Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

13 sierpnia bieżącego roku, około godziny 14 wracałam z jarmarku przy ratuszu. Stojąc przy czerwonym świetle na przejściu obok Centralu zobaczyłam przejeżdżające auto z przyczepką, na której był olbrzymi dwustronny transparent ze zdjęciami płodów po aborcji. Mężczyzna poprzez megafon podawał jakieś informacje, liczby.

Nie pamiętam dokładnie jakie, bo moją uwagę przykuł krzyk małej dziewczynki patrzącej na te okropieństwa. Matka ją uspokajała. Muszę przyznać, że bardzo mnie to zdenerwowało, tym bardziej, że ten samochód spotkałam tego dnia już po raz drugi. Wcześniej widziałam go i słyszałam obok galerii Alfa około godziny 12. Na szczęście świadkami tego były wyłącznie dorosłe osoby.

O godzinie 14.22 zadzwoniłam do straży miejskiej z informacją o widzianym aucie, podałam też miejsce zdarzenia i kierunek dalszej jazdy. Odbierający zgłoszenie poinformował mnie, że oni nie zajmują się obrazą uczuć moralnych i polecił zadzwonić na policję. Stwierdziłam, że nie chodzi tutaj o obrazę uczuć moralnych, ale o niewłaściwe zachowanie, straszenie dzieci. Zapytałam, czy kierujący autem ma pozwolenie na tego typu akcję. Pan ze straży miejskiej jak zdarta płyta powtarzał, że oni nie zajmują się obrazą uczuć moralnych. Przecież tu nie chodzi o obrazę uczuć tylko o niestosowność tego typu działań i zakłócanie porządku.

Nie wiem, czym zajmuje się straż miejska, ale na pewno nie przede wszystkim tym, co ma zapisane w swoim statucie.

Podczas lockdownu związanego z koronawirusem również dzwoniłam do straży miejskiej z prośbą o interwencję z powodu picia alkoholu w środku dnia przez 6-7, a może więcej osób na terenie prywatnym mojej wspólnoty mieszkaniowej. Osobnicy ci zachowywali się bardzo głośno i ordynarnie, stanowili zagrożenie (nie tylko epidemiczne) dla osób wchodzących do klatki schodowej. Na moje zgłoszenie pan odparł, że z powodu Covid-19 interwencja nie jest możliwa, nie może wysłać patrolu. Nie docierało do niego, że to właśnie jest między innymi zagrożenie epidemiczne. Pan przerywał mi i do znudzenia powtarzał to samo. Nie było z nim sensownego kontaktu.

Rozłączyłam się. Podobnie zachowywali się panowie przy innych zgłoszeniach dotyczących nieprawidłowego parkowania w niedozwolonych miejscach. Wprawdzie przyjmowano zgłoszenia ale patrol pojawiał się po 3-4 godzinach lub przejeżdżał kilka metrów dalej nie reagując na niewłaściwe parkowanie. To nie są tylko moje spostrzeżenia, sąsiadów również. Mieszkam w centrum miasta, więc takie sytuacje są na porządku dziennym.

Muszę przyznać, że cały czas zastanawiam się, po co płacę podatki do kasy miejskiej. Skoro straż miejska nie chce zajmować się skargami mieszkańców, to może należałoby ją przeorganizować lub całkowicie zlikwidować.

* Nazwisko do wiadomości redakcji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.