Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwszą wyprawę odbyliśmy pod koniec 2018 roku. To wtedy pojawiła się książka „Pamięć dla pokoleń” z dopiskiem „Szlakiem zamków, pałaców i dworów Grodzieńszczyzny”. Wydała ją białostocka Fundacja na rzecz Pomocy Dzieciom Grodzieńszczyzny.

Józef Porzecki zamieścił w niej opisy pięćdziesięciu obiektów znajdujących się na obszarze siedmiu rejonów: brzostowickiego, grodzieńskiego, iwiejskiego, lidzkiego, świsłockiego, szczuczyńskiego oraz werenowskiego. Wśród nich były zabytki tak oczywiste jak zamki w Grodnie – ten Stary, budowany przez księcia Witolda, a następnie przekształcany m.in. za Stefana Batorego oraz Nowy, pamiętający czasy Augusta III Sasa, wzniesiony przez jego architektów. Był też dom grodzieński Elizy Orzeszkowej czy pozostałości królewskich majątków Augustówek, Stanisławowo i Poniemuń.

W terenie autor dotarł zarówno do znanych dobrze zamku w Lidzie, będącego kopią Łazienek Królewskich pałacu w Żemłosławie, okazałego pałacu w Świacku czy też do położonego tuż za Krynkami – choć już po drugiej stronie granicy – majątku Liszki należącego do rodziny de Virionów. Ale na jego trasie znalazły się też takie miejsca jak np. Mandzin, Perstuń albo Kościeniew. Komu coś mówią te nazwy?

Dla pokoleń. Odsłona druga

Teraz Porzecki tę podróż kontynuuje.

– Tym razem autor oswaja nas z dalszymi – być może mniej znanymi – stronami swej rodzinnej Grodzieńszczyzny, w przeszłości pozostającej w granicach międzywojennej Polski. Pojawiają się tu zatem powiaty: korelicki, mostowski, ostrowiecki, smorgoński, nowogródzki, oszmiański, słonimski oraz wołkowyski, wchodzące przed laty w skład województw: wileńskiego, nowogródzkiego i białostockiego. Dziś to administracyjne rejony Białorusi – czytamy we wstępnie autorstwa Aleksandra Miśkiewicza.

Dalej dodaje on, że autor odwiedza wiele miejsc, które – choć pozostają w ruinie – są istotne z punktu widzenia historii. Wiążą się z takimi rodami jak Strzałkowscy, Suchodolscy, Pruszyńscy, Ogińscy, ale też Mickiewiczowie.

Białoruś. Dwór w NowogródkuBiałoruś. Dwór w Nowogródku Fot. Andrzej Kłopotowski

W drugim tomie publikacji znów mamy okazję poznać dzieje pięćdziesięciu tytułowych zamków, pałaców i dworów.

Wędrówka zaczyna się od jednego z najbardziej znanych zabytków na całej Białorusi. Mowa o zamku w miejscowości Mir, który w 2000 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. To już rekomendacja sama w sobie. I sprawia, że Mir – z odremontowaną rezydencją – odwiedzany jest przez turystów z całego świata. A zachował się tu XVI-wieczny zamek należący w przeszłości do Illiniczów, Radziwiłłów oraz Światopełk-Mirskich.

Wystarczy jednak przekręcić kartkę książki na kolejną stronę, by zobaczyć zgoła inny widok. „Przejeżdżamy” raptem kawałek dalej, do wsi Obryń. Dwór Obryń-Rajeckich z XIX wieku pozostaje już w ruinie. Na zdjęciach widać tylko mury obwodowe, które powoli we władanie przejmuje bujna zieleń...

Są w książce zadokumentowane miejsca, gdzie z zabytkami nie jest jeszcze najgorzej. Oczywiście, remonty by się przydały. Ale fakt posiadania np. przez dwór czy pałacyk użytkownika sprawia, że jest i tak „ogarnięty”. Wrażenie i dziś robi klasycystyczny pałac w Rogoźnicy z solidnym, czterokolumnowym portykiem przed wejściem. Nie najgorzej ma się pałac Pusłowskich w Albertynie (dziś dzielnica miasteczka Słonim), gdzie swój dom kultury ma pobliska fabryka. Albo dworek w Hnieźnie, gdzie mieści się urząd czy majątek w Werejkach.

Od okruchów do rezydencji

Ale czasami Józef Porzecki „łapie” raptem okruchy przeszłości. Jak we wsi Czerlona. Tu z majątku pozostała właściwie jedynie neogotycka, zbudowana z czerwonej cegły brama wjazdowa oraz fragmenty parku. Podobnie jest w Straczy, gdzie zachowany fragment drewnianego dworu po wojnie przebudowano i obmurowano cegłą, a dziś służy jako kaplica. O tym, że mamy do czynienia z dawnym majątkiem, świadczy właściwie jedynie starodrzew. W Bołtupiach okruchami tymi są fragmenty murów zabudowań gospodarczych. W Nowopolu – kawałek kamiennego spichlerza nakryty nowym dachem. W Długopolu – dwa murowane słupy od bramy na teren majątku. W Borkach – droga z kocich łbów... W Żukowszczyźnie... strzelający w niebo komin gorzelni.

Białoruś. Możejkow MałyBiałoruś. Możejkow Mały Fot. Andrzej Kłopotowski

Są w książce obiekty, które jeszcze stoją. Pytanie tylko, jak długo przetrwa jeszcze nieużytkowany, drewniany dwór w Ponaweliszkach?

Ale są też obiekty remontowane – jak Kraski czy Podorsk. A także takie, które zaskakują doskonałym wręcz stanem. Jak dwór w Bieniunach. XIX-wieczny obiekt wraz zabudowaniami gospodarczymi sukcesywnie jest odnawiany przez prywatnych właścicieli. Wygląda jak nie z Białorusi... Dużo dobrego można napisać o Kuszlanach. Stan taki dworek zawdzięcza temu, że część życia spędził tu Franciszek Bohuszewicz – uczestnik powstania styczniowego, jeden z ojców białoruskiego ruchu narodowego końca XIX wieku. Dziś mieści się tu muzeum. Podobnie jest z pałacem Ogińskich w Zalesiu. Jeszcze przed dekadą czekał na remont. Dziś to również m.in. muzeum.

Również miejsca związane z Adamem Mickiewiczem są w dobrym stanie. Weźmy dworek Mickiewiczów w Nowogródku czy ruiny na górze zamkowej (choć częściowo zniszczono ich klimat, okładając oryginalne mury nową cegłą). Ale już Szczorse z majątkiem Chreptowiczów, w których znajdowała się słynna biblioteka proszą się o remont. Choć nie taki, jak nieodległy zamek w Lubczy – uważany za jeden z pierwowzorów zamku Horeszków – który w ręce „wzięli” domorośli konserwatorzy zabytków. I nie tak jak w Krewie, gdzie na nowo odmurowywane są z kamienia mury zamku, w którym w 1385 roku podpisano historyczną unię polsko-litewską. Nie wszystko co błyszczy jest bowiem do pochwalenia...

Trzecia pięćdziesiątka?

Książkę – przy wsparciu Senatu RP – wydała białostocka Fundacja na rzecz Dzieci Grodzieńszczyzny. W jej siedzibie przy ulicy Świętojańskiej 24 można jeszcze pytać o wersję drukowaną.

Dokumentację dotyczącą poszczególnych miejsc można znaleźć również w sieci internetowej. Projektowi towarzyszy strona www.pamiecdlapokolen.pl z opisem poszczególnych miejsc.

Oczywiście drugi tom książki nie zamyka tematu dworów na Grodzieńszczyźnie. Trudno też mówić o ograniczaniu się tylko do Grodzieńszczyzny. Ta płynnie przechodzi w okolice Baranowicz, a one w okolice Brześcia. Dopiero w takiej wersji moglibyśmy mówić o zadokumentowaniu dworów na zachodzie Białorusi. Choć wykonanie takiego zadania to byłaby już praca iście benedyktyńska. Co nie oznacza, że niemożliwa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.