Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po wyborach prezydenckich na Białorusi 9 sierpnia, w czasie jednej z manifestacji pod białoruskim konsulatem w Białymstoku jej współorganizator 34-letni Dźima Siauko mówił poruszony: - Jesteśmy w szoku. Nikt nie przypuszczał, że milicja w Mińsku zacznie używać granatów hukowych i gumowych kul wobec pokojowo nastawionych demonstrantów, którzy chcieli tylko pokazać, że chcą żyć w wolnym kraju.

Białystok odwiedzi Paweł Łatuszka, członek prezydium białoruskiej Rady Koordynacyjnej

Nie wytrzymał presji, zamknął firmę

Na innej z pikiet pod konsulatem Dźima nie krył łez, kiedy wspominał o dzieciakach wpychanych z białoruskich ulic siłą do milicyjnych wozów. Na manifestacjach na Rynku Kościuszki w nieodłącznej koszulce z napisem: „Jesteśmy tacy jak wy. Chcemy być wolni” i z flagą biało-czerwono-białą łamiącym się głosem dziękował białostoczanom i białostoczankom za solidarność z Białorusią. Dumnie szedł centrum Białegostoku w pierwszym szeregu blisko dwutysięcznego tłumu w „Marszu solidarności z Białorusią” i skandował wraz z innymi „Wierzymy, możemy, zwyciężymy!", „Nie zapomnimy, nie wybaczymy!", „Żywie Biełaruś”.

Pamięta dokładnie:

- Zamieszkałem w Polsce 26 grudnia 2016 r. Przyjechałem w poszukiwaniu pracy. Na Białorusi praca niby jest, ale wyżyć się z niej nie da.

Po odbyciu obowiązkowej służby w wojsku (służył w obronie przeciwlotniczej) Dźima pracował jako kierowca ciężarówki - tak jak teraz w Białymstoku. W Grodnie był też kierowcą miejskich autobusów, a potem woził pasażerów po całej Białorusi i na Litwę. Zarabiał też na życie w firmie produkującej okna. W końcu z żoną otworzył własną firmę - cukierniczą.

Wyjaśnia: - Na Białorusi nie ma tak, jak w Polsce, że państwo pomaga tym, którzy chcą założyć swój pierwszy biznes. Trzeba sobie samemu radzić. Do tego ci, którzy chcą zajmować się biznesem na własną rękę z założenia są podejrzani. Tak było i z nami. Bez przerwy mieliśmy różne kontrole, sankcje. W końcu tej presji nie wytrzymaliśmy i zamknęliśmy firmę.

Dźima znalazł w końcu pracę w dużej prywatnej firmie produkującej karmę dla zwierząt. Zaraz potem - na fali zmasowanej akcji aresztowań dyrektorów dużych prywatnych firm po wyborach prezydenckich 2015 r. - i jego szefa wsadzono do więzienia.

Dźima przypomina: - Łukaszenka po prostu stwierdził, że budżet państwa jest dziurawy. Postanowił rozprawić się z prywatnymi, silniejszymi biznesmenami i wyssać z nich ile się da. Nasz szef, żeby wyjść z więzienia musiał zapłacić setki tysięcy dolarów kaucji. Podobnie Łukaszenka ściągał pieniądze z innych prywatnych przedsiębiorców. Tej atmosfery, kiedy wciąż po firmie chodzi KGB, nie dało się wytrzymać. I to wtedy pomyślałem po raz pierwszy, że dość. Trzeba wyjechać gdzieś za granicę i szukać sobie pracy. Do tego pieniędzy, które wtedy zarabiałem, starczało ledwie na opłacenie mieszkania i jedzenie.

Do Białegostoku trafił dzięki agencji, która pośredniczy na Białorusi w znalezieniu pracy za granicą.

Dźima Siauko zamieszkał w Polsce 26 grudnia 2016 r. Przyjechał w poszukiwaniu pracyDźima Siauko zamieszkał w Polsce 26 grudnia 2016 r. Przyjechał w poszukiwaniu pracy Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Chodzili za mną nawet na spacerach

Na Białorusi pozostał jego 13-letni syn z pierwszego małżeństwa. W Białymstoku mieszka z drugą żoną i jej 18-letnią córką z pierwszego małżeństwa oraz 5-letnią, ich wspólną. Młodsza chodzi tu do przedszkola, starsza skończyła jedno z białostockich liceów i chce studiować psychologię.

- Żona wciąż suszy mi głowę, że się dziećmi nie mam czasu zajmować, że wracam z pracy, myję się, jem i zaraz biegnę na pikiety pod konsulat

W Grodnie Dźima nie angażował się w organizację „wywrotowych” pikiet, ale jak tylko mógł wspierał opozycję. Zwłaszcza Młody Front. Zbierał z jego działaczami podpisy pod żądaniem przywrócenia biało-czerwono-białej flagi i herbu Pogoni jako symboli państwowych. Na kilka miesięcy przed wyjazdem do Polski razem z ówczesnym liderem Młodego Frontu Dźmitrijem Daszkiewiczem zawiózł zebrane podpisy do ministerstwa kultury w Mińsku: - Od tamtej pory byłem pod obserwacją KGB. Chodzili za mną nawet na spacerach po parku z córką. Żonie to moje zaangażowanie bardzo się nie podobało. Nawet groziła rozwodem. Kiedy tylko przyszła mi myśl o wyjeździe, była zadowolona. Była przekonana, że nie będę zajmował się polityką i będziemy żyć spokojnie.

Dźima jednak i w Polsce nie wytrzymał. Razem z dwójką młodych działaczy opozycyjnych 29 października 2019 r. pojawił się pod konsulatem białoruskim w Białymstoku, aby uhonorować pamięć rozstrzelanych w XIX wieku białoruskich poetów, a przy okazji osób prześladowanych przez reżim Łukaszenki.

Porusza mnie każda niesprawiedliwość

Kiedy Dźima w czerwcu zobaczył na Facebooku, że pochodząca z Mińska, a mieszkająca w Białymstoku od pięciu lat nieznana mu wtedy psycholożka Marina Leszczewska proponuje, aby prowadzić akcje pod konsulatem białoruskim w Białymstoku i w ich ramach solidaryzować się z poddawanymi represjom rodakami, bez wahania postanowił dołączyć z pomocą.

- Porusza mnie każda niesprawiedliwość - tłumaczy teraz. - Kocham wolność. Nie mogę znieść, kiedy nie można mówić tego, co się myśli. I na Białorusi właśnie to przede wszystkim jest nie do zniesienia.

Przywołuje: - Kiedyś jechałem autobusem po Grodnie i jedna ze starszych kobiet zaczęła głośno mówić coś złego o Łukaszence. Na najbliższym przystanku czekała już na nią milicja i ją zabrali. Kiedy do Grodna kilka lat temu przyjechał Łukaszenka, szedłem właśnie ulicą, którą miał przejeżdżać i milicja w mundurach i nieumundurowani kazali przechodniom zejść z chodników i poukrywać się, a niektórych spędzili na ten czas do tunelu przy dworcu autobusowym. Straszyli ludzi, że jak się nie pochowają zostaną aresztowani. Wkurzyło mnie zwłaszcza to, że prezydent boi się swojego narodu.

Jakby na marginesie wtrąca:

- Łukaszenka boi się Grodna, bo podobno jakaś wróżka przewidziała, że go tam zabiją. A tak serio, jest ono bliżej Polski. Wielu stąd jeździ do Polski i widzi jak można żyć, że wolność słowa tu jest, przynajmniej póki co.

Na pierwszą manifestację pod konsulat przyszło niespodziewanie około 200 osób - Białorusini i Białorusinki pracujący i uczący się w Białymstoku i okolicach. Okazało się, że może ich tu być nawet z dziesięć tysięcy. Po sfałszowanych wyborach na Białorusi i wzmożonej fali represji, jaka zaczęła się już 9 sierpnia, Dźima i Marina Leszczewska skrzykiwali innych codziennie. Ostatnio manifestacje tu odbywają się dwa razy w tygodniu: w środy i soboty. Obok wejścia do konsulatu od pierwszej pikiety pojawiały się znicze i kwiaty ku czci ofiar represji i zdjęcia zabitych w ich wyniku. Były sukcesywnie w tajemniczy sposób usuwane. Dlatego w mijającym tygodniu takie miejsce pamięci stworzono naprzeciw konsulatu - za zgodą tutejszych mieszkańców. Na przeciwległym płocie zawisły biało-czerwono-białe flagi i Pogoń.

Dźima Siauko (na zdjęciu drugi z lewej) zamieszkał w Polsce 26 grudnia 2016 r. Przyjechał w poszukiwaniu pracyDźima Siauko (na zdjęciu drugi z lewej) zamieszkał w Polsce 26 grudnia 2016 r. Przyjechał w poszukiwaniu pracy Fot. Grzegorz Dąbrowski

Dumny jestem z kobiet na Białorusi

Dźmia rysuje najbliższą przyszłość: - Nawet jeśli Łukaszenka zostanie zaprzysiężony, i tak to już będzie tylko zwykły człowiek. Na pewno nie prezydent, bo nie został przez naród wybrany. Boję się manewrów wojskowych zapowiedzianych na jesień w obwodzie grodzieńskich, bo od nich może rozpocząć się okupacja Białorusi przez Rosję i wtedy zacznie się wojna domowa. Jeśli by tak było, Łukaszenka ucieknie z Białorusi. Boi się, bo może dostać kulę w łeb. Teraz walczy w nim strach o życie, ze strachem o utratę władzy.

Zamyśla się i po chwili wyznaje:

- Dumny jestem z kobiet na Białorusi. Z ich odwagi.

I dodaje: - Z takiej, jaką ma Swiatłana Cichanouska, która z miłości do męża ryzykuje swoim życiem w imię idei, o które on walczył. Dumny jestem z takich kobiet jak Marina [Leszczewska], ją nazywam naszą Joanną d'Arc. Z tych silnych, odważnych kobiet.

Właśnie z Mariną Leszczewską Dźima złożył ostatnio wniosek o założenie Fundacji „Białoruś 2020”, która ma pomagać osobom na Białorusi lub przyjeżdżającym z Białorusi poprzez konsultacje, wsparcie finansowe, pomoc w poszukiwaniu miejsca pracy, organizowanie pomocy psychologicznej, przygotowywanie do pełnienia funkcji administracyjnych w strukturach państwowych Białorusi, działanie na rzecz integracji osób przyjeżdżających z Białorusi. Celami Fundacji mają być także m.in. integrowanie społeczeństwa Podlasia (Białorusinów, Polaków oraz innych nacji) wokół wspólnej tradycji i dziedzictwa historycznego I Rzeczpospolitej ze szczególnym uwzględnieniem historii i dziedzictwa Wielkiego Księstwa Litewskiego, organizowanie i wspieranie działań i inicjatyw o charakterze edukacyjnym, rozrywkowym, kulturalnym, czy przeciwdziałanie postawom nietolerancji, ksenofobii i rasizmu oraz promowanie idei społeczeństwa obywatelskiego.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.