Mimo obowiązku domowej kwarantanny związanej z koronawirusem pod groźbą wysokiej kary niektórzy opuszczają miejsce zamieszkania. W Podlaskiem w ciągu ostatnich paru dni dochodzi do takich przypadków. - To średnio kilka osób na dobę - mówi nadkomisarz Tomasz Krupa, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W regionie obecnie (stan na 19 marca na godz. 18) wedle danych wojewody 14-dniową kwarantannę musi odbywać 425 osób. To głównie osoby, które potencjalnie miały kontakt z zakażonymi wirusem COVID-19 lub wróciły z zagranicy po tym, jak w Polsce zaczął obowiązywać stan zagrożenia epidemicznego (15 marca). Ta liczba z każdym dniem będzie się powiększać - z zagranicy ciągle wracają kolejne osoby (z dalekich kierunków samolotami w ramach programu Lot do Domu lub przez granice). Od razu po przylocie lub w chwili przekraczania granicy muszą wypełnić specjalną kartę lokalizacyjną, podać adres odbywania kwarantanny i telefon.

Koronawirus. W Białymstoku gigantyczne problemy z doproszeniem się o badania

To, że kwarantanna nie jest od razu realizowana po przybyciu do kraju, bo przylatujący muszą jakoś dotrzeć do domu, i najczęściej czynią to za pomocą transportu publicznego - to już zupełnie inna kwestia. Co można zrobić w takiej sytuacji? Chyba tylko apelować, że jeśli już ktoś nie ma innej możliwości i takim transportem musi wrócić, to powinien jechać w maseczce, unikać innych pasażerów, po drodze nie robić zakupów, od razu wracać do domu. 

Koronawirus. Odbierz telefon, wyjrzyj przez okno

Wszystkie namiary podane w karcie lokalizacyjnej i na bieżąco aktualizowane listy osób objętych kwarantanną od służb sanitarnych otrzymują codziennie policjanci. To bowiem policja w całym kraju dostała zadanie, by sprawdzać, czy objęci kwarantanną ją respektują. Kontrola odbywa się w sposób bezkontaktowy. W praktyce wygląda to tak, że policjanci dzwonią do takich osób, proszą, by wyjrzały przez okno. Mają zalecenie, by pytać, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Obowiązek kwarantanny ma być przestrzegany rygorystycznie: przez 14 dni nie można wychodzić z domu (nawet do sklepu czy by wyprowadzić psa - o to trzeba poprosić sąsiadów bądź znajomych). Nie można spotykać się z innymi osobami, ani nikogo do siebie zapraszać.

Choć tu też jest luka - jeśli odbywający kwarantannę mieszka z rodziną, tak naprawdę i ona powinna się poddać kwarantannie. Chyba że warunki mieszkaniowe pozwalają na zachowanie non stop odstępu minimum dwa metry, używanie oddzielnych naczyń, łazienki, bądź rygorystycznej dezynfekcji za każdym razem po skorzystaniu ze wspólnej łazienki. Co w praktyce wydaje się być jednak nierealne.

Koronawirus. Ulotka o kwarantannie
Koronawirus. Ulotka o kwarantannie  Fot. Ministerstwo zdrowia

Po zakupy i do banku

Już po dotarciu do domu obowiązku kwarantanny w Podlaskiem nie dopełniła m.in. kobieta z powiatu grajewskiego, która niedawno wróciła z zagranicy.

- Policjanci dzwonili do kobiety około 13.45. Ta jednak nie odbierała. Po kilku minutach funkcjonariusze zauważyli osobę, która zmierza w ich kierunku. Jak się okazało, była to osoba objęta kwarantanną - mówi nadkomisarz Tomasz Krupa, rzecznik KWP w Białymstoku. - Policjanci, cały czas zachowując bezpieczną odległość, dowiedzieli się od kobiety, że wyszła z domu, gdyż wróciła z zagranicy nocą, a w domu nie miała żywności. Poprosiła o zrobienie zakupów znajomego. Przekonywała, że odbierając zakupy, zachowała odpowiednią odległość od mężczyzny, a idąc w umówione miejsce, nie mijała żadnych osób. Od mundurowych usłyszała, że ma natychmiast wrócić do domu i przestrzegać wprowadzonych ograniczeń. W obecności policjantów osoba wróciła do mieszkania.

Drugi przypadek z ostatnich dni: Nurzec Stacja, dzielnicowy sprawdza, czy kwarantanny dopełnia sześćdziesięciokilkuletni mężczyzna. Nie ma go w domu. Gdy w końcu odebrał telefon, okazało się, że wybrał się do banku w Siemiatyczach. Policjant nakazał mu natychmiastowy powrót. Podczas kolejnej rozmowy w krótkim czasie mężczyzna był już w domu.

Za każdym razem o naruszeniu obowiązku kwarantanny policja powiadamia służby sanitarne. Za jej nieprzestrzeganie grozi kara administracyjna w wysokości 5 tys. zł. [aktualizacja z dnia 20 marca: kara wzrasta do 30 tys. zł].

Ale to nie wszystko. Postępowanie wyjaśniające prowadzą też policjanci - ich zadaniem - jak mówi nadkom. Krupa - jest też ustalenie zakresu odpowiedzialności danej osoby. Przyłapani delikwenci muszą się liczyć z tym, że zostaną wyciągnięte konsekwencje prawne - mogą być im postawione zarzuty. Jeśli okaże się, że taka osoba jest zakażona koronawirusem, może odpowiadać za przestępstwo: w tym przypadku szerzenia choroby zakaźnej. A za to grozi nawet 8 lat więzienia.  

Uwaga na oszustów

- Sprawdzanie osób w kwarantannie odbywa się codziennie, robimy to po kolei. Przypadków wychwycenia takich nieodpowiedzialnych i nieuczciwych wobec innych osób notujemy średnio kilka na dobę - mówi nadkom. Tomasz Krupa. - To jest dla nas dodatkowa praca, podobnie jak zabezpieczanie granicy, gdzie też pomagamy, ale jak na razie jakoś sobie radzimy. Te zadania policjanci w regionie realizują w ramach normalnych obowiązków, nie generujemy nadgodzin, cały czas jesteśmy w stanie zabezpieczyć spokój i bezpieczeństwo. Trwają prace nad przygotowaniem aplikacji, która ma pomóc w sprawdzaniu osób objętych kwarantanną, ale jak to wygląda na ten moment, nie wiem.

Krupa apeluje do wszystkich o odpowiedzialność i rygorystyczne przestrzeganie zaleceń kwarantanny.

Ale też zwraca uwagę, by uważać na oszustów. W Polsce już odnotowano sytuacje, że do domów zdezorientowanych ludzi pukali osobnicy przebrani w kombinezony, maseczki, okulary ochronne i podszywający się pod służby sanitarne.

- Proponują sprzedaż płynów dezynfekujących i dezynfekcję mieszkań. A przestraszeni właściciele mieszkań najczęściej się na to godzą. Tymczasem kiedy jedna osoba robiła pseudodezynfekcję, inna plądrowała mieszkanie i czyściła je z wartościowych rzeczy oraz gotówki - mówi Krupa. - Pamiętajmy, że służby sanitarne nie działają w ten sposób. Przede wszystkim zawsze wskazany, a nawet konieczny wydaje się telefon do pracowników sanepidu czy instytucji, na którą powołują się takie osoby. Absolutnie nie wpuszczajmy ich do mieszkania pod żadnym pretekstem. Do tego dochodzą szczególnie kwestie zdrowotne - szczególnie dziś. O takich sytuacjach prosimy powiadamiać policję.

***

W czwartek (19 marca, stan na godzinę 18) według danych urzędu wojewódzkiego w Podlaskiem potwierdzono jeden przypadek zakażenia koronawirusem. 6 osób jest hospitalizowanych z powodu podejrzenia zakażenia koronawirusem, 425 osób objętych jest kwarantanną, 488 osób objętych jest nadzorem epidemiologicznym (to osoby, które były w tej samej przestrzeni co zakażeni koronawirusem, ale nie mieli z nim bezpośredniego kontaktu).

W Polsce zakażonych jest 325 osób, pięć zmarło.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Aleksandra Sobczak poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem