Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

I znów dowiódł, że Kalejdoskop rezonuje mocno z tym, co nas otacza, a sama nazwa dobrze oddaje charakter festiwalu, pełnego różnych cieni, barw, stylów. Kalejdoskop bowiem pokazuje zmienność i różnobarwność form artystycznych, taniec w nieustającym procesie.

Taniec, spacer, rozmowy

Białostocki festiwal, który w niedzielę (6 września) po czterech dniach kończy się w Białymstoku, choć ograniczony w tym roku nieco pandemią, znów pokazał wiele ciekawych spektakli tanecznych, projektów z pogranicza tańca i mnóstwo dodatkowych atrakcji. Okazuje się, że z tańcem w głowie można spacerować po mieście, odbywać wiele dyskusji w zaprzyjaźnionych miejscówkach, słuchać rozmów z mistrzami polskiego tańca i znanymi choreografami czy stworzyć i oglądać wystawy prac inspirowanych tańcem i o tańcu mówiących.

Festiwal 'Kalejdoskop' 2020Festiwal 'Kalejdoskop' 2020 Fot. Maciej Zakrzewski

Tegoroczny festiwal z powodu pandemii musiał zostać przełożony (odbywał się wiosną), ograniczyć liczbę widzów, mieć bardziej kameralny charakter. Ale najważniejsze, że miłośnicy tańca, tancerze i ludzie, bez których piękna tańca nie moglibyśmy oglądać – mogli się znów spotkać, nacieszyć serca obrazami kreowanymi gestem, czasem słowem i rekwizytem, podzielić się wrażeniami z innymi. Wszyscy na to czekali, szczególnie że na wiele miesięcy świat tańca zamarł, znajdując się w bardzo trudnej sytuacji.

W mroku i w plenerze

Festiwal co roku odbywa się wedle określonego klucza. W tym roku niezmordowane dyrektorki festiwalu – Karolina Garbacik i Joanna Chitruszko wraz ze współpracowniczkami z Podlaskiego Stowarzyszenia Tańca (Anną Kalinowską, Urszulą Wysocką, Anastazją Popławską, Natalią Małkus i Moniką Piskurewicz) postawiły na pokoleniowość – pokoleniową zmianę warty w twórczości najwybitniejszych tancerzy. Wybrały najciekawsze spektakle różnych pokoleń i twórców (nie sposób opisać wszystkie projekty, dość powiedzieć, że zobaczyć można było m.in. i choreografie dojrzałych artystów Anny Piotrowskiej, Tomasza Ciesielskiego, Janusza Orlika, premierowy spektakl Marty Wołowiec, projekt, który powstał kilka miesięcy temu, już w czasie pandemii – „WIN.DOWS_38” United Limbs czy Lubelskiego Teatru Tańca).

Festiwal odbywał się w różnych miejscówkach, wędrował po mieście, ale w programie miał też projekt plenerowy – site specific „Spacer po ciało” Anny Piotrowskiej – w wykonaniu kilku młodych adeptów tańca. Wykorzystywali architektoniczny aspekt – schody przed Teatrem Dramatycznym, na których tancerki tworzyły taneczną metaforę wchodzenia i schodzenia (w głąb siebie?), pokonywania pewnych etapów.

Kalejdoskop 2020. Anna Piotrowska 'Spacer po ciało' site specificKalejdoskop 2020. Anna Piotrowska 'Spacer po ciało' site specific Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Matka i córka

W programie było mnóstwo intrygującego tańca współczesnego, w którym idea pokoleniowości była bardzo wyraźna, choćby spektakl „ce…real mothers” – w wykonaniu matki i córki: Anny i Małgorzaty Piotrowskiej, który dopełniła świetna muzyka drugiej córki – Aleksandry Piotrowskiej. Znakomita polska choreografka, która towarzyszy od lat białostockiemu festiwalowi, zaprezentowała bardzo emocjonalną i perfekcyjnie wytańczoną opowieść – grę między matką a córką.

Miłość, złość, czułość, walka, próba zagarnięcia i wyrywania się – spektakl rozpisany na dwie najbliższe sobie osoby, dodatkowo przez rzeczywiście matkę i córkę zaprezentowany miał w sobie olbrzymią gamę emocji i pokazywał, jak różne uczucia towarzyszą tej skomplikowanej relacji, jaka łączy matki i córki. I jak fantastycznie można to pokazać – bez ani jednego słowa, a tylko gestem: dotknięciem, szarpnięciem, muśnięciem palcem u stopy, wychyleniem ciała, przytuleniem, odepchnięciem. Aktorki grały ciałem, twarze mając nieruchome, co dodawało jeszcze bardziej niezwykłej aury całemu spektaklowi. To projekt z gatunku tych, które zapadają w pamięć.

Festiwal 'Kalejdoskop' 2020Festiwal 'Kalejdoskop' 2020 Fot. Maciej Zakrzewski

Energia i chaos

Festiwal miał też projekt premierowy – „Tens” Marty Wołowiec. Performerka bardzo ciekawie opowiadała ciałem o ciele generującym energię. Wprawiała je w niezwykłe – dla przeciętnego śmiertelnika niebędącego tancerzem – wibracje i pulsacje, ani przez chwilę nie odrywając stóp od podłogi, jakby rzeczywiście przebiegał przez nią prąd. Później, gdy już wirowała po scenie, sprawiała wrażenie, jakby coś ją rozsadzało od środka, wypełniało, wypychało. To było misterium energii, gestu i światła, poddawania się wewnętrznej sile i walce z nią.

Od spektakli skupionych na tańcu odbiegał spektakl otwierający festiwal – Hoteloko Movement Makers – „Absolutely Fabolous Dancers”. Nieco absurdalny, wypełniony chaosem, scenkami i minami, miksem niejasnych pozornie obrazków, kojarzył się z rozsypanymi puzzlami. W pewnym momencie rozsypane obrazki zaczęły się składać – w całkiem klarowną, nieco gorzką, nieco humorystyczną całość – opowieść, w której aktorka, tancerz i choreografka – mówią o tożsamości, walce z uprzedzeniami i stereotypami, o maskach, które przyjmujemy, walce, którą codziennie toczymy.

Festiwal Kalejdoskop 2020. Hoteloko movement makers 'Absolutely Fabulous Dancers'Festiwal Kalejdoskop 2020. Hoteloko movement makers 'Absolutely Fabulous Dancers' Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Gdy grająca aktorkę i aktorką będąca Agata Życzkowska zaczyna speech, w którym wylicza, komu dziękuje, co ją inspirowało, co ją kreowało przez pół życia – granica między rzeczywistością a fikcją się zaciera, a część obecnych na sali widzów z pokolenia 30-40-latków usłyszało znajome inspiracje, ważne również dla siebie konkretne nazwiska: poetów, muzyków, pisarzy, mentorów.

Ukarani, wyrzuceni, roztańczeni. Festiwal Kalejdoskop i sporo emocji

Pokoleniowe dylematy, „wołania” młodości, zderzenia jej z obecnym stanem ducha – wiele z wątków zapewne rezonowało w sercach niektórych. Zwłaszcza że nie zabrakło wtrętów wyjątkowo aktualnych – odnoszących się do codzienności i obecnej polityki.

Taki jest właśnie festiwal Kalejdoskop. Pokazuje, że gestem (czasem wspomaganym słowem) można opowiadać o wszystkim.

O próbie kompromisu, dostosowania się, bezskutecznej próbie znalezienia wspólnego języka, strachu (świetny projekt "Mute" Janusza Orlika, w którym świat zewnętrzny szkicowany niepokojącą mroczną muzyką to świat groźny, budujące uczucie niepewności i zagrożenia; naprzeciw niemu staje człowiek, wychwytujący wszelkie sygnały, próbujący ciałem nawiązać z tym "czymś" jakiś kontakt, bezskutecznie).  .

O rytuałach, powtarzalności, naśladownictwie, z wyraźną aluzją polityczną i społeczną ("Karaoke" w choreografii Tomasza Ciesielskiego.

Ale też o tym, jak taniec może być blisko literatury, jak może wykonywać wolty w czasie i wracać do znanych scen i obrazów sprzed lat ("Ostatnie solo K." Ryszarda Kalinowskiego z  Lubelskiego Teatru Tańca).

I o tym wreszcie, jak taniec może być blisko życia, jak w 10 minut może poruszająco przedstawić choćby  dramat osoby zmagającej się z ciągłym tematem tabu - zaburzeniami odżywiania (Eliza Kindziuk).

Porozmawiajmy o tańcu

Wielką wartością festiwalu są też coroczne spotkania, rozmowy, opowieści, wspomnienia. Taką festiwalową miejscówką był w czasie festiwalu m,in.: Dobry Pokój przy Malmeda i Harold Pub. Gościł na nich wizjoner polskiego tańca Jacek Łumiński, a także Ryszard Kalinowski, Anna Piotrowska i Eliza Kindziuk. Ta ostatnia trójka w rozmowie z Anną Banach dzieliła się ze słuchaczami opowieściami o swojej tanecznej drodze, trudnych początkach, mentorach, inspiracjach.

Trzy różne perspektywy, różny staż i doświadczenie. Inną perspektywą mają Piotrowska (Teatr Rozbark) i Ryszard  Kalinowski (Lubelski Teatr Tańca), inną niemal dwie dekady od nich młodsza artystka młodszego pokolenia Eliza Kindziuk, a już mająca obfite cv. Piotrowska i Kalinowski  zaczynali w czasach gdy teatr współczesny  praktycznie raczkował, nie miał własnego festiwalu, tańca niekiedy uczono się jedynie z teledysków na vhs, czy od mentora. Dziś są liderami, mają własne teatry tańca, uczą innych. Ale łatwo nie było.

Czasy się zmieniły, dzięki unijnemu wsparciu i samodyscyplinie teatru tańca są daleko dalej. Nadchodzi też nowe pokolenie, które - jak mówi Eliza Kindziuk-  już może przebierać w najrozmaitszych możliwościach rozwoju, dokształcania się w kraju i za granicą, wystarczy tylko umieć napisać wniosek czy skorzystać z aplikacji.

Różni ich doświadczenie, staż prac, wiek, ale jedno łączy na pewno: miłość i nieustająca pasja do tańca, którym opowiadają o własnych i nie własnych emocjach i  przeżyciach.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.