Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spotkanie tych dwóch wybitnych góralskich osobowości było jednym z jaśniejszych punktów na mapie Podlasia imprezy: Festiwalu Wielu Kultur i Narodów „Z wiejskiego podwórza”. Festiwal po raz 23., w niewielkiej urokliwej miejscowości na obrzeżach województwa, znów zebrał głosy z różnych zakątków świata, słuchaczy kilku pokoleń i muzycznych kultur.

Ma coś w sobie niezmiennie ta impreza, która w niewymuszony, ciepły sposób na jednym podwórku potrafi połączyć ludzi takich, jacy na co dzień raczej na pewno by się nie spotkali. Wiejski piknikowy klimat i dużo muzyki z różnych folkowych rewirów – tak jest w lipcu w Czeremsze od lat. A że owe rewiry są często głębokie i meandrujące, to i możliwość styku różnorodnej muzyki większa.

I taki właśnie pojemny folk i formuła festiwalu powoduje, że w sobotni wieczór obok Trebuniów i Gruzinów, białoruskiej metafizyki – Vuraj, polskiej Shareny, która potrafi zagrać albańskie rytmy jak Albańczycy czy duńskiego Los Fuegos, mieszających latino z popem i bałkańską energią – na tej samej scenie może zjawić się muzyczna torpeda z Mołdawii – Zdob Si Zdub. Ci ostatni również dobrze odnajdą się w folkowej Czeremsze, jak i na koncertach ska, melodyjnego rocka i radosnego punku – bo wszystko to w swojej muzyce są w stanie zmieścić.

Góralski dialog

Wiele z zapraszanych do Czeremchy kapel zazwyczaj jest otwarta na różne muzyczne gatunki, lubi eksperymentować z brzmieniami, łączyć wierność tradycji i jednoczenie tworzyć coś nowego. Takie właśnie są Trebunie-Tutki, legendarna kapela, która potrafi świetnie zagrać z jamajskim zespołem reggae (słynny projekt sprzed lat z Twinkle Brothers), z Voo Voo, Daabem czy Włodzimierzem Kiniorskim.

Ostatni projekt Trebuniów to fantastyczny album „Duch gór/Spirit of The Mountains”, nagrany z gruzińskim Urmuli, entuzjastycznie przyjęty przez krytyków, dziennikarzy i publiczność. Szybko znalazł się na Top Twenty ogólnoświatowej listy Transglobal Music World, chwalono go w pismach branżowych w Europie, dostał też Folkowy Fonogram XX Festiwalu Folkowego Nowa Tradycja.

A teraz „Duch gór” popłynął nad głowami słuchających, łąkami, gdzieś pod białoruską granicę.

Dla tych, którzy albumu nie mieli okazji jeszcze posłuchać, sobotni koncert w Czeremsze był znakomitą gratką. Dwie zespołowe osobowości góralskie z różnych stron świata zagrały spójnie, zaśpiewały zachwycająco. To był poruszający artystyczny międzykulturowy dialog, połączony nie tylko wewnętrznym góralskim porozumieniem, ale i dźwiękiem fantastycznych instrumentów, wpisanych na Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości. W przypadku Trebuniów to dudy podhalańskie, w przypadku Urmuli – dęty drewniany duduk, którego przeszywający dźwięk przenosił w dalekie orientalne przestrzenie, ale i ściskał w gardle wzruszeniem. Muzycy z Urmuli grali też na lutniach, śpiewali cudownie i lirycznie polifoniczne pieśni sięgające aż do średniowiecza, by za chwile uderzyć w struny z mocą tak dużą, że tylko ruszać w tany. Co też i sami w pewnym momencie uczynili.

To było muzyczne przeżycie, które się pamięta długo.

Ci, co do Czeremchy nie dojechali – okazję mają już za trzy dni – Gruzini i Polacy wystąpią w środę (25.07) wieczorem na koncercie w Białymstoku na rynku, w ramach Podlaskiej Oktawy Kultur. Lepiej nie przegapić (początek – godz. 18, Trebunie-Tutki i Urmuli zagrają jako ostatni, prawdopodobnie ok. 21).

Energetycznie

Po tak potężnej dawce muzyki góralskiej, lirycznej, metafizycznej i energetycznej jednocześnie, w sobotę na scenie pojawił się zespół z zupełnie innej bajki (i z innym instrumentarium) – mołdawski Zdob Si Zdub. Na swój koncert dojechali niemal w ostatniej chwili (jeszcze dzień wcześniej grali w Odessie, w sobotę w Czeremsze, dziś zagrają w Bukareszcie), ale mimo zmęczenia dali bardzo żywiołowy koncert, porywając do tańca niemal wszystkich.

Sześciu muzyków z trąbkami, gitarami, perkusją zagrali z mocą, z rockowym pazurem, łącząc ska z radosnym soft punkowym klimatem. Nie sposób było ustać w miejscu, grali tak energetycznie. Ale też było w ich koncercie miejsce na lekkie wyciszenie, delikatną balladę, dźwięki fujarki, solówki instrumentów dętych.

Tych, którym tańca było mało, szybko przejął DJ Woj, który po północy w tym samym miejscu od lat urządza etnoparty.

Taki był finał soboty. Ale wspomnieć trzeba jeszcze o polskiej Sharenie, która też potrafiła porwać do tańca festiwalowiczów, zgrabnie przeprowadzając ich przez tradycje muzyczne Bałkanów i grając melodie z Serbii, Macedonii, Bułgarii, Bośni i Albanii doprawione cygańskim i żydowskim klimatem. Było żywiołowo, było lirycznie, a bałkańskie melodie zaprezentowali tak, jakby rzeczywiście z Bałkanów przybyli.

Jak ulał do tytułu festiwalu „wielu kultur i narodów” pasował swoim międzynarodowym składem w sobotę zespół Los Fuegos, który choć firmując się jako duński, w swoim składzie ma owszem, dwóch Duńczyków, ale też Meksykanina, Kolumbijczyka i Portugalczyka. Zagrali skrzyżowanie latino i popu (i w tym kierunku raczej wędrowali muzycznie), śpiewając na przemian po hiszpańsku i angielsku.

Sobotnie popołudniowe koncerty zaczynał zaś Vuraj, białoruski zespół, eksperymentujący z pieśniami ludowymi. W swoim repertuarze ma bardzo kontemplacyjne i metafizyczne kompozycje, nie kiedy przypominające twórczość Troitsy.

Powroty i kolektywy

Piątek (dedykowany muzycznie Puszczy Białowieskiej) też był muzycznie bardzo pojemny – na scenie zabrzmiał folk irlandzki (The Bumpers), energetyczny old school reggae, łączacy ska i rocksteady (Konopians), world music (Dikanda, która zabrała publiczność w podróż od brzmień bałkańskich, przez białoruskie, izraelskie, kurdyjskie po hinduskie).

Finał pierwszego dnia festiwalu tradycyjnie należał do gospodarzy – energetycznej Czeremszyny, bez której żaden festiwal po prostu nie mógłby się odbyć. Zagrała razem z gośćmi – Todarem i ukraińską Horyną. Czeremszyna i Todar (czyli Źmicier Wajciuszkiewicz) to kompania sprawdzona, dobrze razem wypadająca na scenie. Podlaski zespół co jakiś czas występuje z bardem z Mińska, i teraz ów czas po raz kolejny nastąpił. Efekt – energia rozsadzająca scenę i sierceszczypatielnoje ballady, brzmienia ukraińskie, białoruskie, poleskie. Wspaniały głęboki głos Todara, wysokie głosy dziewczyn z zespołu, do tego częste zmiany nastroju. I goście z Ukrainy – Horyna, śpiewająca utwory z ukraińskiego Polesia. Kolektyw ciekawy i inspirujący.

Czeremszyna i Todar to był kolejny powrót na festiwalowej scenie. Przez ostatnie 20 lat takich muzycznych powrotów, zawsze jednak wzbogaconych o coś nowego, dokonało się już wiele.

Kiedy 23 lata od pierwszej edycji plenerowego festiwalu przeleciało, nie wiadomo, wiadomo za to, że od ponad dwóch dekad festiwalowa ekipa pod wodzą Barbary Kuzub-Samosiuk i Mirka Samosiuka, stając czasem wręcz dosłownie na głowie, dopina festiwal do końca, i dostarcza wszystkim festiwalowiczom mnóstwo energii. Zapraszając, co i rusz nowe zespoły z całego świata, od lat oprowadza po folkowej wielokulturowej rodzinie.

Festiwal (organizowany przez Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej i Gminny Ośrodek Kultury w Czeremsze) to dziś jedna z najlepszych imprez folkowych w Polsce, jedyna takiego typu na Podlasiu. Z atmosferą absolutnie nie do podrobienia, z trudnym do podrobienia też prowadzącym festiwalowym dobrym duchem – Staszkiem Jaskułką.

Poza koncertami

Oczywiście Festiwal „Z wiejskiego podwórza” to nie tylko koncerty zespołów i pokazy sztuki ludowej, ale także spektakle, warsztaty rękodzielnicze, muzyczne, taneczne, kulinarne, wystawy, pokazy filmów. Po raz trzynasty w historii „Z wiejskiego podwórza” odbył się konkurs kulinarny na potrawę regionalną z udziałem znanych polskich kucharzy Anety i Jana Kuroniów, Giena Mientkiewicza i Zbyszka Kmiecia.

W programie była też naukowa konferencja („Kultura a zbrodnia – kulturowo-społeczne uwarunkowania przestępczości"), pokaz filmu Jerzego Kaliny „Bieżeńcy 1915-22), promocja książki dla dzieci Bogdana Dudki, koncert zespołów śpiewaczych z Czeremchy Wsi, Dobrowody i Wólki Terechowskiej, promocja wydawnictwa „Pieśni nie tylko święte. Tradycja muzyczna Podlasia”, czy prezentacja ludowego obrzędu wesela. Był też oczywiście turniej piłki błotnej „Swamp Football” – na obrzeżach Czeremchy w błocie za piłką przed dwa dni uganiały się umorusane od stóp do głów piłkarskie drużyny.

Jeszcze dziś (bo festiwal jeszcze trwa, do późnego wieczora) zwycięskie drużyny odbiorą puchary. Zagrają harmonijkarze, a przed 19 zacznie się koncert zespołów: Pasztor Hora z Węgier i polska Kapela Brodów (program niżej).

Organizatorom znów udało się sprezentować festiwalowiczom bezpłatny pociąg Kolei Mazowieckich z Warszawy Wschodniej, który na festiwal przywióż słuchaczy w piątek i odwiezie ich w niedzielę po ostatnim koncercie. Odjazd z Czeremchy – godz. 22.30, przyjazd do Warszawy Wschodniej – godz. 0.33. Pociąg zatrzymuje się na następujących stacjach: Mińsk Mazowiecki, Siedlce, Siemiatycze, Nurzec. Pociąg festiwalowy jest bezpłatny, podróżni wsiadają do niego bez żadnych biletów, wejściówek itp. Trzeba jednak pamiętać, że ilość miejsc w pociągu jest ograniczona, a organizatorzy nie odpowiadają za ich brak.

PROGRAM

Niedziela (22.07)

*godz. 16.30 – Koncerty (plener, obok Gminnego Ośrodka Kultury w Czeremsze):

V PRZEGLĄD MUZYKUJĄCYCH NA HARMONIJKACH USTNYCH

ok. godz. 18.30 – Ceremonia wręczenia pucharów w IV Turnieju Piłki Błotnej SWAMP FOOTBALL

Po ceremonii koncert zespołów

PASZTOR HORA (Węgry)

KAPELA BRODÓW (Polska)

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.