Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Joachim, niemiecki żołnierz, i Sońka z podlaskiej wioski podobno istnieli naprawdę, choć o ich miłości przez lata niewiele było wiadomo. Konkretne, z rozmachem nakreślone życie dostali jednak kilka lat temu na kartach powieści „Sońka” Ignacego Karpowicza.

Ponad 10 lat temu pisarz (związany rodzinnie ze Słuczanką) usłyszał od malarza Leona Tarasewicza (z pobliskich Walił) jedno zdanie: „Była u nas taka jedna, co w czasie wojny miała romans z niemieckim żołnierzem”. I tak się zaczęło.

Karpowicz z jednego zdania zbudował historię na 500 stron. Napisał ją dość szybko, potem skrócił do 200. Od tamtej pory „Sońka” stała się jedną z najbardziej czytanych powieści Karpowicza, doczekała się słuchowiska, laurów i teatralnej inscenizacji w Teatrze Dramatycznym.

Sońka pamięta

A teraz jej bohaterowie dzięki akcji Dariusza Żukowskiego dostaną... most. Bardzo prawdopodobne, że białoruska dziewczyna ze Słuczanki i niemiecki żołnierz spotykali się właśnie w jego okolicach.

Sońka i Joachim będą mieli swój most. Bohaterowie romansu upamiętnieniSońka i Joachim będą mieli swój most. Bohaterowie romansu upamiętnieni Dariusz Żukowski

Czyż nie tak mogłoby to wyglądać?:

„Widywaliśmy się z Joachimem po zmroku, najczęściej niedaleko drewnianego domu wiodącego do Słuczanki, a potem szliśmy: na łąki, do lasu, nad rzekę, w stodołę, stogi. Joachim stacjonował w Waliłach, po miesiącu przeniesiono go do Gródka, a kilometry, które nas dzieliły, pokonywał zupełnie zwyczajnie, bo konno...” – mówi Sońka na kartach powieści.

I właśnie w te okolice (ze Słuczanki do mostu w Królowym Stojle jest z kilometr, do Walił ze dwa, do Gródka ze cztery) wszystkich, których historia Sońki i Joachima zafrapowała, zwołuje w sobotę Dariusz Żukowski. Przedsiębiorca, społecznik, pasjonat sztuki współczesnej i akcji wszelakich, dziś mieszka pod Warszawą, ale pochodzi z pobliskiego Gródka. Podlaskie to kraina jego dzieciństwa, w Białowieży kończył technikum leśne.

Sońka na scenie. Potworne ryzyko sceniczne [ZDJĘCIA, WIDEO]

Magiczne miejsce

O akcji upamiętnienia Sońki i Joachima myślał już od kilku lat.

– Pomysł pochodzi oczywiście z literatury. Przyszedł mi do głowy po przeczytaniu „Sońki” i obejrzeniu spektaklu w Teatrze Dramatycznym w Białymstoku – mówi Dariusz Żukowski. – Most nad rzeką Supraśl koło Słuczanki znam od dawna, z licznych wypraw w te strony naszej gminy. Stałem na nim wiele razy. Zna go też moja rodzina i przyjaciele. Słuczanka, Królowe Stojło – to naprawdę piękne okolice. To miejsce występuje w powieści Karpowicza. To tu spotykają się bohaterowie tego „niemożliwego” romansu. Leży trochę na krańcu świata. Magia!

Akcja ma charakter nieformalny, ale na moście w sobotę konkretna tabliczka z napisem: „Most im. Sońka i Joachima” zawiśnie.

– Myślę, że pomysł jest pozytywny. Chciałbym, aby to miejsce było np. miejscem fotografowania się par młodych. Takie „miejsce miłości”. Nigdy nie byłem w Weronie, słynnym mieście Romea i Julii, których historia stała się wzorcem romantycznego zakochania. Nie widziałem domów rodzin Capulettich i Montecchich. Nie stałem też pod balkonem Julii, tak naprawdę dobudowanym wiele lat później na potrzeby turystów z całego świata. W Weronie balkon jest, ale wysoko. Ja tę podlaską miłość „stawiam na ziemi”. Na moście. Mosty są ważne w życiu ludzi. Nawet te daleko położone – mówi Żukowski.

Kaczki, łódeczki, rzeźby

Błogosławieństwo od autora powieści jest.

– Ignacy dał mi zielone światło. Pomysł bardzo mu się spodobał. Szuka wolnego terminu w swoim kalendarzu, aby przyjechać – żartuje pomysłodawca.

Na pewno na miejscu będą książki z autografem pisarza. Dostaną je zwycięzcy zawodów – w puszczaniu kaczek i łódeczek na wodę. Takie nostalgiczne wspólnotowe spotkanie odbędzie się w okolicach mostu w godz. 15-18.

Żukowski na co dzień jest wiceprezesem warszawskiej firmy Ag-Complex, pielęgnującej stołeczną zieleń. Ale na koncie ma już kilka społecznych projektów i akcji, związany jest też ze sztuką współczesną „nie tylko emocjonalnie, ale i czynnie”. Współpracował m.in. z takimi artystami jak Julita Wójcik, Małgorzata Dmitruk, Teresa Murak i Paweł Althamer. Z tym ostatnim znakomitym rzeźbiarzem i performerem przed rokiem działał w pobliskich Wyżarach (nadleśnictwo Waliły), pomagając przy projekcie „Życie drzew”. Powstała tam leśna, wkomponowana w las otwarta galeria rzeźb z drewna i ekologicznych materiałów, nad którą pracowali chorzy na stwardnienie rozsiane członkowie Grupy Nowolipie. Rzeźby powstały m.in. dzięki Żukowskiemu, który artystom podarował ogromne kłody drewna akacji i lipy. Co z nich powstało i jak rzeźby narusza czas, zwierzęta i owady – można ciągle zobaczyć w lesie, zaraz za kładką biegnącą od zbiornika wodnego w Wyżarach.

Romeo i Julia mogliby się uczyć

„Sońka” to chyba najbardziej „podlaska”, osadzona w rodzinnych terenach powieść autora „Ości”, „Balladyn i romansów”, czy „Cudu”. Również najkrótsza – co dla fanów poprzednich powieści Karpowicza, liczących ponad pół tysiąca stron, było zaskoczeniem. W „Sońce” z 500 stron zostało 200. Pozostała esencja.

– Jest tam ogromne kłębowisko emocji: relacja między dwojgiem ludzi z kompletnie różnych światów, Sonia gwałcona od dzieciństwa przez ojca, całe jej trudne życie, II wojna światowa, Holokaust, moje rodzinne okolice w tamtych czasach... Wszystko to powodowało, że ta książka była dla mnie bardzo trudna emocjonalnie – opowiadał nam kilka lat temu Ignacy Karpowicz. – Punktem wyjścia faktycznie stało się jedno, dwa zdania, jakie usłyszałem od Leona – o jednej takiej, co w okolicach Gródka w czasie wojny miała chłopa Niemca. To bardzo mocno we mnie zapadło. Oto przybysz z obcej cywilizacji, bo kimś takim był ten Niemiec, oficer SS, w czasie II wojny światowej w białoruskiej wsi. I ona, białoruska dziewczyna. Ta sytuacja była wręcz nie do wyobrażenia – mówił Karpowicz. – Na początku Joachima było w książce bardzo niewiele – był po prostu najeźdźcą, który jest przejazdem przez białoruską wieś. Gdy zacząłem jednak ten swój tekst przez lata poprawiać, to i ta postać się rozrosła. Jest oficerem SS. Ale nie wiadomo, czy zrobił coś złego, czy ma za sobą taką przeszłość, jak np. oficerowie z obozów. Nie wiadomo zresztą, jak zachowałby się, będąc w obozie... Tego nie wiemy. Lubię go, bo nie wykorzystywał swojej wyższej pozycji, nie traktował Sońki jak kogoś gorszego, ona jest dla niego partnerką. Lubię go, bo zdecydował się na taki układ i był szczery w swoich uczuciach. Owszem, wszystko to wydaje się być niemożliwe. Sońka mówi tylko po białorusku, Joachim tylko po niemiecku. Ona jest miejscowa, on – oficerem niemieckim, rasa panów. A jednak dochodzi między nimi do porozumienia, zakochują się w sobie, słów im nie trzeba. To historia niesamowitej miłości, wbrew wszystkiemu. Romeo i Julia mogliby się od nich wiele nauczyć.

Książka "Sońka" dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl >>

Spotkanie:

sobota, 16 czerwca, godz. 15-18

Most na rzece Supraśl,

Królowe Stojło, Gmina Gródek

*godz. 15–15.30 odsłonięcie pamiątkowej tabliczki z nazwą mostu,

*godz. 15.30–16- puszczanie żabek (kaczek)* pod mostem,

*godz. 16–16.30- zawody łódek papierowych** lub zrobionych z kory drzew,

Dla zwycięzców w poszczególnych kategoriach – nagrody: książka „Sońka” z autografem Ignacego Karpowicza

*Dla tych, co nie wiedzą: puszczanie żabek/kaczek, kaczka – rzucanie na wodę płaskiego kamienia tak, by odbił on się od powierzchni wody i poleciał dalej, odbijając się od wody kilkukrotnie.

*Rekord Guinnessa w ilości odbić puszczonych kaczek wynosi 88 razy. Rekord Guinnessa w najdalszym dystansie pokonanym przez kaczkę wynosi 120 metrów – przypomina Żukowski.

Uwaga! Chętni do udziału w zawodach powinni przynieść z sobą odpowiednie kamienie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.