Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie zauważyłem jednak, kiedy wyrósł na Białorusi obywatelski ruch o niespotykanej od połowy lat 90. ubiegłego wieku energii, który zaczął – w dosłownym tego słowa znaczeniu – walczyć o swoje prawa do wolności, godności i pełnego samostanowienia.

Z wypiekami na policzkach wsłuchuję się więc od wielu już dni w zwierzenia pełne wiary i nadziei pracujących i uczących się w Białymstoku Białorusinek i Białorusinów, którzy niemal codziennie protestują pod białoruskim konsulatem, a wczoraj zorganizowali przemarsz solidarności z ich krajem ulicami podlaskiej stolicy, do którego dołączyli też białostoczanie.

Dumny z naszych białoruskich sąsiadek i sąsiadów, a zarazem pełen niepokoju, co dalej wydarzy się w ich kraju, z ulgą przyjąłem fakt, że i obecnemu polskiemu rządowi nieobcy jest los obywatelek i obywateli Białorusi. Zwłaszcza tych, którzy poddawani zaczęli być po wyborach prezydenckich 9 sierpnia wzmożonym represjom. Utwierdziło mnie w tym przekonaniu wystąpienie premiera Morawieckiego 14 sierpnia w Sejmie, który zapowiedział: – Solidarność nie pozwala nam być biernym wobec wydarzeń za naszą wschodnią granicą.

Zgodnie z pięciopunktowym planem dla Białorusi, jaki zaprezentował wtedy, m.in. „represjonowanym łatwiej będzie wjechać do Polski”.

– Nie ma tutaj czasu do stracenia. Zaproponujemy dla nich zwolnienie z opłat, a także w wyjątkowych sytuacjach przekraczanie granicy bez dokumentów – ujawnił w Sejmie Morawiecki.

Przez następnych pięć dni czekałem na konkretne decyzje w tej sprawie, bo w końcu „nie ma tutaj czasu do stracenia”. Wybrzmiewały mi też nadzieje protestujących pod konsulatem, którzy chcą jak najszybciej „ściągnąć” do Polski swoich synów pobitych w czasie protestów czy współmałżonków wyrzuconych za nie z pracy, którzy pozostają z wilczym biletem. W szóstym dniu od swojej zapowiedzi w Sejmie (19 sierpnia), po wideokonferencji Rady Europejskiej, gdzie omawiano sytuację na Białorusi i nie uznano wyników wyborów z 9 sierpnia, premier wspomniał: – W najbliższym czasie będziemy prezentowali procedury uproszczenia wjazdu dla Białorusinów.

Tymczasem ani Podlaski Oddział Straży Granicznej, ani wojewoda podlaski w tamtym momencie, czyli 10 dni po sfałszowanych wyborach, nic nie wiedzieli o jakichkolwiek ułatwieniach, jakie miałyby obowiązywać przy wjeździe dla represjonowanych na Białorusi. Kiedy piszę ten tekst, pod białoruskim konsulatem zbierają się po raz kolejny Białorusinki i Białorusini pracujący i uczący się w Białymstoku. Tym razem tam nie pójdę, bo nie będę umiał odpowiedzieć choćby pani Ludmile, na jakich konkretnie zasadach i kiedy jej pobity, a teraz pilnowany przez milicję 17-letni syn będzie mógł do niej dołączyć.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.