Nie zważając na własne trudności z powodu zamknięcia lokali, część białostockich restauracji, barów i bistr założyła na Facebooku grupę #Gastro Pomaga Białystok. Wspomagają białostockich medyków, dowożąc za darmo do szpitali i pogotowia jedzenie i kawę.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa

Monika Żmijewska: Jest was coraz więcej. Skąd pomysł?

Dawid Siniło, właściciel Pierogarni Soodi, inicjator akcji w Białymstoku: - Narodził się kilka dni wcześniej w Polsce, ja go tylko przeniosłem do Białegostoku. Mam sporo kontaktów z pracownikami lokali gastronomicznych w Poznaniu; w nocy, zdaje się w piątek (13 marca), rozmawiałem z szefem kuchni w Poznaniu, i od niego usłyszałem, że zdecydowali się pomagać, bo tamtejsi lekarze nie dojadają, lecą na kanapkach.

Następnego dnia o siódmej rano zadzwoniłem więc do kolegi, który jest dyrektorem Pogotowia  Ratunkowego  w Białymstoku z pytaniem: jak jest? On mi na to: tak samo jak w reszcie kraju. Schodzi właśnie po dyżurze 48-godzinnym i właśnie go poproszono, by jechał pomóc do szpitala. I to dotyczy wielu osób. Obsada jest mała, sporo ludzi na zwolnieniach. I że wśród lekarzy generalnie nie jest za dobrze, cała ta sytuacja to jednak ogromne obciążenie psychiczne i fizyczne. Bo i realne zagrożenie zarażeniem, i każdy też ma przecież z tyłu głowy obawy o swoje rodziny. Do tego dochodzi brak sprzętu, środków ochronnych. Powiedziałem: skoro tak, zaraz coś podrzucę z pierogarni, popytam znajomych właścicieli lokali. Może pomożemy, choć podkarmiając lekarzy? Na szybko stworzyliśmy grupę roboczą na Facebooku.  

W Białymstoku gigantyczne problemy z doproszeniem się o badania

Ilu was jest?

- Najpierw było 12 lokali, a potem grupa rosła błyskawicznie. W poniedziałek telefon już się urywał, pół dnia odpisywałem, co robimy, jak, gdzie. Codziennie zgłaszały się nowe lokale. Dziś (stan na 18 marca) jest już nas 42, ale pewnie będzie więcej.

Lista lokali w akcji #GastroPomaga
Lista lokali w akcji #GastroPomaga  Fot. Materiały prasowe

Ilu placówkom teraz pomagacie?

- Na ten moment to już ponad 10 miejsc.  Dostaliśmy też właśnie sygnał, czy jesteśmy w stanie pomóc Straży Granicznej i Pożarnej - strażacy też teraz są delegowani na zakorkowaną granicę, pomagają w kwestiach technicznych, rozstawiają namioty. To już jest taka skala, że musimy się trochę przeorganizować, sam już nie jestem w stanie tego ogarniać, prowadząc też dwie działalności, mam także rodzinę, dzieci. A sytuacja się cały czas zmienia. Cały czas trzeba weryfikować szpitale, ile trzeba posiłków, gdzie dokładnie. Zaczęliśmy od placówek, które miały najwięcej pracy przy selekcji pacjentów, czyli od Pogotowia Ratunkowego przy Poleskiej i oddziału zakaźnego USK przy Żurawiej (blok C). Szybko doszły kolejne miejsca.

Obecnie na liście mamy też: trzy SOR-y: w szpitalu wojewódzkim (Skłodowskiej 26), w USK (Skłodowskiej 24a) i w UDSK (Waszyngtona 17); oddział zakaźny UDSK (Waszyngtona 17); izbę przyjęć szpitala miejskiego (Sienkiewicza 79), dyspozytornię medyczną (Warszawska 3), trzy stacje Pogotowia Ratunkowego (Pogodna 22, Wielkopolska 8, Przędzalniana 29). Doszedł też zakład diagnostyki laboratoryjnej w szpitalu zakaźnym przy Żurawiej (blok F). Do Białostockiego Centrum Onkologii z kolei wozimy herbatę dla pacjentów i posiłki dla dzieci na kwarantannie i ich rodziców.

Ile mniej więcej posiłków już przygotowaliście?

- Trudno oszacować, to idzie w setki. W sumie teraz dziennie to około 240 posiłków.

Fot. MATERIAŁY PRASOWE

Jak technicznie dzielicie się pracą?

- Prowadzimy tabelkę online i nieustannie tam wszystko uzupełniamy. Jest podział na miejsca i dni, restauracje, ilość potrzebnych posiłków. Wszystko ustalamy na bieżąco. Jest ostry dyżur w szpitalu wojewódzkim, potrzeba np. 60 posiłków, to szybka decyzja, kto, i jak. Wcześniej obdzwoniliśmy miejsca z pytaniami, czy potrzebują i ile, pytaliśmy ile jest np. osób na dyżurze, mamy też kontakt z niektórymi rzecznikami. To są różne zmieniające się liczby, np. ostry dyżur w wojewódzkim - 70 posiłków, stacja pogotowia - 30, szpital zakaźny - 30, laboratorium - 15.  Dzielimy się przygotowaniem posiłków, w miarę możliwości. Tu panuje pełna dowolność, wśród nas są i większe i malutkie lokale, sytuacja każdego jest inna, każdy więc oferuje po prostu tyle, ile może. Są takie lokale, które dziennie mogą zaoferować 30 darmowych posiłków, są takie, że dwa. Liczy się każda pomoc. Staramy się działać tak, żeby się nawzajem nie obciążać.

Dowozicie to wszystko prywatnymi autami?

- Z pierwszymi posiłkami tak było. Teraz w transporcie bardzo nam pomaga firma  kurierska Nadajesz.pl, z którą współpracowaliśmy na co dzień w dowozie posiłków do klientów naszej pierogarni. Teraz  firma dowozi jedzenie do tych wszystkich punktów  całkowicie za darmo.  

W jaki sposób przekazujecie posiłki?

- Wszystkie potrawy w jednorazowych opakowaniach, staramy się bezkontaktowo. W przypadku szpitala zakaźnego przy Żurawiej  praktycznie zostawiamy we wskazanym miejscu i znikamy.

Jakie są reakcje personelu medycznego na waszą pomoc?

- Pamiętam pierwszą reakcję pani z dyspozytorni pogotowia, gdy zawiozłem na początku pierwsze posiłki: Gdyby nie sytuacja, to wyściskałabym pana! Pracownicy są wdzięczni, czują, że nie zostali sami - dostajemy mnóstwo dobrych słów.

Fot. materiały prasowe

Stworzyliście prawdziwy łańcuch dobrej woli i życzliwości, mimo że na co dzień bywacie konkurentami.

- Jest mega solidarność i empatia na każdym poziomie. Ciągle zgłaszają się nowe lokale. Ktoś do mnie dzwoni: nie mam gdzie już się wpisać. Odpowiadam: Spokojnie, długo nie wrócimy do normalności, musimy mierzyć siły na zamiary. Żeby nie było tak, że przez pierwszy tydzień działamy na hurra, a potem wszyscy znikają.

A jak wy sobie radzicie? Wszystkie lokalne gastronomiczne są zamknięte, mogą sprzedawać posiłki tylko na dowóz lub wynos, każdy dzień to olbrzymie straty.

- Sytuacja jest bardzo dramatyczna. W moim przypadku zostaliśmy ograniczeni do dowozu posiłków. A przecież muszę dbać o pracowników, zapewnić im wypłaty. W tej chwili chodzi już o to, by wyjść choć na zero. Sprzedajemy 30-40 posiłków dziennie, taka ilość jednak na to nie pozwoli. To dotyczy bardzo wielu lokali. Nie jest tajemnicą, że póki goście będą u nas zamawiali posiłki, to my się utrzymamy, a jak się utrzymamy, to będziemy mogli pomagać. A w tym trudnym czasie trzeba pomagać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Mam nadzieję, że po takiej akcji klienci będą walić drzwiami i oknami :)
już oceniałe(a)ś
0
0