Ta zbrodnia razi okrucieństwem. Wywieziony za miasto, bity, wożony przez kilka godzin po regionie, a w końcu zamordowany kilkunastoma ciosami noża na leśnym parkingu, 27-letni Dawid był młodym, energicznym biznesmenem. Startował od zera w obcym mieście. Wraz z siostrą Igą przyjechali do Białegostoku z Lubelskiego na studia, tutaj znaleźli swe drugie połówki, pozakładali rodziny. Zaczęli razem biznes od jednego sklepu, a wkrótce dorobili się ośmiu. Dawid osierocił dwuletnią córeczkę, synek urodził się kilka miesięcy po jego śmierci.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej