Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Odjechały już w świat najróżniejsze lalki, laleczki, zwołane wraz z animatorami do Białegostoku na kolejną edycję festiwalu pokazującego talenty studentów z różnych europejskich (i nie tylko) szkół oraz ich mistrzów.

W Akademii Teatralnej przez pięć dni grali młodzi adepci lalkarstwa, podpatrując się nawzajem i ucząc się od siebie nowych technik i pomysłów. W Białostockim Teatrze Lalek z kolei zaproszone teatry z różnych krajów grały w ramach nurtu profesjonalnego. I młodzi, i dojrzalsi lalkarze udowadniali, że teatr lalkowy to nie tylko parawan i kukiełka, ale niezliczone możliwości formy i gestu, który lalce nielalce daje życie. Taki zresztą tytuł nosił festiwal – „Lalka-Nie-Lalka”.

Obłęd podpalacza, teatr z książki

Publiczność mogła zobaczyć sugestywne, bardzo ciekawe przedstawienia, w których animatorzy wyczarowywali nadzwyczajny świat. Jak w spektaklu finałowym – „Popioły” Plexus Polaire, opowieści o podpalaczu, który z szaleństwem w oczach niszczy wszystko wokół siebie. Przedstawienie miało w sobie surowy skandynawski klimat, mnóstwo niedopowiedzeń, szaleństwo i magię, przede wszystkim zaś lalki różnego formatu na pierwszym planie, które w jednej sekundzie stawały się żywym człowiekiem. Talent animacyjny trojga aktorów wzbudzał podziw, nic więc dziwnego, że po pokazie publiczność zerwała się z miejsc.

Spektakl 'Popioły' w BTLSpektakl 'Popioły' w BTL Fot. Materiały prasowe

Zachwyty widzów nurtu profesjonalnego wzbudzały też m.in. spektakle miniaturki – „Żyrafa” Hop Signor Puppet Theatre z Grecji, nakreślony kredą i mąką spektakl „Gdzieś indziej” Lutkovno Gedalisce ze Słowenii czy też spektakl o przyjaźni człowieka z drzewem, przemijaniu i cywilizacji – „Kiedy wszystko było zielone” The Key Theatre z Izraela. Ten ostatni spektakl był wyjątkowy – wszystkie elementy scenografii, łącznie z lalkami, wykonane były z książek znalezionych na ulicach Tel Awiwu. Wzbudziło to dodatkowy podziw widzów, którzy mogli dotknąć lalek po spektaklu.

Znakomitych przedstawień było podczas festiwalu dużo więcej. Ci, którzy zdobyli bezpłatne wejściówki na pięciodniowe pokazy, mieli okazję wejść w czarowny, nadzwyczajny świat. A taki właśnie jest świat lalek.

Lalkarze sami stali się lalkami

Zaproszeni goście już odjechali w świat, ale w Białymstoku zostali współgospodarze imprezy – Akademia Teatralna i Białostocki Teatr Lalek, który na kolejne pokolenia białostoczan i widzów na całym świecie wpływa już od 65 lat.

Niezliczona ilość spektakli, nagród, fantastycznych kreacji i ta dobra energia! Białostocki Teatr Lalek to prawdziwa marka. Nie do podrobienia. Podkreślali to goście jubileuszowego spotkania, które odbyło się w teatrze przed finałowym spektaklem.

Były życzenia, były kwiaty, sporo humoru i dobrych słów.

Był też pokaz filmu w reż. Bernardy Bieleni i Sebastiana Łukaszuka, którzy owe 65 lat w technice animacji poklatkowej próbowali zmieścić w kilkunastu minutach. Zadanie nadzwyczaj trudne, ale efekt bardzo ciekawy i urokliwy. Chciałoby się ten film móc oglądać gdzieś i po jubileuszu. Na razie widzowie mogli zobaczyć drobniutkie elementy filmu – wycięte figurki, detale scenografii – na specjalnie przygotowanej wystawie. Oglądane z bliska, jeszcze bardziej podkreślały ogrom pracy, jaką twórcy musieli wykonać, kiedy przygotowywali film. Mówią w nim aktorzy, dyrektorzy (Piotr Sawicki, Joanna Piekarska, Krzysztof Rau, Wojciech Kobrzyński i Wojciech Szelachowski, Marek Waszkiel i Jacek Malinowski), scenografowie – a wszyscy sprowadzeni w sposób zabawny do wyciętej z papieru bądź ulepionej figurki. Tak oto animatorzy lalek sami stali się lalkami.

Wyspa niebieskich piesków

Obecny dyrektor Jacek Malinowski mówił:

– To dla nas szczególny dzień. Ale i ja mam swój mały jubileusz – to mój piąty sezon. Jestem szczęśliwy, że mogę być częścią tej pięknej 65-letniej historii.

– Te 65 lat to jedno pasmo sukcesów. Zastanawiam się, czy te ogromne brawa dla byłych dyrektorów to z radości, że odeszli, czy z tęsknoty... – żartował Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku. – Ale mówiąc poważnie, Białostocki Teatr Lalek ma ogromne szczęście do kierujących tą placówką. Ja przeżyłem jednego dyrektora, który sam zrezygnował za mojej kadencji – Marek Waszkiel sam odszedł, właściwie nie wiem dlaczego. Może miał mnie dość? Ale dalej się do mnie uśmiecha, więc będę się nadal doszukiwał przyczyn. O teatrze cały czas mówimy w samych superlatywach, od sukcesu międzynarodowego do sukcesu. To wszystko świadczy o tym, że mamy w Białymstoku niezwykły potencjał.

Z życzeniami przyjechali dyrektorzy i przedstawiciele teatrów i instytucji lalkowych z całej Polski.

– Przyjechałem z Łodzi, ale urodziłem się w Białymstoku. Tu skończyłem szkołę, tu przez rok nawet pracowałem w tym teatrze. W 1976 roku w ramach praktyk machałem łopatą przy budowie tego budynku. Wyjechałem z Białegostoku, ale zawsze ciepło myślę o tym teatrze i mieście. Cały czas obserwuję białostocki teatr z perspektywy Łodzi. I nieustannie mój podziw, miłość i szacunek budzi fakt, że tworzycie tu tak fantastyczną atmosferę. Trzymajcie to mocno! – mówił do lalkarzy Waldemar Wolański, prezydent POLUNIMY, Polskiego Ośrodka Lalkarskiego.

A Ewa Piotrowska, dyrektorka Teatru BAJ w Warszawie (absolwentka białostockiej Akademii Teatralnej), dodawała: – Czegóż można życzyć teatrowi, który ma wszystko? By teatr nadal był wyspą osobną, by nie dopadła was choroba cywilizacyjna, jaka dopadła nas już w Warszawie – mówiła reżyserka, która w BTL swego czasu wyreżyserowała świetny spektakl „Biegun”.

Podarowała teatrowi miniaturkę niebieskiego pieska i powiedziała: – Białostocki Teatr Lalek jest dla mnie takim miejscem: wyspą niebieskich piesków. O odmiennej wrażliwości i pięknych duszach.

Mekka lalkarzy

Białostocki Teatr Lalek to dziś jedna z najlepszych scen lalkowych w kraju. Dokładnie 65 lat temu białostocki teatr Świerszcz pod wodzą Piotra Sawickiego otrzymał państwową subwencję i status sceny zawodowej. I tak się zaczęła historia miejsca, które za sprawą fantastycznych lalkarzy wychowywało teatralnie i pobudzało wyobraźnię kolejnych pokoleń maluchów i dorosłych. Przy wejściu do teatru cały czas można podziwiać wystawę plenerową, na której widać m.in., jak powoli rośnie gmach teatru przy Kalinowskiego. To było blisko 40 lat temu.

A dziś BTL rozsławia Białystok na całym świecie, Akademia Teatralna „produkuje” znakomitych lalkarzy, którzy rozjeżdżają się po kraju. W efekcie Białystok już dawno doczekał się określenia „mekka lalkarzy”. I oby trwało to jak najdłużej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.