyrosło nowe pokolenie i ludzie, którzy chcą żyć zgodnie z zasadami sprawiedliwości, w prawdzie, w normalnym kraju, gdzie szanuje się ich prawa, ludzie mogą mówić, co chcą, gdzie są normalne sądy, które wydają niezależne, sprawiedliwe wyroki.

Reżim Łukaszenki określił „półfaszystowskim kliką, która trzyma się na karabinach”.

Dodawał: – Tworzy się u nas w rzeczywistości okupacyjna sytuacja, która przypomina Polskę lat 80. i okres stanu wojennego, kiedy tysiące ludzi siedziało w więzieniach, było internowanych, jednak wspólny nacisk na władzę doprowadził w końcu do Okrągłego Stołu i tych zmian, które ostatecznie postawiły Polskę na drodze demokratycznej.

Przekonywał, że wpływ na zmianę sytuacji na Białorusi będzie miała także pogarszająca się ostatnio drastycznie sytuacja ekonomiczna w kraju i samych Białorusinów, w tym tych, którzy napotykać zaczęli na trudności w przekraczaniu granicy z Polską, a którzy jeżdżą tu w celach handlowych.

Po wyborach prezydenckich na Białorusi. Łukaszenka zamyka granice z Polską i Litwą, i straszy wojną

Tymczasem przy granicy w Kuźnicy w niedzielę zauważyliśmy około dwudziestu rowerów przymocowanych do stojaków, którymi Białorusini z regionów przygranicznych po przekroczeniu granicy udawali się na zakupy do pobliskich polskich miejscowości. Jak się dowiedzieliśmy od jednego z pograniczników, od pół roku w związku z pandemią koronawirusa nikt z nich nie korzysta.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem