Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa o niepełnosprawności

Joanna Klimowicz: Długo się nie widzieliśmy. Skończyłeś w Białymstoku polonistykę i wyjechałeś do Łodzi. Dlaczego?

TOMASZ STAŃCZAK

Łukasz Maranda*: – W Białymstoku nie udało mi się znaleźć pracy. W związku z tym rodzice podjęli decyzję o: dla nich – powrocie, a dla mnie – przyjeździe do Łodzi, co nastąpiło w połowie czerwca 2009 roku. Przyczyny tej decyzji były różne, ale między innymi – ta moja. Kierowniczka wydziału ds. osób niepełnosprawnych w Powiatowym Urzędzie Pracy w Łodzi powiedziała mamie: „No jak to, z takim wykształceniem i doświadczeniem syn nie może znaleźć pracy? Z miejsca ją dostanie!”. Te słowa pani kierownik okazały się na wyrost, bo po przeprowadzce nadal nie miałem pracy. Ostatecznie dzięki znajomościom w Urzędzie Wojewódzkim w Łodzi, udało mi się zatrudnić formalnie w tamtejszym wydziale polityki społecznej, a praktycznie – w wojewódzkim zespole ds. orzekania o niepełnosprawności. Spełniałem funkcje administracyjne, takie jak wprowadzanie danych do systemu, opieka nad poczta wychodzącą, stemplowanie kopert... Przynajmniej wiem, że jestem w stanie w określonym czasie ostemplować 400 kopert. Wcześniej miałem staż redakcyjny w czasopiśmie związanym z ośrodkami spa and wellness i zdrową kuchnią, a nieco później – półroczny staż w tymże wydziale polityki społecznej. Niestety, w pracy doświadczyłem mobbingu ze względu na swoje problemy zdrowotne, przede wszystkim okulistyczne. Musiałem też przejść operację usunięcia pęcherzyka żółciowego. Mieszkam tylko z mamą, tato zmarł przed siedmioma laty.

Bardzo mi przykro. Czym się teraz zajmujesz?

– Jestem aktywny. Wcześniej byłem przytłamszony, ale maja ubiegłego roku jeżdżę po mieście, odkrywam jego uroki. To trudna miłość, choć w Łodzi niewątpliwie można się zakochać. Cały czas leczę się na depresję, a ten lek, który teraz przyjmuję, zdecydowanie dobrze na mnie działa. Ludzie sami „wyskakują” z chęcią pomocy, jestem szeroko znany w łódzkim MPK. Dużo jeżdżę autobusami i tramwajami, oczywiście tymi liniami, które są dla mnie dostępne. A tych tramwajowych jest doprawdy tylko kilka. Ale jak obiecywała nasza prezydent, w tym roku zostanie zakupionych około 50 niskopodłogowych tramwajów i sytuacja transportowa powinna się poprawić. Jeśli chodzi o stan jakości jezdni i chodników, to rzeczywiście pozostawia on wiele do życzenia. Nie raz, nie dwa zdarzyło mi się wypaść z wózka, ale kładę to na karb ceny samodzielności, jaką staram się osiągać. Samochód mnie też potrącił, skończyło się cudem – lekko się tylko poobtłukiwałem. W najgorszym stanie był mój wózek, ale mnie się praktycznie nic nie stało. Jeszcze w karetce pogotowia, którą sam wezwałem nie traciłem humoru, dopiero na SOR-ze. To dlatego, że traktuje się pacjentów jak zło konieczne, a nie osoby wymagające pomocy, a niepełnosprawnych jeszcze gorzej.

W Dniu Matki Białystok solidarny z protestującymi w Sejmie [WIDEO]

Porównywałeś bariery architektoniczne, i te w głowach ludzi – w Białymstoku i Łodzi?

– Przyznam, że białostockich już nie pamiętam, ale z tego, co wiem, co czytam, co przekazują mi znajomi, to pan prezydent Truskolaski jeśli chodzi o ciągi komunikacyjne, się stara. Pod tym względem może być więc lepiej niż w Łodzi. Tutaj dopiero uruchomiono pilotażowy program Asystent Osoby Niepełnosprawnej, który w Białymstoku funkcjonuje od lat. Płaci za niego „ciocia Unia”, a pośrednikiem w płatnościach jest Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. W Łodzi ludzie są pomocni i z przypadkami dyskryminacji rzadko się spotykam, co mnie cieszy. Niemniej jednak postanowiłem właśnie teraz, że jestem gotów do wystartowania w wyborach samorządowych do łódzkiej rady miejskiej z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej – dlatego że Sojusz wydaje się najbardziej przyjazny.

Co trzeba zmienić? Jak miasto może pomóc osobom z niepełnosprawnością, by w większym zakresie z niego korzystały – z przestrzeni miejskiej czy dóbr kultury?

– Odpowiedź na to pytanie jest i łatwa, i trudna zarazem. Miasto powinno pomagać osobom niepełnosprawnym w realizowaniu tych celów. Państwo, którzy będą czytali ten wywiad, mogą zapytać: „Ale jak to zrobić?". Dofinansowywać bilety wstępu do różnego rodzaju placówek kultury czy sportu (np. połowę ceny płaci osoba niepełnosprawna, a drugą połowę – budżet miasta), zapewniać pomoc Asystenta Osobistego Osoby Niepełnosprawnej, dbać o dobrą jakość miejskich ulic i chodników: o równe powierzchnie, bez pęknięć, „klawiszujących” płyt chodnikowych, z obniżonymi krawężnikami.

TOMASZ STAŃCZAK

Śledziłeś protest w Sejmie?

– Oczywiście, nawet wspierałem, ale tylko początkowo. Jak to zaczęło się przedłużać, to przestało mi się podobać. Wiem, że nie wszystkim taka ocena się spodoba, ale jest to moje własne, subiektywne, zdanie.

Tym bardziej że rząd okazywał wyraźne lekceważenie. Widać było, że tego najważniejszego z punktu widzenia protestujących postulatu – 500 zł na rehabilitację, w tym przypadku raczej społeczną, bo chodzi o wyjście do kina, teatru – nie spełni. Zdawałem sobie sprawę, że tak będzie. Pieniądze rzuca każdemu, kto jest dla niego potencjalnym wyborcą. A niepełnosprawni – co? Niech siedzą po domach, niech się nawet nie uczą, bo z tego co wiem, to pani ministra Zalewska wymyśliła, że nie będzie nauczania indywidualnego dla osób niepełnosprawnych. Aż się we mnie gotuje jak o tym mówię. Albo o takim przejawie chamstwa tej władzy, jak potraktowanie bogu ducha winnej 91-letniej uczestniczki Powstania Warszawskiego, nauczycielki szkół specjalnych. Jak można było trzymać ją na dystans, w upale? Dobrze, że pomyślała, wzięła stołeczek i wodę mineralną. Nie chcieli tych ludzi dopuścić do protestujących, bo nie przejmują się już niczym innym, jak tylko swoim wizerunkiem.

Listy do redakcji. Chęć pomocy czy tylko licytacja z niepełnosprawnymi?

Jakie są potrzeby osób niepełnosprawnych w zakresie tej rehabilitacji społecznej, o której mówisz? Czy są możliwe do spełnienia gdy ludzie mają tylko rentę socjalną?

– Tak naprawdę potrzeb osoby niepełnosprawne mają bardzo wiele: od rehabilitacji, masaży, środków higieny osobistej, pomocy ortopedycznych aż po prowadzenie zadowalającego życia społecznego. Mówię o wyjściu na spacer, do kawiarni, do kina, dyskoteki, na basen. I zdecydowanie uważam, że pieniądze z renty socjalnej do realizacji tych celów nie wystarczą.

Twoim zdaniem w jaki sposób można osiągnąć postulaty środowiska?

– Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Rząd zachował się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany, podpisując porozumienie z częścią środowisk osób niepełnosprawnych, czym je kompletnie podzielił. Mało więc, że społeczeństwo jest podzielone za Kaczyńskim i przeciw Kaczyńskiemu, za Rydzykiem i przeciw Rydzykowi. Że tyle jest teraz ataków na obcokrajowców. Czy wiesz, że pod koniec grudnia 2016 roku niepełnosprawny chłopak był przetrzymywany, torturowany i ostatecznie zamordowany w Słubicach?

A ludzie jak dostają 500 plus i te wszystkie inne możliwe plusy, to już ich nic nie obchodzi: ani demokracja, ani deptanie ich praw, ani ksenofobia.

To jest coraz bardziej przerażające i końca tego nie widzę. Jeżeli jakakolwiek inna opcja polityczna dojdzie w najbliższym czasie do władzy – w co jednak wątpię ze względu na te „pięćsetplusy” – będzie mieć do sprzątania... Stajnia Augiasza to przy tym mały pikuś.

*Andrzej Łukasz Maranda, 37 lat, od urodzenia na wózku inwalidzkim z powodu przepukliny oponowo-rdzeniowej i niedowładu obu kończyn dolnych, mgr filologii polskiej o specjalności wiedza o kulturze; w planach – kolejne fakultety; ma nadzieję na satysfakcjonującą – nie tylko jego samego, ale i społeczeństwo – pracę.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.