Pod hasłem "Stop represjom na Białorusi" w Białymstoku ponownie solidaryzowano się z ofiarami represji, do jakich dochodzi w tym kraju przed wyborami prezydenckimi. Pod białoruskim konsulatem protestowano z biało-czerwono-białymi flagami i banerem po białorusku, skierowanym pod adresem Aleksandra Łukaszenki: "Jesteś zwolniony".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Była to już w Białymstoku czwarta manifestacja w związku z represjami, jakie mają miejsce na Białorusi przed wyborami prezydenckimi zaplanowanymi tam na 9 sierpnia. Poprzednie pikiety zorganizowano przed białoruskim konsulatem 24 i 26 czerwca i na Rynku Kościuszki 18 lipca.

Nie ma się już co go bać

Tym razem pod konsulat Republiki Białoruś przyszło w sobotę (25 lipca) około 50 osób, głównie Białorusinów uczących się i pracujących na Białostocczyźnie. Ponownie manifestowali solidarność z represjonowanymi na Białorusi. Pojawili się z flagami biało-czerwono-białymi i z herbem Pogoni, historycznymi symbolami państwowymi nieuznawanymi przez reżim Aleksandra Łukaszenki (zostały odrzucone w referendum z 1995 roku przeprowadzonym z inicjatywy Łukaszenki). Z głośników płynęły słowa „Murów” Jacka Kaczmarskiego w białoruskojęzycznym wykonaniu.

Pikieta pod konsulatem białoruskim w Białymstoku
Pikieta pod konsulatem białoruskim w Białymstoku  Fot. Maciej Chołodowski

Główny organizator protestu 21-letni Jakau Byk, aktywista opozycji demokratycznej z Pińska, który wraz z bratem, matką i ojcem od trzech lat mieszka i pracuje na Białostocczyźnie, tłumaczył:

– Chcieliśmy po raz kolejny na to, co dzieje się na Białorusi, zwrócić uwagę opinii międzynarodowej, w tym europejskich polityków. I zaznaczyć, że i nas, choć na razie jesteśmy poza granicami, obchodzi to, co się tam teraz dzieje. Chcemy wyrazić solidarność ze wszystkimi tymi, którzy walczą o demokrację na Białorusi i chcą, aby rządy Łukaszenki skończyły się wreszcie.

Dodawał: – Łukaszenka wyraźnie boi się, co widać po jego nerwowych reakcjach na manifestacje, jakich wiele odbywa się na Białorusi, nawet w małych miastach wychodzą tysiące.

Na sobotniej pikiecie pod białoruskim konsulatem był także jego ojciec Waleryj Byk.

Przekonywał: – Zmiana władzy na Białorusi jest konieczna. Oddanie władzy Łukaszence to było ogromny błąd. Sami nie zwyciężymy. Potrzebna jest nam solidarność płynąca ze świata, w tym Polski, bo przecież Polacy to nasi bracia.

Inny z uczestników pikiety zwracał uwagę: – Mamy dość już chamstwa Łukaszenki, który nie liczy się z nikim.

Jeszcze inni manifestujący podkreślali: – Udział w tych wyborach [9 sierpnia – red.] jest konieczny, nawet jeśli znowu dojdzie do wyborczych fałszerstw przy liczeniu głosów. Ten, kto nie pójdzie, nie będzie miał potem prawa protestować.

– Wystarczy już cierpienia i zgadzania się na rządy Łukaszenki. Nie ma już się co go bać. Jak widać po manifestacjach na Białorusi, jest nas już mnóstwo.

Pikieta pod konsulatem białoruskim w Białymstoku
Pikieta pod konsulatem białoruskim w Białymstoku  Fot. Maciej Chołodowski

Łukaszenka, czyli „Sasza 3 procent”

Akcje solidarności z Białorusią w związku z represjami przed wyborami prezydenckimi w tym kraju odbywają w ostatnim czasie w wielu polskich miastach oraz na świecie.

Przed wyborami prezydenckimi na Białorusi wyznaczonymi na 9 sierpnia tamtejsza Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła listę kandydatów (komitety wyborcze próbowały zarejestrować 55 osób), zgodnie z którą pozwolono, aby o prezydencki fotel ubiegało się pięć osób, w tym oczywiście rządzący od 26 lat Aleksander Łukaszenka. Przed sierpniowymi wyborami zyskał przydomek „Sasza 3 procent”, bo – jak dowodzą niezależne sondaże – tylu Białorusinów faktycznie widzi go nadal w prezydenckim fotelu.

Dopuszczono do prezydenckiej rywalizacji również Annę Kanapacką – do niedawna opozycyjną deputowaną do parlamentu, skłóconą obecnie z jej macierzystym ugrupowaniem, czyli Zjednoczoną Partią Obywatelską, Andreja Dzmitryjeua – kierującego ruchem społecznym Mów Prawdę, opozycjonistę, który głosi pogląd, że opozycja powinna współpracować z Łukaszenką, oraz Siarhieja Czeraczenia – przewodniczącego białoruskiej socjaldemokratycznej partii „Gramada".

Ponadto zgodzono się, aby kandydowała Swietłana Cichanouska. Do rywalizacji o stanowisko prezydenta usiłował pierwotnie stanąć jej mąż – Siarhiej, popularny bloger. Władze jednak po prowokacji od ponad miesiąca trzymają go w areszcie KGB w Mińsku i mają sądzić za wzniecanie zamieszek i rzekomy napad na milicjanta. Po aresztowaniu męża Cichanouska zdecydowała się zastąpić go i szybko zebrała ponad 100 tys. podpisów z poparciem dla swojej kandydatury.

Pikieta pod konsulatem białoruskim w Białymstoku
Pikieta pod konsulatem białoruskim w Białymstoku  Fot. Maciej Chołodowski

Zatrzymania i aresztowania opozycyjnych działaczy na Białorusi przed wyborami prezydenckimi rozpoczęły się właśnie od chwili zbierania podpisów poparcia dla kandydatów (od 19 czerwca), którzy zdecydowali się konkurować z Łukaszenką.

Obecna fala represji ruszyła zwłaszcza po tym, jak w wielu białoruskich miastach zaczęły się tworzyć ogromne kolejki chętnych do złożenia podpisów pod kandydaturami opozycyjnymi (rejestracja kandydatów odbyła się między 5 a 14 lipca).

Główny rywal Łukaszenki w tych wyborach, Wiktor Babarika, został aresztowany wraz z synem 18 czerwca podczas próby złożenia podpisów pod swoją kandydaturą w komisji wyborczej. CKW nie zarejestrowała również m.in. kandydatury Walera Capakały, byłego dyplomaty i doradcy Łukaszenki oraz szefa Parku Wysokich Technologii w Mińsku. Zarzucono mu, że nie zadeklarował on posiadania akcji Priorbanku, co zdaniem komisji jest poważnym naruszeniem.

Władza straszy użyciem siły

Od początku maja na Białorusi zatrzymano ponad tysiąc pokojowych demonstrantów, w tym dziennikarzy. 26 osób zostało uznanych przez międzynarodowe organizacje zajmujące się praworządnością za więźniów politycznych. Rada Bezpieczeństwa Republiki Białoruś ostrzegła, że użyje siły, by „utrzymać w kraju porządek”.

Przedwyborcze represje na Białorusi zostały już potępione przez państwa Unii Europejskiej, Wielką Brytanię, USA i Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Parlament Europejski jest „głęboko zaniepokojony niechęcią białoruskich władz do poprawienia środowiska wyborczego i stworzenia warunków gwarantujących realną równość kandydatów podczas wyborów prezydenckich”. Tak we wspólnym oświadczeniu jeszcze na początku czerwca napisali szef delegacji PE do spraw komunikacji z Białorusią Robert Biedroń i przedstawiciel europarlamentu na Białorusi, Litwin Petras Auštrevicius.

Tymczasem jak na razie w tej sprawie nie zabrał głosu ani prezydent Andrzej Duda, ani polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Stanowisko przyjęła jedynie 17 czerwca sejmowa komisja spraw zagranicznych. Wyraziła „głębokie zaniepokojenie narastającą skalą represji wobec opozycyjnych polityków, działaczy społecznych, blogerów i uczestników legalnych spotkań organizowanych w celu zbierania podpisów poparcia dla kandydatów na prezydenta Republiki Białoruś w wyznaczonych na 9 sierpnia 2020 roku wyborach”.

Pikieta pod konsulatem białoruskim w Białymstoku
Pikieta pod konsulatem białoruskim w Białymstoku  Fot. Maciej Chołodowski

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Karczewski go lubi.
już oceniałe(a)ś
1
0
Dobrze, że Kaczyński liczy się ze wszystkimi.
już oceniałe(a)ś
0
0
nie rozśmieszaj się, weź lepiej pozalepiaj tam parę kamer..
już oceniałe(a)ś
0
0
"Tym razem pod konsulat Republiki Białoruś przyszło w sobotę (25 lipca) około 50 osób," Nie rozśmieszajcie mnie.
już oceniałe(a)ś
1
2