Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Poseł Robert Tyszkiewicz (przewodniczący podlaskiej PO i przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. Białorusi), przywołując naszą relację z kolejnego protestu pod białoruskim konsulatem w Białymstoku, poinformował na Facebooku: - Nie możemy pozwolić na to, aby pojawiały się jakiekolwiek spekulacje, że policja wykonuje polecenia pracowników białoruskiego konsulatu.

Białorusini w Polsce. Wkurzyło mnie, że prezydent boi się swojego narodu

Policja. Interwencja funkcjonariuszy prewencji

W związku z tym poseł Tyszkiewicz zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych oraz komendanta miejskiego policji w Białymstoku o wyjaśnienie działań mundurowych, które zostały przez nich podjęte w minioną w środę (9 września) wobec protestujących pod białoruskim konsulatem przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim na Białorusi i trwającym tam represjom.

Jak opisywaliśmy, tuż przed rozpoczęciem tej pikiety pojawili się funkcjonariusze oddziału prewencji podlaskiej policji. Nieoczekiwanie podeszli do dwóch Białorusinów w tłumie i kazali im wraz z nimi odejść na stronę. Bez podania przyczyn Białorusini zostali spisani. Policjanci tłumaczyli im już po spisaniu, że podejrzewano ich o rzucanie jakimiś przedmiotami na teren przyległy bezpośrednio do konsulatu.

- Kiedy to miało niby być, tego nam nie powiedziano. Nagrać to miała podobno kamera umieszczona przed konsulatem. Niczym nigdy nie rzucaliśmy - zapewniali obaj mężczyźni w rozmowie z „Wyborczą” tuż potem, jak wrócili na manifestację.

I pytali: - Czy polska policja wykonuje polecenia pracowników białoruskiego konsulatu?

Robert Tyszkiewicz. Osłabianie zaufania Białorusinów

W interpelacji do szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego i Komendanta Miejskiej Policji w Białymstoku insp. Macieja Wesołowskiego poseł Robert Tyszkiewicz pisze: „Pokojowo protestujący Białorusini nie mogą mieć poczucia nękania ze strony aparatu państwa, tym bardziej że funkcjonariusze policji nie przedstawili im jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia spisania ich danych. W sytuacji, w której przedstawiciele różnych opcji politycznych w naszym kraju zaangażowali się we wsparcie dla białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego, takie działania policji, jak opisane przez »Gazetę Wyborczą«, mogą osłabić zaufanie Białorusinów wobec polityki Polski. Z ich strony już pojawiają się pytania, czy policjanci wykonywali polecenia białoruskiego konsulatu, co byłoby absolutnie niedopuszczalne. Stanowczo uważam, że wobec powyższej sytuacji nie można przejść do porządku dziennego”.

Robert Tyszkiewicz pyta szefa MSWiA i komendanta Wesołowskiego, na jakiej podstawie spisano Białorusinów przed konsulatem w Białymstoku, czy zgłoszenie w sprawie protestujących dokonali pracownicy konsulatu i jakie działania zamierzają obaj podjąć, aby nie powtarzały się podobne interwencje policji wobec protestujących.

Tymczasem, kiedy zapytaliśmy rzecznika podlaskiej policji Tomasza Krupę o to, czy policjanci wszczęli działania wobec dwóch Białorusinów wybranych z grupy manifestujących po interwencji konsulatu, nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Rzecznik Krupa powiedział tylko, że policja zobowiązana jest do zapewnienia bezpieczeństwa każdemu, kto znajduje się na terytorium Polski, i każdy przebywający w Polsce musi przestrzegać obowiązującego tu prawa.

Po manifestacji pod białoruskim konsulatem 30 sierpnia jedna z jej współorganizatorek opowiadała „Wyborczej”, że kiedy po tej pikiecie pozostało pod konsulatem kilka osób, przed budynek wyszła konsul generalna Ałła Fiodorowa i nieoczekiwanie rzuciła w miejsce, gdzie po przeciwnej stronie protestowano… dynię.

Relacjonowała: - Konsul zaczęła fotografować miejsce naszej manifestacji i stwierdziła, że to będę dowody dla policji. Nie wyjaśniła, o co chodzi.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.